visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"A Single Man", reż. Tom Ford, 2009

Ach, co za film! Pamiętam, ze zawsze zżymałam się, gdy jako nastolatka wracałam z kina i mama pytała: "Ładny film?", a ja opowiadałam z oburzeniem, że film nie może być ładny. Otóż może. Ten jest nie tylko ładny, ten jest piękny! Dopracowany do perfekcji, jak czekoladka z migdałem owinięta w srebrną folię i zapakowana w płócienne pudełko, przewiązane ciemnozieloną wstążką. Aż szkoda zjeść. Ostatnim tak pięknym filmem, który widziałam, był "Women without Men" Shirin Neshat - oba operują tą samą przytłumioną paletą barw. A barwy to coś, na co jestem szczególnie wrażliwa. W filmie Toma Forda jednak kolor czasem budzi się do życia - gdy bohater powraca myślami z przeszłości w terazniejszość. Znać od razu, że reżyser jest perfekcjonistą, miłośnikiem detalu i wielkim estetą, jakże inaczej udałoby mu się rozwinąć podupadającą firmę Gucci w wielomilionowe emporium?

Colin Firth zagrał rolę swojego życia. Jako George Falconer, profesor literatury angielskiej w Los Angeles w 1962 roku, cierpiący po śmierci swego wieloletniego partnera jest wielce przekonujący. Widz obserwuje dzień z życia profesora, od momentu, w którym budzi się z ciężkiego snu, poprzez wykład na uczelni, rozmowę z młodym, wyraznie zainteresowanym Georgem studentem, jego przygotowania do samobójstwa, wieczór spędzony w towarzystwie przyjaciółki Charly aż po ponowne spotkanie swego studenta. Film zaszczyca swoją osobą Julianne Moore, która - mam wrażenie - niemal zawsze gra tę samą rolę, ale sprawdza się w niej doskonale. Jako kobieta nie mogąca pogodzić się z rozwianymi iluzjami, pragnąca żyć w bańce, odnosi sukces po raz kolejny jako aktorka. W dodatku lata 1950-te i 60-te jakby działy się tylko po to, by potem Moore mogła zagrać kobiety z tamtych czasów...

Nie wiem, czy byliście kiedyś świadkami, że widzom na pełnej sali kinowej zapiera w tym samym momencie dech z wrażenia na widok piękna. Ja byłam. Piękno męskiego ciała nigdy nie zostało lepiej pokazane na ekranie. Scena, w której dwaj studenci z nagimi torsami grają w tenisa jest aż bolesna do zniesienia. Gdy jednak na ekranie pojawia się Carlos, niebiańsko przystojny Hiszpan, próbujący poderwać George'a, aż jęknęłam. Młody student, blondynek o pustych oczach, ale przepięknie długich nogach i chudej sylwetce w pewnej scenie zdejmuje sweter. Mięśnie jego pleców przywiodły mi na myśl klawisze fortepianu widziane po uniesieniu pokrywy instrumentu. Zawsze uważałam, że to kobiety są ciekawsze, i może są, ale gdy patrzyłam na te ciała jak młodych bogów miałam wrażenie, że mogłabym patrzeć na nie bez końca. A jednak można zachwycać się po prostu męskim torsem czy plecami, bez dodawania do tego filozoficznych teorii czy seksualnych podtekstów...

Film nakręcony został na podstawie powieści Christophera Isherwooda, ale w wielu aspektach daleki jest od oryginału - Ford uzyskał zgodę na odejście od pierwowzoru książkowego od samego partnera pisarza. Dla reżysera książka stanowi ważną część jego samego i widać to było w filmie. Czuć, że "A Single Man" jest bardzo osobistym dziełem, że miłość do estetyki i przywiązanie do partnera jest tym najprostszym mostem, który łączy Forda z bohaterem. Los Angeles to miasto, które bardzo mnie rozczarowało, gdy tam byłam, ale którego mit lubię oglądać na ekranie. Chciałabym mieszkać w takim domu jak George (oczywiście, gdybym tuż obok miała plażę), chciałabym, by kobiety nadal nosiły się z taką elegancją i klasą, chciałabym, by ludzie generalnie przywiązywali więcej znaczenia estetyce.

