visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Don't judge a book by...

No właśnie. Czy zdarza Wam się sięgnąć po jakąś książkę w księgarni dlatego, że podoba Wam się okładka? Albo nie kupić jakiejś książki, pomimo ciekawych recenzji, bo okładka jest odstręczająca? Dla mnie okładka stanowi niezwykle ważną część książki, to ona często decyduje, czy między mną a książką zaiskrzy czy nie. Z bólem czytam książki o brzydkich okładkach - czytam, bo nie zawsze mam wybór okładki. Rezerwując książki w bibliotece nie wiem często, jakie wydanie mi się trafi i naprawdę jestem rozczarowana, gdy trafia się brzydkie. Kupując daną książkę i mając do wyboru kilka wydań (zakładając, że przekład jest ten sam w przypadku książek obcojęzycznych) kieruję się przede wszystkim stroną graficzną, pózniej dopiero ceną. Okładka ma tak wielkie znaczenie, że jeśli czytam książkę, która mnie nie zachwyca, a ma piękną okładkę czuję się oszukana. Myślę też, że gdyby niektóre książki miały ładniejsze okładki, przeczytałabym je szybciej.

Czego w okładkach nie znoszę?

1. Złoconych liter

2. Nagromadzenia informacji o nagrodach, jakie autor zdobył, fragmentów pozytywnych recenzji i tej całej reklamy książki (ale w Anglii niestety nie można od tego uciec)

3. Nie przepadam za umieszczaniem zdjęć prawdziwych ludzi, chyba że są to autorzy albo istniejący naprawdę bohaterzy albo zdjęcia są naprawdę piękne

4. Ilustracji - oczywiście wyjątkiem są graphic novels

5. Zbytniego romantyzmu kojarzącego się z tak zwaną chick-lit, czyli nieambitną literaturą babską, np. odpada książka, na której różowej okładce widzę buty na wysokich obcasach obok stolika nocnego, na którym stoi kieliszek z czerwonym winem i zdjęcie wieży Eiffla, a do tego tytuł książki mieni się brokatem

6. Koloru różowego, chyba że jest to róż indyjski

7. Śliskich, błyszczących okładek

A co lubię?

1. Ponure kolory

2. Przyciągające wzrok zdjęcia, chętnie czarno-białe albo w sepii

3. Reprodukcje obrazów, zwłaszcza moich ulubionych

4. Kolor ciemnozielony i czarny

5. Minimalizm - tytuł i nazwisko autora wystarczą, mogą nawet być jedynie na grzbiecie (ale takie rarytasy występują chyba jedynie pod papierową obwolutą twardych okładek albo w wydawnictwie Persephone)

A oto książki, których jeszcze wprawdzie nie przeczytałam, ale których okładki na tyle przyciągnęły moją uwagę, że mam je na liście (niektóre już nawet na półce):

