statystyka
Blog > Komentarze do wpisu
"Vile Bodies" - Evelyn Waugh

Niewypał. Wielki niewypał. Są pisarze potrafiący pisać o nieciekawych bohaterach w zajmujący sposób, ale „Vile Bodies” ledwo wymęczyłam, a dotrwałam do końca tylko dlatego, że czytałam same pozytywne opinie o tej książce i sam autor jest uznaną postacią. Chciałam się osobiście przekonać o co tyle hałasu i przekonałam się, że to wiele hałasu o nic.

Co ciekawe, ta cieniutka powieść jest dziś równie aktualna, co 80 lat temu, kiedy została napisana. Waugh opisuje niewielką grupkę osób ze śmietanki towarzyskiej, tzw. Bright Young People, którzy w latach 1920-tych codziennie byli bohaterami rubryk towarzyskich w gazetach angielskich. Ich życie toczyło się od przyjęcia do przyjęcia, od małego skandalu do większego skandalu. Wiecznie znudzeni, wykrzykujący nieustannie, niczym autosugestię, jak to bosko się bawią , nie będący w stanie rozmawiać na żaden konkretny temat, bohaterowie powieści przypominają bezmyślne manekiny, ładne na zewnątrz, puste w środku. Waugh starał się napisać satyrę na to środowisko, bohaterom przypisując zabawne nazwiska i umieszczając je w centrum czasem dość śmiesznych wydarzeń, ale trudno mi sobie wyobrazić, by ktokolwiek mógł mieć przyjemność z tej lektury po - powiedzmy - pięćdziesiątej stronie. Wprawdzie humoru jest coraz mniej, a koniec jest raczej tragiczny niż zabawny – tak jak koniec ludzi, którzy zdają sobie wreszcie sprawę, że życie dla image’u nie daje żadnego spełnienia – ale ta książka jest najzwyczajniej w świecie nudna. Być może osoby pasjonujące się życiem znanych i bogatych, z wypiekami na twarzy oglądające zdjęcia strojów gwiazd z wręczania różnorakich nagród i polujący na informacje kto z kim (w Stanach Zjednoczonych nawet w wiadomościch telewizyjnych niektórych stacji podawane są ‘entertainment news’) podejdą do tej powieści inaczej, z refleksją, że od tylu lat właściwie nic się nie zmieniło. Dziś szybszy jest przepływ informacji, ilość wiadomości też jest znacznie większa, bo nie interesują nas tylko gwiazdki lokalne. Ale niewiele znaczące osóbki, znane z tego, że są znane i bogate, były już za czasów Waugh równie głupiutkie jak i teraz. W latach 1920-tych także istniały odpowiedniki Paris Hilton, upajające się hedonizmem i nie mające pojęcia o niczym, co się dzieje poza ścianami sal balowych, barierkami eleganckich jachtów czy czerwonymi dywanami luksusowych hoteli. Pomimo że temat powieści w gruncie rzeczy jest lekki, jej wydzwięk wcale lekki nie jest. Smutne życie muszą mieć osoby, które nie mają ciekawszych zajęć niż bywanie na przyjęciach, na których nic się nie dzieje, na których spotyka się wciąż te same osoby, ale brakuje nawet tematów, które można by poruszyć. Bohaterowie Waugh sporo mówią o pieniądzach, które trzeba było mieć (albo przynajmniej miało się perspektywę ich posiadania), gdy chciało się bywać. Z ciekawostek – w 1929 roku jeden z faktycznie żyjących arystokratów, Bryan Guinness, poślubiając Dianę Mitford w 1929 roku zarabiał rocznie 20000 funtów, podczas gdy przeciętna roczna pensja mężczyzny wynosiła wówczas nieco poniżej 150 funtów. Waugh po sukcesie „Vile Bodies” mógł liczyć na zarobki 2500 funtów rocznie, co stanowiło 2-3 razy ile zarabiał profesor uniwersytetu oxfordzkiego.

