visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
The spirit of the beehive

Rok 1940. W malutkiej kastylijskiej wiosce mieszka z rodzicami i starszą siostrą Isabel sześcioletnia Ana - śliczna, rezolutna dziewczynka, żyjąca w świecie marzeń. Film zaczyna się przyjazdem kina objazdowego do wioski, pokazywany będzie "Frankenstein". Ana nie wszystko z niego rozumie, ale owładnięta zostaje pragnieniem spotkania Frankensteina i zaprzyjaznienia się z nim. Isabel wyjaśnia siostrze, że w filmie nikt naprawdę nie umiera, że Frankenstein jest w istocie duchem i że mieszka w opuszczonym domu stojącym na polu za wioską. Ana może go zobaczyć, jeśli tylko zamknie oczy i szepnie: "Jestem Ana". Od tej pory Ana wciąż chodzi do opuszczonego domu, zagląda do studni próbując spotkać potwora. Pewnego dnia natrafia tam na republikańskiego uciekiniera, któremu przynosi pózniej miód z pasieki swego taty, chleb i ubranie ojca. Wierzy, że Frankenstein przyszedł do niej pod postacią mężczyzny.

Film jest przepięknym obrazem dziecięcej mocy wyobrazni i jednocześnie smutnym obrazem zakątku kraju tuż po wojnie domowej. Rodziców Any i Isabel prześladują wspomnienia wojenne - matka pisze list do kochanka, będącego na wygnaniu we Francji, ojciec całą swą uwagę poświęca pasiece i obserwacjom tworzenia miodu w szklanym ulu w swoim gabinecie. Nocami pisze pamiętnik. Isabel i Ana pozostawione są praktycznie samym sobie. Kochające się siostry opowiadają sobie przed snem tajemnicze historie, nasłuchują na torach nadjeżdżających pociągów, zbierają grzyby w lesie. Reżyser, Victor Erice, fantastycznie obsadził role obu dziewczynek. Isabel Telleria grająca Isabel i Ana Torrent grająca Anę cudownie uosabiają dziecięcą melancholię, niewinność, poezję dziecięcych wrażeń i odczuć. Przepiękne są w tym filmie zbliżenia - ogromnych oczu Any, plastra miodu z pracującymi pszczołami, zamyślonej twarzy mamy, gdy niczym postać z obrazu Vermeera pisze przy biurku list, trującego grzyba w lesie (ciekawe ujęcia zwłaszcza w kontekście niemal całkowitej ślepoty operatora kamery).

Niesamowite jest połączenie w "The spirit of the beehive" zniszczenia i biedy otaczającej bohaterów i jednoczesnych narodzin fantazji dziecka. Rodzina mieszka w dużej rezydencji, pamiętającej jeszcze czasy dawnej świetności (gabinet ojca przepełniony jest starymi książkami, dzieci mają ogromną przestrzeń do zabawy i ganiają się po marmurowych podłogach), ale dom jest zaniedbany, niszczeje ogród i nikt nie ma serca, by zająć się pielęgnacją tego, co już nie wróci. Jest taka piękna scena, gdy Ana ogląda album ze zdjęciami, podziwiając milcząco zdjęcia eleganckiej mamy i sylabizując podpis pod jednym ze zdjęć: "Dla mojego drogiego mizoginisty - Teresa". W tym zniszczonym domu Ana i Isabel budują swój świat fantazji - anioł z czaszką na obrazie wiszącym nad łóżkiem fascynuje Anę, szyba w oknie balkonowym, składająca się z żółtych sześciokątów przypominających plastry miodu, nie pozwala Anie zasnąć, każąc marzyć o wchodzącym do dziecięcego pokoju Frankensteinie.

Sceny z filmu długo będę miała przed oczami. Przygaszone kolory, jesienne krajobrazy, wielkie, puste przestrzenie, ogromny dom, w którym słychać każdy krok, oświetlony świeczką pokój dziecięcy i dwa łóżka z puchową pierzyną, brązowe oczy Any zaglądającej do studni... Ten film wycisza, uspokaja, uwrażliwia, kieruje uwagę na szczegóły i przenosi w czas dzieciństwa.

poniedziałek, 05 listopada 2007, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/11/05 15:30:16
Brzmi zachęcająco, muszę go poszukać koniecznie!
-
2007/11/05 16:01:17
brzmi interesująco...
-
2007/11/05 21:32:05
Przypomniałaś mi inny film o dziecięcej wyobrazni-labirynt fauna. Piekny ale bardzo okrutny. A ten ktory opisujesz brzmi jak łagodniejsza wersja bajki wymyślonej przez dziecko...
-
2007/11/05 23:10:48
Naprawdę zachęcam Was wszystkie do obejrzenia go, jeśli jest w Polsce dostępny. Też miałam skojarzenia z "Labiryntem Fauna" (bo też Hiszpania i podobny okres, i mała dziewczynka żyjąca w swoim świecie), ale The spirit of the beehive jest inny - nie ma tu magii, potworów i jakiejś misji do wypełnienia. Są surowe realia, tylko Ana widzi w nich coś więcej i głęboko wierzy w to coś więcej. Nie ma elementów magicznych, Anę fascynuje studnia, pusty dom, ul, a więc dość zwykłe, codzienne rzeczy. Ale właśnie to jest ciekawe - jak można z takim zainteresowaniem spoglądać na codzienność, w drobiazgach dostrzegać piękno.