 "Wild" - Jay Griffiths

 "Waugh abroad" - Evelyn Waugh

 "Travels in the scriptorium" - Paul Auster

 "The secrets of the chess machine" - Robert Lohr

 "The journal of Dora Damage" - Belinda Starling

 "The Pendragon Legend" - Antal Szerb

 "Ostatni pasaż" - Krzysztof Rutkowski

 "The End of the Alphabet" - C.S. Richardson

środa, 19 marca 2008, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/03/19 18:16:01
Masz rację. Dużo zależy od wyglądu książki. To normalne, że nasz wzrok przyciąga coś niezwykłego, intrygującego, nie sięgniemy raczej po książkę z jakąś aktoreczką na okładce, bo to nie nasza bajka ;-)
Stworzyć okładkę idealnie oddającą atmosferę i klimat książki, to sztuka bardzo trudna, aczkolwiek możliwa.
Ja natomiast zwracam uwagę na zapach. Biorę książkę w księgarni i wącham ją. Zauważyłam, że są różne zapachy. Wiem, to kwestia papieru, farby, a nawet zapachu magazynu, czy samej ksiągarni. Ale każda książka, szczególnie świeżo zakupiona, ma swój specyficzny zapach. Lubię "rozdziewiczać" książki, zabieram ich pierwotny zapach. Nie przepadam za to za książkami z bibliotek, choć oczywiście zdarza mi się z takich korzystać. Dlaczego? bo zapach książek z biblioteki ma w sobie coś odpychającego.
-
2008/03/19 18:17:00
oszaleć można dzisiaj z tym bloxem! właśnie się skarżyłam na "o blox", bo ile można!
A napisałam Ci wcześniej komentarz, w którym było, że nie, okładka nie determinuje mojego sięgnięcia lub nie po książkę. Teraz zapiszę sobie ten tekst, coby znowu się nie wściekać!
-
2008/03/20 12:45:06
Nie lubię "dyskoteki" na okładce, jak mi wszystko migocze.
Nie lubię serduszek, różyczek.
Nie lubię Laleczek i Lalusiów.
Pozdrawiam:)
-
2008/03/20 14:10:01
Matylda_ab: Ja tez nie lubie zapachu ksiazek z biblioteki i nie znosze tej folii, w ktora sa zawiniete (a nie da sie jej zdjac, u mnie przyklejaja ja do okladki). Niedawno dostalam od ukochanego ksiazke, w ktorej trzeba bylo recznie rozciac strony - co za frajda! Przypomnialo mi sie od razu, jak kiedys bylo, kiedys przeciez kazdy czytelnik mial noz no rozcinania stron :)

Chiara: Na szczescie dzis blox pracuje bez zarzutu :) U mnie tez okladka nie determinuje wyboru, ale bardzo na niego wplywa. Ale jak powiesc jest w jednym wydaniu, brzydkim, ale jest znakomita, to kupuje i nie wybrzydzam - tylko tak mi jakos zal...

Nutta: No to sie zgadzamy :) Literatura "dyskotekowo-infantylna" nie dla nas :)
-
2008/03/20 21:41:27
U mnie podobnie jak u Chiary. Chociaż wolę książki, które mają "podobające się mi" okładki.
Nie lubię lukierkowych okładek, odpada tandetny róż, choć w zasadzie różowy i jasny fiolet bardzo lubię (jako kolor), co niektórzy nie potrafią zrozumieć (ja sama też, choć podejrzewam, że dlatego, iż są to takie optymistyczne kolory). Z okładek, które przedstawiłaś najbardziej podoba mi się trzecia od góry i ostatnia :D
Pozdrawiam!
P.S. Troche bez sensu mi ten komentarz wyszedl, ale jakos nie mam dzis nastroju na wzniosle mysli.
-
2008/03/21 07:34:41
podobaja mi sie rozne okladki, zdarza mi sie kupic ksiazke ze wzgledu na atrakcyjne opakowanie, trudno okreslic co lubie w okladkach, ale pewne jest tylko to, ze pastelowe, cukierkowe okladki ze zlotymi napisami, a do tego z romantycznymi obrazkami (w desen rokoko) skazane sa, niestety, na dyskwalifikacje;
uwielbiam serie wydawnicze, o ile sa atrakcyjnie wydane (salsa!) - ale np kolekcje GW w ktorej ksiazki wydawane sa tak samo juz mnie odpychaja
nie lubie przesadnie krzykliwych kolorow, ale nie lubie tez okladek w skorze, nie podobaja mi sie te biblioteki, w ktorych ksiazki stoja obok siebie w identycznych rozmiarach i okladkach, wydaje mi sie to to jakies odczlowieczone heh
nie lubie, uwaga, twardych okladek, ktore sa ciezkie, nieporeczne, boje sie, ze kiedys wpadne z regalami do sasiadow na dole; no i twarda okladka jest u mnie zastrzezona dla albumow etc, slowem, ksiazek ktorych nie woze w plecaku czy w torbie
moze i glupie, ale tak mam
i nie lubie kiedy obrazek zastawia litery - w ksiazkach sie to nie prawie nie zdarza, ale przez ta praktyke jestem w stanie nie kupic czasopisma
oj rozgadalam sie, o okladkach mozna godzinami:D
-
2008/03/21 12:25:37
Ekolozkaa, Iceberg: To sie wszystkie zgadzamy co do tandety okladkowej :)

Ekolozkaa: Ja jestem zbyt wielka estetka, by nie razily mnie brzydkie okladki. Ale taki dobrze dobrany, celowy kicz uznaje, ale musi miec pewnien klimat...

