statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
Jak w pełni cieszyć się deszczowym popołudniem

Nie oszukujmy się – takich popołudni będzie coraz więcej w nadchodzących miesiącach. Zamiast załamywać ręce i biadolić, że znowu pogoda nie sprzyja wychodzeniu z domu lepiej jest cieszyć się – hurra, nie trzeba wychodzić z domu :) Jak sprawić, by te kilka godzin było udane? Proste recepty sprawdzają się najlepiej.

1) Na deszczową pogodę najlepsze jest czytanie. Trzeba tylko zadbać o dobór odpowiedniej lektury. W moim przypadku idealnie sprawdza się książka dość melancholijna, nostalgiczna, raczej smutna, ale nie za smutna. Generalnie dobra jest literatura japońska i skandynawska – surowość pomaga wczuć się w klimat. Czasem jednak paradoksalnie prawdziwą radość sprawia po sięgnięcie coś w klimacie o 180 stopni odmiennego od pogody za oknem – duszna proza latynoamerykańska czy pachnące przyprawami i wijące się ozdobnymi zdaniami powieści indyjskie też się sprawdzają. Gdy nie mamy nowej książki tego typu przyjemnie jest wrócić do sprawdzonych, staraych ulubieńców. Ja tego nie robię, ale dla niektórych stare Musierowiczowe, Chmielewskie, Ożogowskie, Christie czy inne to jak plaster miodu na serce. Ja na przykład lubię też obłożyć się jakimiś książkami o książkach czy artykułami z gazet o literaturze i szukać nowych inspiracji, dodawać kolejne nazwiska i tytuły do dłuuugiej listy lektur do przeczytania.

2) Gdy już mamy wybraną lekturę, trzeba zadbać o atmosferę. Ubrać się wygodnie (piżamy królują) i znalezć sobie dogodne miejsce (miękka kanapa czy fotel, może być też łóżko). Zapalić świeczki i dyskretne lampki. Włączyć odpowiednią muzykę. Najwłaściwsza jest muzyka klasyczna, chóralna, jazz czy orientalne rytmy (np. Ravi Shankar gdy czytamy lit. indyjską). Odpadają skoczne piosenki z bogatym tekstem, bo wtedy zamiast na słowach czytanych koncentrujemy się na słowach słyszanych. A to książka ma być w centrum uwagi.

3) Są podobno tacy, którzy nie lubią herbaty. Wątpię, żebym takich spotkała, ale jak już spotkam, to pewnie będę musiała pociągnąć za włosy i uszczypnąć w ramię, by przekonać się, że to też człowiek. Nie ma lepszego dodatku do dobrej książki niż gorąca, zielona herbata. Smak jest dowolny, może być jaśminowa, brzoskwiniowa, malinowa czy kaktusowa. Do herbaty można coś przekąsić. Nie znoszę jeść do lektury książki całych posiłków, zresztą mówimy tu o popołudniu, nie porze obiadu czy kolacji. Słone przekąski lepsze są do telewizji niż lektury, dlatego koncentruję się na słodkich. Zawsze dobrze sprawdzają się owoce – jesienne jabłka, ostatnie brzoskwinie czy kwaskowate śliwki według mnie pasują idealnie. Jednak gdy sięgamy po stare powieści angielskie nic nie zastąpi kawałka solidnego ciasta czy maślanych ciasteczek. Kilka kostek czarnej czekolady pasuje do zielonej herbaty wyśmienicie i nie koliduje z żadną książką.

A co zrobić, gdy rodzina przeszkadza nam cieszyć się popołudniem w spokoju? Najlepiej wysłać ją do drugiego pokoju, zaopatrzyć w podobny zestaw (książka-muzyka-herbata-przekąska) i dać dobry przykład. Jeśli nie pójdą w nasze ślady – ich strata :)

