visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Aleksandra

O nowym filmie Aleksandra Sokurowa czytałam same dobre opinie. Pamiętam, że już dawno zanotowałam sobie, że jak tylko ukaże się w Anglii na DVD muszę go obejrzeć. Tymczasem szybciej ukazał się na płycie w Polsce i dzięki siostrze, która mi ją pożyczyła, mogłam "Aleksandrę" obejrzeć. Nie zawiodłam się. Czasem mam ochotę na kino, w którym za wiele się nie dzieje, w którym obrazy nie migają przed oczami jak urywki z Teleexpressu. Parafrazując wypowiedz jednego z bohaterów "Rejsu" ktoś mógłby powiedzieć: "Widziałem taką scenę kiedyś... Na przykład, no ja wiem? Na przykład zapala papierosa, nie? Proszę pana, zapala papierosa... I proszę pana, patrzy tak: w prawo... Potem patrzy w lewo... Prosto... I nic... Dłużyzna, proszę pana... To jest dłu... po prostu dłu... dłużyzna, proszę pana. Dłużyzna..." I cóż, w filmie Sokurowa takich 'dłużyzn' jest pełno. Żołnierze jadą pociągiem, każdy coś mówi, patrzą na siebie, na starszą panią, tytułową Aleksandrę, która jedzie odwiedzić wnuka - oficera w armii rosyjskiej, w bazie wojskowej w pobliżu Groznego w Czeczenii. Nic się nie dzieje. W tejże bazie Aleksandra chodzi któregoś dnia między namiotami, wyczerpana podróżą i upałem, szukając swojego namiotu. Nic się nie dzieje. Żołnierze czyszczą broń, wycierają szmatką iglicę, lufę i pozostałe części. Nic się nie dzieje. Ale co ja poradzę, że lubię takie filmy? Ubogie w kolory, ubogie w akcję, za to stanowiące wytchnienie od nadmiaru bodzców w życiu codziennym.

Aleksandra (w tej roli znana rosyjska śpiewaczka operowa, Galina Vishnevskaya) jest babcią, jakich w krajach Europy Wschodniej pełno. Silna, dominująca, wymagająca pomocy wszędzie i od każdego. Nie mówi ani 'proszę' ani 'dziękuję', domaga się szacunku wyłącznie ze względu na swój podeszły wiek i traktuje młodych żołnierzy z lekceważeniem i pobłażliwością, także z powodu ich młodego wieku. Nie jestem pewna, czy ona po prostu ma taki charakter, czy to jakaś wspólna cecha kulturowa starszych kobiet z krajów postkomunistycznych, które wiele przeżyły i choćby przez to uważają, że należy im się poważanie. Jest coś wzruszającego w tym, jak żołnierze traktują Aleksandrę, jakby była taką Matką Rosją, namiastką ich domu i ich własnych rodzin, od których są daleko. Garną się do niej, obserwują ją na każdym kroku, czują się przy niej bardziej dziećmi niż młodymi mężczyznami. Ale nie sposób też nie myśleć o tym, że to żołnierze tacy jak ci pokazani w filmie sieją wokół zniszczenie i uśmiercają dziesiątki niewinnych ludzi. Może to warunki uwłaczające człowiekowi, gdzie panuje głód i brud, gdzie jedyną rozrywkę stanowi obserwowanie pustej drogi i zabawa z błąkającym się psem czyni z żołnierzy na wojnie bardziej zwierzęta niż ludzi? Aleksandra zdaje się z jednej strony rozumieć te okoliczności, ale z drugiej pyta wnuka, jaką książkę obecnie czyta, gdzie pierze swoje skarpetki, dlaczego nie umyje się porządnie jak przystoi porządnemu oficerowi. Wizyta w bazie wojskowej wyczerpuje ją, to chyba nie tylko upał i wieczny kurz, ale też wspomnienia surowego i autorytarnego męża wracają do niej w warunkach koszarowych. Swojemu wnukowi, po tym jak wygarnął babce jej wieczną dominację nad życiem wszystkich członków rodziny i to że jako kobieta bierze na swoje barki ciężar całego świata, pozwala jednak na pokazanie także tej 'słabszej' strony żołnierza jako wrażliwego mężczyzny. Aleksandra daje się przytulać, nosić na rękach, zaplatać sobie warkocz, daje wnukowi wypłakać się bez prawienia kazań, stara się też, może sama dla siebie, usprawiedliwić jego udział w tej bezsensownej grze o władzę, jaką jest wojna.

