visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Paris, Texas

Dojrzewam. Rzadko widzę to tak wyraznie jak w przypadkach, kiedy sięgam po książkę czy film, które dawniej mnie nudziły, a teraz czytam/oglądam z dużym zainteresowaniem i przyjemnością. Mam wrażenie, że jako młodsza osoba nie byłam w stanie dostrzec wszystkich niuansów psychologicznych, że teraz znacznie więcej rozumiem, akceptuję i na więcej jestem otwarta. Wim Wenders jest takim reżyserem, do którego trzeba dorosnąć. Jako nastolatka obejrzałam „Po tamtej stronie chmur", przepiękny film, w którym się dosłownie zakochałam. Potem było „Lisbon Story" i ten film tak bardzo mnie rozczarował, że zraziłam się do Wendersa na długo. „Niebo nad Berlinem" też wymęczyło mnie kiedyś strasznie. Jakiś czas temu obejrzałam „Buena Vista Social Club" i poczułam, że może ten Wenders nie jest jednak taki nudny. Teraz widzę, że zwyczajnie głupia byłam i za mało wrażliwa, by pojąć kino Wendersa. Kilka dni temu widziałam „Paris, Texas" i coś czuję, że nadchodzi wielka wendersowa fala, która mnie pochłonie na długo. Cieszę się już na kolejne filmy tego reżysera i na powtórkę z „Lisbon Story" i „Nieba nad Berlinem" – dojrzałam i wiem, że teraz mi się spodobają.

 

„Paris, Texas" jest, w wielkim skrócie, filmem o wyobcowaniu, marzeniach, tęsknocie za ciepłem, bliskością, rodziną. W głównej roli występują Harry Dean Stanton i śliczna i utalentowana (ale o niewykorzystanym pózniej potencjale) Nastassja Kinski. Travis, bohater grany przez Stantona, odciął się od rodziny przed czterema laty i całkiem przypadkiem zostaje odnaleziony na amerykańskiej pustyni przez swojego brata. Z początku Travis nie mówi i wydaje się być upośledzony umysłowo. Szybko jednak wraca do siebie, zaczyna mówić, przypomina sobie swoją przeszłosć. Wraca z bratem do Los Angeles, gdzie mieszka ośmioletni syn Travisa, Hunter, z Travisa bratem i żoną. Do pełnego obrazu brakuje tylko żony Travisa, Jane, z którą ten rozstał się przed laty i o której wiadomo jedynie tyle, że piątego dnia każdego miesiąca wpłaca pieniądze na konto Huntera. Travis i Hunter wyruszają w podróż, by znalezć Jane.

 

Film jest w swoim klimacie zarówno bardzo amerykański jak i europejski, jeżeli w ogóle można się pokusić o takie stwierdzenie. Amerykańskosć przejawia się w tym wszystkim, co dla samych Amerykanów jest jak najbardziej normalne, a co tak fascynuje obcokrajowców: przydrożne motele, pustynia spalona słońcem. Całość przypominała mi nieco „Blue Velvet" Davida Lyncha. Dom brata Travisa stoi na wzgórzu, z którego widać całą panoramę Los Angeles i startujące samoloty. Nastassja Kinski w wełnianej sukience przywodziła mi z kolei na myśl jedną z bohaterek „Amarcorda" Felliniego, mimo że tamta miała zdecydowanie pokazniejszy biust. Brat Travisa jest wyraznie amerykański, ze swoim akcentem, strojem i stylem bycia, podczas gdy jego żona jest Francuzką z krwi i kości. Sam tytuł filmu odnosi się do Paryża, ale nie tego we Francji, ale dziury w Texasie, gdzie diabeł mówi dobranoc. Europejski jest jednak przede wszystkim nastrój, kino drogi zdecydowanie bardziej w stylu „Passenger" Antonioniego niż „Thelmy i Louise". Statycznosć, brak tradycyjnie pojmowanej akcji, nasycenie kolorami przywołują na myśl obrazy Edwarda Hoppera, którymi zresztą Wenders i operator, Robbie Müller inspirowali się podczas kręcenia filmu i których klimat pragnęli uchwycić.

 

Wendersa zawsze fascynowało połączenie kultur amerykańskiej i europejskiej, nie raz wypowiadał się na ten temat i nie raz przedstawiał tę problematykę w swoich filmach. To, co zaczyna mnie u niego oczarowywać to własnie zainteresowanie różnymi kulturami, szukanie miejsca na swoją europejską melancholię w USA, podróż w głąb siebie mimo pozornego nieprzemieszczania się w sensie fizycznym. Chyba nastał teraz w moim życiu okres na odkrywanie Wendersa i i wsłuchiwanie się w jego świat...

