visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Hymn do muzyki

Nie umiem żyć bez muzyki. Czasem dopada mnie myśl o utracie słuchu - jest niczym ukłucie igłą, przeszywające, ale zaraz odchodzące w niepamięć. Całe szczęście. Nie potrafiłabym znieść, gdyby ta myśl kołatała mi się się po głowie nieustannie. Muzyka jest częścią mnie. Muzyka dnia, muzyka nocy. Muzyka wyśpiewywana przez ptaki za oknem, gdy leżę w nocy cicho. Muzyka oddechu Gucia. Muzyka, jaką komponują zwykłe przedmioty. Najtrudniej byłoby żyć bez tych dzwięków, do których na co dzień nie przywiązuję znaczenia: gotująca się woda, odwracana strona w książce, skrzypiące drewniane krzesło, stukot obcasów na chodniku. Muzyka świadcząca o tym, że żyjemy tu i teraz, słyszymy terazniejszość.

Odkąd pamiętam muzyka towarzyszyła mi na kolejnych etapach życia. Konkretne piosenki kojarzą mi się z konkretnym momentem, konkretną osobą, nawet konketnym nastrojem. Potrafię przywołać nawet poczucie niezrozumienia otaczającej rzeczywistości, niezrozumienie powagi historii, a jednocześnie świadomość, że Coś Się Dzieje, jakie odczuwałam w 1989 roku, gdy słyszę - choćby tylko we własnych myślach - "Winds of Change" Scorpions. Potrafię czuć łzy pod powiekami, gdy przywołam w pamięci pierwsze takty niektórych szczególnie ważnych dla mnie utworów. Są piosenki przywołujące pewne zapachy, pewne drżenie serca, pewne rumieńce. Niektóre odmładzają o 15 lat (a ich moc odmładzania będzie się zwiększać wraz z mijanymi latami) i znów czuję się młodą dziewczyną słuchając "Give him a great big kiss" Shangri-Las (tak, rock'n'roll i sąsiednie gatunki to muzyka mojej młodości). Inne pozwalają skakać na ulicy i wzruszać, dając bardzo silne wrażenie przynależności do mojej dzielnicy i do Londynu. Dziś muzyka dochodząca z głośników stanowi, poza ogromną przyjemnością, także pomoc. Nie pisze mi się nigdy lepiej niż słuchając Satiego, nie tańczy przy gotowanie lepiej niż do Dengue Fever, nie spaceruje ulicami Londynu lepiej niż do dzwięków Hot Chip. Nierozerwalnie wiążę muzykę z konkretną porą roku, miejscem, czynnością.

Mój głos zdecydowanie nie wyróżnia się ponad przeciętność, ale śpiewanie daje mi nieskrywaną radość. Najlepiej śpiewam w domu, do akompaniamentu oryginalnych piosenek. Jestem przekonana, że poziom endorfin podnosi mi się znacznie i dusza się rozprostowuje. Śpiewanie na cały głos z wielkim zaangażowaniem jest dla mnie jak dobry masaż. Szczególnie uwielbiam śpiewać w językach, których nie znam :) To zawsze była moja słabość. Tym samym po francusku i angielsku znałam całe piosenki już jako dziewczynka, zapisując sobie słowa fonetycznie na kartce (kilka lat temu odnalazłam kartkę z moimi słowami piosenki Pauli Abdul i niezle się uśmiałam). Przez wiele lat marzyłam (niestety na marzeniach się skończyło), by znać hiszpański wyłącznie w celu czytania literatury w oryginale i... śpiewania z łatwością hip hopowych piosenek Control Machete. Hiszpańskiego się nie nauczyłam, książek w tym języku nie czytam, ale Control Machete (i inne meksykańskie piosenki) śpiewam! Dziś lubię śpiewać po mandaryńsku i khmersku, choć zapamiętywanie tekstu w językach, z których nie zna się ani słowa (poza frazą "następne życie" w khmerskim) trwa zdecydowanie dłużej niż np. w języku angielskim.

