visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"Siódmy kontynent" ("Der siebente Kontinent"), reż. Michael Haneke, 1989

Thomas Bernhard, enfant terrible austriackiego środowiska literackiego, włożył jednemu z bohaterów "Heldenplatz" w usta następującą wypowiedz: "In Linz geboren a l l e i n das ist ein fürchterlicher Gedanke." ("Sama myśl, że można się urodzić w Linz, jest przerażająca"). Haneke umiejscowił bohaterów swojego debiutanckiego filmu właśnie w Linz i patrząc na nieliczne obrazy miasta oraz na rutynę codzienności bohaterów nie sposób nie zgodzić się z Bernhardem. Ale to Linz równie dobrze mogłoby być Graz, Düsseldorfem czy innym miastem, którego mieszczaństwo przytłacza.

Michael Haneke w wywiadzie udzielonym w pazdzierniku 2009 roku dla "Der Spiegel" powiedział: "Moje filmy są reakcją na kino, które już istnieje. Autorzy filmów mainstreamowych nie są głupi. Widzą przepaść tak samo jak ja, ale celowo nie adresują jej, gdyż pocieszanie łatwiej sprzedaje się niż potrząsanie. Wierzę, że celem dramatu nie jest puszczenie widza do domu pocieszonym. To nigdy nie było celem, nawet w czasach greckich tragedii. Każdy film jest manipulacją, gwałtem na widzu. Pytanie więc jest: dlaczego gwałcę widza? Próbuję go zgwałcić, by bardziej oddawał się refleksji, by był intelektualnie niezależny i by widział swoją rolę w tej manipulacji. Wierzę w jego inteligencję. W najlepszym wypadku film powinien być jak skok narciarski. Powinien dawać widzowi opcję skoku, ale sam akt powinien być pozostawiony jemu samemu."

"Siódmy kontynent" jest takim gwałtem na widzu, bolesnym, ale zmuszającym go do poddania się. Rok nakręcenia tego filmu jest znamienny. Podczas gdy Polacy rwali się do kapitalizmu, na Zachodzie ów dobrobyt niektórym już się przejadł. Mieszczański styl życia, rutyna, z której nie widać ścieżki w bok, dopadła bohaterów, którzy decydują się - zamiast zmienić swoje życie - opuścić je ostatecznie. Haneke oparł ukazywaną historię na autentycznej opowieści austriackiej rodziny, która popełnia przemyślane do ostatniego szczegółu samobójstwo. Doskonale oddał niewidzialną pętlę, jaka zaciska się każdego dnia na szyjach bohaterów. Poranna pobudka, nakładanie szlafroka, śniadanie, dojazd do pracy, sama praca, obowiązki domowe. Wszystko pokazane naturalistycznie, w brzydkich barwach, bez upiększania i koloryzowania. Ohyda codzienności poraża. Niezmienny styl życia bohaterów, ukazany na przestrzeni ostatnich trzech lat, sugeruje, iż każdy porusza się w swym ograniczonym polu niczym chomik na obracającej się drabince. Bohaterowie nie rozmawiają ze sobą, a jednak wiadomo, że myślą i czują to samo. Nie próbują znalezć wyjścia z sytuacji, rzucić wszystkiego i wyjechać daleko, za któryś ocean. Jedynie ok. 10-letnia córka podejmuje jedną próbę wydostania się poza schemat, zwrócenia na siebie uwagi kłamstwem. Spotyka ją jednak niezrozumienie i kara.

Bolesne są sceny, jak metodycznie bohaterowie podchodzą do destrukcji życia. Kadry ilustrujące wielogodzinne niszczenie wszystkiego w mieszkaniu, łącznie z porąbaniem wielkiego akwarium i obserwacji agonii rybek są jak cios w brzuch. Kilkuminutowa scena spuszczania setek zwitków banknotów (całych oszczędności - rodzina była jak na tamte czasy stosunkowo zamożna) do muszli klozetowej podobno najbardziej wstrząsnęły społeczeństwem austriackim. Haneke w jakimś wywiadzie powiedział, że dla Austriaków bardziej tabu jest niszczenie pieniędzy niż samobójstwo popełnione przez rodziców i morderstwo dziecka.