wtorek, 24 listopada 2009, chihiro2
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/11/24 11:08:55
Co za cudowny przepis na udane deszczowe popołudnie :) Szkoda, że mam dziś tak napięty plan dnia bo deszczowe popołudnie będzie jak nic ;)
-
2009/11/24 11:40:56
Zgadzam się w 100%, to zdecydowanie najprzyjemniejszy sposób spędzania jesiennych popołudni. Lubię także obejrzeć sobie od czasu do czasu jakiś melancholijny film, wpasowujący się w klimat, a jeśli mam gorszy nastrój - zaprosić kogoś na tę herbatkę :)
-
2009/11/24 12:05:58
No właśnie. Czas powrócić do czytania. Przez ostatnie tygodnie tak się rozleniwiłam, że rzadko brałam książkę do ręki. Wolałam gapić się w ściany, czasem w telewizor, ale najczęściej w pracującego meża. Mam ochotę na tak wiele książek, które się przez ten okres nagromadziły, ale nie umiem się przełamać. Wiem, że początek najtrudnejszy. Potem czytanie samo przyjdzie. Na razie nastrajam się. A zieloną herbatę to piję w pracy. Taką z opuncją! ;) Pozdrawiam.
-
Gość: una invitada, 92-235-212-253.cable.ubr20.sgyl.blueyonder.co.uk
2009/11/24 12:29:49
chihiro, spotkalas wiec wirtualnie kogos, kto herbaty nie lubi. robie jeden wyjatek, kiedy jestem w gosciach i ktos najzwyczajniej nie ma kawy, wtedy prosze o herbate, ale lure niesamowita, lub kiedy ktos mnie gdzies zaprosi, chodzi mi o miejsce specjalizujace sie w serwowaniu herbat. wtedy nawet herbata nabiera innego smaku bo klimat i lokal. do takiej zaprosila mnie maga-mara z mezem, kiedy kilka tyg temu ich odwiedzilam. i to byla inna bajka. natomiast moi znajomi wiedza, ze herbaty zadnej w domu nie mam, nie serwuje, sama nie pije u nich jakiejkolwiek. moge miesiacami zyc bez kubka herbaty i nie tesknie.
ostatnio zaczelam jesiennie czytac powiesci historyczne, wszystkie bez wyjatku nawiazuja do historii Anglii i Szkocji, w pozycji horyzontalnej na lozku, opatulona w koc. taka tematyka przewaza takze w filmach, wczoraj zmeczylam film "Cromwell" a dzis ide po The Tudors.
wieje i pada i tak bedzie tutaj do marca. po marcu takze przewaznie wieje i pada :), wiec prawie przestalam zwracac na to uwage.
pozdrawiam serdecznie!
-
2009/11/24 12:42:07
Ja to parę dorbych lat na takie warunki do czytania poczekam:)
-
2009/11/24 13:33:07
Powiem Ci Chihiro, ze ja najchetniej czytam w sloneczne popoludnia, w deszczowe dni schodze do kuchni gotowac i piec:) Albo - jesli mam czas- patrze przez okno tudziez ide na spacer w kaloszach (kultywuje gumowe spacery od ladnych 20lat:)). Co do herbaty - mam tyle jej odmian, ze moge dobrac napoj niemal idealnie do ksiazki, ktora czytam. Podgryzac w trakcie lektury nie lubie, bo co potem zrobic z lepkimi opuszkami pal cow;)? Nie slucham tez muzyki, wole cisze, tykanie zegara i absolutne wybrzmiewanie zdan w mojej glowie, czasem czytam je sobie na glos. Uwielbiam tez czytac glosno przed snem mojemu Ukochanemu, lubimy siebie zaskakiwac doborem lektur (czesto sa to rubaszne wybory;)):) Uwielbiam tez audiobooki, bo czesto oczy sa zbyt zmeczone walka z kontrastem czerni i bieli. Slucham wiec ksiazek w sluchawkach, zatapiam sie w opowiesciach i czesto...zasypiam w trakcie:)

ps. przyszedl mi do glowy pewien pomysl, malo oryginalny;) ale sprawilabys mi ogromna przyjemnosc (i pozostalym czytelnikom na pewno tez ) pezentujac zdjecie swojej polki/polek z ksiazkami:) Lubisz je dekorowac, ustawiac ramki z fotografiami, bibeloty, drobiazgi:)?

Aaa i jeszcze jedno pytanie - zdarza Ci sie podczas odwiedzin u znajomych/przyjaciol przegladac ich biblioteczki:)? U mnie to juz chyba nalog;);) Czasem spedzam tak wiecej niz godzine, nie przerywajac rozmowy i popijajac od czasu do czasu herbate z filizanki ustawionej gdzies pod reka:)
-
2009/11/24 14:02:32
Cudowny przepis :) Tutaj nie jest deszczowo, ale pochmurnie i zimno, więc tak czy inaczej, pogoda w sam raz na książki. Miałam mały zastój czytelniczy, to się czasem zdarza, ale na szczęście już mi minęło, kupiłam sobie kilka nowych powieści i mogę cieszyć się lekturą :) Ja też lubię czasem wpasować się z książką w klimat za oknem i sięgnąć po coś melancholijnego, jednak gdy obawiam się, że mogę niebezpiecznie zbliżyć się do nastroju depresyjnego, sięgam po coś odmiennego.
Ostatnio zanurzam się właśnie w tematach indyjskich i przenoszę do cieplejszego, pachnącego kadzidełkami i orientalnymi przyprawami klimatu :) Do tego jakaś herbata, zielona, owocowa albo nawet czarna, a ostatnio piliśmy masala chai :) I ciasteczka imbirowe oraz kawałeczki jabłek ususzonych przez moją babcię. Mmm zapomniałam o czarnej czekoladzie :)
Z muzyką różnie, czasem każda mnie rozprasza i wolę zanurzyć się tylko w ciszy i słowach płynących z książek. A czytam na łóżku/wersalce, a najczęściej na dywanie, oparta o miękkie pufy i poduszki :)
-
Gość: yvonne, 92.40.221.103.sub.mbb.three.co.uk
2009/11/24 14:45:59
a ja w takie dni uwielbiam czytac przy kominku...ogien stwarza naprawde magiczny nastroj...
-
2009/11/24 15:03:13
Rozglądam się cicho za jakimś mega wygodnym fotelem.
Przpeis idealny,pogoda idealna do przpepisu.
-
2009/11/24 15:24:41
p.s.
podrzucam co wynalazlam dzis w sieci (w nawiazaniu do ksiazek i czytania:):
www.etsy.com/view_listing.php?listing_id=31348462 (piekny prawda?)

oraz

www.utne.com/Arts/How-to-Make-Your-Own-Book-5801.aspx

:)
-
2009/11/24 15:27:28
Coś w tym jest, że jesienią czyta się częściej, więcej, zakopując się pod koc... Żałuję, że jest trochę czynników niezależnych, które nas wyrywają. Ukochany, ale jednak potrzebujący uwagi pies. Mniej ukochane, ale zaplanowane z góry do lutego, wieczorne prace, np. od 18 do 20 (efektywnie od 17:30 do 20:30). I tak sobie można westchnąć, że chciałoby się tego czasu trochę więcej... mniej poszarpanego... bo książka oprócz klimatu wymaga przecież właśnie świętego spokoju. A to dziś luksus :(
-
2009/11/24 15:44:08
Znam takiego, co nie lubi herbaty! To mój fryzjer! Więc istnieje, głowę mi dotyka, włosy ścina - ewidentnie istnieje na tej ziemi taki człowiek, co bez herbaty się obywa. Dziwak. Ale tnie dobrze.

