visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"Infidel" ("Niewierna") - Ayaan Hirsi Ali a problemy islamu - czesc I

Nie będę ukrywać, że islam fascynuje mnie w pewnym stopniu. Może nie na tyle, by zaraz biec na najbliższy uniwersytet i zapisać się na Islamic Studies, ale na pewno na tyle, by nie omijać żadnego artykułu na ten temat w prasie i z ciekawością czytać dobrą literaturę poruszającą kwestie tej religii i kultury krajów islamskich. Islam jest obok chrześcijaństwa najbardziej kontrowersyjną religią świata, a w ostatnich latach często mówi się o niej na pierwszych stronach gazet i w publicznych debatach. Książki poruszające zagadnienia tej religii, zwłaszcza w kontekście polityki imigracyjnej pojawiają się na brytyjskim (i nie tylko) rynku wydawniczym jak grzyby po deszczu. Słychać wiele mądrych głosów, ale niestety głośno krzyczą też ci, którzy mówią - nie będę owijać w bawełnę - bzdury.

Sięgnęłam wreszcie po autobiografię Ayaan Hirsi Ali, czekającej od ponad roku na półce na właściwy moment, który niedawno nadszedł. W "Infidel" Hirsi Ali w porywający sposób opowiada nie tylko historię swojego życia, ale stawia wiele pytań, które zadać musi sobie (w dzisiejszych czasach bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości) każdy człowiek, bez wględu na wyznawaną religię. Somalijka z Mogadiszu, mówiąca kilkoma językami, mieszkała w wielu krajach: rodzinnej Somalii, skrajnie ortodoksyjnej Arabii Saudyjskiej, w Kenii (na poły chrześcijańskiej, na poły muzułmańskiej), Etiopii, a także Holandii, by obecnie znalezć dom w Stanach Zjednoczonych, gdzie czuje się najlepiej. Doświadczyła wiele – obrzezanie, wieczne bicie od matki, śmierć siostry, konflikty z ojcem, małżeństwo wbrew jej woli, ucieczkę od rodziny, starania o status uchodzcy w Holandii, wreszcie karierę polityczną i ciągły strach o własne życie po śmierci Theo van Gogha, z którym zrealizowała krótkometrażowy film „Submission” poruszający kwestię zniewolenia kobiet w religii islamskiej. Niejednokrotnie oscylowała między wielką pobożnością i bardziej umiarkowanym podejściem do religii, aż w końcu przestała kompletnie wierzyć w Allaha.

Książkę pochłonęłam niczym najlepszą powieść, bo autorka potrafi pisać. Potrafi zainteresować czytelników swoim życiem, nadającym się idealnie na kanwę scenariusza filmowego. Przy tym jej wyznania to doskonała lekcja historii i stosunków panujących w Arabii Saudyjskiej, Somalii i Kenii, gdzie islam miesza się z tradycjami nie związanymi z religią. Pasjonujące są również wspomnienia z pierwszych lat w Holandii, pierwszych wrażeń z kontaktu z zachodnią mentalnością i obyczajowością i rozwój kariery politycznej autorki.

Docieram wreszcie do kwestii zniewolenia kobiet przez religię, bo tym zajmowała i wciąż zajmuje się Hirsi Ali. Nie czytałam Koranu ani hadis, więc muszę wierzyć jej i innym na słowo, gdy mówią o tym, co napisane jest w księgach. Hirsi Ali skupia się głównie na poglądach fundamentalistów muzułmańskich, mających bezkompromisowe podejście do świętych tekstów, nie zezwalając na żadną, mniej dosłowną interpretację. Kobieta ma być zawsze posłuszna mężowi, za nieposłuszeństwo może być karana biciem, ma być zawsze gotowa do spełniania ‘obowiązku małżeńskiego’ (jeśli go nie wypełnia mąż ma prawo wziąć sobie drugą żonę), ma się skromnie ubierać (w najbardziej skrajnych przypadkach nosić burkę lub nikab), pytać męża o pozwolenie, jeśli chce wyjść z domu. Związek z ‘niewiernym’ czyli z wyznawcą innej religii (bądz ateistą) w ogóle nie wchodzi w grę, za to może grozić honorowe morderstwo dokonane na kobiecie przez bliskiego mężczyznę z rodziny, podobnie jak za zdradę czy seks przedmałżeński. Za odejście od wiary również grozi śmierć, na autorkę już został wydany wyrok śmierci.