Bohaterowie powieści nie zajmują się niczym szczególnym, ale faktycznie do Bright Young People należeli poeci, tancerze baletowi i tancerki, fotograficy (m.in. Cecil Beaton), malarze i aktorki (m.in. Tallulah Bankhead), a także sam Evelyn Waugh. Nie wszyscy z tego towarzystwa byli na tyle głupi, by nie zdawać sobie sprawy, że ich beztroska trwała będzie wiecznie. Wychowani w cieniu I wojny światowej, na początku lat 1930-tych już mogli dostrzec widmo drugiej. Korzystali więc z życia ile tylko się dało według zasady „carpe diem”, bo to mógł być zawsze ich ostatni dzień. Niektórzy rzeczywiście umierali dość młodo, inni dożywali póznego wieku, ale ci mieli okazję zaobserwować biedę Anglii lat powojennych, kiedy afiszowanie się swoim wystawnym stylem życia nie było w dobrym tonie i żyło się raczej wspomnieniami młodości.

Jako swoisty dokument epoki, która trwała zaledwie jedną dekadę, „Vile Bodies” jest dobrą książką. Ale jako powieść, po którą sięga się w chęci zapomnienia o rzeczywistości licząc na radość z lektury, niestety się nie sprawdza. Tak jak nuda ogarnia bohaterów, tak samo szybko nuda ogarnia czytelnika. Nie żałuję, że przeczytałam, ale Waugh ani nie rozbawił mnie ani nie wywołał we mnie żadnych większych emocji. Spodziewałam się lepszej rozrywki, lepszego stylu, lepszych wartości poznawczych - czegokolwiek, ale nie nudy.

Bright Young People na jednym z przyjęć

sobota, 07 listopada 2009, chihiro2
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/11/07 21:47:11
Hmm, zdecydowanie daruję sobie tę książkę. Czytałaś coś innego tego autora? Bo nazwisko mi sugeruje, że coś jego mam na liście, ale teraz zupełnie nie chciałoby mi się po to sięgać...

Czy jesteś już w Polsce? :)
-
2009/11/07 22:07:07
@Mandzurio, ja tez mam na liscie jeszcze "Zmierzch i upadek", ktore jest druga czescia "Vile Bodies" (i chyba sobie to daruje) i "Brideshead Revisited" (ktore podobno jest w innym klimacie i ktore chyba kiedys przeczytam - i obejrze film).
Jestem juz w Polsce, ale nie mam pojecia, czy uda mi sie skoczyc do Lodzi...
-
2009/11/07 23:53:28
Negatywne recencje też bywają przydatne, przynajmniej wiadomo, na co nie tracić czasu :) Wracam do świata blogosfery po małej przerwie :)

A Łódź jest blisko Warszawy, jedyne półtorej godziny pociągiem, które zresztą jeżdżą dość często. Niedawno pojechaliśmy tam i wróciliśmy w przeciągu jednego dnia.
-
2009/11/07 23:54:44
No to teraz rozumiem dlaczego u nas wydano tylko druga cześc. I podziwiam Twoją wytrwałośc, bo jesli ksiazka mi sie niepodoba to porzucam ją po 50-60 stronach, chocby nie wiem jak pochlebne recenzje miała.
Udanego pobytu w kraju życzę :)
-
2009/11/08 12:47:25
Chihiro,
również bardzo dziękuję za spotkanie - szkoda, że musiałam już iść, na pewno zrodziłyby się kolejne pomysły (o przyjemności z przeglądania książek nawet już nie wspominam...). Mam nadzieję, że uda nam się znowu niedługo spotkać - i jak tylko przeprowadzę się do Włoch, serdecznie zapraszam :)
-
2009/11/08 13:23:51
Tak, na mojej liście jest właśnie "Brideshead Revisited", też ciekawa jestem zarówno książki jak i filmu, choć czytałam, że mocno różnią się od siebie klimatem i ogólnym wrażeniem. Cóż, będzie się trzeba samemu przekonać :)