"Siódmy kontynent" niesamowicie mną wstrząsnął. Obejrzałam go w okresie, gdy nawiedził mnie dół (na szczęście nie ma już po nim śladu), ale myślę o nim wciąż. Co się dzieje w społeczeństwach dobrobytu, że tyle tam depresji, tyle odczuwalnej presji życia pełnią egzystencji? W rankingu krajów z największą liczbą samobójstw na mieszkańca pierwsze miejsce zajmuje Japonia, ale zaraz potem jest Finlandia, Francja, Szwecja, Niemcy, Stany Zjednoczone, Holandia, Hiszpania, Wielka Brytania i Włochy. Większość krajów Europy Zachodniej. Szczególnie we Francji jest to zjawisko bardzo alarmujące, liczba samobójstw jest tam dwa razy większa niż w Wielkiej Brytanii, Francuzi przodują też w światowych statystykach, jeśli chodzi o przyjmowanie antydepresantów i korzystanie z pomocy psychologów. Wydaje się to dziwnie, gdy wezmie się pod uwagę warunki życia Francuzów: dobrą służbę zdrowia, długie wakacje, krótki tydzień pracy, bezpieczeństwo zatrudnienia i inne dobrodziejstwa. A jednak dużo więcej osób skarży się tam na samotność (we Francji najwięcej osób, w przeliczeniu na mieszkańca, mieszka samotnie). Co się dzieje, że obywatele Europy Zachodniej częściej niż mieszkańcy innych krajów decydują się skończyć ze swoim życiem, że nie potrafią odnalezć radości?

Haneke w wywiadzie dla "The Observer" próbuje dać swoją odpowiedz. Jego zdaniem wszyscy czujemy winę, która nam ciąży. Winę za to, że powodzi nam się tak dobrze, a jesteśmy tacy nieszczęśliwi, w porównaniu z ludzmi z krajów dużo uboższych, którym nasze troski mogłyby wydać się błahostkami. Jednocześnie próbujemy uciszyć sumienie. "Podam przykład" - mówi. - "Niedawno wróciłem do Austrii z podróży za granicę i widziałem wiadomości w telewizji dotyczące strasznych rzeczy: trzęsień ziemi, eksplozji, ale obrazom towarzyszył skoczny, przyjemny akompaniament muzyczny. Całość została przytłumiona, stała się częścią rozrywki. W tym widzę niebezpieczeństwo: że już nie dostrzegamy tragedii." W ten sposób Haneke odrzuca też kino amerykańskie, które promuje "kulturalny imperializm", upiększa prawdę, a nie pokazuje jej w całej obsceniczności i ohydzie.

Jako reżyser Haneke wierzy, że film powienien stawiać więcej pytań niż dawać odpowiedzi. Jego idealny widz to ten, który opuszcza kino z pytaniami. W takim razie jestem idealnym widzem. Mimo iż świetnie rozumiem, dlaczego rodzina przedstawiona w "Siódmym kontynencie" dusiła się w swojej egzystencji, mimo iż oglądając film czułam ból psychiczny, jaki oni zapewne odczuwali, nie znajduję odpowiedzi na to, dlaczego bohaterowie nie szukali innej drogi. Dlaczego nie wyjechali do Australii, dlaczego nie spróbowali żyć inaczej niż tylko odmierzać czas awansami, pobudką budzika i cotygodniowymi listami do teściów. Wszyscy dążymy do pewnego porządku w życiu, ale Haneke rewelacyjnie pokazuje, jak cienka jest linia między porządkiem a zabójczą rutyną. Prowadząc zbytnio ustabilizowany tryb życia podcinamy gałąz, na której siedzimy.

Film polecam gorąco każdemu, kto nie boi się pytań.