Hirsi Ali, zanim została politykiem, przez wiele lat pracowała jako tłumaczka w Holandii w domach pomocy kobietom prześladowanym i ofiarom przemocy domowej, pomagała przy przeprowadzaniu wywiadów ze starającymi się o azyl, a także w szpitalach i na posterunkach policji. Nasłuchała się setek historii, z których niektóre są naprawdę makabryczne. Doskonale wie, że fundamentaliści są nieobliczalni, pozbawieni lęku przed narodowymi organami sprawiedliwości i przede wszystkim – że jest ich więcej niż tolerancyjne, zachodnie społeczeństwa chcą wierzyć. W sondażach muzułmanie wypowiadają się często, uważa Hirsi Ali, w sposób, ktory ma uśpić czujność zachodnich obywateli. W rzeczywistości zaś sytuacja jest bardziej dramatyczna niż nam się może wydawać, czego dowodzą ataki na jej życie, zabójstwo holenderskiego reżysera i ataki terrorystyczne mające miejscie w ostatniej dekadzie.

Rozumiem działania autorki i rozumiem jej obawy o bezpieczeństwo. Każdy chyba, komu grożono śmiercią i kto wielkrotnie był w sytuacjach, w których lękał się o własne życie, ma zmienione podejście do rzeczywistości. Z jednej strony zdecydowanie więcej jest liberalnych, dążących do pokoju muzułmanów niż fanatycznych islamistów, ale z drugiej strony o jednym wariacie z ładunkiem wybuchowym będzie głośniej niż o tysiącu zwykłych obywateli wyznających islam. Hirsi Ali stawia wyzwanie naszej zachodniej tolerancji. Społeczeństwa zachodnie, takie jak Holandia, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone czy Francja stanowią bardzo atrakcyjne cele imigracji. W Europie muzułmanie (którzy we Francji na przykład stanowią 8% społeczeństwa) mogą liczyć na własne szkoły koraniczne, wsparcie od państwa przy budowie meczetów i względny spokój, mogą tu także robić karierę, bogacić się, rozwijać własne zainteresowania, czuć się wolni. Większość nie wyznaje islamu w sposób radykalny (w końcu z jakiegoś powodu przyjeżdżają do krajów zachodnich, a nie choćby do Arabii Saudyjskiej czy Egiptu). Dla wielu osób ważniejsza jest ich tożsamość narodowa, a nie religijna. Wielu koncentruje się przede wszystkim na życiu zawodowym i rodzinnym, a nie dogmatycznym przestrzeganiu religii. Problemem, prowadzącym często do konfliktów jest fakt, że społeczeństwa zachodnie lubią szufladkować i patrzeć na przybyszy z krajów Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu przede wszystkim przez pryzmat religii. Tymczasem irański doktor, marokańska gospodyni domowa, bośniacka projektantka mody czy pisarz z Pakistanu nie mają wiele wspólnego ze sobą. Sam islam dzieli się na wiele odłamów i nie ma jednego autorytetu, który decydowałby o jedynej słusznej interpretacji Koranu. Tak samo jak nie wolno nam zakładać, że każdy  katolik bierze udział w mszy niedzielnej, tak samo nie możemy przypuszczać, że każdy muzułmanin modli się pięć razy dziennie. Widzenie w każdym muzułmaninie furiata opętanego wizją dżihadu jest niedorzeczne.