Muzyka stanowi nieodłączny element każdej kultury i całe tomy napisano na ten temat. Fantastyczne jest, jak słuchając muzyki z określonego rejonu można poznać rytm, w jakim dana kultura żyje, rytm będący unikalny tylko dla niej. Błogosławię zdobycza globalizacji za możliwość poznania muzyki różnych kultur, za możliwość poszerzania horyzontów i otwierania się, nie tylko emocjonalnego, ale także intelektualnego. Muzyka bowiem wpływa na intelekt i naukowcy od lat starają się odkryć jej moc energetyzowania szarych komórek. Z pewnością niektóre melodie stymulują mnie intelektualnie, czuję to niekiedy wyraznie. Na przykładzie licznych gatunków fusion widać też wyraznie, jak świat się jednoczy, jak przestajemy być podzieleni na szereg odrębnych wiosek, ale jak rytmy różnych kultur nachodzą na siebie i się mieszają. To jest wspaniałe, choć oczywiście słabsze jednostki mogą mieć trudności z odnalezieniem rytmu, który im pasuje.

Każde miasto ma swoją muzykę. Składają się na nią dzwięki codzienności - szum rzeki, morza, kakofonia klaksonów czy stały, cichy szum sunących samochodów, pokrzykiwania sprzedawców na rynkach, dzwonki tramwajów, bicie dzwonów kościelnych czy nawoływania muezzina do modlitwy, krakanie wron czy szelest liści. Do tego konieczna jest jeszcze szczypta magii, która sprawia, że wystarczy potem usłyszeć konkretną melodię, krótki dzwięk wyrwany z kontekstu, a nam skojarzy się to z tym jednym, jedynym miastem. Czasem filmy pomagają utożsamiać muzykę z konkretnymi miastami czy kulturami, bazując niekiedy na stereotypach, niekiedy podważając nasze wcześniejsze skojarzenia. Zawsze ciekawa jestem różnych interpretacji muzyki Tokio, Londynu i Nowego Jorku, te miasta - jak wiedzą stali czytelnicy mojego bloga - kocham i te mają dla mnie najciekawszą duszę.

Jakiś czas temu już na arenę moich muzycznych fascynacji Londynem wkroczył Portico Quartet, czteroosobowy zespół jazzowy. W poniedziałek poszliśmy na ich koncert do Barbicanu, jako że ich dwie płyty przypadły nam tak do gustu, iż musieliśmy przekonać się, jaką atmosferę potrafią stworzyć na sali. Ich muzyka jest zdecydowanie nowoczesna, bardzo nastrojowa i nieodmiennie kojarzy mi się z wodą: z morzem, rzeką, deszczem, wiatrem znad wody niosącym z sobą krople, z łzami... Portico Quartet jest niezwykle oryginalnym zespołem, tworzącym jazz bez zadęcia i bez kompleksów. Zresztą poza klasycznymi muzykami jazzowymi ich inspiracje są szerokie i sięgają od Cinematic Orchestra po Radiohead i Toumani Diabaté. Na scenie ci młodzi mężczyzni sa bardzo wyluzowani, piją wino, ubrani są w rozciągnięte dżinsy, t-shirty i tenisówki, zrywają z konwencją jazzmana w garniturze. Ich doskonała gra na saksofonie, kontrabasie i perkusji uatrakcyjnia wykorzystanie bardzo ciekawego instrumentu zwanego hang. Muzyka Portico Quartet jest lekka, świeża i daje potężnego energetycznego kopa. Widać i słychać zresztą wielką pasję tworzenia muzyki przez artystów, czuć tę magię, jaka towarzyszy dzwiękom wydawanym przez instrumenty, w które potrafią tchnąć ducha. Tą polecanką kończę moją emocjonalną notkę o muzyce, choć mogłabym pisać i pisać... Ale czas zamienić się w słuch :)

czwartek, 11 marca 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2010/03/11 16:52:30
faktycznie, muzyka chwytajaca za serce i wrazliwosc. bede grzebac w ich trasach koncertowych w Szkocji. gdybys chihiro cos o nich wiedziala, o koncertach znaczy, daj znac, prosze.
ja za to kupilam juz bilet na maj, na edynburski koncert Rokia Traore. to tez z Twojej polecanki, chociaz o kobiecie wczesniej slyszalam duzo. i widzisz, troche tych zbieznosci upodoban jest:) pozdrawiam.
-
2010/03/11 17:08:11
@Invitado, ja tez ide na Rokie Traore!!! :) Co za zbieg okolicznosci, tyle ze londynski koncert jest 27 kwietnia. A Portico Quartet byli nawet w lutym w Polsce, a w Edunburgu pod koniec 2009 roku. Moze jeszcze zawitaja do Twojego miasta, ale nie znalazlam zadnych informacji na ten temat.
Pozdrawiam goraco!
-
2010/03/11 17:13:34
zdecydowanie powinnas dolaczyc zatem do lastfm.pl :) masa muzyki, jest w czym buszowac:)