Pozdrawiam serdecznie
jj
-
2009/11/24 16:27:23
@Ninetaj: U mnie poki co nie pada, ale chmury strasza, ze w kazdej chwili moze zaczac... Przepis mozna wykorzystac innego dnia - zycze wolnego czasu :)

@Mandzuria: Na popoludnie to ja akurat nie mam kogo zapraszac... A film takze wole jednak ogladac, gdy juz jest ciemno. Choc w pochmurne zimowe dni ciemno robi sie juz po trzeciej, wiec w sumie pasuje :)

@Matylda: O, lubie opuncjowa herbatke :) Do pracy taka w torebkach lepiej sie nadaje niz sypana. A jakie ksiazki czekaja na Ciebie, zdradzisz?

@Invitada: Cos takiego, badz pewna, ze uszczypne Cie, jak juz zobacze na wlasne oczy! Ja czarnych herbat w ogole nie pije, ale zielone pochlaniam litrami, nie potrafie zyc bez zielonych herbat (to mowi oczywiscie osoba przyzwyczajona do pewnego dobrobytu, bo jakby trzeba bylo, to woda i chleb musialyby mi wystarczyc). A z kolei za kawa nie przepadam i pijam ja niezmiernie rzadko. Przyjemnej lektury!

@Abiela: Fakt :) Ale za to pociecha z pewnoscia wynagrodzi Ci brak warunkow do czytania :)
-
2009/11/24 16:41:33
Przepis idealny i sama go stosuję, kiedy tylko mogę :)
-
2009/11/24 16:46:07
@Notsoyellow: Wyobraz sobie, ze ja nie posiadam kaloszy! Tyle razy juz przymierzalam sie, zeby kupic, ale do tego jeszcze nie doszlo. Widac nie potrzebuje ich tak bardzo :) Herbat tez mam wiele odmian, a jak sie je owoce podczas lektury, to palce nie musza byc wcale lepkie - mozna zawsze skoczyc je umyc szybko. Audiobookow nie slucham, wole czytac, a angielskie ksiazki wydawane sa bardzo czesto na papierze z recyclingu, wiec wlasciwie nigdy kartki nie sa biale, raczej lekko pozolkle lub kremowe.
Dziekuje Ci za linki - przepiekne sa te naszyjniki i notesy na sprzedaz! Filmik wielce inspirujacy, ale za robienie wlasnych ksiazek w tak profesjonalny sposob jednak nie mialabym energii sie zabrac. Metoda chalupnicza tak, ale tak na serio w drukarni... chyba nie.
PS. Moje polki naprawde nie wygladaja jakos szczegolnie, nie ma co pokazywac. To zwykle biale regaly Billy z IKEI, zastawione rzedami ksiazek (poukladane sa najczesciej "regionami" albo wedlug jezykow, w ktorych je posiadam, jednak skrupulatnej konsekwencji brak). Nie mam zadnych bibelotow, nie lubie ich, choc u innych mi nie przeszkadzaja. Nie przywiazuje sie zbyt silnie do przedmiotow, nie kupuje w ogole rzeczy i poza paroma drobiazgami waznymi dla mnie, niewiele ich mam.
A co do przegladania biblioteczki u przyjaciol i znajomych - jak najbardziej! Robie to zawsze! Zreszta o tym troszke jest w artykule, ktory pojawi sie w naszym pismie literackim :)))

@E.milia: A co ciekawego kupilas? Zdradz, prosze! I jakie ksiazki indyjskie czytasz? Masala chai jest swietna, ale w malutkich ilosciach, mnie usypia ilosc cukru i mleka i wlasciwie pilam ja tylko w Indiach :) Suszone jablka...mmmm, pychotka!

@Yvonne: Kominek tez posiadam, ale go prawie nie wlaczam (bo mam taki na gaz, z gazowymi wegielkami, choc ogien jest autentyczny). Zgadzam sie jednak, ze tworzy cudowny nastroj :)

@Medola: I jak, znalazlas wygodny fotel ?

@Inmotion: Oj, wspolczuje zajetych popoludni. Jesli mialabym pracowac w domu to pol biedy, ale z domu poznym popoludniem nic by mnie nie wyrwalo (no chyba ze bym absolutnie musiala), rozpieszczona jestem i tyle. Zycze Ci jak najwiecej luksusowych chwil tylko dla Ciebie :)

@Joan_Johnson: Faktycznie dziwak. A moze warto sprobowac go nawrocic? Moze on nigdy dobrej herbaty nie pil? W kazdym razie najwazniejsze, ze dobrze tnie :)