Amerykańskie filmy wydają mi się bardzo często zbyt proste, zbyt oczywiste w treści. Irytuje mnie szkolna konwencja pokazywania pewnych scen w zwolnionym tempie (Gucio narzekał, że film nie był wystarczająco wolny, bo jest taka kategoria filmów: "not slow enough"). Scenariusz także nie kryje wielkich niespodzianek. Filmy zza kontynentu nie stanowią dla mnie wyzwania ani dla intelektu ani dla emocji, za to można skupić się na czym innym. Nie ma wątpliwości, że czegoś się nie zrozumie, więc można śledzić akcję skupiając swą uwagę także na innych aspektach obrazu. Piękno barw i kompozycji podkreślone zostało wspaniałą muzyką Abla Korzeniowskiego i Shigeru Umebayashiego, który skomponował muzykę do filmu "In the Mood for Love". W pewnym sensie zarówno "A Single Man" jak i "In the Mood for Love" operują podobnym wizerunkiem melancholii - a Los Angeles to chyba najbardziej melancholijne miasto w Stanach Zjednoczonych. Jeden z brytyjskich krytyków porównał ten film do słynnego dzieła Viscontiego i zaproponował podtytuł "Death in Venice, California". Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jego skojarzenie wydaje mi się trafione. Ten film z pewnością posiedzi we mnie długo, tak jak rok temu siedział "Revolutionary Road" - raz w roku udaje się Amerykanom stworzyć coś naprawdę doskonałego i to wystarczy, by nie tracić zupełnie wiary w kino mainstreamowe ze znanymi aktorami.

poniedziałek, 22 lutego 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/22 18:01:12
Chihiro, szukałam właśnie jakiś blogowych recenzji tego filmu... Nie mam już wątpliwości - iść czy nie ;)
-
2010/02/22 18:37:44
Film, który prawie udało mi się obejrzeć przy okazji Camerimage... Niestety, zamknęli seans i zwykli śmiertelnicy nie mogli filmu zobaczyć. Dopisałam do listy i trochę o nim zapomniałam. Po Twojej recenzji będę poszukiwać - poruszyła mnie, więc wierzę, że i sam film mnie poruszy. Uwielbiam piękno w każdej postaci, potrzebuję go do prawidłowego funkcjonowania, więc film pełen takiej właśnie estetyki na pewno do mnie trafi...
Prawdę napisałaś o większości amerykańskich filmów - niewiele nowego wnoszą, zwłaszcza, jeśli o fabułę chodzi, ale często można znaleźć w nich coś innego, co może widza poruszyć, czy nawet oczarować. Często jest to kolorystyka, muzyka, tła... A czasem dostarczają po prostu rozrywki na poziomie, więc czemu nie.
Pozdrawiam ciepło z mrocznej Łodzi...
-
2010/02/22 21:01:18
Chihiro, piszesz: "(...) raz w roku udaje się Amerykanom stworzyć coś naprawdę doskonałego".

Zadam Ci teraz pytanie: które z niżej wymienionych przeze mnie amerykańskich filmów ubiegłego roku obejrzałaś?

- "The Hurt Locker"
- "Precious"
- "Serious Men"
- "The Mesenger"
- "Bad Lieutenant"
- "Crazy Heart"
- "Up in the Air"
- "Two Lovers"
- "The Road"
- "The Missing Prson"
(... etc.)

Może gdyby nie Twoje uprzdzenia względem filmów amerykańśkich (bo wydaje mi się, że są to jednak uprzedzenia), mogłabyś po obejrzeniu takich (i podobnych) filmów napisać, że nie tylko "raz w roku udaje się Amerykanom stworzyć coś naprawdę doskonałego"?

Z wyrazami szczerej sympatii,
S. :)
-
2010/02/22 22:00:57
Bardzo bardzo chcę to obejrzeć i trochę liczę na Oscara dla Fritha za rolę główną (ale zapewne się przeliczę).
Co do estetyki w filmach, chociażby takie tytuły jak "Leila i Nick" (najpiękniejsza kolorystyka filmu, jaką widziałam) czy "Jedwabna opowieść", którą dodałabym do listy filmów ładnych. Chociaż mnie bardzo wiele filmów wydaje się właśnie ładnych, ale zapewne ta moja "ładność" co innego oznacza.
W sumie nie jestem pewna, czy kiedyś tej estetyki było więcej, to chyba bardziej tak, jak z dowcipem o inteligencji, której jest tyle samo, a ludzi coraz więcej. Może estetyki nadal tyle samo, ale papki ogólnej się mnoży sporo i na tle tak wypada?
-
2010/02/23 02:13:30
film mnie zauroczyl, wyszlam z kina tak oszolomiona, ze zgubilam sie na pustej autostradzie w srodku nocy. Mialam tez ochote kupic dom, ale zabraklo mi 1,5 miliona$ zostaly mi wiec tylko zdjecia do delektacji :)
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2010/02/23 07:59:09
dziekuje serdecznie za recenzje. lece dzis lub jutro, wtedy bede mogla wypowiedziec sie odnosnie "ladnosci" filmu;) pozdrawiam.
-
2010/02/23 08:28:51
Mialam chrapke na ten film przed przeczytaniem tej recenzji teraz moja chrapka osiagnela wielkosc lodowca hehe ... ;)
-
2010/02/23 10:50:36
Już od dawna czekam na ten film, ale póki co na polskim horyzoncie premiery nie widać! Twoje recenzja apetyt mi jeszcze zaostrzyła. Szkoda tylko, że film tak słabo został zauważony przy przyznawaniu tegorocznych nagród filmowych - może więcej widzów (i dystrybutorów!) by się nim zainteresowało. Niestety nawet w przyznawaniu prestiżowych nagród królują dziś różne "Avatary".
-
2010/02/23 11:13:44
@Czara: Mowisz - masz :)