Iceberg: Tez cenie sobie ladne serie, Salsa jest swietna i te ostre neonowe kolory wygladaja znakomicie. Tez nie znosze skorzanych, pseudo albo naprawde cennych opraw, to juz wole stare angielskie, plocienne, ktore potrafia byc cudne. Chyba tez wole miekkie okladki, czesto twarda okladka wydaje mi sie nieuzasadniona, jak np. przy cieniutkiej "Ex libris" Anne Fadiman (twarda okladka ma sluzyc, moim zdaniem, by ksiazka majaca ponad 500 stron, ktora sila rzeczy czyta sie dluzej, nie zniszczyla sie tak bardzo). Co do zaslaniania tytulu obrazkiem, to rzeczywiscie jest to praktyka czasopismowa, nie ksiazkowa, ale to mi nie przeszkadza w ogole.
-
2008/03/26 15:35:37
Świetny temat :)
Dodam od siebie, że nie lubię książek beletrystycznych w twardych okładkach. Cierpię, jak taką muszę kupić, zwłaszcza, jeśli się później okazuje, że treść jest słaba i nie warta tego, by sięgnąć po nią ponownie.
Chociaż kilka razy trafiłam na książki w paskudnych okładkach, gdzie środek był wspaniały. Dawno temu lubiłam książki Salamandry - pierwsze okładki, bardziej symboliczne niż dosłowne, pamiętam np "Ptaśka" - piórko na niebieskim tle i wiele innych, w owym czasie intrygujących.
Bardzo lubię okładki z szorstkiego, matowego papieru, wyblakłe, jakby pod wpływem czasu, kolory.
-
2008/10/09 21:53:11
Przeczytałam właśnie ten wpis! Ja często wybieram książkę właśnie po okładce (chyba że skądś wiem, że i tak warto ją przeczytać)! I zgadzam się z Tobą całkowicie! Nie lubię okładek przesłodzonych, śliskich (uwielbiam matowe, w dotyku przypominające aksamit - nie wiem, jak to określić). Wolę książki w miękkich okładkach. Barwy nie muszą być ciemne,ale chyba także takie wolę. Poza tym piękne okładki wybrałaś i pokazałaś! Bez kadzenia, podobają mi się wszystkie, a szczególnie: "The secrets of the chess machine" - Robert Lohr, The journal of Dora Damage" - Belinda Starling i The End of the Alphabet" - C.S. Richardson.Muszę pomyśleć o moich ulubionych...
-
2008/10/10 16:14:09
Kemotalamot: To widze, ze jest nas wiecej, tzn. tych osob, dla ktorych okladka ma znaczenie przy wyborze ksiazki. Duzo jest ksiazek o naprawde ladnych okladkach, ale z przykroscia musze stwierdzic, ze Anglicy kroluja w tych ohydnych, przeslodzonych, marketingowo wpadajacych w oko tandetach. Oczywiscie tworza tez ladne okladki, ale niestety tych brzydkich jest zatrzesienie. W kazdym kraju, w ktorym jestem, staram sie pojsc chocby do jednej ksiegarni. Dotychczas najbardziej spodobaly mi sie okladki we Francji i w Hiszpanii, szkoda tylko, ze nie moge czytac w tych jezykach...
-
2008/10/21 13:53:07
A w Polsce też nie podobają mi się okładki książek, choć można znaleźć rozmaite perełki... Niektóre książki, które w innych krajach mają piękne okładki u nas rażą brzydotą i tandetą...
-
2008/10/21 14:20:10
W Polsce paradoksalnie mozna trafic na bardzo piekne okladki, np. ksiazki Rutkowskiego z wyd. Slowo/Obraz Terytoria, a takze takie naprawde straszne, jak "Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof". Niektorzy wydawcy nie maja za grosz zmyslu estetyki i zupelnie nie potrafia w dodatku dobrac okladki do tresci ksiazki.