PS. A z kulturą austriacką jeszcze nie skończyłam, za tydzień czeka mnie w teatrze sztuka Bernharda "Heldenplatz".

czwartek, 25 lutego 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/25 16:34:44
Podoba mi się bardzo przytoczony przez Ciebie cytat na temat kręcenia filmów, zresztą ten drugi także do mnie trafia. Chcę zobaczyć ten film, choć już napawa mnie niepokojem.
Myślę, że ludzie się boją, dlatego nie zmieniają swojego życia. Dlatego nawet śmierć wydaje się łatwiejsza. Bo następuje i - koniec. A zmienianie wymaga pracy, wysiłku, życia dalej i podejmowania coraz to nowych wyzwań. Ja wybieram drugą opcję i myślę, że wciąż większość ludzi to robi ale sądząc z podanych przez Ciebie statystyk - coraz więcej osób wybiera to "łatwiejsze" rozwiązanie. Może ta kultura dobrobytu po prostu nas rozpieściła, ludzie nie potrafią już tak dobrze radzić sobie z różnymi ciosami, załamujemy się przy pierwszym niepowodzeniu. Kiedy słucham o przeżyciach mojego Dziadka czy nawet Mamy, którym przypadło żyć w okresach opowiednio trudniejszych od mojego, czasem jestem zła na siebie lub jest mi żal, że w sumie jestem taka nieodporna i słaba. Oczywiście, to przede wszystkim kwestia charakteru, ale jakieś ogólne uwarunkowania wydają się istnieć.
Dałaś mi do myślenia samym opisem filmu, choć w sumie nierzadko się nad tym tematem zastanawiam, zwłaszcza ostatnio...
Pozdrawiam!
-
2010/02/25 16:36:56
A ja chyba rozumiem... Tak jak rozumiem, jak trudno jest opuścić ciepłe łóżko rano, mimo że życie jest przecież gdzieś indziej, jak trudno zmenić zdanie na temat jakiejś osoby, obejrzeć film w gatunku, którego się przecież nie lubi, kupić chleb w innej piekarni niż ta ulubiona... Ludzie mają tendencję do szukania ciepła i bezpieczeństwa, nie za bardzo rozumiejąc, że szukać, to niekoniecznie to samo co znaleźć i trzymać mocno.
Co do mieszkańców Francji, to jakoś wcale mnie te statystyki nie dziwią. Ludzie tutaj wydają się być bardzo zagubieni. Jedni uważają, że wszystko im się należy, stąd strajki, które są głównie sposobem na zatrzymanie ukochanego status quo i zbyt wielu przywilejów. Inni nie rozumieją dlaczego wszystkiego tego nie dostają i to już, i za darmo. Wśród tych, którzy mają dużo i to dzięki własnej, ciężkiej pracy dominuje natomiast kult zabawy, "samorealizacji" i nieangażowania się. Nigdzie nie spotkałam tyle osób ile tutaj, zwłaszcza mężczyzn, którzy mają grubo po trzydziestce, a chcą ciągle żyć jak nastolatki. To musi się jakoś odbijać na relacjach międzyludzkich i na psychice...
-
2010/02/25 17:30:01
@Mandzuria: Troche w swoich pogladach Haneke blizszy jest Kapuscinskiemu, daje jedynie mniej odpowiedzi, bardziej skupia sie na zmuszeniu widza do osobistego odbioru. No ale tez stosuje inne medium - inaczej operuje sie obrazem, a inaczej slowem.
Pewnie masz racje, piszac o leku. Wiele ludzi chyba boi sie, czy zmiana, w ktora wkladaja wysilek, da im spelnienie. Bo moze wcale nie bedzie lepiej? Drobna uwaga: nie napisalam, ze coraz wiecej ludzi w naszej zachodniej kulturze wybiera samobojstwa (nie wiem, jak to sie ma do ubieglych dekad), ale na pewno wiecej osob z Europy Zachodniej wybiera samobojstwo niz mieszkancow Europy Wschodniej czy Azji. To jest ciekawe, bo w wielu krajach poza Europa zyje sie ludziom ciezej. Ale... moze pracuja tak duzo, ze nie maja czasu zastanawiac sie nad sensem zycia? Moze maja jeszcze nadzieje, ludza sie, ze ten dobrobyt da im spelnienie? Bo Europejczycy, Amerykanie i Japonczycy juz sie nie ludza. Osiagnelismy poki co najlepsze, na co bylo nas stac i patrzymy wokol z niedowierzaniem: "I to ma byc to?! Tak ma wygladac zycie? To do tego dazylismy?". I co dalej?