@Mandzuria: Z rozrywka w moim przypadku jest tak, ze jesli film nie wnosi nic nowego pod zadnym wzgledem, nie mam przyjemnosci z ogladania. Widz nie moze byc traktowany jak przyglup, a mam wrazenie, ze wiekszosc rezyserow amerykanskich tak do niego podchodzi. A jesli nie jak do przyglupa, to jak do osoby, ktora trzeba "zabawic", bo inaczej znudzi sie, zmeczy, nie zrozumie filmu (a Amerykanie tak bardzo troszcza sie o to, by widz "zrozumial", ze przesadzaja i zbyt wiele podane jest na tacy) i wyjdzie rozczarowany.

@Logosviator: Przyznam szczerze, ze nie widzialam zadnego z wymienionych, ale chce zobaczyc "Precious" i "The Road". Jednak jestem bardziej niz pewna, ze moje poczucie doskonalosci znacznie rozni sie od Twojego. "Doskonaly" film ma byc dla mnie doskonaly, nie dla wszystkich. A ze wiekszosci amerykanskich filmow w ogole nie zauwazam, jak je pokazuja w kinach, zwyczajnie ich nie rejestruje ani wzrokiem ani myslami (moze wina lezy po stronie absolutnie fatalnych plakatow kinowych?) niewiele filmow mam ochote obejrzec, niewiele dociera do mojej swiadomosci i wlacza swiatelko: "Obejrzyj!". Nie mam uprzedzen wobec filmografii amerykanskiej, bo obejrzalam w zyciu tysiace amerykanskich filmow i moze to bylo za duzo, bo mi sie przejadly ichnie schematy (poza paroma innowatorami i wielkimi osobowosciami kinowymi). Niestety w przypadku filmow amerykanskich ma ogromny niesmak podczas ogladania, bo widze, jak filmowcy traktuja swoje dzielo jako produkt: ktory trzeba odpowiednio sprzedac, wypromowac, trafic z nim w odpowiedni czas, bron boze nie przedluzac scen (zwlaszcza tempo dziania sie akcji na ekranie mnie zasmuca - amerykanskie filmy sa zbyt szybkie!!! Nie mam tu na mysli wyjatkowych rezyserow, jak Jarmusch, on jest chlubnym wyjatkiem). Najwieksze moje zastrzezenia dotycza wlasnie tempa - to nie jest tempo, ktorym zyje, ktorym chcialabym zyc i ktore do mnie przemawia.
Problem jest tez z kultem celebrities. Nie kupuje nigdy zadnych plotkarskich gazet i magazynow, a jednak orientuje sie, kto co i z kim. Ta wiedza jakos sie wchlania z powietrza i przeszkadza podczas ogladania. A moze aktorzy nie sa jednak tak dobrzy, by swoja postacia przycmili swoja prywatnosc na ekranie?
Poza tymi dwoma filmami, ktore wymienilam, chcialabym jeszcze zobaczyc najnowszy film Jarmusch "Limits of Control", a takze film Scorsese "Shutter Island". Ale i tak zdecydowanie bardziej ciekawa jestem dokonan tureckiego rezysera, ktory wlasnie zdobyl Zlotego Misia w Berlinie za film "Honey". Festiwale w Berlinie i Cannes sa dla mnie czesto wyznacznikiem dobrego smaku i decyzje jurorow bardzo sobie cenie. W przeciwienstwie do takich Oscarow, ktore oceniaja film jako produkt, a nie jako sztuke - co ma miejsce na europejskich festiwalach.

@Liritio: Hmmm, "Jedwabna opowiesc" jest ladnym filmem, ale to jednak co innego. Tam estetyka nie bije po oczach. Tutaj tak. Do takich pieknych moge zaliczyc jeszcze rosyjskie "Wygnanie", wegierskie "Werkmeister Harmonies", "Daratt", radziecki "Kolor granatow" (pisze radziecki, bo trudno stwierdzic, czy Parajanov byl Gruzinem, Rosjaninem czy Armenczykiem) i na pewno jeszcze wiecej, ale nie przychodzi mi w tej chwili nic do glowy. Ladnych sa tysiace, wiec nie pokusze sie tu o wymienianie ich :)