Ale tak samo niedorzeczne jest przypuszczanie, że każdy ma te same priorytety i cele życiowe i że każdemu tak samo zależy na integracji. Samo słowo ‘integracja’ powoduje wiele kontrowersji, bo różnie jest rozumiane przez różne grupy społeczne, etniczne i różnie realizowane w praktyce. Wielu ekspertów od integracji w krajach europejskich zakłada, że polega ona na absorpcji ‘europejskich wartości’, choć niejeden filozof i socjolog kwestionuje ich istnienie w niezmienionej od lat postaci. Patriotyzm i duma narodowa od jakiegoś czasu kojarzą się niemal wyłącznie negatywnie z nacjonalizmem – flaga narodowa tak dumnie prezentowana w Stanach Zjednoczonych w wielu europejskich krajach jest atrybutem skinheadów i kibiców piłki nożnej. Inne ‘europejskie wartości’, takie jak indywidualizm, demokracja, wolność i poszanowanie praw człowieka są różnie pojmowane w różnych europejskich krajach i tak naprawdę nigdy nie zostały precyzyjnie zdefiniowane. Stąd debaty na temat wolności i tolerancji, stąd jawne odseparowywanie się od ‘wolnych’ Stanów Zjednoczonych, gdzie nadal np. praktykuje się karę śmierci. I tak jak zachodnie społeczeństwa nie są jednolite, tak samo przybysze z obcych krajów sprowadzają ze sobą poza religią własne – różne – tradycje i wartości. Według sondaży integracja dla większości imigrantów (nie tylko muzułmanów) nie oznacza przyswojenia mglistych wartości i podobnego światopoglądu, ale polega na równym dostępie do opieki medycznej, świadczeń socjalnych, edukacji i rynku pracy. Ogromne różnice w rozumienia pozornie prostego słowa, a od jego interpretacji należałoby zawsze zaczynać dyskusję na temat integracji.

Według Hirsi Ali problemem wielu Europejczyków jest pogląd wyznawany od końca II wojny światowej, że wszystkie kultury są równe. Już w 1966 roku holenderski parlament zadecydował, że „debata na temat multikulturowości musi wychodzić z przyjęcia zasady, iż wszystkie kultury są tej samej wartości”. Hirsi Ali twierdzi, że to błąd. Nie wszyscy imigranci wyznają zasadę równych praw człowieka dla homoseksualistów czy kobiet. Na ile możemy tolerować cudzą nietolerancję? Czy brak ingerencji w edukację religijną muzułmanów nie powoduje, że dzieci uczone są, iż nie ma równości między kobietą i mężczyzną? Jeżeli decydujemy się, w imię tolerancji, pozwolić imigrantom zachować swoje wartości kulturowe i religijne i np. wyznawać pogląd, że za nieposłuszeństwo kobieta karana jest biciem, albo że homoseksualista zasługuje na śmierć czyż nie odbieramy tym samym owym osobom praw człowieka, należącym im się już choćby z faktu, że mieszkają w Holandii czy Wielkiej Brytanii? Tak bardzo boimy się urazić przedstawicieli mniejszości, że nie wnikamy w światopogląd wyznawców islamu obawiając się konfrontacji z czymś, na co nie jesteśmy przygotowani. Tymczasem dyskurs jest niezbędny.