@Lilithin: Tak myslalam, ze on dziala na wiecej osob, nie tylko na mnie :)
-
2009/11/24 18:27:23
O tak, trafiłaś w sedno, uwielbiam deszcz kiedy chcę tylko poczytać (i w nocy, kiedy zasypiam, bardzo lubię słuchać deszczu). Co do czytania, nie mam takich wymagań, w domu lubię zapalić świeczkę, ale przyznam, że bardzo dobrze mi się czyta w tramwajach. Nieraz wysiadłam nie na tym przystanku, przez to czytanie ;)
-
2009/11/24 22:16:55
Nie znosze kawy i herbaty , smak gorzki jest dla mnie wybrykiem natury ;)) Ostatnio racze sie cordialem wisniowym z woda :)
Twoj wpis Chihirus jest bardzo trafny . Zaczelam 'Czarodziejska gore' , ale to nie byla atmosfera na ta ksiazke , potem 'Lale' Dehny - znow to samo , a 'Kronika Ptaka Nakrecacza' w sam raz , zrobilam sobie dluzsza przerwy od Muramakiego i powiem , ze teraz smakuj wspaniale , tak sie ciesze , ze ta ksiazka jest grubasna :))
-
2009/11/24 22:26:41
bez swieczek mogłabym sie obejsc, za to koniecznie musze miec wygodne poduchy, poutykane wszedzie gdzie sie da. A najlepsza pogryzka ksiazkowa to dla mnie ostatnio chipsy jabłkowe. Chrupiące ale nie tuczące ;)
-
2009/11/25 07:47:18
Ponieważ mnie zapytałaś jakie książki czekają i muszę się za nie wziąć, tak muszę - to dobre i adekwatne słowo, zdradzę kilka tytułów, które kupiłam ostatnio: "Przygoda z owcą" - wiadomo kogo ;), "Zamki z piasku " Alessandro Baricco, oraz dwie książki z wydawnictwa Karakter (www.karakter.pl/) "Fruwająca dusza" Yoko Tawada i "Kielonek" Alain Mabanckou. Dwie ostatnie książki mają świetną oprawę graficzną. No to już wiesz. :)
-
2009/11/25 10:49:32
mmmm, deszczowe dni moga byc bardzo atrakcyjne, ja lubie albo z ksiazka sie zakopac w lozku albo owinac kocem i ogladac filmy, Hitchcock albo Bergman albo jeszcze z innej beczki adaptacje Dickensa (szczegolnie jezeli sa napisane przez Andrew Davies'a). Uwielbiam dzwiek deszczu i wiatru kiedy jestem w cieplym pomieszczeniu z goracym napojem ;)
-
2009/11/25 14:45:01
Chihiro, ja też nie mogę pić Masala chai w większych ilościach, zrobiłam tylko na spróbowanie z przepisu Liski. A suszone jabłka to jeden z moich smaków dzieciństwa :)
Co do książek, to od jakiegoś czasu nadrabiam indyjskie zaległości i nazbierał mi się cały taki stosik. Zdobywam informacje o Indiach albo nastrajam się przed wyjazdem (ładnie przed - jeszcze ponad 2 miesiące!). Kupiłam polecane przez Ciebie "Being Indian" Pavana Varmy i jestem bardzo ciekawa tej książki, poza tym powieści obu pań Desai (Brzemię rzeczy utraconych i Czas postu,czas uczty), "Malarz szyldów" Narayana, "Dom i świat" Tagore i "Serce Indii" Marca Tully (zbiór reportaży o stanie Uttar Pradesh). Część już przeczytałam, ale część jeszcze przede mną. A że czasami dla odmiany trzeba przeczytać coś zupełnie innego, to mam jeszcze "Miłości na imię Sufi" Kaweh Pur Rahnama (wydaje się ciekawe, o kobietach w Iranie) i trochę prozy ukraińskiej.
-
2009/11/25 16:37:47
tak, gdy za oknem nieciekawie lepiej uciec w swiat wyobrazni.piekne zdjecie.pozdr
-
2009/11/25 22:15:17
hm, jaśminową już dzisiaj piłam tak przy okazji herbaty zresztą w wyśmienitym towarzystwie.
a po Twoim poście zamykam komputer i idę do łóżka z dobrą książką, w moim przypadku Ścieżki chwały Archera, wciągnęłam się - ale o górach oczywiście:-)
-
2009/11/26 11:02:30
@Czara: Ja wlasnie nie lubie czytac w komunikacji miejskiej. Przede wszystkim zbyt rzadko sie nia poruszam i na zbyt krotkie dystanse, by moc sie zatopic w lekturze. Ale wole po prostu sluchac muzyki w iPodzie i obserwowac ulice, szczegolnie ludzi na ulicach - to mi dostarcza ogromna ilosc wrazen :)

@Royal-blue: A to ciekawe, dla mnie kawa rzadko kiedy smakuje gorzko, czesto jest kwskowata lub slodka (nawet superczarna nie slodzona). I lubie smak gorzki, jak juz go znajde w mocnym espresso :) Ciesze sie, ze znalazlas odpowiednia lekture na taka pogode :)

@Peek-a-boo: Poduche to ja tez musze miec, bo mam prawdziwego fiola na punkcie ostro zakonczonych pior, skubie je bez przerwy, gdy jestem w domu i przez lata byl to moj wstydliwy sekret... A teraz bywa, ze mala poduszke do kina zabieram :)

@Matylda: Znam dobrze Karakter i ich "Fruwajaca dusze" dostalam nawet niedawno od siostry :) Slicznie sa te powiesci wydane, ja sie juz ciesze na kolejne! Udanej lektury!

@Sneakymagpie: Szkoda, ze my tu nie bardzo mozemy liczyc na mrozne malunki na szybach zima, slicznie by wygladaly na moich malutenckich szybkach wielkich okien. Choc pewnie wtedy fortune wydalabym na ogrzewanie... Hitchcock i Bergman to w ogole bardzo jesienno-zimowi rezyserzy, choc Hitchcocka wyobrazam sobie ogladajac w kinie samochodowym cieplym wieczorem po upalnym, letnim dniu...