Nie pisalam, ze kiedys estetyki bylo wiecej, nic takiego! Mam po prostu wrazenie, ze dzis ludzie malo znaczenia przypisuja estetyce. Zawsze mnie to zaskakuje, gdy ludzie decyduja sie gdzies zamieszkac. Biora pod uwage cala mase wzgledow praktycznych, ale wzgledy estetyczne? Sa jakby niewazne. Szczerze mnie to szokuje, bo jednym z podstawowych powodow, dla ktorych mieszkam tam, gdzie mieszkam, jest fakt, ze mi sie tu bardzo podoba. Sa miasta moze i ciekawe i obiektywnie ladne, ktore odrzucam ze wzgledu na brzydote albo zbytni porzadek estetyczny (np. miasta niemieckie). Brak estetyki (mojej estetyki) wpedza mnie w silne doly, a piekno powoduje, ze zyc mi sie chce :)
-
2010/02/23 11:16:49
@Artdeco: Ach, widze, ze film rowniez na Tobie zrobil wielkie wrazenie :)

@Invitada: Czekam wiec na Twoje zdanie :)

@Royal-blue: Cha cha, trzeba wiec wybrac sie do kina :)

@Snoopy: Ech, nie znamy tla, byc moze ten film przekroczyl jakies tam terminy albo nie spelnil innych wymogow. No i moze Ford jako debiutant budzi zazdrosc w srodowisku... A srodowisko amerykanskich filmowcow rzadzi sie swoja polityka, ktora ze szczerym uznaniem zaslug ma niewiele wspolnego...
-
2010/02/23 14:13:45
Dużo słyszałam o tym filmie i zamierzam go obejrzeć.
Jestem zachwycona tym, że Firth przeżywa właśnie drugą zawodową młodość - genialny aktor o niebanalnej fizjonomii...
i ciekawam tej estetyki Forda, rzadko w świecie robi się chyba "luksusowe" filmy:)
-
2010/02/23 15:37:09
przyszłam od Artdeco, która również zachwycona tym filmem, bo przypomniałam sobie, że i Tobie się podobał...
-
2010/02/23 15:49:19
zapraszam do wziecia udzialu w zabawie o czytaniu

bo-sko.blogspot.com/2010/02/wazne-pytania-o-istote-czytania.html
-
2010/02/23 16:04:03
Chihiro, moja uwaga nie ma nic wspólnego z amerykańskimi celebrytami, wadami amerykańskiej kinematografii, Oscarami i tym podobnymi aspektami merkantylizmu w kinie.
Chciałem tylko zwrócić uwagę na to, że jeślibyś bez uprzedzenia podchodziła do kina amerykańskiego (a te wszystkie Twoje zarzuty wobec tego kina to są jednak uogólnienia, które prowadzą Cię do tych uprzedzeń), to mogłabyś obejrzeć o wiele więcej dobrych filmów i wtedy Twoje szanse na obejrzenie czegoś "doskonałego" by po prostu niepomiernie wzrosły.
Przyznaj Chihiro, ile takich dobrych filmów przeszło Ci koło nosa tylko dlatego, że (kierowana uprzedzeniem, które często przybiera formę braku zainteresowania) rezygnowałaś z ich obejrzenia?
Pamiętasz Twoje uprzedzenia wobec kina brytyjskiego, o kórym kiedyś napisałaś że niewiele jest warte? (Później starałaś się to jakoś naprawić, ustalając całą listę brytyjskich filmów, jakie chciałaś zobaczyć... za co Ci chwała :) Ale czy je obejrzałaś? )

Moim zdaniem nie jest czymś rzetelnym pisanie takich rzeczy, skoro całej masy filmów się po prostu nie widziało (chodzi mi o najnowsze kino amerykańskie).

PS. "Jednak jestem bardziej niz pewna, ze moje poczucie doskonalosci znacznie rozni sie od Twojego." To prawda. Ja np. uważam "The Revolutionary Road" za film dobry, ale jednak dość przeciętny i na pewno nie dosknały.