Wielu specjalistów, szczególnie amerykańskich (m.in. Bruce Bawer, autor książki „While Europe Slept”), błędnie zakłada islamizację Europy, głosząc że „już wkrótce obowiązującym prawem we Francji będzie prawi szarii”. Wykazuje tym samy kompletną ignorancję i nieznajomość realiów francuskich – we Francji jedynie 5% muzułmanów chodzi co piątek do meczetu, a 15-20% w ogóle nie praktykuje islamu. Muzułmanie we Francji na ogół szybko przyjmują mniej lub bardziej tradycyjny francuski styl życia i kompletną bzdurą byłoby zakładanie, że czwarte czy piąte pokolenie imigrantów z Algierii czy Maroka będzie się czuło przede wszystkim muzułmanami a nie Francuzami. Częstą opinią na temat ekspansji islamu w Europie jest też teza Christophera Caldwella (amerykański konserwatysta, autor „Reflections on the Revolution in Europe: Immigration, Islam and the West”): „Kiedy niepewna, podatna na wpływy innych, relatywistyczna kultura [kultura europejska] napotyka kulturę, która jest stabilna, pewna siebie i wzmocniona przez wspólne doktryny [kultura islamska], wówczas z reguły ta pierwsza ulega zmianom, by przypasować się do tej drugiej”. Caldwell jest z pobłażaniem traktowany w Wielkiej Brytanii, przede wszystkim dlatego, iż ma pan-europejskie spojrzenie na kwestie imigracji, co jest praktycznie niespotykane w Europie. Każdy niemal specjalista od imigracji w Europie patrzy na problem w odniesieniu najpierw do swojego kraju, a dopiero potem niektórzy widzą go w kontekście całego kontynentu – Caldwell zaś wszystkie kraje europejskie pakuje do jednego worka. Należałoby także zauważyć, że Caldwell zdaje się nie dostrzegać dyskusji toczącej się wśród samych muzułmanów i znawców islamu, dowodzącej właśnie BRAKU pewności, stabilności i wspólnych doktryn w tej religii. Od czasów ataków terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych społeczność muzułmańska jest podzielona bardziej niż może się zdawać osobom nie zajmującym się zawodowo islamem. Brak dystansu do siebie samych, jak argumentuje słusznie Hirsi Ali, i tym samym wielkie poczucie niepewności powodowały, że przed laty publicznie palono „Szatańskie wersety” Salmana Rushdiego, że jakiś fundamentalista zabił Theo van Gogha za krótki filmik pokazujący bunt kobiety wobec islamskich ideałów, że tak nagłośniono problem karykatury Allaha opublikowanej w duńskim dzienniku. Czy przedstawiciele religii uznawanej za silną czuliby się faktycznie urażeni i zagrożeni w swej dumie gdyby islam rzeczywiście oparty był na solidnych fundamentach?

piątek, 23 października 2009, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/10/23 21:55:35
czuje sie duzo madrzejsza po przeczytaniu Twojego postu. przejrzyscie napisane. nic wiecej nie powiem, bo musze sobie to przemyslec. nigdy nie interesowalam sie za bardzo islamem, ale przeraza mnie kazdego rodzaju dewocja. w niektore rzeczy ciezko uwierzyc. moze tez powinnam siegnac po ta ksiazke. jedyne, co w islamie mi sie kiedykolwiek podobalo, to ze nie udzielaja pozyczek (lichwa) i nie kupuja nic od firm zadluzonych ponad prawnie ustalona kwota procentowa od wartosci firmy. kiedys pewien facet rozdajacy jakies islamskie ulotki probowal mnie zainteresowac informujac, ze gdyby wszyscy przeszli na islam to nie mielibysmy krachu gospodarczego na swiecie. mozliwe( a nawet pewne wg niektorych ekspertow), jednak osobiscie wole chyba miec krach i biede niz siniaki po ciekich razach meza i lek przed smiercia. umierac za to, ze sie mysli, szuka wlasnej sciezki? przygnebiajace.
-
Gość: kubu, 89.72.19.*
2009/10/24 01:20:12
"Czy przedstawiciele religii uznawanej za silną czuliby się faktycznie urażeni i zagrożeni w swej dumie gdyby islam rzeczywiście oparty był na solidnych fundamentach?"

jesli sie nie myle, to w Koranie jest jasno powiedziano, ze nie wolno przedstawiac wizerunkow Allaha. zreszta ludzi tez sie nie powinno, stad wspanialy rozwoj cudownej arabskiej ornamentyki, bo przeciez do szlaczkow i arabesek nikt sie nie przyczepi. (Nie wiem, czy kiedys bylas w Alhambrze, ale mnie trzeba bylo niemalze wyprowadzac sila i pilnowac, zebym nie ukradl kilku scian i sklepien.)
W kazdym razie prostesty przeciwko dunskim karykaturom byly przede wszystkim reakcja na zlamanie boskiego przykazania, a nie oznaka slabosci, czy innego rozlamu.
Ponoc glowna roznica miedzy kultura zachodu kultura islamu polega na tym, ze islamskie podjescie do religii jest na takim poziomie, jakie cywilizacje zachodnie mialy w poznym sredniowieczu. My sie zdazylismy zlaicyzowac i zlapac dystans*, u nich natomiast nie ma opcji naginania podstawowych praw danych przez Allaha.