@E.milia: Ciekawe ksiazki na Ciebie czekaja, nic tylko zatopic sie w lekture :) Czy Ty swobodnie czytasz po angielsku?

@Kasiadakini: Witaj po dlugiej przerwie! Widze, ze zlapalas chwile oddechu miedzy nauka :) Dziekuje za komplement dot. zdjecia, zrobilam go w zamku w Walii :) Pozdrawiam cieplo.

@Mojasciezka: Bardzo dobra decyzja, popieram zamkniecie komputera i pojscie do lozka :) A czy Himalaje tez Cie pociagaja? Czy chodzi o gory jakiekolwiek czy lubisz czytac o bardzo konkretnych szczytach?
-
2009/11/26 20:41:38
Chihiro: nie tak do końca swobodnie, niestety wciąż za mało znam angielski i za mało ćwiczę i jednak czytanie w tym języku to dla mnie jakiś wysiłek, większy niż czytanie po polsku. Z powodu tej zbyt małej biegłości w angielskim nie mam aż takiej przyjemności w czytaniu powieści po angielsku, jak po polsku. Czytam wiec głównie teksty bez fabuły, z których chcę się przede wszystkim czegoś dowiedzieć i jakoś daję radę, jeśli się skoncentruję i czasami coś tam sobie sprawdzę w słowniku.
-
2009/11/28 12:21:42
Przepis idealny:)! Myślę, że między innymi po to są nam potrzebne deszczowe, zimne dni. Kiedy za oknem świeci słońce, ma się ochotę czas spędzać na dworze. Książki korcą, mimo nawału nauki na studiach. W taką porę nie umiem się bez nim obejść. Herbata to nieodłączny element mojej codzienności. Lubię przede wszystkim zieloną, owocowe też czasem posmakuję. Natomiast czarna z cytryną to podstawa dnia! Ostatnio odkrywam uroki Yerba mate, znasz? Rewelacja.
Pozdrawiam ciepło:)
-
2009/11/28 23:15:29
@E.milia: Mysle, ze na pewnym etapie trudno jest poprawic jezyk obcy, gdy sie nie mieszka (albo chociaz czesto przebywa) w kraju, w ktorym mowi sie tym jezykiem, gdy sie niewiele w tym jezyku czyta i slucha i gdy nie trzeba uzywac wpracy jez. obcego. Pozostaja chyba jakies nieco sztuczne lekcje-konwersacje i wlasne samozaparcie w nauce.

@Gusiook: Tak, pamietam, ze jakis japonski filozof powiedzial tez: "Czlowiek musi czasem chorowac. Chocby po to, zeby poczytac" - bardzo trafne :)
Znam mate, ale nie moge jej pic zbyt czesto, bo pobudza jak malo co. O ile kawa na mnie nie dziala jesli chodzi o zwiekszenie koncentracji, energii i odpedzenie zmeczenia, o tyle gdy wypije mate to przynajmniej do polnocy jestem nabuzowana. A nie zawsze chce byc tak dlugo w stanie zwiekszonej aktywnosci :)
-
2009/11/29 01:34:29
No właśnie, ja nie muszę używać angielskiego na co dzień, nigdy nie miałam takiej pracy, gdzie to byłoby mi potrzebne, więc tego języka właściwie praktycznie nie używam już od lat. W dodatku nawet na wakacje jeździliśmy ostatnio do krajów, gdzie angielski jest mało użyteczny, więc odpadła nawet taka forma treningu. Jedyne co, to po angielsku musiałam czytać artykuły do magisterki w sumie nie aż tak dawno temu, więc wtedy ćwiczyłam czytanie i to mi się przydaje, rozumiem całkiem sporo, chociaż do biegłego czytania dla przyjemności sporo mi brakuje.
-
2009/11/29 09:24:05
Właśnie ze względu na jej pobudzający efekt, ostatnio się nią zainteresowałam. Mam wyjątkowo ciężki rok na uczelni i nie mogę już kawy pic hektolitrami. Z tego co się dowiedziałam na farmakognozji Yerba mate ma więcej pobudzających ksanatyn(kofeina,teofilina), niż kawa. Poza tym jeszcze wiele innych cennych składników. Można spokojnie zrezygnować z brania rutyny, wit. C. Jestem zwolenniczką naturalnych składników. Witaminy w tabletkach bardzo słabo się wchłaniają.
-
2009/11/29 10:13:08
Ojejku, a ja nie lubię Mate, szkoda, bo ma takie pozytywne właściwości. Może kiedyś jeszcze się przekonam. Kawa na mnie też nie działa, zresztą takie pobudzające rzeczy są mi najbardziej potrzebne rano, kiedy zazwyczaj jestem nieprzytomna, niezależnie od tego, ile czasu spałam, a nie wieczorem, bo wtedy mój organizm jest sam z siebie w stanie zwiększonej aktywności do późnych godzin wieczornych :) Więcej energii i koncentracji mam popołudniu i wieczorem niż rano czy przed południem, co nie zawsze ułatwia życie ;)
-
2009/11/29 14:14:33
@E.milia: No wlasnie, zeby jezyka nie zapomniec trzeba go uzywac. A czasem trudno... ja tak zaniedbalam niemiecki, chociaz moge czytac w tym jezyku i rozmawiac, to jednak slow mi brakuje i bledy robie wieksze niz kiedys.
Ciekawe, ze czujesz wiecej energii wieczorem niz rano, jestes chyba wyjatkiem :) Ja mam raczej staly poziom energii, ale o ile tuz po obudzeniu sie moglabym zdawac egzaminy, o tyle w godzinach popoludniowych przyszloby mi to ciezko. Najlepiej funkcjonuje miedzy 10 a 13 i potem miedzy 21 a 2 w nocy.