PS2. Proszę Cię, abyś tych moich uwag nie odbierała zbyt osobiście. To, że czasem mam inne zdanie od Twojego, nie oznacza, że nie darzę Cię sympatią. Jest bowiem wręcz przeciwnie :) Uwierz mi :)
Czy naprawdę chciałabyś tylko tego, abym Ci przytakliwał, cały czas się z Tobą zgadzał, pisał jaka każda Twoja notka jest wspaniała (a bardzo często jest :) )?
Czy chciałabyś aby te komentarze stały się echem zgodnego chóru Towarzystwa Wzajemnej Adoracji? Byłoby może milej, ale ja osobiście lubię nieco ostrzejsze dyskusje, zwłaszcza jeśli poparte są one dobrą wolą, chęcią zrozumienia drugiej strony i używaniem konkretnych a przemyślanych argumentów).
Pozdrawiam.
-
2010/02/23 16:16:22
hej Chihiro! dzieki za recenzje! chyba sie wybiore, ale najpierw czeka mnie "Salomon Kane", R. mi nie daruje;) juz sie boje, bo widzialam jakies potwory wyskakujace z luster i zjadajace ludzi, chyba bede krzyczec i przeklinac w kinie ze strachu i R. bedzie mnie musial wygonic, po czym spokojnie przeczekam sobie do konca seansu w kinowym barze pijac biale winko;) nie no, mam nadzieje, ze bedzie znosny, lubie fantasy, a to klasyka gatunku, Johnattan Ross wypowiadal sie o "Salomonie Kane" bardzo pozytywnie.
wracajac do tematu, to wypowiem sie wiecej o komentarzach- nie zgadzam sie ze "Snoopy", "Avatar" to zupelnie innego rodzaju kino, nowa technika i tego rodzaju przytyki nie maja sensu. Lubie kino artystyczne, ale uwielbiam wszelkiego rodzaju sf i fantasy, byle na poziomie.
wielce ekscytujaca dyskusja z logosviatorem, pozdrawiam Was oboje!
-
2010/02/23 16:34:07
@Molinari: Ja tez sie ciesze, ze Forth sie rozwija, ale on sie rozwija tez bardzo poza ekranem...
A na "luksusowe" filmy, mam wrazenie, nastaje moda. Niedlugo wychodzi taki luksusowy, wloski film z Tilda Swinton i wyszedl "Dogtooth" (chyba taki jest tytul) - luksusowy grecki.

@Chiara: No i...?

@Pani_z_herbata: Dziekuje bardzo!

@Logosviator: Pozwolisz, ze najpierw odpowiem na PSy :)
PS.1: No wlasnie, trudno polemizowac z czyimkolwiek odczuciem doskonalosci. Dla mnie "Revolutionary Road" bylo doskonale zarowno jesli chodzi o aktorstwo, kolorystyke, tempo, nasycenie emocji, jak i temat - rzadko poruszany w ten sposob w kinie amerykanskim (szczegolnie w odniesieniu do kwestii, ze "American dream" moze dla kogos wydawac sie duszacym koszmarem), bez satyry i bez wiekszego filozofowania. To byl bardzo swiezy film.
PS2. A gdzie ja pisalam, ze odbieram uwagi osobiscie? Bardzo cenie sobie konstruktywna dyskusje i krytyke, bo lubie wyzwania :) I wierze, ze mozna kogos lubic, mimo roznic zdania. Dlaczego piszesz: "Czy naprawdę chciałabyś tylko tego, abym Ci przytakliwał (...)" - czy ja kiedykolwiek cos takiego chocby zasugerowalam? Dlaczego czytasz slowa, ktorych nie ma nigdzie w zadnym tekscie? Nie ma u mnie Towarzystwa Wzajemnej Adoracji, ja go przynajmniej nie widze, albo nie rozplywam sie w ilosci komplementow, jakie dostaje. Mam glowe na karku, jesli chodzi o pochwaly.