Co do dzwiekow....nie wiem jak to bedzie.. nie slyszec a dzwiek pamietac...pamietac moje wrony za oknem, moj pociag daleko dalej niz za oknem, moje drzewa w moim ogrodzie...moje...bo przeciez mieszkalam otoczona ich muzyka 20 lat. Teraz przyjda nowe nuty, dopisza sie nowe doremifasole do mojej malej partyturki.

Jako nieskonczony fan muzyki elektronicznej zaraz po jazzie, polecam Ci ambient tworzony przez Japonczykow jak Piana, Takashi Wada, Akira Kosemura, a szczegolnie Takagi Masakatsu. Sporo u nich dzwiekow branych prosto z otoczenia, jak spiew ptakow, glosy dzieci, wiatr, deszcz, gwizdzacy czajnik na gazie.

ps. Moj Ukochany spiewa b. czesto, albo gwizdze..do tego dolacza sie brat, siostra i jego rodzice. Zdarza sie nam nucic lub spiewac spontanicznie przy obiedzie. To moje najszczesliwsze chwile. A te najnieszczesliwsze gdy Moja Polowka ma w glowie "piosenke przewodnia" - czyli cos co sie go uczepia i caly dzien nie opuszcza warg...no wtedy to mozna oszalec;)
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2010/03/11 17:16:41
4.05 bedzie tutaj w Usher Hall. najbardziej chyba nadajacym sie do tych celow miejscu w Edynburgu. ciesze sie bardzo, bo zupelnie przypadkiem wzielam ulotke z kina z atrakcjami z Usher Hall i mnie przytkalo. bo zupelnie pojecia nie mialam o tym koncercie.
odnosnie zespolu, o ktorym piszesz, to mam nadzieje, ze jeszcze tutaj zawitaja. gdybys napisala o nich wczesniej, to moze bym sie zalapala:) przypuszczam, ze pewnie przeczytalam jakas informacje i pominelam, bo nie wiedzialam, co to jest. nic straconego:)
-
Gość: k8libby, *.szczecin.mm.pl
2010/03/11 18:58:17
Polecam www.myspace.com/kubatheoddlot
ostatnio wystąpili u mnie we Free Blues Club, byli rewelacyjni :-)
-
2010/03/11 20:28:06
Ja kiedyś nie mogłam znieść dźwięków trąbek i saksofonów. Do jazzu przekonałam się kilka lat temu i polubiłam te "wrzeszczące" instrumenty. Zdecydowanie wolę klasyczny jazz, niż współczesne awangardowe brzemienia, bo muszę słyszeć wyraźny motyw. W Portico Quartet są wyraźne motywy, które wpadają do ucha, choć to klasyczny jazz nie jest. ;) Ciekawy zespół, nie powiem. ;) A te bębny wyglądają jak latające talerze: ufo. ;)
Bardzo lubię utwory K. Komedy, to tak a'propos polskich filmów z lat 50. i 60. Np. do "Noża w wodzie" R. Polańskiego.
-
2010/03/12 15:06:15
@Not_soyellow: Rzecz w tym, ze ja nie lubie buszowac w muzyce. Znajduje swoje dziweki roznymi tropami, ale gubie sie w nadmiarze i absolutnie nie chce juz wiecej inspiracji. Sama ich sobie zbyt duzo wrecz znajduje, a lubie sie z muzyka przyjaznic miesiacami czasem. A tych Japonczykow poszukam, ktorych polecasz :)

To dziwne tak pamietac dzwieki, a nie slyszec ich juz. Mam cale archiwum dziwekow w glowie :) Ostatnio widzialam film z Japonia na pierwszym planie hiszpanskiej rezyserki ("Map of the sounds of Tokyo"), tam jeden z bohaterow nagrywa bliskie mu dzwieki (z zawodu tez jest dzwiekowcem). To znow skojarzylo mi sie z "Cafe Lumiere", gdzie Japonczyk nagrywa dzwieki pociagow. Nie mam profesjonalnego sprzetu, ale tez moglabym chodzic i nagrywac dzwieki bliskie mi... By ich nie utracic w odmetach pamieci.