@Czara: Ja rozumiem, ze CZASEM jest ciezko, sama przez taka bolesna rutyna nie okraszona zadnymi dramatami przechodze niekiedy. Ale otrzasam sie, w koncu mam dach nad glowa, nie chodze glodna, stac mnie nawet na doswiadczenia kulturalne (=zbytek). Ale dlaczego tak wiele ludzi tkwi w stanie egzystencjalnego bolu nieustannie? Dlaczego? Odnosnie winy, o jakiej mowi Haneke, czy nasi rodzice i dziadkowie w Polsce takze nie przyczyniaja sie do jej wywolania, mowiac do dziecka: "Zjedz cala zupke, dzieci w Afryce nie maja co jesc, a ty wybrzydzasz." Albo: "Niektore dzieci wiele by daly, by moc pojsc do szkoly, a nie musiec pracowac, a ty narzekasz na szkole" itp. Czy to budzi wdziecznosc do tego, co mamy czy rodzi nieustajace poczucie winy za nasz stosunek do swiata?
O kondycji Francuzow wiem niezbyt wiele, ale wlasnie te argumenty, ktore podalas, podali tez dziennikarze artykulu w "The Economist", skad wzielam statystyki.
-
2010/02/25 19:37:14
Problematykę dekadencji i przesytu świetnie pokazuje też film "Wielkie żarcie" z 1973 roku w reżyserii Marco Ferreriego. Nie są to obrazy łatwe mam na myśli oba filmy, ten z 1973 i ten, o którym piszesz, ale zmuszają do myślenia i tak jak napisałaś zadania ważnych pytań i szukania na nie odpowiedzi. Na pewno sięgnę po film Heneke`a; cenię takie obrazy i nie przeraża mnie nihilistyczna, przytłaczająca wymowa. Pozdrawiam. :)
-
2010/02/25 19:56:14
@Jolanta: Witam i dziekuje za komentarz :) Znam "Wielkie zarcie", ale u Hanekego nie ma dekadencji. Jest zwykla, najzwyklejsza rodzina, ktorej na pewno nie mozna okreslic mianem dekadenckiej. Kobieta jest okulistka, jej maz pracuje w jakims laboratorium, coreczka chodzi do szkoly. Mieszkaja w zwyklym, nieladnym domku. Nic, co sugerowaloby przesyt. Ten dobrobyt widac po prostu w tym, co pewnie u Ciebie i u mnie widac - ani bieda, ani bogactwo, takie zycie posrodku. To jest przerazajace, ta "marnosc srodka", ktora popycha do kroku, ktory rodzina traktuje zwyczajnie, bez dramatyzmu. Ot, wybiera smierc.
Pozdrawiam cieplo :)
-
2010/02/25 22:07:33
Chihiro, to bardzo trudne pytanie, to o bolu egzystencjalnym. Odpowiedz, a raczej jej szukanie, w paru zdaniach musi byc czyms mocno upraszczajacym. Zycie to trudna sztuka, nie wystarczy dach nad glowa i pelna miska, ze sie tak wyrazam. Lawirowanie miedzy potrzeba spokoju, a potrzeba doznan jest trudne, kazdy ma swoj wlasny prog odpornosci na jedno i drugie, nie kazdy go zna. Do tego dochodza nierozwiazane, wewnetrzne konflikty. Czy wychowanie jest przyczyna? Oczywiscie. Poczucie winy jest zwiazane z wieloma zdaniami, ktore slyszymy w dziecinstwie. Te, ktore przytoczylas sa swietne. Ja czesto tez slyszalam, wychowujac sie w areligijnej rodzinie, "bozia cie pokarala". Zreszta film, o ktorym dyskutowalysmy niedawno, "teta asustada" to tez przyklad, jak wychowanie predysponuje do zycia w ciaglym bolu i strachu.
-
2010/02/25 22:33:37
Chihiro, na mnie również ten film zrobił ogromne wrażenie, chyba największe z filmów tego reżysera. Pamiętam tę ciszę na sali kinowej po nim, ludzie ciężko wstawali z miejsc, nikt nic nie mówił, każdy tylko chciał stamtąd uciec i nie patrzeć nikomu w oczy.
Wiem, że Haneke zawsze mieli tematy społeczne, choć ja lubię odnosić filmy do swoich osobistych poglądów. Siódmy kontynent to dla mnie opowieść o banalności życia. Dorastamy, gubimy nasze ideały, zaczynamy żyć z dnia na dzień, jak roboty albo jak zwierzęta. Codzienne zakupy, oglądanie telewizji, żywe trupy. Niestety, tak to odebrałam. Trzeba walczyć całe życie, żebym takim się nie stać, a i tak życie jest więzieniem.
-
2010/02/25 23:40:18
Haneke to autentyczny geniusz. Świetny cytat z jego wypowiedzi, jaki przytoczyłaś, tylko to potwierdza.