A teraz meritum :) Pamietam moje postanowienie ogladania filmow brytyjskich. Obejrzalam ich od tamtej pory troche, ale generalnie ogladam kilkadziesiat filmow miesiecznie i nie sposob opisac tu chocby 1/4. Niektore mi sie podobaly, inne mniej. Moje zdanie na temat kina brytyjskiego nadal nie jest najlepsze, ale nieco sie poprawilo. Nie na tyle przynajmniej, by biec zaraz do kina na najnowszy film brytyjski. No i wciaz jeszcze troche mi ich zostalo do obejrzenia :)
Uprzedzenia nie przybieraja formy braku zainteresowania. Brak zainteresowania odnosnie pewnych filmow (jak i ksiazek) wynika z tego, ze znam swoj gust bardzo dobrze i prawie sie nie myle, jesli sadze, ze film mi sie spodoba. Zanim zdecyduje, czy isc na cos do kina, musi mnie cos przyciagnac (tak jak kazdego, podejrzewam, nikt nie oglada wszystkiego, bo nie sposob, trzeba byc wybiorczym). Jesli nie zachwyca mnie plakat filmowy, tresc wydaje mi sie nudna (albo malo odkrywcza), jesli kilka zdjec, jakie widze, nie robia na mnie zadnego wrazenia - odpuszczam. Jesli jednak to wszystko mnie pociaga, ide do kina. Kieruje sie tez nieco recenzjami zamieszczanymi w "Sight & Sound", ktory ubostwiam (choc nie zawsze zgadzam sie z recenzentami, to najczesciej jednak tak) i zdaniem Philipa Frencha, recenzenta "The Observer", ktorego gust nadzwyczaj czesto pokrywa sie z moim - a czytam jego recenzje niemal co tydzien (krytyk oglada ok. 5-6 nowych filmow tygodniowo i o wszystkich pisze). Wierze wiec w sprawdzone zrodla informacji. Gdzie tu uprzedzenia?
Nie wiem, ile dobrych filmow przeszlo mi kolo nosa. Na pewno wiele, ale nie z powodu mojego braku uprzedzen, a z powodu braku czasu, braku mozliwosci obejrzenia (wiele filmow pokazywanych jest wylacznie na roznych festiwalach na swiecie i do powszechnego obiegu nie trafiaja, mimo ze sa dobre).
cdn.
-
2010/02/23 16:44:59
@Logosviator: Nie zmiescilam calego komentarza :)
Wiesz, odkrylam w zeszlym tygodniu wspaniale miejsce, o ktorym niebawem napisze, wlasciciel prowadzi tez wydawnictwo filmowe (Wallflower Press). Co roku wydaje gruba ksiazke "International Film Guide. The definitive annual review of world cinema", bardzo ceniona w srodowisku filmowym na calym filmowym swiecie. Poza opracowaniem kazdego kraju (naprawde znakomitym, w ksiazce na 2010 rok odnosnie Polski sa wszystkie filmy obecnie pokazywane w kinach, lacznie z "Galeriankami", "Domem zlym", "Rewersem" itp. - w ilu polskich ksiazkach mozna znalezc info na ich temat?) na koncu podane sa m.in. informacje statystyczne. Zaskakujace, a moze nie?, sa informacje dotyczace rynku filmow lokalnych w poszczegolnych krajach i 10 najbardziej ogladanych filmow. Jednynie w USA cala dziesiatke stanowia filmy amerykanskie, jedynie USA nie podaje, jaki % ich rynku stanowia ichnie filmy, a podejrzewam, ze jest to ponad 90%. W porownaniu z Francja np., ktorej 36.6% rynku stanowia filmy francuskie, i z Japonia (odpowiednio 47.7%) to Amerykanie wydaja sie byc bardziej uprzedzeni w stosunku do innych kinematografii. Specjalnie dla porownania wybralam kraje bardzo ceniace swoje lokalne produkcje.
W dalszym ciagu uwazam, ze do kina amerykanskiego podchodze bez uprzedzen. To, co pisze, o stosunku filmowcow do obrazu filmowego, to fakty, spowodowane wzgledami finansowymi i innymi, ktorych nie mozna odrzucac, tak jak Ty to proponujesz zrobic. Merkantylizm bardzo wplywa na "produkt" finalny, jakim jest sam film. Ilu filmowcow amerykanskich kreci filmy tak jak Haneke, czy von Trier, z wewnetrznej potrzeby, jako rodzaj terapii czy ekspresji tworczej, nie myslac, czy film odniesie sukces, bedacych tak obojetnych na widzow, ze mowia jak von Trier w Cannes na konferencji prasowej: "Nie musze nic tlumaczyc. Jestem najlepszym rezyserem na swiecie". Takie stanowisko szczerze cenie, prob przypodobania sie widzowi - nie!
I jeszcze jedno - mysle, ze gdybym ogladala wiecej filmow amerykanskich, szanse na znalezienie filmu "doskonalego" wcale by nie wzrosly - sadze, ze tak jak w przeszlosci, raczej zmeczylabym sie kinem i stwierdzila (a tego nie chce robic), ze wszystko jest wtorne, wszystko juz bylo. Wole ogladac filmow z tego kraju mniej, ale starannie je sobie dobierac. Za duza dawka tamtejszej kultury, podobnie jak francuskiej, jest dla mnie zbyt ciezkostrawna i mdla :)
-
2010/02/23 17:47:43
Chihiro, dziękuję za obszerną odpowiedź :)
Z większością Twoich argumentów się zgadzam, z kilkoma - nie (jak np. ze stwierdzeniem, że jeśli oglądałabyś więcej filmów amerykańskich, to Twoje szanse na natrafienie na film doskonały by nie wzrosły :) )
Ależ Chihiro, wzrosłyby, wzrosły... To wynika po prostu z... czystej statystyki :) )

Naprawdę nie musisz mi robić wykładów o wadach i słabych stronach kina amerykańskiego. Ja o nich - no, może nie doskonale, ale dobrze ;) - wiem. Tak więc z Twoimi zarzutami wobec kinematografii tego kraju zgadzam się niemal w 100 procentach. Ale to, co odnosi siię do większości filmów amerykańskich, nie musi się odnosić do jej części, a ta część, moim zdaniem, godna jest uwagi kogoś kto się filmem bliżej interesuje. Ta część to jest właśnie to dziecko, które wylewa się z kąpielą, bo... nie lubi się amerykańskiego kina en bloc.
A niechęć wobec (niemal) wszystkiego co amerykańskie, jest ostatnio w modzie.
Poza tym, okazując pogardę wobec "kultury masowej" (zwłaszcza amerykańskiej), niektórzy ćwiczą się w swoim snobiżmie, albo dają do zrozumienia innym, jacy to oni nie są wyrafinowani, bo wolą np. film z... Ghany czy Mozambiku, a nie ze Stanów Zjednoczonych :)
(To ostatnie akurat do Ciebie się nie odnosi ;) )

Jeszcze raz dziękuję Ci za odpowiedź, cieszę się, że się do mnie nie zniechęciłaś (I hope :) ) i opisałaś swój punkt widzenia w kontekście moich zarzutów.