@Invitada: O koncerty w Wielkiej Brytanii na szczescie nietrudno, jeszcze bedzie okazja :)

@K8libby: Dziekuje za polecanke, ale to nie moje klimaty. Mam skomplikowany stosunek do jazzu bardziej tradycyjnego, dla mnie to skrzypienie, dzialajace na nerwy. Musi byc w tym wiecej lekkosci, bajkowosci, jak wlasnie u Portico Quartet.

@Matylda: Ja tez! Moimi znienawidzonymi gatunkami byly jazz i blues. Bluesa dalej nie trawie, jazz niekiedy mi pasuje (tak jak u Portico Quartet, choc to wlasnie na szczescie nietradycyjny jazz), ale nie znosze teraz bossanovy. Mnie sie hang kojarzy z pokrywkami naczyn do przyrzadzania marokanskiej potrawy tagine :)
Stanko wystapi niedlugo w Londynie z koncertem muzyki Komedy wlasnie, ale ja slabo znam Komede i nie wiem, czy lubie, wiec nie wiem tez, czy sie wybrac...
-
2010/03/12 19:07:24
u mnie buszowanie w muzyce to juz chyba rzecz komuplsywna;) ale powiem Ci, ze im glebiej buszuje, tym wiecej pieknej muzyki znajduje, a jak nie buszuje mam wrazenie, ze ciagle jest cos do odkrycia;)

ha, obejrze ten film.....nagrywanie dzwiekow...pamietasz Lisbon Story:)?

sciskam!
-
2010/03/12 21:44:52
Ja bluesa lubię. Choć nie za każdą "smętną" muzyką przepadam. Tak jak Ty do bossa novy nie potrafię się przekonać, choć mam 1 płytę Bebel Gilberto i czasem zdarza mi się ją włączyć. Ale zdecydowanie wolę mocniejsze i żywsze dźwięki. Muszę czuć w muzyce emocje. Co do T. Stańki, to jestem za, choć to straszne smęty ;))) Nie decyduj się na koncert, jeśli nie czujesz tego. Możesz w internecie posłuchać i zdecydować, czy podoba Ci się jego trąbka. ;)
-
2010/03/13 09:56:20
Cudowna ta muzyka! Nawet mnie nie dziwi, że w lutym byli w Polsce, zazwyczaj poznaję jakiś zespół czy wykonawcę, który mnie zachwyci lub chociaż bardzo się spodoba już PO jego pobycie w Polsce i na następny koncert muszę czekać i czekać...
Mam bardzo podobnie z muzyką, z dźwiękami. Są częścią mnie, potrafię je dokładnie powiązać z okresami w życiu, czasem pomagają mi wręcz "segregować" uczucia czy wrażenia. Do wielu swoich pomysłów, przeżyć, nieświadomie (a czasem z premedytacją) dobieram piosenki przewodnie. I śpiewać też lubię :) Tak samo jak Ty, w językach których nie znam albo jeszcze piosenki bez słów też się fajnie "śpiewa" :)
Pozdrawiam ciepło z zaśnieżonej (znów!) Łodzi!
-
Gość: agness e-czytanka, 117.204.139.*
2010/03/13 17:32:21
pozdrawiam Cie chichiro z miejsca gdzie dzwieko jest cale mnostwo - kolorowych, tetniacych, glebokich, glosnych i cichych. mistycznych i tych prosto z ulicy. pozdrowienia ze slonecznej ziemi indyjskiej:)
agnes
-
Gość: obserwator, *.aster.pl
2010/03/15 14:07:17
Chichiro, mnóstwo ciekawych rzeczy na twym blogu!
Czuję się jednak przytłoczony ilością słów.
Jestes straaaaaaszną, strrrrrraszną STRASZNĄ gadułą!
Wydaje mi się, że dla równowagi psychofizycznej dobrze byłoby gdybyś dla odmiany zajęła się jakąś *pracą* np. 3 dni w miesiącu. Taką, po ktorej nie chce sie ani myslec, ani hasać.
Mam wrażenie że filmy, ksiązki, wystawy, zakupy i pisanie bloga zajmują Ci cały czas.
Nie zamierzam Ci niczego doradzać, lecz przemyśl to.
Jakiś pisarz kiedyś mądrze powiedział że cżłowiek ze swej natury nie jest stworzony do siedzenia, picia kawy, kontemplacji, pisania. Jego żywot wyznacza gonitwa, uprawa roślin, budowa schroniska, aktywność cielesna, bieg po plaży, pływanie, itp. ;-)
-
2010/03/15 15:20:55
@Not_soyellow: Pamietam, pamietam :) Kiedy ten film ogladalam nie wywarl na mnie tak duzego wrazenia, ale moze teraz byloby inaczej?