@Gusiook: Faktycznie, mate jest bardzo zdrowa, Argentynczycy pija ja litrami. Ja parze te herbate zwyczajnie, nie mam specjalnej tykwy do picia jej, a Ty? Tez jestem zwolenniczka naturalnych skladnikow, a lekarstw nie biore wcale (raz na kilka miesiecy jakis srodek przeciwbolowy, gdy zachodzi potrzeba albo cos na niestrawnosc, ale poza tym zupelnie nic). Witamin tez nie biore, badania krwi wykazuja regularnie co kilka lat, ze wszystko u mnie w normie, suplementacji nie potrzebuje.
-
2009/11/29 19:29:59
Ja rano potrzebuję czasu, żeby się dobudzić i zacząć funkcjonować w pełni sił, a najlepszą formę intelektualną mam dopiero po południu i wieczorem, chociaż czasami jest wyczuwam jakiś spadek energii ok 17-19, ale potem znowu wracam do formy. Odkąd pamiętam, zawsze uczyłam się i pisałam wszelkie prace w godzinach wieczornych, bo rano nie mogłam się skoncentrować. Czasami przez cały dzień nie jestem w stanie być tak produktywna jak chcę, dopiero wieczorem się rozkręcam i wtedy mogę zrobić więcej. Mam problemy ze wstawaniem rano, nawet jak śpię wystarczająco długo, za to mogę bez trudu nie spać do późnych godzin nocnych, czasami wręcz nie mogę zasnąć przed 24-2 w nocy, co niekiedy bywa uciążliwe. Niestety świat funkcjonuje raczej odwrotnie niż mój zegar biologiczny ;)
-
2009/11/29 20:18:56
@E.milio, zeby tak kazdy mogl dzialac w tym trybie, ktory mu najbardziej odpowiada, swiat bylby lepszy. Kazdy chyba powinien wykonywac wolny zawod i pracowac, kiedy jest sie najbardziej produktywnym. Bo przeciez gdy czlowiek musi sie ciagle koncentrowac wtedy, gdy i tak z gory wie, ze za wiele dobrego z tego nie wyjdzie, traci cenna energie i na czas, kiedy naprawde moglby byc i kreatywny i efektywny, niewiele jej juz zostaje. Tyle energii marnuje sie na swiecie...
-
2009/11/29 21:59:44
Ha,Klara poki co potrafi sama zainteresowac sie ksiazka pare minut.
Nie zdaze nawet doleciec do kuchni zaparzyc sobie herbaty;)
Za to w pizamie czesto chodzimy obie caly dzien ogladajac ksiazeczki wspolnie:D
Nie mam zbyt wiele czasu na swoj wlasny relaks niestety choc za to wspaniala istote ktora mowi i otwiera sie na swiat coraz wiecej:)
Zycie bez dzieci jest naprawde baaardzo inne, prawie juz nie pamietam jak to bylo leniwie i beztrosko;)
pozdrawiam cieplo :*
-
2009/11/29 22:03:07
Zapomnialam dodac ze masz piekny nowy wyglad bloga:)
-
2009/12/01 13:24:25
@Chestnutflower: Rosnie Ci maly mol ksiazkowy :) Ja tez lubilam ksiazeczki, jak bylam mala, ogladalam nawet elementarz (ale to juz w wieku ok. 3 lat) i nie moglam doczekac sie, az juz bede mogla czytac - nikomu nie przyszlo do glowy, ze mozna mnie wtedy zaczac uczyc, a przeciez dziecko swobodnie moze zaczac czytac w wieku 3 lat.
Pozdrawiam cieplo!
-
2009/12/01 14:12:55
To prawda, że dziecko może nauczyć się czytać w wieku 3-4 lat, sama jestem tego przykładem, chociaż nikt nie wie, jak to się właściwie stało, że w pewnym momencie zaczęłam rozpoznawać literki i gdy miałam 4-5 lat czytałam już pierwsze książeczki ;) Nikt mnie specjalnie nie uczył czytać, a literki poznałam chyba w formie zabawy. Rodzice dużo mi czytali, a ja sama oglądałam książeczki. Nad łóżkiem miałam przyklejone kalkomanie (kiedyś nie było tylu naklejek i stosowało się kalkomanie) i wśród różnych obrazków widniał również alfabet ze wszystkimi literkami, i chyba funkcjonowała taka zabawa, że ja pokazywałam literkę, a ktoś mówił, jak ona brzmi, zresztą czytanie przez mamę alfabetu po kolei też mogło zrobić swoje (podobno już później, gdy rozpoznawałam literki, domagałam się dopisania liter typu "ą" i "ę" oraz dwuznaków np. "sz" "cz", nie umiałam ich odnaleźć i pytałam, dlaczego ich tu nie ma, skoro się używa w mówieniu ;) ) Po jakimś czasie ku zaskoczeniu rodziny zaczęłam rozpoznawać litery na dużych szyldach i neonach na ulicy. To zresztą jest fajna metoda nauki, tak się duużo później nauczyłam cyrylicy, wczytujac się w szyldy w Moskwie i na Ukrainie i pytając o literki, których jeszcze nie znałam, albo które mi się myliły :)
-
2009/12/01 14:35:13
Tykwy nie mam, ale mam zamiar ja sobie sprawić z okazji mikołajków:). Będzie się wygodniej i wydajniej piło.
Leki niestety muszę brać ze względu na różne przewlekłe choroby:(. Nie chcę już więcej dokładać, więc poszukuje naturalnych źródeł cennych składników. Fajnie, że mogę je teraz poznać na studiach. Nie sądziłam, że zioła mają aż taką moc. Oczywiście mądrze stosowane.
-
2009/12/03 23:54:45
Zauwazylam ze niespelna 2 letnia Klare bardzo interesuja juz literki. Gdziekolwiek je widzi (ksiazka, napis na bluzie itp) pokazuje palcem i mowi A:)) Jest taka fajna spiewana rymowanka po angielsku gdzie wyspiewuje sie pierwsza literke jakiegos slowa, szkoda ze nie moge tego tutaj zademonstrowac ale szybko wpada w ucho i mozna dopasowac kazdy niemal wyraz czy imie:) Klara przez to juz wie ze jej imie zaczyna sie od literki K. Takie mam madre dzieko, ha!;))
-
2009/12/04 15:39:31
@E.milia: Chcialabym miec taka otwarta i chetna do czytania coreczke, jaka Ty bylas :) Ja podobno najpierw rozpoznawalam cyfry, a dopiero potem litery. Pamietam jednak, jak w przedszkolu ulozylam napis "Oto jest Kasia" (byla taka ksiazeczka pod tym tytulem), a pni mnie poprawila i zabrala litere "O", bo powiedziala, ze mowi sie "To jest Kasia". Pamietam, ze pomyslalam, ze pani musi byc strasznie glupia :)