* chociaz oczywiscie w Polsce desperacko brniemy pod prad historii i dazymy do owego sredniowiecza - wystarczy przypomniec medialna burze po publikacji magazynu z ta okladka:
incentraleurope.radio.cz/pictures/c/ice/machina.jpg
-
2009/10/24 16:05:36
@Shyja: Dziekuje :) Mnie tez dewocja przeraza, a niestety duzo jest w swiecie. Ksiazka Hirsi Ali bardzo jasno przedstawia rozne argumenty, a przede wszystkim przekazuje cale myslowe i ideologiczne zawirowania, jakie towarzyszyly autorce.
Z finansowym prawe szaria to to przede wszystkim funkcjonuje tak, ze w banku muzulmanie nie placa odsetek, ale tzw. 'administracyjna oplate stala', wychodzi dokladnie na to samo, tylko nazwa inna. Wedlug mnie to kolejny przejaw hipokryzji i udawania, ze postepuje sie bardziej etycznie.

@Kubu: Tak, Koran zabrania przedstawiania sylwetek ludzi i Allaha, ale dlaczego ma obejmowac takze 'innowiercow'? Zreszta mysle, ze mozna malowac i piekne postaci ludzi i Boga i arabeski, jedno drugiego nie wyklucza. Nie bylam w Alhambrze, w ogole nie bylam w Grenadzie, ale zwiedzalam meczety w roznych krajach i zawsze zahcwycaly mnie mozaiki i ornamenty (na zdjeciach tez widzialam, ze przecudne sa meczety w Afganistanie i Iranie, ale na wlasne oczy nie mialam jeszcze okazji sie o tym przekonac).
Tak, islam jest o kilka setek lat do tylu w rozwoju, moze w 2500 osiagnie wreszcie bardziej liberalny poziom. I zgadzam sie z Toba, ze to, co sie w Polsce wyprawia (nie zebym sie bardzo tym interesowala, ale rozne rzeczy czasem obijaja mi sie o uszy), wola, ze tak powiem, o pomste do nieba. Tego linku nie moge otworzyc, dostaje informacje, ze "image is not available" :( (Ale moge sobie wyobrazic, ze wedlug dewotow jest obsceniczny).
-
Gość: kubu, 89.72.19.*
2009/10/24 16:35:59
ponoc w starym testamencie tez jest zakaz tworzenia wizerunkow boga, ale wlasnie tym sie roznimy, ze u nas nakazy sobie, a ludzie sobie, a w islamie skoro tako rzecze Koran, to nie ma z tym dyskusji ;)
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/10/26 16:52:26
Ja z kolei bardzo podzielam zdanie Twojej autorki, że jedna religia nie jest równa drugiej jeżeli chodzi o poszanowanie praw człowieka, takich naturalnych.
Islam nie przeszedł przez żadnego rodzaju renesans, co miało miejsce w innych religiach świata (skutki tego są widoczne: chrześcijaństwo nie czyni wypraw krzyżowych), może kiedyś przejdzie, a może nie. "Zamord" utrzymywany przez mężczyzn z stosunku do kobiet, brak edukacji wśród kobiet, brak równych uprawnień (no bo co to za bzdura, żeby kobiecie nie wolno było prowadzić samochodu?). Oczywiście są wyjątki, ale Arabia Saudyjska i nawet ZEA to zupełnie średniowiecze, wspaiałe i wielkie budynki notwithstanding. Średniowiecze człowieka. Piszę to w sensie negatywnym, bo wiadomo, że średniowiecze dla historyka to ciekawy okres.
Nie mam pozytywnego nastawienia do Islamu, uważam, że to religia piorąca mózg jak żadna inna. A zrównywanie jej z innymi to wynik poprawności politycznej i tyle.
Pozdrawiam.
-
2009/10/27 12:26:49
@Kubu: Na szczescie nie wszyscy wyznawcy wszystkich religii podchodza do swojego wyznania rownie powaznie co ci islamscy fundamentalisci. Inaczej zylibysmy w piekle na ziemi...