Piękne są sceny, gdy Aleksandra odwiedza targ przy stacji kolejowej, na którym Czeczeni sprzedają wszystko, co może być przydatne żołnierzom - buty, mundury, papierosy, słodycze. Aleksandra kupuje papierosy i ciastka żołnierzom z bazy, którzy poprosili ją o zakupy, a zasłabnąwszy daje się zaprosić sprzedawczyni, pewnej starszej Czeczence, Malice (która zresztą odmawia przyjęcia pieniędzy za zakupy) do domu. Ta częstuje ją herbatą, przepraszając, że tak skromnie ją gości. Domy straszą zawaleniem, wszystkie poniszczone przez działania wojenne, ludzie są biedni ale dumni, hardzi. Malika otwarcie mówi, że ci rosyjscy, "Wasi", chłopcy zachowują się jak dzieci, nie sposób się ich bać. Wyraznie odcina się od polityki i widzi w Aleksandrze nie wrogą Rosjankę, ale przede wszystkim kobietę, człowieka, który też ma swoje problemy i smutki i któremu też wojna wcale nie jest na rękę. Niby banał, ale prostota z jaką Sokurow pokazał relacje tych obu starszych kobiet mówiących wspólnym językiem, jest ujmująca. Film niesie ze sobą morał, nie tylko stawia pytania o sens wojny, którego tak naprawdę nikt nie rozumie, ale daje też rozwiązanie. Przez proste zdania Maliki: "Może nasi mężczyzni są wrogami, ale my wszystkie jesteśmy ja siostry" czy Aleksandry: "Największa siła człowieka nie tkwi wcale w jego rękach czy broni jaką posiada" widzowie otrzymują nadzieję. Nadzieję, że nawet w ogarniętych konfliktami krajach są ludzie rozumiejący znaczenie prawdziwie ważnych wartości. Sokurow dopuścił ich do głosu i cieszę się, że usłyszałam ten głos.

piątek, 12 grudnia 2008, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/12/12 16:41:52
Ja też lubię filmy, w których pozornie nic się nie dzieje, a akcja jest spowolniona. Nie nudzą mnie, wręcz przeciwnie, często budzą różne emocje albo refleksje, czasem przedstawiają niuanse relacji międzyludzkich. I masz rację - pozwalają odpocząć nieco od nadmiaru bodźców.

Jeśli ukazał się w Polsce, to muszę kupić ten film :) Mam ochotę go oglądnąć, bo czuję, że mi się spodoba. A mój chłopak to w ogóle powinien być zachwycony, nie dość, że on w ogóle uwielbia rosyjskie filmy, to jeszcze pewnie będzie mu odpowiadać taka forma (tzn 'dłużyzny' ;)) i treść. Zapowiada się ciekawie, dzięki umieszczenie tu i polecenie :)
-
2008/12/12 18:15:42
moze i ja natkne sie na niego gdy bede w PL? tyle jest filmow wartych obejrzenia, mam ogromne zaleglosci, ktore czasem sprawiaja, ze wychodze ze sklepu z pustymi rekami, bo nie moge sie zdecydowac co kupic. nie wiem czy lubie dluzyzny. takie rozsadne, z przeslaniem tak, a ten film zdaje sie byc odpowieni! moze bedzie w wypozyczalniach?
-
2008/12/12 20:02:10
Do Sokurowa mam stosunek mieszany. Nie do końca mi odpowiada jego styl. Na przykład taki "Ojciec i syn" to zupełnie nie moje kino, ale już "Rosyjska arka" bardzo mi się podobała, a "Słońce" o cesarzu Hirohito i kapitulacji Japonii uważam za bezdyskusyjne arcydzieło.
-
2008/12/12 20:30:13
E.milia: Ja tez bardzo polubilam ostatnio rosyjskie kino, poetyckie, w ktorym czasem forma i piekno obrazu wazniejsze sa od tresci.

Shyja: Na pewno sie natkniesz. Przypuszczam tez, ze mozna ten film wypozyczyc w UK. Ja mam dokladnie tak samo, mam zaleglosci (ale kto ich nie ma?), jest masa festiwali, na ktore nie chodze, a interesuje mnie duzo wiecej filmow niz jestem w stanie obejrzec.

Zosik: Mnie sie tez "Rosyjska Arka" bardzo podobala, innych filmow Sokurowa jeszcze nie widzialam, ale mam ochote na cala trylogie rodzinna. Jak napisalam E.milii, lubie takie kino mistyczne, poetyckie, dla mnie nie jest nudne (nawet jak nie wszystko rozumiem), ale odswiezajace.
-
2008/12/12 20:32:05
Ja dłużyzny uwielbiam, choć jak ostatnio się przekonałam nie wszystkie. Obejrzałam film "W mieście Sylvii" . I trzy czwarte przewinęłam, bo gdybym miała oglądać w całości zwariowałabym! Ale film o którym piszesz zainteresował mnie i zapewne obejrzę go z przyjemnością, bez przewijania ;)
Miłego weekendu!
-
2008/12/12 22:38:51
O, a ile ja mam zaległości... Książkowych, filmowych, wystawowych, teatralnych. blogowych... W życiu ich chyba nie nadrobię. Za dużo chciałabym zobaczyć, a za mało mam czasu! To chyba nas wszystkich problem.
-
2008/12/12 23:27:19
w ogóle o nim nie słyszałam, tak więc gdyby nie Ty, nie zwróciłabym uwagi...
-
2008/12/13 08:43:08
Film nie dla mnie :((( Nie ze wzgledu na tzw dluzyzny, bo te bardzo lubie, ale ze wzgledu na tematyke, spadla mi odpornosc na takie historie i po prostu je odchorowuje...
-
2008/12/13 21:40:52
To ja też muszę "usłyszeć ten głos", skoro tak ładnie o filmie piszesz :)
A zaległości, podobnie, jak Kemotalamot mam sporo, ale święta już niedługo :)
-
2008/12/14 13:13:13
Kemotalamot: A ja akurat nie kojarze wcale "W miescie Sylvii", ale jak piszesz, ze niestrawne bez przewijania, to pewnie i tak bym sie nie zainteresowala.
Te zaleglosci to chyba zmora wszystkich osob interesujacych sie wieloma rzeczami. Wszystko kusi, z koniecznosci trzeba z czegos rezygnowac i wiele odkladac na pozniej...