Ach, jeszcze jedno... Uważam, że to co robisz dla popularyzacji kina tzw. "ambitnego", artystycznego, szczerego i autentycznego, jest godne podziwu i należy Ci się za to pięć, no może nie Oscarów, ale Złotych Palm, Lwów, a nawet Misiów :)
I cieszę się, że napisałaś o "A Single Man". Bo jest to film, którego warto nie przegapić.
Pozdrawiam
-
2010/02/23 18:21:22
@Logosie, trzeba wiele robic i mowic, by zniechecic mnie do siebie :))) Ludzi obdarzam generalnie wielkim zaufaniem i nie skreslam ich latwo, tak sadze. Choc w przeszlosci rozne grzeszki popelnialam...
Oczywiscie, ze sa filmy amerykanskie godne uwagi, jest ich nawet wiecej niz tych z Ghany czy Mozambiku (szczegolnie jesli sie wezmie pod uwage rozmiar rynku filmowego). Bardzo ciekawa jestem filmow z USA, ale ze jest ich tak wiele, musze sie wykazac wieksza wybiorczoscia niz np. w przypadku kina w Rosji, ktorego tu pokazuje sie bardzo malo - juz dystrybutorzy dokonuja ogromnej selekcji, oszczedzajac mi niejako pracy :) Na pewno nie jestem niechetna wszystkiemu, co amerykanskie, bo i nosze amerykanskie ubrania, i na swoja wielka podroz wybralismy wspolnie Stany, muzyki slucham takze po czesci amerykanskiej, lubie bardzo literature amerykanska, o czym zreszta wiesz. No a dzis wypozyczylam z biblioteki "Easy Ridera", bo tego filmu akurat nigdy nie widzialam, jakos przegapilam go kompletnie.
Dlaczego jednak sadzisz, ze ktos, kto twierdzi, ze woli filmy z Ghany cwiczy sie w snobizmie? Dlaczego nie sadzisz, ze on naprawde woli filmy afrykanskie nad amerykanskie?
Dziekuje Ci bardzo za komplementy :) Jeszcze nie przyznaja Misiow i Palm za zaslugi w promocji, ale jeslibys kiedys zasiadal wsrod jurorow, to pamietaj o wprowadzeniu tego odznaczenia :)
Pozdrawiam cieplo i zycze milego wieczoru, zmykam na fascynujaca dyskusje organizowana dla BBC "Why Europe is failing its Muslims?".
-
2010/02/23 21:59:26
Kiedy przeczytałam opis fabuly, wydał mi sie bardzo wiernym odzwierciedleniem ksiazki. Czytałas ja moze? Choc wygląda na to że atmosfera z kolei jest kompletnie rózna od tej stworzonej przez Isherwooda. A jesli chodzi revolutionary road to zgodze sie z Amicusem, że jest to film jedynie zadowalajacy. zanadto unurzano go w sosie purytanskiego moralizatorstwa, by mozna uznac go za arcydzieło. Ładne zdjecia to przeciez nie wszystko.
-
2010/02/23 23:19:28
@Shyja: W szale dyskusji dopiero teraz odnalazlam Twoj komentarz, wybacz :) Fantasy to nie moja broszka, nie znam sie na tym i nie jestem w stanie sie w tym odnalezc, wiec na temat tego filmu, o ktorym piszesz, sie nie wypowiem. "Avataru" takze nie widzialam i nie wybieram sie, a technika tez jakos mnie nie kreci (choc taka "Alice in Wonderland" moze i bym obejrzala, jednak slyszalam, ze tam tej techniki jest co kot naplakal, nic nadzwyczajnego). Sciskam mocno!