wtorek, 05 lutego 2008, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/02/05 23:10:03
uwielbiam "Lisbon's Story" i "Buena Vista Social Club"...tego filmu, o którym piszesz, nie widziałam.
-
2008/02/06 13:56:27
Z filmów Wendersa mocniej utkwiły we mnie Lisbon Story, Niebo nad Berlinem i The Million Dollar Hotel. Rzeczywiście, z jego filmami długo się trzeba oswajać.
BVSC, pamiętam, oglądałam w maleńskim kinie, gdzie było tylu widzów, że dostawiali składane krzesełka. Do tego filmu dojrzałam dopiero, kiedy po latach kupiłam płytę zespołu...
Jakiś czas temu widziałam "Don't come knocking". Był znacznie prostszy w odbiorze. Może to ja dojrzałam a może to Wenders się zmienił... :)
-
2008/02/06 14:11:59
Dojrzewanie, to psychiczne, do różnych spraw, jest jedną z najpiękniejszych rzeczy, o ile przeżywa się je świadomie. Jak czytam o Twoich zmaganiach z Wendersem, przypomnia mi się, jak za dawnych czasów nie rozumiałam, co takiego ludzie widzą w Robercie Redfordzie.
Wendersa polubiłam po BVSC. Ten film poruszył we mnie czułe struny. Drugim było Lisbon Story. Dla mnie jego filmy są głębokie i nastrajają do myślenia - o życiu, umieraniu, odchodzeniu od siebie. I miłości. Czystej i pięknej.
-
2008/02/06 15:36:49
Chiara: No wlasnie ja bede musiala obejrzec "Lisbon Story" jeszcze raz, by docenic ten film. A "Paris, Texas" polecam goraco :)

Pyza: Wenders tez z pewnoscia sie zmienia (nie tylko Ty :)), ja mam w planach obejrzec wkrotce jego wczesniejsze filmy, wlasnie zostaly tu wydane na dvd: "Alicja w miastach", "Tokyo-Ga", "Notebook on cities and clothes" (o Yohji Yamamoto), no i oczywiscie te wszystkie pozniejsze bardziej znane.

Lis_ka: Zgadzam sie, to piekna rzecz obserwowac wlasny rozwoj i byc tego swiadomym. Co do Redforda - ja dalej nie rozumiem, co kobiety w nim widza, podobnie mam z Piercem Brosnanem.
A Wenders bez watpienia kreci bardzo madre filmy :)
-
2008/02/06 16:06:54
Chihiro, nie lubisz Redforda? Kurcze, Ty musisz być naprawdę bardzo młoda ;-)))) Żartuję, oczywiscie.
-
2008/02/06 16:20:01
No nie lubie Redforda, ale za to lubie Paula Newmana, podobali mi sie tez bardzo Cary Grant, Gregory Peck i James Stewart. I bardzo lubie Jeremy'ego Ironsa, Maxa von Sydow i Johna Malkovicha. Wiec taka mloda nie jestem :)
-
2008/02/07 09:14:42
Sto lat, sto lat, niech żyje Chihiro nam!

Droga Chihiro, życzę Ci abyś była zdrowa oraz szczęśliwa, abyś nadal dokonywała wielu odkryć książkowo-muzyczno-filmowo-życiowych i doświadczała niezapomnianych wrażeń, które zresztą tak pięknie nam tu opisujesz.
Miłego dnia:*
-
2008/02/07 18:33:20
Aisog, jak milo, ze jestes i jakie mile zyczenia! Udalo Ci sie jednak zostawic komentarz? - fajnie :) Dziekuje bardzo za zyczenia, postaram sie duzo odkrywac (tylko nie siebie!), a dzien mam bardzo mily :)
-
2008/02/13 16:29:55
Paris-Texas to z jakiegos powodu ulubiony film mojego męża - piszę "z jakiegoś powodu", ponieważ go nie widziałam, niestety. Zdaje się, że z tego reżysera w ogóle widziałam tylko "Buena vista social club". No cóz, wszytsko przede mną:-)
-
2008/02/14 14:24:11
Tsun_am: Witam :) To prawda, wszystko jeszcze przed Toba - sama ta swiadomosc jest cudowna. Obejrzyj "Paris, Texas", zwlaszcza jesli Twoj maz tak go sobie upodobal :)
-
Gość: xevian, 195.150.57.*
2008/12/05 15:36:29
film ten obejrzalem jakies 20 lat temu i bylem zachwycony,chetnie obejrzal bym ponownie .czy wiesz gdzie mozna go zdobyc/kupic,wypozyczyc?mam nadzieje ze film sie nie zestarzal i bede mial podobne wrazenia jak Ty.pozdrawiam
-
2008/12/05 16:57:47
Xevian: Ja ogladalam film wypozyczony w Anglii, gdzie mieszkam na stale, tam jest latwo dostepny. Tak samo w Niemczech, natomiast nie wiem, czy mozna go dostac w Polsce. Nie jestem pewna, czy Twoj zachwyt bylby dzis taki, jak dawniej, ale moim zdaniem film nie sprawia wrazenia starego, teraz po prostu nie jest wspolczesny, jest kultowy.