Niestety "Siódmego kontynentu" jeszcze nie widziałem. W Polsce cholernie trudno zdobyć filmy tego reżysera - marzy mi się jakiś kinowy przegląd jego filmów. Jak tylko będę miał taką możliwość, to na pewno obejrzę ten obraz.

Niedawno w miesięczniku "Kino" ukazał się świetny artykuł na temat twórczości Hanekego. Jeśli pojawi się w internecie, to postaram się podrzucić tu odpowiedni link.
-
2010/02/26 04:22:51
"W ten sposób Haneke odrzuca też kino amerykańskie, które promuje "kulturalny imperializm", upiększa prawdę, a nie pokazuje jej w całej obsceniczności i ohydzie."

Czyli prawda jest obsceniczna i ohydna?
Hm...

Niestety, to co zarzuca Haneke kinu "pocieszającemu", można także zarzucić kinu "potrząsającemu".
Te dwa typy przekazu są po prostu wyborem, interpretacją człowieka i świata, pewną opcją widzenia rzeczywistości. I moim zdaniem, żadna z tych opcji całościowego, pełnego, kompletnego opisu rzeczywistości nie wyczerpuje.

Bardzo cenię filmową robotę Hanekena (choć "Biała wstążka" mnie lekko rozczarowała, mimo że... jest to film bardzo dobry. Może spodziewałem się Haneke "doskonałego"? :) )
Jego "Funny Games" (oczywiście chodzi mi o oryginał, a nie o amerykański remake) to jeden z najbardziej wstrząsających filmów, jakie widziałem w swoim życiu.

A na temat porzuszony przez niego w "Siódmym kontynencie" (czyli samobójstwa) nie chcę się teraz wypowiadać, bo, wg mnie, nie można tego problemu skwitować kilkoma zdaniami.

Może tylko - tak a propos - zwrócę uwagę na nową książkę Chwina "Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni", (której tytuł mówi sam za siebie ;) )
Pozdrawiam
-
2010/02/26 14:23:30
Bardzo ciekawy film opisałaś Chihiro, i ciekawe pytania stawia. Ja również nie znajduję na nie odpowiedzi. Niepokojące są.
-
2010/02/28 16:00:55
-
2010/03/01 11:04:25
pisze w przelocie;) www.foriegnmoviesddl.com/2010/02/dear-doctor-2009-miwa-nishikawa.html bardzo dobry film Chihiro! polecam:) i pozdrawiam!
-
2010/03/01 13:19:29
@Czara: Wiem, ze pytanie jest bardzo trudne, tak trudne, ze specjalisci glowia sie od lat nad odpowiedziami i nie moga ich znalezc. Mimo jednak, ze sama narzekam czasem na Weltschmerz, nie chcialabym zyc zupelnie go pozbawiona. Melancholia tez jest czescia mnie i trudno mi obcowac z ludzmi, ktorzy nie czuja jej nigdy (a sa tacy).