@Matylda: Chyba niezbyt mi sie podoba, wiec na koncert sie nie wybiore. Choc doceniam, wielu jest milosnikow muzyki Stanko.

@Mandzuria: Ha! Mam podobnie, czesto jakis zespol "odkrywam" dlugo potem, jak dali koncert w Londynie. Rzecz w tym, ze tu tak strasznie duzo nowej muzyki sie tworzy i ukazuje, ze nie sposob z tym nadazyc - chyba zeby sie kilka godzin dziennie spedzalo tylko na sluchaniu i wyszukiwaniu zespolow (ale tygodnik Time Out, ktory prenumerujemy, na kazdy dzien podaje przynajmniej 30 koncertow, wiec... nawet trudno wybrac :)).

@Agness: Oj, wiem, dobrze wiem :) I ja Cie pozdrawiam z takze (nareszcie!) slonecznej ziemi londynskiej :)

@Obserwator: A kimze Ty jestes, by mi doradzac? I kimze jestes, by sledzic moje zycie tak dokladnie, ze wiesz, czym jest wypelnione? Myslenie od zawsze sprawialo mi ogromna przyjemnosc, czemu mialabym sie tej przyjemnosci wyzbyc?
Zakupy? Jakie zakupy? Widujesz mnie na zakupach?
Ciekawa jestem, coz to za arogancki pisarz osmielil sie prawic madrosci, do czego czlowiek jest stworzony, a do czego nie. Jesli komus gonitwa sprawia radosc - powodzenia. Mnie gonitwa tylko wpedza w depresje, wiec trzymam sie od niej z daleka. I skad wiesz, ze nie uprawiam zadnej "aktywnosci cielesnej" (jak to niefortunnie nazwales)?
Na koniec: skoro czujesz sie przytloczony iloscia slow, po prostu nie czytaj moich zapiskow. Nikt Ci tego nie kaze :) Ja bede pisac, ile i o czym mi sie podoba. I prowadzic taki tryb zycia, z ktorym MNIE jest dobrze, a nie taki, z ktorym Tobie wydaje sie, ze byloby mi dobrze.
-
2010/03/16 07:26:08
A ja lubię Stańkę. Bardzo. Także za arcytrudnego w odbiorze "Peyotla", pewnie dlatego, że w muzycie pociąga mnie także zagubienie się w dźwiękach i niemożność odgadnięcia następnego dźwięku - tak się czuję np. w teatrze, kiedy muzyka towarzysząca spektaklowi zaczyna żyć własnym życiem i mieć wpływ na losy bohaterów. Dzięki teatrowi odkryłam np. Eryka Satie i jego genialną kompozycję Gnossienne No.1 (www.youtube.com/watch?v=PLFVGwGQcB0&feature=related)...
A pamiętasz "Podwójne życie Weroniki"? W jaki sposób Alexandre porozumiewa się z Weroniką? Przysyła jej kasety z nagranymi dźwiękami Paryża, dzięki którym wreszcie się spotykają. I to "Pardon, Pardon" kelnerki? Takie rzeczy się z życia zapamiętuje, jak mniemam...:)
-
2010/03/16 10:10:45
Mam nadzieję że się dopiszę......
Całkiem "przypadkiem" trafiłem na Twój blog chichirko...Bardzo mi się spodobało to zdjęcie z korzeniami ...ma w sobie coś z kabały...no wiesz te z nad kalendarza ....a muzyka, którą usłyszałem w "Hymnie do muzyki" to miód ze skały... piszesz nią znajome słowa, które znaczą chwilę mojego życia. To życie , prawda? ...to co piszesz to jest życie...i to pozwala mi oddychać choć czasami ludzkie płuca są rzucone na piasku...