@Gusiook: No to juz po weekendzie bedziesz pila z tykwy :) Wiesz, ja pije litrami herbaty zielone, okresowo tez ziolowe (koper wloski i miete przede wszystkim). Mam nadzieje, ze zadnej krzywdy sobie nie wyrzadzam...

@Chestnutflower: Oj, jak fajnie! Jestem pewna, ze jako madra mama nie stlamsisz jej zainteresowan, a bedziesz je rozwijac. Tutaj dzieci raczej wczesniej zaczynaja czytac niz w Polsce, norma jest, ze pieciolatki umieja czytac proste wyrazy i zdania. Nie znam tej piosenki, ale poprosze Cie, bys mi ja zaspiewala, jak sie zobaczymy :)
-
2009/12/04 16:28:00
Ale przecież Ty też byłaś otwarta na książeczki i czytanie, a nawet cyferki :) Ale wiele też zależy od rodziców, jak w domu jest dużo książek, to dzieciom tez się udziela zainteresowanie nimi, tak myślę. Moja mama uczyła polskiego, więc może stąd te pomysły na alfabet nad łóżkiem. Oczywiście nie można przesadzać w drugą stronę - czytanie czy zainteresowanie literkami ma być przyjemnością, ale to raczej wiemy :)

Zadziwiające, że ja też mam podobne wspomnienia z przedszkola, tzn. również czasem myślałam, że pani jest głupia, bo nie rozumiała mojego zamysłu :) Np. jak rysowałam szlaczki wychodząc poza standardowe linijki do pisania, bo chciałam stworzyć coś innego i po swojemu, a pani się mnie pytała, czy oby na pewno dobrze widzę linijki. Albo jak zapełniałam kartki abstrakcyjnymi wzorami, tworząc różne swoje kompozycje, bo tak mi się podobało, a każdy usilnie pytał się, co to jest i co narysowałam, oczekując że dziecko musi zawsze rysować konkretne rzeczy.
Pamiętam również, jak w przedszkolu miałam ochotę coś poczytać, a tam wcale nie było książek. Jedyne jakie były, to takie kartonowe, z obrazkami, które stały w przejściu z sali zabaw do jadalni i służyły raczej za dekorację. Jak tamtędy przechodziłam, usiłowałam przeczytać te kilka wyrazów czy zdań, które mogłam dostrzec. Jednak nigdy nie odważyłam się wziąć tych książeczek do ręki. A potem w zerówce każdy wiedział, że umiem płynnie czytać i pani nigdy mnie nie pytała, w związku z czym inne dzieci dostawały kwiatki za czytanie ,nawet mało płynne, a ja prawie nigdy, bo po co pytać dziecko, które wiadomo, że umie ;) Doprawdy, bardzo to było motywujące :) Potem w pierwszej klasie jakoś nie miałam ochoty ani nawet odwagi przyznać się, że znam już wszystkie literki.
-
2009/12/04 22:34:44
e.milia, a wiesz ze zastanowilam sie czy i w moim przedszkolu byly ksiazki i... nie pamietam (szok!!!)
-
2009/12/06 15:55:36
@E.milia: Nie przypominam sobie, zebym miala jakis plakat z alfabetem, ale to swietny pomysl (moze nawet mialam, ale wylecialo mi z pamieci). Za to teraz widze, ze pelno tego jest, w Anglii to bardzo powszechna forma pomocy, zreszta mysle, ze gdzie indziej takze. Sa rozne sliczne plakaty, klocki z literkami, ksiazeczki, tyle tych pomocy edukacyjnych jest, ktorych dawniej nie bylo...I sa takie ladne!
To ciekawe, co piszesz o abstrakcyjnych obrazkach. Ja zawsze mialam problem, gdy trzeba bylo rysowac, co sie chce. Siedzialam nad pusta kartka i zastanawialam sie, co mam rysowac. Nie potrafilam za bardzo puscic wodzy wyobrazni, abstrakcja nie przychodzila mi do glowy, ani jakies fantastyczne rysunki, bylam jakby spetana realizmem w sztuce. Wielka szkoda! U swojego dziecka bede sie starac wspierac korzystanie przede wszystkim z wyobrazni, niekoniecznie rysowania tylko tego, co widzi.
Co do czytania - ja nawet bylam raz w kacie, bo umialam juz czytac i meczylo mnie powtarzanie w kolko pojedynczych prostych literek. Troche przeszkadzalam chyba nauczycielce, ale ona - tak sadze - powinna byla dac mi jakies trudniejsze zadania, zebym sie nie nudzila.