@Alicja: Oczywiscie jesli chodzi o prawa czlowieka nie wszystkie religie sa sobie rowne. Ale ona nie tyle mowila o rownosci religii, co kultur. Bo spotkala tez liberalnych muzulmanow i pisze, ze podejscie do islamu zalezy takze od kultury, z ktorej sie wywodzi. W Somalii przesladuje sie innowiercow, w Egipcie na przyklad nie. Zgadzam sie, ze Arabia Saudyjska to kraj bardzo zacofany kulturowo. Argumentuje sie zakazy dotyczace aktywnosci kobiet tym, ze to bogaty kraj i kobiety NIE MUSZA prowadzic samochodu, moga miec szofera. Dla mnie to smieszny argument. Na marginesie - czytalam kiedys obszerny artykul, bogato ozdobiony zdjeciami, o domach publicznych w Arabii Saudyjskiej - cos przerazajacego! Dwulicowosc na calego.
-
2009/11/11 18:20:44
Zaciekawiłaś mnie tą książką i poglądami autorki Chihiro :) Zapisąłam się na nią w bibliotece :) Może niedługo przeczytam ;)
-
2009/11/17 14:21:29
@Porcelanka: Bardzo sie ciesze :)
-
Gość: mati, 79.139.91.*
2010/02/16 00:08:36
Własnie skończyłem lekturę.
Cieszę się , bo odnalazłem w niej wiele własnych przemyśleń na temat islamu.
Jestem człowiekiem wypranym z jakichkolwiek odruchów rasistowskich i ksenofobicznych, czy warunkowanych religijnie, ale otwarcie mówię, że nie znoszę islamu. Islamu rozumianego bardziej jako cywilizacja, niż religia, choć to nierozerwalnie związane.
Nie znoszę, bez żadnego "ale". Nie łagodzą mojego sprzeciwu ani pałace Alhambry, ani nowoczesna matematyka, ani ocalenie dzieł Arystotelesa. Nie przyjmuję słodko pierdzących tez kanapowych filozofów o religii pokoju, czy o marginesie skrajności.
Nie mogę tolerowac i spokojnie patrzec na cywilizację, która z definicji wyklucza połowę ludzkości z posiadania pełni praw.
Nie akceptuję tez o równości kultur. Nie - uważam, że nasza jest lepsza.
Tak, to prawda - wiele mamy na sumieniu jako Europejczycy (szeroko rozumiani, bo i też Amerykanie, Kanadyjczycy, czy Australijczycy). Ale nasza wielkością jest to, że przezwyciężyliśmy nasze grzechy, że stworzyliśmy cywilizację bezprecedensowej tolerancji i wolności. Często narzekamy na rzeczywistość. Wiele nam się w naszym świecie, naszym europejskim domu nie podoba. A żyjemy przecież naprawdę w złotym wieku Europy. I trochę szkoda, że nie potrafimy tego docenić.
I szkoda, że wielu z nas popada w swoiste volksdeutschostwo kulturowe, odnajdując w takim islamie wartości ich zdaniem przewyższające nasze.
My uporaliśmy się z dominacja religii w życiu publicznym - z wszystkimi dziwactwami choćby naszego kraju - i nawet Polska, Irlandia, czy Malta sa tak naprawdę krajami świeckimi.
Islam determinuje życie krajów jego wyznawców. A przecież to religia - to nie kolor skóry, nacja, czy warunki fizyczne, z którymi się rodzimy. Oburzę się, jeżeli ktoś powie, że nie lubi Arabów, bo są śniadzi. Ale zrozumiem, jeżeli powie, że nie darzy ich sympatią za islam. Arabowie sa jedynie przykładem - poznałem w życiu i Turków (choć bycie islamistą wśród nich nie jest bynajmniej oczywiste), Persów, a nawet Indonezyjczyków (Indonezja to najliczniejszy kraj muzułmański na świecie - tak, tak).
I może większość muzułmanów jest tolerancyjna i łagodna (choć w to mocno wątpię), ale praktycznie nie ma wśród nich takich, którzy by potępiali tych "złych".