I stanąłem nad piaszczystym brzegiem morza....

Alef
www.metacafe.com/watch/566784/flamenco_de_espana/

Taw

tezeusz.pl/galeria/index.php?level=picture&id=1238

Pozdrawiam Cię kimkolwiek jesteś

Aharon

Ps. śpiewać życie
Moja muzyka?
poniżej w linku dla Ciebie i takich pięknych dusz jak Ty...
maestrinaa.wrzuta.pl/audio/06DNkILMu8F/nigel_kennedy_the_kroke_band_-_ajde_jano

Pa.




-
2010/03/17 10:27:36
@Molinari: Ten utwor Satiego jest moim ulubionym!!! Absolutnie ukochanym, moglabym go sluchac bez konca! Bardzo pieknie ilustruje ciekawa scene w filmie "Rysa". Dla mnie wlasnie te dzwieki sa jak rysa, takie popekane, niepasujace do konca jeden do drugiego, a taka piekna, niedoskonala calosc tworza. Dziekuje, ze wlasnie o tym napisalas :)
Oczywiscie, ze pamietam "Podwojne zycie Weroniki" :) Nie tylko te dzwieki na kasecie, van den Budenmayer to moj ulubiony kompozytor ;) (wiesz, ze niektorzy wierzyli, ze on naprawde istnieje?) Usciski!

@Artaharon: Witaj, dziekuje za komentarz :) Ciesze sie, ze moim wpisem tak trafilam do Ciebie, przypadkowego czytelnika. Zawsze mnie zaskakuje pozytywnie, jak ktos, kogo nie znam, moze cos dla siebie znalezc w mojej pisaninie.
Dziekuje za linki, odnosnie flamenco mam rozne uczucia (sa melodie, ktore bardziej mi sie podobaja i te, ktore mniej - ta, ktora podales, jest piekna), a "Ajde jano" znam doskonale i cala te plyte Nigela Kennedy'ego ubostwiam. Pozdrawiam cieplo!
-
2010/03/17 16:40:37
Jak znajdę czas to będę się ...(jeśli oczywiście pozwolisz) "czasem" się do Ciebie pisał Chichirko. Poniżej moja ulubiona płyta którą polecam z zespołu Kroke wypływająca.

img169.imageshack.us/img169/302/34af31021aa83250d7c0b36bk9.jpg

oraz ten utwór poniżej

w432.wrzuta.pl/audio/59P5pJf08wl/

od 57 sekundy zaczyna się w nim coś najlepszego...jakby "wznoszenie" .
Lubię ten rodzaj muzyki bo jest taki swój...taki bez szyldu...swojski...ziemny a jednocześnie wznoszący ku nieboskłonom to co nam jeszcze zostało po Bogu...

Pa Chichirko ...
PS.
A znasz muzykę Arvo Parta ?
On ma taki utwór który Tobie dedykuję ....kiedyś go znalazłem dzięki pewnej znajomej duszy...która mi go ofiarowała a teraz go tobie oddaję abyś i Ty odnalazła w nim coś dla siebie ...coś o czym marzysz...tęsknisz..bo przecież każdy z nas ma to wielkie życzenie do którego zmierza ...życzenie skryte na dnie duszy ...taka tęsknota która cichutko w nas śpi....
oto ten utwór poniżej dla ciebie...

aharon*

www.trilulilu.ro/primadona71/0d81135901b12a
-
2010/03/23 10:51:48
@Artaharon: Dziekuje bardzo za polecanki! Arvo Parta znam, mam kilka jego plyt, najbardziej lubie "Da Pacem". Dlaczeog piszesz "To, co nam jeszcze zostalo po Bogu"? Co to znaczy?
Ja chyba nie mam takiego jednego, wielkiego zyczenia na dnie duszy. Raczej wiele malych zyczonek, ale takie jedno, wielkie? Nie jestem go swiadoma...
Pozdrawiam cieplo!