visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"Book of Clouds" - Chloe Aridjis

Mam wielki sentyment do Berlina. Odwiedziłam to miasto niezliczoną ilość razy, mam tam swoje ulubione miejsca, ale chętnie odwiedzam też nowe. W powieści meksykańskiej autorki Chloe Aridjis pt. „Book of Clouds” rozpoznałam ulice, obiekty, nawet konkretne budynki, o których wspomniała. Pochłonęłam powieść w mgnieniu oka.

„Book of clouds” to powieść bardzo nieśpieszna, delikatna, liryczna. Mówi o krótkim wycinku z życia bohaterki Tatiany, tak jak autorka pochodzącej z Meksyku, która w 2003 roku (czyli dokładnie wtedy kiedy ja) mieszkała w Berlinie, na Prenzlauer Berg. Znała niemiecki, wcześniej spędziła w tym mieście cztery lata, pracując w różnych miejscach. Obecnie zajmuje się transkypcją nagrywanych na dyktafon tekstów starego profesora do jego nowej książki o Berlinie. Praca zajmuje jej trzy niepełne dni, w czasie wolnym Tatiana chodzi na spacery, marzy o absolutnej ciemności w nocy, nawiązuje znajomość z pewnym meteorologiem i obserwuje wiecznie uśmiechniętą, młodą żebraczkę, którą nazywa „prostaczką z Alexanderplatz”. W sposób podobny do wielu przyjezdnych mieszkańców poznaje bogatą przeszłość miasta, choć dzięki profesorowi ma do niej lepszy dostęp.

Zapewne na moją pozytywną ocenę książki wpłynął fakt, że dokładnie rozpoznawałam wszystkie opisywane miejsca. Berlin jest dużym miastem, ale łatwo się w nim rozeznać, kilka dni wystarczy, by odwiedzić tam wszystko, co warte uwagi. Czy to będzie księgarnia ze sztuką pod arkadami stacji S-bahnu na Savigny Platz, konkretna azjatycka restauracja na Hakesche Markt czy budynek Deutsche Bank na Alexander Platz – znam to wszystko. Potrafiłam podczas lektury z łatwością podążać szlakiem bohaterki i razem z nią z czułością wspominać komunikat nadawany w S-bahnie: „Nächste Station: Friedrichstrasse. Ausstieg links”. Potrafię wyobrazić sobie, jak siedzi w swym małym mieszkanku z wysokim sufitem w kamienicy, która posiada tradycyjny dziedziniec, i nie może zasnąć z powodu latarni za oknem. Jak przerażają ją blokowiska z wielkiej płyty na Marzahn i tajemnicze odgłosy dobiegające z pustego mieszkania tuż nad nią. Przekonana jestem jednak, iż także czytelnik, którego noga nigdy nie postała w Berlinie, umiał będzie zainteresować się Tatianą i jej pozornie nic nie znaczącymi przeżyciami. To nie jest wielka powieść, nie traci się wiele nie czytając jej, ale mnie lektura sprawiała niebywałą przyjemność i sądząc po pozytywnych recenzjach, jaki zdobyła książka, inni czytelnicy również odczuwali to samo.

Aridijs z dużą łatwością buduje klimat samotności i anonimowości w dużym mieście. Tak prosto jest mieszkać samemu, nie odzywać się do nikogo, samemu być sobie sterem, żeglarzem, okrętem, gdy mieszka się w mieście takim jak Berlin. Przy czym samo miasto na równi z Tatianą jest bohaterem powieści. To metropolia inna niż wszystkie – podzielona dawniej dziś wciąż straszy sekretami, których nie chce do końca wyjawiać. Podziemne korytarze tworzą świat, do którego wstęp mają tylko nieliczni śmiałkowie, a miasto naziemne, które widzą turyści, otacza specyficzna, trudna do określenia aura. Niewiele jest miejsc o tak jasno wyczuwalnej karmie, energii, która spowija mieszkańców i wnika do ich serc, by pozostać w nich już na zawsze. Berlin nosi się w sobie, czy się tego chce czy nie, o czym Tatiana przekonuje się nie raz, szczególnie w ostatnich scenach książki. Dzięki zgrabnej opowieści autorki każdy czytelnik może teraz uszczknąć dla siebie choć odrobinę tajemnicy Berlina.