Chiara: Kino rosyjskie chyba w Polsce nie jest masowo ogladane, mysle, ze w czasach socjalizmu Polacy katowani byli wrecz filmami radzieckimi i teraz (mimo ze minelo juz wiele lat) kinematografia rosyjska jeszcze nie nalezy do tych najbardziej popularnych. Mysle, ze "Aleksandra" moglaby Ci sie podobac...

Matylda2000: Alez nie, tematyka nie jest wcale ciezka! Tzn. jak sie nad tym zastanowic, to moze i jest, ale ani nic okropnego nie jest pokazane, ani sie o tym nie mowi. Najwiecej jest niedopowiedziane. W filmie ani nie ma napiecia, ani poczucia okrucienstwa wojny. Wszyscy sa juz ta tematyka znudzeniu, zmeczeni, w tej bazie naprawde nic sie nie dzieje. Tutaj naprawde nie ma co odchorowywac.

Ekolozkaa: Dla mnie swieta to czas spotkan z rodzina, nic wtedy nie nadrabiam, raczej wylaczam sie od czytania i ogladania dobrych filmow. Wtedy ogladam troche telewizji, jakies gazetki, ktore sie u rodzicow zebraly, takie tam nic glebokiego :)
-
2008/12/14 17:45:38
chyba nie jest tak do końca, jest taki festiwal filmów rosyjskich "Sputnik nad Warszawą", teraz wydają z tej serii filmy na dvd, my nawet ostatnio jeden obejrzeliśmy, ale nie pisałam o nim na blogu, bo zrobił na nas przedziwne wrażenie, nie chcę szczerze mówiąc, wracać nawet do niego pamięcią...
Teraz wznowili stareńkie filmy jeszcze radzieckie na dvd i też wydają, "Los człowieka" itd, więc chyba jest zainteresowanie.
-
2008/12/15 10:55:37
Chihiro: no własnie ja też lubię w tych filmach poetyckość, mistycyzm, i właśnie mimo że czasem nie rozumiem do końca treści, to forma, obrazy mnie urzekają i wciągają, na pewno nie nudzą.

Ja oczywiście też mam masę zaległości filmowo-czytelniczych. A w święta to zawsze mam dylemat: nadrabiać zaległości czy właśnie się oderwać od tego wszystkiego, potraktować to jako czas spędzany z rodziną i tak jak Ty sięgać raczej po takie leciutkie rzeczy. Przeważnie jednak robię to drugie, chociaż czasem wciągnie mnie jakaś dobra książka, znaleziona u rodziców na półce.
-
2008/12/15 21:45:39
Chiara: Nawet nie wiedzialam, to dobrze, ze wydaja filmy rosyjskie. A jaki to film zrobil na Was przedziwne wrazenie? Strasznie mnie zaciekawilas...
-
2008/12/15 21:47:05
E.milia: Ja siegam po leciutkie rzeczy. Rozmowy z rodzicami, siostra, grzebanie w starociach z dziecinstwa (stare ksiazeczki itp.) tak mnie wciagaja, ze nie mam sily na 'bycie wciagana' jeszcze przez angazujaca fabule ksiazki czy filmu.
-
2008/12/16 08:50:25
Tak to jest z tym przyjeżdżaniem do domu, że często się nie ma siły na coś angażującego, bo pochłania nas to, co się dzieje... Tak samo jak tam nie miałam siły się uczyć albo pisać prac zaliczeniowych, gdy przyjeżdżałam do domu w czasie studiów w weekendy czy na święta. Nawet jak zabierałam jakieś książki czy notatki, to i tak prawie nigdy do nich nie zaglądałam, chyba że już naprawdę musiałam. A i ja też w domu rodzinnym często sięgam po takie starocie z dzieciństwa - stare książeczki, jakieś pamiątki czy zdjęcia pochowane w szufladach, nawet dawne pamiętniki. I wtedy rzeczywiście, wraca mi tyle wspomnień, że ciężko sięgnąć po coś, co by wymagało większego zaangażowania.