@Kornwalia: Tak, masz racje. Czlowiek uczy sie cale zycie, jak dostrzegac piekno w codziennosci, jak nie dac sie jej pochlonac. Dlatego, moim zdaniem, trzeba otaczac sie pieknymi drobiazgami (brzydota wpedza w depresje), wykonywac czynnosci majace znaczenie, trzeba sprawic, by codziennosc byla radoscia, a nie przykrym obowiazkiem (czasem to trudne...).

@Snoopy: Tez uwazam Hanekego za geniusza filmowego, jakich niewielu - niewielu jest tak konsekwentnych i przenikliwych rezyserow.
Ja mam - a wlasciwie Gucio dostal ode mnie w prezencie - dziesieciopak filmow Hanekego, wsrod ktorych jest tez intrygujacy "Zamek" na podstawie Kafki, ktorego nie mozna kupic osobno (ten film tez robi wielkie wrazenie!).

@Logosviator: A prawda nie jest obsceniczna i ohydna? Zalezy jak na to spojrzec. Jesli zderzy sie ze soba dwa obrazy - pierwsze z brzegu - tragedie na Haiti z wystawnym przyjeciem - to tak, to jest w tym cos obscenicznego, ze jedni cierpia, a inni sie bawia. Tak bylo zawsze, teraz jednak mozemy te obrazy adresowac jakos, mozemy sie oburzac i zadaz usprawiedliwienia. Czy dawniej bogatych nekalo poczucie winy za ich bogactwo? Przypuszczam, ze mniej niz dzisiaj, gdzie, przynajmniej w swiecie anglosaskim, panuje presja filantropii. I bardzo dobrze, uwazam, ze moralnym obowazkiem tych, ktorym powodzi sie lepiej, jest pomaganie tym, ktorym powodzi sie gorzej.
Zgadzam sie, ze zarowno pocieszanie i jak i potrzasanie sa dwoma biegunami pelnego obrazu, pomiedzy ktorymi jest jeszcze wiele tresci - i wiekszosc filmow pokazuje to "pomiedzy". Ja osobiscie wole na ekranie potrzasanie, pocieszac potrafie sie sama :) Zreszta sadze, ze potrzasanie prowadzi ku czemus, chocby ku refleksji. Pocieszanie nie prowadzi ku niczemu.

@Porcelanka: Tak.

@Annaliwia: Dziekuje bardzo :) Jak Ci sie podobalo "Gorzkie mleko"?

@Not_soyellow: Dziekuje, bardzo mnie zainteresowal ten film! Nie wiem, czy sciagne czy poszukam innymi sciezkami, ale film wydaje sie byc bardzo ciekawy.
-
Gość: macson, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/09 12:33:42
Obejrzałem film wczoraj na TVPK, stąd tu trafiłem.
"Rozwiązanie" fermentu oglądałem z ulgą, bo aż się prosiło żeby tą powolnie budowaną akcję rozwiązać radykalnie.
Na początku odbierałem ten film jako powierzchowne studium obyczajowe i oburzyło mnie tak szorstkie potraktowanie Ewy przez nauczycielkę i matkę. Pomyślałem, że nacje germańskie mają wpisane w geny bezduszne egzekwowanie dyscypliny:)
No ale - ostatecznie - to nie był film realistyczny - wszystko mimetycznie przejaskrawiiono i nawet śmierć "rybek" (mimo że na codzień wczuwam się w cierpienie zwierząt) miało jakąś sztuczną, katartyczną wymowę. 7 Kontynent wpisuje się w estetykę absurdalnej destrukcji "Malowanego Ptaka" i teatru okrucieństwa w ogóle.