Zdjęcia zrobiłam na Prenzlauer Berg we wrześniu tego roku

piątek, 20 listopada 2009, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/11/20 15:07:16
Bardzo lubię książki, których bohaterami są miasta. W Berlinie spędziłam siedem dni, siedem czarujących dni więc chętnie sięgnę po tę powieść. Pozdrawiam!
-
2009/11/20 17:34:04
To prawda, że o wiele przyjemniej czyta się książki, kiedy opisywane miejsca faktycznie znamy, a nie tylko je sobie wyobrażamy. Dla mnie np. ponowna lektura "Paryskich pasaży" Rutkowskiego nabrała zupełnie innego wymiaru po pobycie w stolicy Francji.
-
2009/11/20 17:45:20
W Berlinie nie byłam, do tej pory jakoś specjalnie mnie nie intrygował, ale teraz dzieli mnie od niego tylko 3h pociągiem, więc w sumie może się skuszę na wiosenną wyprawę. :) A jeśli do niej dojdzie, to chętnie i za książką Chloe Aridjis się rozejrzę.
-
Gość: mojasciezka, *.icpnet.pl
2009/11/20 21:38:56
podoba mi się to, co napisałaś.
to ciekawe, mam tak blisko z Poznania do Berlina, a jeszcze nigdy tego miasta nie widziałam.
-
Gość: agness e-czytanka.blogspot.com, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/21 12:02:57
Berlin nie pociagal mnie specjalnie nigdy, mimo, ze kojarzyl mi sie kiedys (w czasach licealnych?) z osotaja alternatywy w wydaniu punkrockowej kontestujacej mlodziezy mieszkajacej na squatach. Zmienilam zdanie, kiedy we Francji poznalam lepiej dziewczyne z Berlina - byla zwykla blondynka, lubiaca popowe zespoly. Takie kulturowe ograniczenia w znanczy sposob chyba wplywaja na postrzeganie miast.
pzdr:)
-
2009/11/21 17:01:54
@Czara: Ja tez zawsze czytajac zwracam uwage na obraz miasta. Aridjis udalo sie, moim zdaniem, oddac klimat Berlina, takiego jaki jest obecnie.

@Lilithin: O tak, mnie tez np. po wizycie w Indiach znacznie lepiej czyta sie ksiazki osadzone w indyjskich miastach, niz gdy czytalam indyjskich autorow przed podroza do Indii. Takich przykladow mam wiele...

@Ekolozkaa, Moja sciezka: Moze sie wybierzecie ktoregos weekendu? Polecam wczesne lato (np. majowy Festiwal Kultur) albo tuz przed swietami, gdy na wszystkich placykach odbywaja sie przeurocze rynki swiateczne (ale pogoda moze wtedy popsuc spacer, przyznaje).

@Agness: Moja przygoda z Berlinem zaczela sie juz w dziecinstwie, tata czesto tam jezdzil, ja tez z rodzicami jezdzilam tam na zakupy jeszcze wtedy, gdy miasto bylo podzielone. Obserwowalam, jak Berlin sie zmienia, jak wyrastaja nowe budynki, jak przenosi sie centrum miasta z rejonow zachodniego Berlina do wschodniego, gdzie teraz toczy sie dynamiczne zycie, a jak zachodnie czesci wiedna i ulegaja gentryfikacji. Wciaz musze weryfikowac moje spojrzenie na to miasto, bo atmosfera w nim sie zmienia, to miasto o jednej z najbardziej "plynnym" charakterze, jakie znam.

-
2009/11/22 10:43:31
Tak jak poprzedniczki w komentarzowych wpisach lubię czuć miejsce akcji i wcale mi nie przeszkadza fakt, że nie znam miejsca. Jednak wielką przyjemność i satysfakcję ma się z rozpoznawania ulic, obiektów. Odczuwanie samotności wiąże się z wrażliwością, jest samotność w metropolii i małym miasteczku lub na wsi, to na pewno ciekawy problem. Z zainteresowaniem obejrzałam Twoje zdjęcia,które, wydaje mi się, świetnie współistnieją z fabułą. To Berlin nieturystyczny.
-
2009/11/24 10:52:10
@Nutta: Bardzo slabo znam Berlin typowo turystyczny, nie bylam w Reichstagu, przy Checkpoint Charlie i wielu miejscach, do ktorych turysci ida w pierwszej kolejnosci. Znam Berlin do zycia, wiem gdzie przyjemnie spedzic niedzielny poranek czy pojsc na zakupy. Studiowalam tam przez rok i teraz to miasto kojarzy mi sie przede wszystkim z tamtym okresem w zyciu...
-
2010/04/16 15:45:17
Chihiro, w maju najprawdopodobniej będę po raz pierwszy w Berlinie. Możesz polecić mi jakieś szczególne miejsca w tym mieście (galerie, sklepy itp)?