@Peek-a-boo: Nie, ksiazki nie czytalam, ale czytalam wlasnie, ze Ford mocno odszedl od niej, zarowno jesli chodzi o tresc (pewnych wydarzen nie ma w filmie, inne z kolei sa dodane), jak i klimat. Czytalam Twoja recenzje powiesci, pisalas, ze jest nudna. Film nudny z pewnoscia nie jest.
A "Revolutionary Road" po prostu trafilo do mnie we wlasciwym momencie, byc moze gdybym ten film obejrzala kilka lat wczesniej albo pozniej juz by mnie tak nie poruszyl. Ja mialam swoj Paryz i widzialam co dzien, jakiego kopa daje (pozytywnego przede wszystkim) :) Moralizatorstwa tam nie dostrzeglam, sa rozne drogi zyciowe pokazane i wlasciwie nie ma jednej slusznej odpowiedzi na to, jak nalezy postapic. Arcydzielem tez go nie nazwalam, dla mnie jest roznica miedzy "arcydzielem" a filmem "doskonalym". A ladne zdjecia tam akurat nie byly takie szczegolnie ladne.
-
2010/02/24 10:37:25
ponieważ ja nie widziałam, więc nic nie napiszę, ale chciałam przeczytać Twoją recenzję na spokojnie, stąd zaglądnięcie;)
-
2010/02/24 22:55:10
Ostatnio A Single Man jest na tapacie i we Włoszech. Z zasady skreślam z kinowej listy filmy amerykańskie (wyjątek jestem w stanie zrobic jedynie dla ukochanego Jarmuscha), skreśliłam więc i Toma Forda, choc poważna recenzja, którą przeczytałam, brzmiała bardzo zachęcająco. I myślę, że to właśnie jest najlepszym argumentem w rozmowie z Logosviatorem na to, że nie masz uprzedzeń co do kina amerykańskiego. Mam je byc może ja i bez końca toczę dyskusje na ten temat z koleżanką, która jest wielką fanką kina amerykańsiego. Obie uważamy się za kinomanki, ale mamy zupełnie inne podejście do kinomatografii. Tak jak Ciebie, również mnie zniechęcają doskonałe produkty, z idealnym tempem, które nie znudzi, ale i nie pomiesza widza, z idealnym montażem, muzyką i aktorami. Najbardziej nie lubię chyba jednak samej rzeczywistości, światła i krajobrazów, jakie panują w amerykańskich filmach. To kwestia poczucia estetyki, a nie uprzedzenia do kraju. Tak czy siak moim ulubionym reżyserem od lat jest Amerykanin.

PS Muszę podzielic się z Tobą radosnym odkryciem, że w przyszłym tygodniu do włoskich kin wchodzi Women Without Men!
I jeżeli jeszcze nie masz, na Amazonie pojawił się znowu Buddha Collapsed Out Of Shame. Zamówiłam i tym razem dotarł!
-
2010/02/25 12:10:51
@Chiara: Polecam goraco, jak juz pojawi sie ten film w Polsce. Wiem, ze do kina nie chadzasz, ale na dvd takze przyjemnie ten film obejrzec.

@Pyza: Nie skreslaj Toma Forda, naprawde udalo mu sie zrobic znakomity film i do tego - znow to podkresle - piekny! Mnie tez zniecheca to, co Ciebie, nie lubie tak dopracowanych podrecznikowo filmow. Pamietam, ze kiedys czytalam, ze przez kilkadziesiat lat uczono amerykanskich filmowcow dosc specyficznych zasad krecenia filmow (dobry film ma miec ok. 120 minut, mniej wiecej w 90-tej minucie ma byc punkt kulminacyjny itd.). Nic dziwnego, ze bracia Dardenne czy Haneke nie moga odniesc sukcesu w USA ze swoim podejsciem do filmu, ktore przeczy wszelkim ich regulom (no bo ja kamera moze "latac", jak mozna uciac glowe w kadrze?). Kwestia estetyki, tak!
PS. Bardzo sie ciesze z powodu "Women without Men", na pewno wybierzesz sie do kina, daj znac, jak Ci sie film podoba!
"Buddha..." juz obejrzalam, wypozyczylam sobie. Wstrzasajacy, obejrzalam tez inny film, dokument, dopelniajacy obraz, bo pokazujacy rzeczywistosc zycia w takich jaskiniach takze z punktu widzenia doroslych: "A Boy who Played on the Buddhas of Bamiyan" - tez polecam.
-
2010/02/25 20:54:19
Eee, no nie, nie mowilam ze ksiazka jest NUDNA, tylko ze NUŻĄCA, a to dla mnie dosyc rózne pojęcia. Nawet jestem skłonna te ksiazke polecic, choc może nie koniecznie jako lekture na czas wychodzenia z dolka.
-
2010/03/01 12:51:41
@Peek-a-boo: A, no to zle zapamietalam. Moze kiedys przeczytam w takim razie, bo Isherwood wciaz z roznych stron obija mi sie o uszy...
-
Gość: mkka, *.chello.pl
2010/03/09 01:45:13
gdzie widzialas film? jak ja sie nie moge na niego doczekac, jak tylko o nim slysze, albo o firthcie, o oskarach, ogladam jakis wywiad to zaraz mnie skreca z niecierpliowosci:(
-
2010/03/09 11:16:25
@Mkka: Film widzialam w Londynie, w kinie Barbicanu. Doskonale rozumiem niecierpliwosc, gdybym go jeszcze nie widziala tez nie moglabym sie doczekac premiery.