Oczywiście, są wyjątki odbiegające od przecietnej.
Choćby nasi Bracia - polscy Tatarzy, wspaniali synowie Polski, którzy w jej obronie przelali proporcjonalnie więcej krwi niż jakakolwiek inna nacja zamieszkująca nasz kraj, z Polakami włącznie. Ich islam często służy za argument dla tych, którzy głoszą te egalitarystyczne tezy. Zapominając, że są oni bardzo specyficznym przypadkiem, mającym się nijak do świata islamu. Choć i tu pewien niepokój budzą poglądy młodych Tatarów, którzy zaliczyli szkoły religijne w Arabii Saudyjskiej.
Krótko - przyjaźń z islamem jest tygrysim dylematem - chcesz przyjaźnic się z tygrysem, musisz dac się zjeść. Zamiatanie w Europie problemu pod dywan skończy sie tragicznie (obym się mylił). Niech nastąpi fala zamachów, jak te w Madrycie, czy Londynie, fala mordów, jak ten na Theo van Goghu, niech gdzieś wleci samolot, czy - w dużej mierze dzięki europejskiej hipokryzji - wybuchnie islamska bomba jądrowa, a obawiam się, że urządzimy islamskim współobywatelom Europy piekło. I jak zwykle ucierpią przede wszystkim niewinni. Gdy w butelce nagromadzi się za dużo dżinnów, to gdy ona pęknie - w okolicy długo trawa nie wyrosnie.
-
2010/02/16 10:37:17
@Mati: Dziekuje Ci bardzo za komentarz, ale az sie za glowe zlapalam, ile namieszales.
1) Jesli piszesz, ze jestes czlowiekiem wypranym z jakichkolwiek odruchow rasistowskich i ksenofobicznych, czy warunkowanych religijnie, ale w tym samym zdaniu twierdzisz, ze nie znosisz islamu, to przeczysz samemu sobie. Albo - albo.
2) Arabowie to nie muzulmanie!!! Byles kiedys w jakimkolwiek kraju arabskim? Wiesz, ile tam mieszka niemuzulmanow? W krajach arabskich (nie wszystkich, ale w wielu) mieszkaja i ateisci i chrzescijanie i zoroastrianie i buddysci i wszyscy ci sa takze Arabami. Pakowanie Arabow i muzulmanow do jednego worka swiadczy o ignorancji i jest bardzo krzywdzacym uogolnieniem.
3) To niekoniecznie islam wyklucza polowe ludzkosci z posiadania pelni praw. Pieknie napisal Amin Maalouf w swej ksiazce "On identity", ze mozna czytac grube ksiegi na temat islamu i nie pojmie sie konfliktu w Algierii, ale wystarczy przeczytac 30 stron dotyczacych kolonializmu i postkolonializmu i juz rozumie sie znacznie wiecej. Nie wszystko, co dzieje sie w krajach islamskich dotyczy religii, tak samo jak nie wszystko, co dzieje sie w krajach, gdzie przewaza religia chrzescijanska musi odnosic sie do chrzescijanstwa! Polecam lekture ksiazki Maaloufa. Autor polemizuje z wieloma tego typu bledami w mysleniu, jakie Ty popelniasz.
4) Jestem przekonana, iz islam da sie pogodzic z demokracja, tak ja to ma miejsce w Turcji na przyklad. Jest bardzo wielu liberalnych muzulmanow, dla ktorych religia jest tylko czastka ich tozsamosci, a nie przewazajaca cecha. Tak samo jak dla chrzescijan - w koncu w takiej Polsce tez nie ma masowych mordow na homoseksualistach (choc np. w USA liczne sa zabojstwa lekarzy wykonujacych zabiegi aborcji). Fundamentalisci istnieja oczywiscie i jest o nich glosno, tak jak glosno jest o fundamentalistach chrzescijanskich w Stanach Zjednoczonych. Ale to mniejszosc i jestem pewna, ze nie stanie sie wiekszoscia.