A jeśli chodzi o spotkanie, to wysłałam krótkiego maila na Twoją googlową skrzynkę :)
-
Gość: notsoyellow.blogspot.com, bbq191.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/09 15:09:14
Przepraszam, ze bez zwiazku z postem, ale przeczytalam wlasnie wyborcza.pl/1,75480,7225087,Uzycie__Cyganie_zle_zintegrowani.html?as=1&ias=5 i pomyslalam, ze moze tez Ciebie zainteresuje:) Pozdrawiam serdecznie!
-
2009/11/10 18:50:03
Chihiro, w niedzielę na gazetową skrzynkę coś Ci wysłałam. Daj znać, proszę, czy dotarło :)
-
2009/11/11 10:13:36
To mówisz, że powiało nudą... A szkoda, bo książka wydawałby mi się na pierwszy rzut oka zajmującą. Może gdyby temat został przedstawiony w formie satyry, czytało by się przyjemniej. I tak dopisze na listę, ale gdzieś na szarym końcu, zresztą nawet nie wiem, czy jest w Polsce wydana.
Pozdrawiam!
-
2009/11/11 17:37:14
Nadrabiam zaległości :) Nareszcie z powrotem u Chihiro :)))))
Z Twojej recenzji wnioskuję, że i mnie serdecznie by znudziła. Bogaci ludzie muszą się jednak masakrycznie nudzić na tych wszystkich przyjęciach (co za paskudne marnotrawstwo czasu ;P). Czy ta książka stała się bestsellerem? :o
Chihiro, kiedy ostatnio czytałaś książkę, która szczerze by Cię poruszyła, książkę, którą chciałabyś przeczytać jeszcze nie raz i jaki miała ona tytuł? Chętnie poznałabym Twoje zdanie :)
-
2009/11/21 18:22:04
@E.milio: No wlasnie, ja tez widze sens w zamieszczeniu czasem negatywnej recenzji (choc ksiazek, ktore mi sie nie podobaja, czytam bardzo niewiele).

@Peek-a-boo: A ja wlasnie doczytalam sie, ze ta niby druga czesc, czyli "Zmierzch i upadek" to tak naprawde prequel, debiut autora. Dopiero po nim napisal "Vile Bodies". Moja pomylka.

@Joan_Johnson: Oj, mysle, ze mialybysmy sobie jeszcze wiele do powiedzenia :) Dziekuje za zaproszenie (wlasciwie to czuje, ze juz sie wprosilam, przepraszam :)) do Wloch :)

@Mandzuria: Ja tez sie sama przekonam co do "Brideshead Revisited", ale nie szybko, inne ksiazki kusza bardziej.

@Notsoyellow: Dziekuje za link, jasne, ze mnie interesuje!

@Ekolozkaa: Wiesz, to niby jest satyra. Nazwiska bohaterow sa bardzo satyryczne, ale to chyba nie jest moje poczucie humoru, jest jednak mocno przestarzale i bibliotekarz, ktory wypozyczal mi ksiazke, powiedzial, ze interesuje go, czy ksiazka mi sie spodoba, bo jego pokolenie (pan wygladal na ok. 60 lat) uznalo ja kiedys za smieszna, ale on slyszal, ze mlodzi juz teraz tak nie mysla.

@Porcelanka: Nadrabiasz, nadrabiasz, ciesze sie bardzo :) Kiedys ta powiesc byla bestsellerem, pozwolila autorowi niezle zarobic.
Kiedy czytalam ksiazke, ktora by mnie poruszyla? Calkiem niedawno, to byla "Winter Vaults" Anne Michaels, dla mnie najlepsza ksiazka roku, na rowni z "Nostalgia" Mircei Cartarescu. "Winter Vaults" przeczytam kiedys jeszcze raz, ale musze jeszcze sie lekko zestarzec do niej :) Recenzje obu powiesci sa u mnie na blogu.