@Chestnutflower: Ja tez nie pamietam, czy u mnie byly ksiazki. Przynioslam pare razy wlasne, jak mialam trzy lata, ale dzieci mi sie wyrywaly i jedna czy dwie podarly, wiec uznalam, ze sa glupie (dzieci) i nie przynosilam wiecej ksiazek, a co gorsza, nie chcialam sie juz z tymi dziecmi bawic :)
-
2009/12/06 22:19:46
To prawda, śliczne są te pomoce edukacyjne i zabawki w jednym dla dzieci. Ja pracuję z dziećmi, to trochę tego widzę, niektóre są bardzo pomysłowe i atrakcyjne.

Ja też nie umiałam rysować na jakiekolwiek hasło, nawet takie "co się chce", nmiałam z tym problem i rysowałam tylko wtedy, gdy sama chciałam i nikt tego nie oceniał, a najlepiej i nie oglądał. Wówczas mogłam puścić wodze wyobraźni, chociaż w tych moich abstrakcyjne rysunkach nie doszukiwałam się treści czy znaczeń, po prostu to przychodziło mi do głowy i rysowałam, bawiłam się kolorami i wzorami. Mnie samą to ciekawi, bo czytałam, że dzieci zazwyczaj dążą do tego, żeby rysunek miał rozpoznawalną formę. Za to rysowanie konkretnych rzeczy było dla mnie męczące, bo wtedy chciałam właśnie odtwarzać rzeczywistość i twierdziłam, że jak mogę narysować np. ludzi, skoro tego nie potrafię i nie wychodzi mi tak, jak powinno to wyglądać. Ja z kolei u swoich dzieci będę kształtować wyobraźnię, ale też otwartość, żeby nie wstydziło się swoich wytworów, bo ja się wstydziłam pokazywać to, co zrobiłam :)

Widać, że nauczycielki nie radzą sobie z dziećmi, które odbiegają od schematu - szkoda i mam nadzieję, że to się zmienia. Przykre te doświadczenia, że karane jest to, co powinno być raczej docenione i właśnie rozwijane w inny sposób. Mi za to regularnie zwracano uwagę, że zamiast mówić wierszyk na pamięć, to czytam (w przedszkolu trzeba było znać krótkie wierszyki, a mówiło się je stojąc obok pani, która trzymała w ręku książkę) - ale co ja zrobię, że wierszyk był na wysokości mojego wzroku, a ja po prostu znałam literki.
-
2009/12/07 14:41:46
@E.milia: Nie wiedzialam, ze dzieci chca, by ich rysunek mial rozpoznawalna forme, ciekawe skad sie to bierze? Dosc podobne bylysmy w dziecinstwie, tak mi sie wydaje :) Choc ja nie przypominam sobie, bym wstydzila sie moich prac. Szczegolnie dumna z nich tez nie bylam, nigdy nie widzialam u siebie zadnego talentu, ale lubilam rysowac i bardzo dobra bylam w odwzorowywaniu cudzych rysunkow.
Niezla bylas z tym czytaniem :)))
-
2009/12/07 16:20:28
Ja w ogóle byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem i wstydziłam się wielu rzeczy, prac również, niezależnie od tego, czy wydawały mi się udane czy nie. Niestety z tym brakiem pewności siebie muszę z tym walczyć aż do dzisiaj :)
O rysunku dziecka zbyt mało wiem (jeszcze, bo mam nadzieję to zmienić, to jeden z tematów, który mnie interesuje), więc nie umiem dokładnie powiedzieć, skąd to się bierze. Ale zapewne ma to związek z tym, że rysunki dziecka przedstawiają wiedzę dziecka o świecie, ujawniają jego obraz świata, odnosząc się do własnych przeżyć, wspomnień, emocji i wyobraźni - dzieci chcą rysować to, co jest w ich otoczeniu, co jest dla nich bliskie i ważne - czyli najchętniej ludzi (rodziców), dom, zwierzątka, różne przedmioty i krajobrazy, np. ogród czy las. Często są to przedstawienia symboliczne lub schematyczne, na miarę manualnych możliwości dziecka, więc nie stanowią dokładnego odzwierciedlenia rzeczywistości albo te formy nie zawsze są rozpoznawalne (a kolory są na początku bardzo często inne niż w rzeczywistości) ale jest za nimi jakaś intencja i konkretne znaczenie, tzn. dziecko może powiedzieć, co narysowało. Inna sprawa, że dorośli często pytają, co przedstawia obrazek (tak jak mnie) i wtedy dziecko tworzy ich dodatkowe znaczenia, często odmienne od pierwotnego.