Bardzo dobry film, świetne zdjęcia.
Co do Linzu, nikomu nie życzę takich przygód, ale życzę Polakom, żeby mieszkali w tak czystych i schludnych miastach:)




-
Gość: macson, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/08/09 12:54:34
Może jeszcze o wpisach poniżej...
Sztuka rządzi się swoimi prawami - wszystko tu jest wykalkulowane, by uzyskać niepowtarzalny efekt artystyczny, który ma tylko zasugerować problem rzeczywisty. (Oprawcy Salmana Rushdie'go tego nigdy nie zrozumieją.)

Co do melancholii ... warto ją znać choćby i dlatego, żeby nie dać się przez nią zniszczyć.
Uważam że we wszystkim obowiązuje ekonomia ... im więcej odlotu, ekstazy, poczucia wyjątkowości, fanatyzmu, buzowania się karierami i pracoholizmem ... tym większy upadek i rozgoryczenie.
Trochę mnie niepokoi (choć absolutnie nie demonizuję tego problemu) kultura konsumpcji, kosmetyków, kredytów i szybkiej realizacji. Młodzi ludzie niczego się nie boją, są powierzchownie przygotowani do poważnych zadań, nie mają za grosz cierpliwości, wszystko muszą mieć od razu ... to się musi skończyć źle.

Mam swoje zdanie - by być szczęśliwym i spełnionym nie trzeba być zawsze uśmiechniętym, zdrowym, pięknie wyglądać i robić piorunujące wrażenie.
Jest czas na przyjemność i czas na cierpienie ... prosta ekonomia. Bez depresji i chorób w ogóle, życie nie ma sensu, bo staje się bezbolesną wegetacją - no i kończy się niespodziewaną klęską.
Przecież mamy rodziny, sąsiadów i widzimy jak to wygląda w rzeczywistości.







-
Gość: kasia, *.dynamic.chello.pl
2010/12/29 23:27:11
Witam serdecznie, "71 fragmentów" (1994) nie jest filmem debiutanckim (kinowym oczywiście) Hanekego, jest trzecim z "trylogii nienawiści", pierwszym z ich był "Siódmy kontynent" (1988).
Pozdrawiam serdecznie, świetny tekst.
-
2011/10/06 16:21:53
Oj, Chihiro, juz samo czytanie o tym filmie mnie zdolowalo, nie wiem, czy odwaze sie go obejrzec... Nie mozna w kazdym razie zaprzeczyc, ze Haneke jest niesamowitym artysta i doskonale analizuje swoich wspolczesnych.
Male sprostowanie: Düsseldorf to cudowne miasto, o bogatej kulturze i najwiekszej mniejszosci japonskiej w Europie po Londynie (a jest tam tylko 400 tys. mieszkancow). Ja przynajmniej uwielbiam spacery po tamtejszej starowce i wzdluz dwoch przecinajacych Düsseldorf rzek.
-
2011/10/06 16:44:11
@Katasiu, to JEST dołujący film, nawet bardzo. Trzeba być w bardzo dobrym nastroju, by nie dać się pogrążyć.
Przyznam, że sama w Duesseldorfie nie byłam, nie pamiętam już nawet, dlaczego akurat przyszło mi tutaj to miasto do głowy. Pewnie pomyliłam je z Dortmundem.
-
2011/10/06 17:11:53
Mozliwe - Dortmund lezy rzut beretm od Düsseldorfu i JEST dolujacy i robotniczo-mieszczanski ;) Dosc powiedziec, ze najwieksza atrakcja miasta jest stadion pilkarski ;)
-
2011/10/07 13:34:01
@Katasiu, no to na 100% mi się pomieszało. Brr, Dortmund musi być smętnym miastem.
-
2012/01/26 23:20:50
Zapraszam do przeczytania mojej recenzji z "Siódmego kontynentu"

uszatyfotel.wordpress.com/2012/01/23/witaj-czarny-poniedzialku/
-
2012/01/31 11:49:23
@Uszaty fotel, bardzo dziękuję, znakomita recenzja!
-
2012/01/31 14:54:20
@Chihiro - dzięki za dobre słowo. Twój tekst również zrobił na mnie wrażenie. Widzę, że podzielamy zainteresowanie tymi samymi przejawami kultury austriackiej. U Hanekego uderzyło mnie to, co przeczuwałem wcześniej, widząc, jak ochoczo publikuje się u nas ostatnio Bernharda - jesteśmy dobre trzydzieści lat za austriakami i chyba doganiamy właśnie dość ponurą epokę.
-
2012/01/31 18:02:44
@Uszaty fotelu, owszem, chyba podzielamy :) Pisałam też kiedyś tutaj: chihiro.blox.pl/2010/03/Znienawidzony-Wieden-Thomasa-Bernharda.html o spektaklu "Heldenplatz" Bernharda, na którym byłam. Zapewne słusznie zauważasz, że w Polsce dopiero teraz wydaje się Bernharda i czyta go, lepiej późno niż wcale. Może komuś to da do myślenia.
-
2012/01/31 23:54:01
@Chihiro - swoją drogą, od dawna marzy mi się Bernhard w reżyserii Hanekego. Co do wcześniejszego, chyba przeszliśmy po prostu przez etap czytania Bernharda, że się tak wyrażę - przez (Krystiana) Lupę. Mój pierwszy strzał, czyli "Wymazywanie", po wcześniejszym obejrzeniu spektaklu - okazał się na przykład ślepy i trzeba było dobrych paru lat, żebym wrócił do lektur Austriaka. Twój tekst o "Hedenplatz" jest znakomity, sam szykuję się do recenzji z realizacji tego tekstu dla Teatru Telewizji. Miałaś z nią styczność?
-
2012/02/03 10:20:38
@Uszaty fotelu, wydaje mi się, że Haneke nie robi z zasady ekranizacji żadnych dzieł literackich, ale mogę się mylić. Chyba woli sam pisać swoje teksty, jest auteurem. Nie miałam styczności z "Heldenplatz" w Teatrze Telewizji, ponieważ nie mieszkam w Polsce od wielu lat w ogóle nie mam pojęcia, co się w polskiej telewizji pokazuje.
-
Gość: uszaty fotel, *.play-internet.pl
2012/02/12 19:15:55
@Chichiro: zrobił Jelinek, mógłby zabrać się i za Bernharda. W obszarze tematów, wokół których kręci się Haneke widziałbym np. "Korektę" czy "Kalkwerk", nie mówiąc już o "Wymazywaniu". Co do polskiego "Heldenplatz" to była realizacja, ale trochę przeceniłem swoje siły, bo wydaje mi się dość trudna do namierzenia. Może Cię zainteresuje, że jest aktualnie w Polsce spore zainteresowanie twórczością Austriaka, w Powszechnym jest "Komediant", odbywają się próby czytane późnych sztuk, miał przyjechać Peymann ze swoją realizacją na STN. A w Austrii? Jak to funkcjonuje wobec zakazu publikacji zawartego w testamencie Autora? Słyszałem, że obchodzi się to przez koprodukcje i realizacje w teatrach przy granicach Austrii. Bardzo jestem ciekaw.
-
2012/02/13 11:57:18
@Uszaty fotelu, masz rację, Jelinek zekranizował. Nie mam pojęcia jak jest w Austrii, nigdy tam nie mieszkałam, mieszkam w Londynie, to tutaj widziałam "Heldenplatz" w teatrze.
-
Gość: uszaty fotel, *.play-internet.pl
2012/02/13 19:02:29
@Chichiro - Ups, głupi jak nie dosłyszy, to zmyśli. Zasugerowałem się tą Austrią, nie pierwszy raz zresztą.
-
2012/02/13 20:38:29
@Uszaty fotelu, hi hi, podoba mi się to powiedzonko, nigdy go nie słyszałam :)))