visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
LFF: "L'Absence", reż. Mama Keita

Z ogromną przyjemnością obejrzałam film „L’Absence” (czyli „Nieobecność”) francuskiego reżysera senegalskiego pochodzenia Mama Keïta. Zdecydowanie można go uznać za głos pewnej grupy Afrykanów, którzy po wyjeździe do Europy czują na sobie brzemię odpowiedzialności za pozostawioną często w politycznym i gospodarczym chaosie ojczyznę. Jestem generalnie sceptyczna jeśli chodzi o nazywanie konkretnych artystów głosami pokolenia czy pewnej grupy etnicznej, ale rozmowa z reżyserem i odtwórcą głównej roli, Williamem Nadylamem, utwierdziła mnie w przekonaniu, że reżyser celowo wybrał tę historię do opowiedzenia, by właśnie stać się swoistym głosem podobnych mu Afrykanów.

Historia jest pozornie prosta. Adam Diop, ceniony we Francji naukowiec, przybywa po piętnastu latach do rodzinnego Senegalu, by odwiedzić babcię i głuchoniemą siostrę Aïchę. Dostał list, że babcia ma kłopoty zdrowotne, tymczasem Adam zastaje ją w dobrym zdrowiu. Zamierza po weekendzie wrócić z powrotem do Paryża, ale przypadek sprawia, że Adam decyduje się zostać w Senegalu dłużej. Podczas wieczornego spaceru po mieście z dawnym przyjacielem Adam zauważa na ulicy siostrę i przekonuje się, iż ta pracuje jako prostytutka. Ojciec Adama i Aïchy zmarł w tajemniczym wypadku, a matka umarła podczas porodu dziewczyny. Aïcha siebie obarcza winą za śmierć matki i przez lata próbowała nadaremnie nawiązać więź z bratem, który ją odrzucał. Odkrycie przez niego teraz profesji siostry nie pomaga w poprawie stosunków między nimi. Odczuwając presję ratowania siostry wywieraną przez babcię i przyjaciela, Adam wstępuje do podziemia przestępczego, gdzie rządzą narkotyki, łatwe pieniądze i broń, o czym w świetle dziennym milczy się wymownie.

Film dostał duże brawa po projekcji i chcę wierzyć, że to nie tylko dlatego, iż na sali obecny był reżyser i aktor grający rolę Adama. Byłam pod wrażeniem odwagi reżysera, który pokazał własną ojczyznę nie upiększając jej, jak to czasem mają w zwyczaju czynić twórcy od lat żyjący na emigracji. Przypuszczam, że większość Afrykanów obecnych na sali mogła z powodzeniem wczuć się w postać Adama, żyjącego dość wygodnie za granicą i nie poczuwającego się do obowiązku poprawy sytuacji w ojczyźnie. Dlaczego miałby? Dające do myślenia są sceny, gdy Adam widzi nowo wybudowane wspaniałe rezydencje i dowiaduje się, że ich właścicielami są skorumpowani politycy albo gdy spotyka się ze swoim profesorem, który przekonuje go, iż cały kraj inwestuje w zagraniczną edukację młodych ludzi z nadzieją, że kiedyś ci wrócą, by budować ojczyznę na nowo. To spotkanie wspaniale obrazuje postawę roszczeniową wielu mieszkańców pogrążonych w moralnym zepsuciu krajów afrykańskich, liczących na pomoc rodaków z zewnątrz i samych nie będących w stanie wpłynąć na poprawę sytuacji. Niektórzy podporządkowują się i wpadają w szpony korupcji, inni do końca życia szarpią się i frustrują próbując zachować uczciwość, jeszcze inni poddają się i wyjeżdżają tam, gdzie żyje się łatwiej, gdzie życie zgodne z własnym sumieniem nie musi być okupione tyloma wyrzeczeniami i poświęceniami.

Mama Keïta jest bardzo sprawnym reżyserem. Nakręcił film wielowarstwowy, będący jednocześnie dramatem rodzinnym, dramatem wygnańca, dla którego brzemię odpowiedzialności za własny kraj okazuje się być zbyt ciężkie do udźwignięcia, a także trzymający w napięciu thriller nie dając łatwych rozwiązań. Każe widzom spojrzeć w oczy niewygodnej prawdzie, iż każdy zysk okupiony jest jakąś stratą. Zapytałam reżysera po filmie o to, na ile wiarygodna jest postawa Adama, odcinającego się od własnych korzeni, cierpiącego na wyrzuty sumienia, spowodowane tym, iż bliscy i znajomi w Senegalu obarczają do odpowiedzialnością, której wcale nie chce podjąć. Czy przez to brzemię nie tworzy się bariera między Afrykanami w Afryce i Afrykanami na emigracji. Keïta odparł, że te oczekiwania wobec młodych kształcących się za granicą widać choćby w tym, że zachęca się młodych, by studiowali prawo, medycynę czy inżynierę, a jego prywatny wybór, by zostać właśnie reżyserem filmowym spotkał się z dezaprobatą całej rodziny. Ojciec reżysera, sam wykształcony we Francji, wrócił po latach do Senegalu i w jakiś sposób realizuje marzenie innych o jego misji – jest nauczycielem. Keïta na razie czuje się zwolniony z obowiązku poprawy kraju, ale myślę, że kręcąc takie film jak „L’Absence” także wypełnia swoiste powołanie – pokazuje innym Afrykanom, że nie są sami ze swoimi wyrzutami sumienia, swoim rozdarciem między własnym pomysłem na życie a presją, jaką narzucają im inni, często najbliżsi.

sobota, 21 listopada 2009, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: