visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Gołębie nie umierają w Makau

Makau 1

Skąpane w porannej mgle miasto Makau nie wydało mi się z początku przyjaznie do mnie usposobione. Z portu, gdzie wysiedliśmy z promu z Hongkongu, poszliśmy spacerem do centrum. Mijane kasyna, które w nocy kuszą podatnych na hazard wulgarnymi neonami wielkości kilku pięter wieżowca, o poranku smętnie straszyły nielicznych przechodniów - tych, którzy byli na tyle nierozsądni, by nie wziąć taksówki czy autobusu, zamiast pieszo mijać ponure drapacze chmur. 

Makau 2

Makau 3

Makau 4

Nad Makau wiszą duchy przeszłości. Pochylają głowy nad zabieganymi coraz bardziej ludzmi, którzy dawniej prowadzili spokojniejszy tryb życia i podobno byli szczęśliwsi. Zarabiano mniej, czas spędzano na rozmowach siedząc na wystawionych na małe, brukowane uliczki krzesłach, a nie jak dziś w oparach papierosowego dymu i klimatyzowanym powietrzu przy stołach blackjacka, starej chińskiej gry fàan-tàan czy ruletki w megakasynach. Po tamtych czasach pozostały brudne szkielety kamienic, piękne latarnie uliczne, przywodzące na myśl upalne wieczory w Lizbonie, ażurowe ławeczki parkowe czy odniowione budynki rządowe w stylu kolonialnym. Niektóre z postkolonialnych budowli, mimo iż na balkonach bujnie kwitną azalie, obwieszone są parasolami oznajmiającymi nadejście nowych czasów - czasów McDonalds'a i Starbucksa. Mam jednak wrażenie, że na te objawy globalizacji z niesmakiem reagują tylko turyści, pragnący doświadczyć "autentyczności" Makau. Zaś młodzież z wyspy nie chce być w tyle za młodzieżą z Pekinu, Hongkongu i Szanghaju, nie mówiąc już o tej w Stanach Zjednoczonych czy Europie. W autentyczność współczesnego Makau trzeba więc wpisać międzynarodowe sieci sklepów czy kawiarni. 

Makau 5

Makau 6

Makau 7

Nazwy ulic, a także aptek czy małych zakładzików są niemal zawsze dwujęzyczne. Napotykamy farmacia chinesa, a jej chińska nazwa wypisana jest poniżej typowymi "krzaczkami". Travessa de Misericordia da się także odczytać w języku chińskim - o ile ktoś znam chiński alfabet. Obok barokowych kościołów z XVII wieku Chińczycy spokojnie praktykują Falun Gong. Na stoiskach ulicznych i w sklepikach na głównym placu tuż obok zachowanej fasady wczesnosiedemnastowiecznego jezuickiego kościoła Św. Pawła, zwanego także Tai Sam Ba po kantońsku i uznawanego za najokazalszy zabytek chrześcijaństwa w całej Azji, kupić można tradycyjne portugalskie okrągłe tarty jajeczne, a także chińskie pierożki wypełnione wieprzowiną. W parkach na tle błękitno-białych kafelków azulejo znajdują się miniaturowe buddyjskie świątynie z figurką bogini A-Ma, od której pochodzi nazwa Makau.*  

Makau 8

Makau 9

Makau 10

W rewelacyjnym muzeum poświęconym Makau można poznać historię miasta i jego jedyne w swoim rodzaju dziedzictwo kulturowe. Makau tylko dwa razy w XX w., w 1966 i rok pózniej, doznało przykrości chińskiej Rewolucji Kulturalnej. Wtedy to czerwonogwardziści szturmem chcieli zapanować nad Makau. Portugalska armia rozgromiła ich, zabijając niektórych z nich. Po tych incydentach Portugalczycy zdecydowani byli opuścić miasto, jednak Chiny przeraziły sie utraty zagranicznego handlu dzięki kolonii. Aż strach pomyśleć, co stałoby się z portugalskim dziedzictwem, gdyby Chińczycy zapragnęli zawładnąć Makau. Przypuszczam, że miasto przypominałoby warszawski Ursynów powiększony do dziesiątej potęgi, jak wyglądają niestety niektóre chińskie miasta w głębi kraju. Teraz Makau cieszy się specjalnymi przywilejami, nieznanymi w Chinach. Różni się też pod względem legislacji od Hongkongu, gdyż w Makau posiadacze zagranicznych paszportów mogą sprawować wysokie funkcje (za wyjątkiem tej najwyższej) w zarządzie miasta. Portugalczycy łaskawie przyznają wszystkim urodzonym w Makau portugalski paszport i tym samym prawo do mieszkania w dowolnym kraju UE. Pod koniec lat 1990-tych miastem wstrząsnęły brutalne porachunki mafijne i zamieszki wywołane przez członków triady na wieść o aresztowaniu ich szefa o oryginalnym przezwisku "Złamany Ząb". Odstraszyły one sporą część turystów, a turystyka jest główną gałęzią przemysłu miasta. Dziś jednak w Makau można czuć się bezpiecznie. Spacerując nawet bardzo wąskimi i słabo oświetlonymi uliczkami po zmierzchu nie czuć żadnego zagrożenia.

Makau 11

Mimo iż Makau oddalone jest tylko 65km od Hongkongu czuć tu powiew inności. Społeczność mieszkańców Makau, nie tych, którzy przybyli do miasta w ostatnich latach (bo emigranci z Chin są wszędzie podobni), ale tych, którzy zamieszkiwali miasto od pokoleń i doskonale pamiętają portugalskie rządy, pielęgnuje własne święta i zwyczaje. Kuchnia Makau inna jest od tej w Hongkongu - tu króluje bacalhau i vinho verde, potrawy noszą portugalskie nazwy, bywają jednak wzbogacane o wpływy chińskie, ale też doprawione przyprawami z innych byłych kolonii portugalskich w Afryce i Azji, czyniąc kuchnię tego niewielkiego miasta bardzo specyficzną. Najpopularniejszą potrawą jest galinha àfricana - kurczak z rożna przyrządzany w sosie z kokosa, czosnku i chili. Na ulicach można bez problemu usłyszeć nie tylko język kantoński i portugalski, ale przede wszystkim patuá, lokalny dialekt. Co ciekawe, ponad cztery wieki portugalskich rządów chrześcijańskich pozostawiły zaledwie 6% ludności, która określa się jako chrześcijanie obrządku rzymsko-katolickiego. Olbrzymia większość jest taoistami lub buddystami.

Makau 12

Tę dziewczynkę zobaczyliśmy idąc boczną, wąską uliczką. W otwartej kuchni, stojąc na stołeczku, pisała kredą na blaszanych drzwiach angielskie zdanie ("What is _ mane?" - powyżej wypisane było chińskie tłumaczenie). Obok jej mama kucała na podłodze i darła sałatę z ogromnego, wiklinowego kosza na strzępy.

Makau 13

Stół do tenisa ziemnego w świątyni - podobno często spotykany obrazek, ale my widzieliśmy go tylko w tej świątyni. Świątynie często służą za centra kulturalne i zwykłe miejsca spotkań.

Makau 14

Wyspa zrobiła na mnie smutne wrażenie. Czy widzieliście kiedyś filmy Jia Zhang Ke? "Martwa natura", którą obejrzałam kilka dni temu, wzruszyła mnie i przywołała właśnie Makau. Tam wprawdzie nie miałam wrażenia, by obchodzono się z przeszłością równie brutalnie, co w Fenyang w prowincji Shanxi, gdzie toczy się akcja filmu i gdzie burzy się stare, by dać miejsce nowemu. W Makau stare i ponure stoi jeszcze obok nowego i lśniącego - w moim odczuciu jednak równie ponurego. To stare jest także szalenie malownicze. Jako osoba mająca obsesję na punkcie kompozycji kolorystycznych nie mogłam się nacieszyć wspaniałą malarską paletą barw: te niezwykłe odcienie ochry i ugru fasad budynków, akwamarynowe kraty na balkonach, wachlarz szarości chodników i betonowych gmachów, amarantowe i cyklamenowe kwiaty, błękitne okiennice, oświetlone zimnymi, żółtymi jarzeniówkami. Każda ulica stanowi gotową scenografię do nowego filmu Wonga Kar-Wai, gdyby tylko zechciał kręcić w Makau. Życie wśród zgliszcz starych domów mieszkalnych i wyglądanie przez okno na owiane smogiem śliskie i zimne drapacze chmur kojarzy mi się jednak z mieszkaniem na cmentarzu, na którym straszą zombie. Przykre jest Makau. Przy całej swojej melancholijno-nostalgicznej urodzie nie słychać tam śpiewu ptaków. Żaden bezdomny psiak nie łasi się do nóg. Nawet głupiutkie gołębie już dawno odleciały z miasta do weselszych krajów. Pozostali tylko ludzie - upchnięci w rozpadające się kamienice, stłoczeni jak ptaki w klatkach, którzy słońce i chmury mogą podziwiać jedynie przez pręty okratowanych balkonów. A po śmierci być może rodzą się ponownie w tym samym mieście, tak jak gołębie, którym otworzy się klatkę, a one powracają do niej nie rozumiejąc wolności przestrzeni. 

Makau 15

Makau 16

* Według legendy A-Ma była biedną dziewczyną, która żyła w zamierzchłych czasach. Chciała przedostać się do Guangzhou, lecz zamożni właściciele dżonek nie zamierzali jej pomóc, jako że dziewczyna nie miała im czym zapłacić. Ubogi rybak zlitował się nad A-Ma i wziął ją na pokład swojej łódki. W trakcie przeprawy przez rzekę sztorm zniszczył wszystkie dżonki, lecz łódka rybaka została nietknięta. Gdy łódz przybiła do portu, A-Ma udała się na szczyt pobliskiego wzgórza Barra i została wzniesiona do nieba. Oszołomiony rybak zbudował świątynię w miejscu, do którego dopłynęli łódką. Dziś A-Ma jest patronką wyspy, a świątynię ku jej czci można zwiedzać (prawdopodobnie nie jest to ta sama świątynia, którą zbudował rybak...).

piątek, 19 marca 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/03/20 13:59:07
swietny wpis, zdjecia:)
-
2010/03/20 19:00:17
Piękne te zdjęcia, Chihiro. To ciekawe, jaką magię mają miasta charakteryzujące się mieszanką kulturową, nawet jeśli bardziej właściwą przeszłości niż czasowi obecnemu. Myślę sobie czasem o tym w odniesieniu do miejsc, w których bywam...
Co do palety barw, zastanawiam się czemu kolorowe fasady tak dobrze wyglądają w miejscach jak Makau czy np. barwne Włochy, ale jakoś nie zdołały się przebić w takiej Polsce czy Anglii...
A co do tytułu: przegapiłam gdzieś wyjaśnienie, czy też zachowasz dla siebie, czemu to gołębie nie umierają w Makau...?
Pozdrawiam.
-
2010/03/20 23:18:47
booksense i pytanie o gołębie



czemu to gołębie nie umierają w Makau...?
- "bo już dawno odleciały z miasta do weselszych krajów".

Aharon.

pozdrawiam...gołębie. :)
-
2010/03/20 23:37:24
a gołębie?

"są takie słowa o gołębiach jak klucze do wrót niebios"
Czasem bywa tak że wystarczyłby sam tytuł dla którego zdjęcia i cały tekst jest pięknym tłem. Pierwszym planem jest nadzieja i wiara w to że gołębie nie umierają choć czasem wydaje się nam że tak jest gdy od nas odlatują do weselszych krajów. W Polsce przed moim oknem gniazdują gołębie. Co roku tu wracają na wysrebrzone świerki, które wzrastają ku stwórcy"
Gołębie - moi podniebni przyjaciele...

pozdrawiam i idę spać...
pa.

aharon*.
-
2010/03/21 13:59:19
Właściwie nic nie wiedziałam o Makau, dzięki za ten wpis. Zwłaszcza, że dzięki fantastycznym zdjęciom ro miejsce wydaje się takie aż nierealne, jakby z innego wymiaru, jakiejś odległej rzeczywistości... Bardzo to piękne, choć zarazem smutne i melancholijne w połączeniu z testem.
Pozdrawiam!
-
2010/03/21 14:11:50
Mnie Makau kojarzyło się głównie z tymi kasynami i nowością, a tu niespodzianka. Może dlatego, że to "nowe" jest głownie pokazywane.
Podobały mi się bardzo Twoje relacje z Hong Kongu, ta z Makau jest równie klimatyczna. Ciekawa jestem jakbyś opisała Taipei. ;)
Czy te zdjęcia były może skanowane, czy po prostu użyłaś jakiegoś programu do osiągnięcia tego ciekawego efektu "sfatygowania"?
pozdrawiam!
-
2010/03/22 09:36:29
Dziękuję za piękny wpis i zdjecia. Poznałam w wakację z rodzinę z Makau.
-
2010/03/22 11:23:23
Sliczne zdjecia. Ja bardzo chcialam odwiedzic Macao ale niestety nie dotarlam tak daleko na poludnie. Chiny sa ciekawe pod tym wzgledem, Bund w Szanghaju z budynkami art deco czy muzlumanski targ w Xi-an, duzo jest wplywow, no ale historie maja bujna i kraj olbrzymi.

Jest duzo smutku i cichego cierpienia ale wydaje mi sie ze ludzie potrafia sie cieszyc z malych rzeczy, dzieci sa szczesliwe jak dostana lody na dzien dziecka a dorosli potrafia godzinamy puszczac latawce w skwerkach i zapomniec o swiecie pomimo tego ze sa w srodku olbrzymiego ruchu ulicznego. Ja sie zatrzymalam w hutongu w Beijingu i bylam pod wrazeniem jak ludzie sobie radza pomimo tego ze wielu mieszka w jednym pokoju, niekiedy po kilku. Wszystko odbywa sie na ulicy: naprawa rowerow, gotowanie, publiczne lazienki czy cwiczenia, wszyscy sasiedzi sie znaja. Tesknie w pewien sposob za tym krajem i chcialabym wrocic wkrotce.
-
2010/03/23 11:13:55
@Kasiadakini: Dziekuje :)

@Booksense: Mnie bardzo pociagaja miasta, ktorych kultura jest mieszanka roznych, ktore nie sa jednorodne. Wydaja mi sie ciekawsze. Kolorowych fasad pelno jest w Anglii, w Londynie fronty niezliczonej ilosci sklepow czy restauracji sa pomalowane. Natomiast malowane domy sa dosc powszechne w Walii, ale na szczescie nie w Londynie - bardzo mi sie podobaja nieotynkowane i niemalowane tutejsze cegly. To jest bardzo "moja" estetyka, taki "shabby chic". Nie wyobrazam sobie pomalowania tych wspanialych edwardianskich, wiktorianskich czy georgianskich (nie wiem, czy to poprawny przymiotnik) domow.
Aharon juz odpowiedzial powyzej, czemu golebie nie umieraja w Makau. Bo ich tam zwyczajnie nie ma.

@Aharon: Och, dla mnie przerazajaca bylaby mysl, ze golebie nie umieraja! Wszystko umiera, na szczescie, taki jest naturalny cykl zycia i smierci, cokolwiek sie rodzi, takze kiedys umrze, czasem nie samo z siebie, jak milosc, ale razem z ludzmi, ktorzy kochaja... Odchodzi w niebyt, ale nie rozpuszcza sie za zycia.

@Mandzuria: Dziekuje bardzo, ja rowniez niewiele wiedzialam o Makau zanim tam pojechalam, gdzies chyba tylko jakis artykul czytalam. Ale to fascynujace miejsce.

@Ekolozkaa: Widzisz, a ja na te nowosci wielkiej uwagi nie zwracalam, chyba ze w kontrascie ze staroscia. Nowoscia wialo w Hongkongu, ale Makau pokryte bylo patyna. Kasyna owszem, sa nowe i wielkie, bylismy w Wynn na chwile - bardzo smutne miejsce, chcialam zobaczyc emocje i sie zawiodlam.
Ale my specjalnie nie chodzilismy po tych bardzo utartych szlakach w Makau, choc widzielismy wiekszosc tego, co widzi przecietny turysta. Jednak spacerowalismy przede wszystkich po bocznych, spokojnych uliczkach, po takich, na ktorych nic sie nie dzieje pozornie, ale mozn przyuwazyc np. te dziewczynke, ktora jest na zdjeciu...
W Taipei nie bylam, moze kiedys?
Do postarzenia zdjec uzylam jednej z opcji programu Photoscape. I ona oddaje dokladnie moje wspomnienia i obraz, jaki zachowalam z Makau - zdjecia autentyczne wydawaly mi sie zbyt czyste i nieskazitelne.

@Lo-ko: O, ciekawe, a gdzie ja poznalas?

@Sneakymagpie: A ja wlasnie w Chinach wlasciwych nigdy jeszcze nie bylam. Zdaje sobie sprawe, ze zmieniaja sie tak szybko, pewne miejsca gina bezpowrotnie, Chiny teraz nie sa juz tymi Chinami, ktorymi byly zaledwie 5 lat temu... A to wspanialy kraj, bardzo roznorodny i bardzo chcialabym go objechac, chociaz czesc.
Mysle, ze ta umiejetnosc cieszenia sie zwykla codziennoscia wynika z tego, ze ludzie odsuwaja przeszlosc. Wiekszosc osob, z tego co czytalam, nawet swoim dzieciom nie opowiada o tragicznej przeszlosci. Wymazuje ja z pamieci, nie przenosi na mlodsze pokolenia, tak jest latwiej zyc. Przynajmniej w Chinach, bo ci, co opisuja jeszcze wydarzenia Rewolucji Kulturalnej chocby, mieszkaja poza granicami kraju.
A bieda jest bardzo wzglednym zjawiskiem. I ze szczesciem nie zawsze ma cokolwiek wspolnego, co widac gdy sie troche pojezdzi, prawda? Generalnie ostatnio czytalam troche o szczesciui roznych badaniach - jak malo zalezy ono od czynnikow zewnetrznych...
Znam osoby, ktore nie pochodza z Chin, a ktore wspaniale sie tam czuja. Moja kolezanka z Bangladeszu, ktora wychowywala sie w Hongkongu i w Anglii, studiowala sinologie i mieszkala w Szanghaju przez 2 lata, jezdzi tam teraz w sprawach zawodowych co jakis czas i marzy o przeprowadzce na dluzej. Chiny przyciagaja, czasem nawet nie wiadomo dokladnie dlaczego...
-
2010/03/24 09:17:00
Chichirko dziękuję Ci za słowa które "znów mi znaczą" to znaczy dotykają wspomnień...
Napisałaś takie piękne "znaczki" które smakują jak poezja. Zacytuję jeden "znaczek" bo bardzo mi się podoba ...poprostu ...
- "taki jest naturalny cykl życia i śmierci, cokolwiek sie rodzi, także kiedyś umrze, czasem nie samo z siebie, jak miłość, ale razem z ludźmi, ktorzy kochaja...

Piszesz Chichirko , że : "Och, dla mnie przerazajaca bylaby mysl, ze golebie nie umieraja!"


Och! nie było łatwo składać ofiary z gołębi a mimo to wierzyć , że ten gołąb nie umiera ale żyje wiecznie. I pomyśleć, że "kohanim* " to wytrzymywali. "Ciężko jest żyć, gdy po ulicy chodzi niebezpieczeństwo śmierci, a na co dzień zamiast deszczu pada śmierć". Ciężko jest wierzyć, że mnie nigdy nie opuści i że w ogóle jest...myślę, że to nie było łatwo wziąć i ukręcać głowę gołębia a mimo to wierzyć w stwórcę życia. Myślę że Biblijnemu , Żydowskiemu Kapłanowi nie było łatwo wierzyć w życie, do tego bowiem potrzeba odwagi...

Jest taki wiersz :

od lat stałem przy tej drodze

drzewo trzcinowe

drzewo wyschnięte

to był już ostatni rok

w którym dano mi szansę

potem miałem być wycięty

kiedy przechodził obok

po raz kolejny nie znaleziono

żadnego owocu na moich gałęziach

ale On podszedł

i zamiast w górę

jak wszyscy

w dół spojrzał

na ziemię

tam

zebrał garść wyschniętych martwych

ziaren trzciny

zamknął je w swojej dłoni

i poszedł dalej do winnicy golgota

mówią

że tam je zasadził...



Ile ziaren musi umrzeć aby ta trzcina znów zakwitła na nowo ?



www.youtube.com/watch?v=r05EuixmKbI&feature=related





PS.

kohanim* - z hebrajskiego Kapłani.











-
2010/03/24 11:22:57
Doskonałe zdjęcia, niezwykle nostalgiczne. Przy okazji, Twoje zdjęcia powinny służyć jako przykład "mądrego" przerabiania fotografii - obróbka służy tu konkretnemu efektowi, wywołaniu danych emocji i skojarzeń, a nie tylko, jak to niestety często bywa, samej zabawie możliwościami programów graficznych. Bardzo mi się podobają :)

To ciekawe, co piszesz o gołębiach. Ostatni właśnie o nich myślałem - na moim blogu jest nawet poświęcony im wpis.
Gołębie wydawały mi się zawsze stałym elementem miast, punktem zaczepienia - zmienia się otoczenie i ludzie wokół, ale one zostają takie same. Jak widać jednak, nie wszędzie...
-
2010/03/25 00:18:02
@Artaharon: Dziekuje za wiersz, piekny :) Ofiar z istot zywych nigdy nie potrafilam zrozumiec. Owszem, rozumiem lek przed gniewem boskim, ale lamanie przykazania chrzescijanskiego "nie zabijaj" celowym morderstwem zwierzat? Nie moge pojac, co dzialo sie w glowach tych ludzi, przeciez nie zabijali w obronie wlasnej, chyba ze w jakis pokretny sposob ofiara zlozona Bogu byla w obronie wlasnej...

@Michal: Bardzo dziekuje za komplement. To pierwszy eksperyment z programem graficznym i faktycznie nie zrobilam go bezpodstawnie, a by osiagnac cel, przywolac moje wlasne wspomnienia, ktore sa takie, jak na zdjeciach, a nie blyszczace i nieskazitelne.
Coz, ja golebi nie pamietam z Makau. Moze istnieja gdzies tam, pochowane, ale w mojej pamieci nie zagruchaly. Dziekuje za link do Twojego tekstu, przeczytalam z ciekawoscia :)
-
2010/03/25 09:06:45
Jest taki wiersz :

stała przy drodze


trzcina nardem, różą i jaśminem

wonnie pachnąca

do trzciny żadnej nie podobna

nie mają już wina

zawołała do Niego

kazałem sługom

na górę czaszki iść ze mną

odpowiedział

żeby wina krwistego

dla gości wszystkich

ze skały utoczyć

uśmiechnęła się smutno

wiedząc

że wszystko co im każe

uczynią....

No przecież wiesz.
-
2010/03/27 05:08:50
Tak poza tematem - wlasnie ogladam Caramel na BBC i-odtwarzaczu - life is good :)
-
2010/03/28 14:20:07
Tak, kolorowych fasad sklepów jest mnóstwo.
W dolinie Cotswold co piękniejsze domy zrobione są z charakterystycznego dla tego miejsca kamienia. Mają w sobie ten urok i szyk, o którym piszesz, i on się doskonale wpisuje w kolorystykę tego miejsca, w okoliczne wzgórza i doliny, pięknie zielone, ale zielenią przydymioną tutejszym klimatem. I to nie jest tak, że ja chciałabym epokowe domy widzieć maźnięte jaskrawym kolorem. Tutaj by się nie sprawdził.
A z tymi gołębiami to jest tak, że towarzyszy im, jak wielu ptakom/zwierzętom swoiste znaczenie kulturowe. Ale ty przecież pisałaś o Makau, a tam podobno ich nie ma. Po prostu nie zrozumiałam odniesienia z tytułu ;) Pozdrawiam!
-
2010/03/30 13:26:57
@Aharon: :)

@Royal-blue: Cieply film, prawda?

@Booksense: No wlasnie, wszystko musi pasowac do otoczenia. Mnie sie bardzo podobaja karaibskie teczowe kolory na domach, ale one dobrze wygladaja tam, tutaj razilyby tandeta i sztucznocia.