visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"Biała wstążka" ("Das Weiße Band"), reż. Michael Haneke

Po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, iż dzieci mogą być jednocześnie katami jak również ofiarami podczas lektury jednego z kryminałów Agathy Christie. Literatura brytyjska ma zresztą bogatą tradycję przedstawiania dzieci w negatywnym świetle, a krytycy porównują nieustannie najnowszy film Hanekego do "The Midwich Cuckoos", powieści sci-fi napisanej ponad 50 lat temu przez Johna Wyndhama. W filmie austriackiego reżysera nie ma jednak pewności co do tego, kto stoi za dziwnymi wydarzeniami, które wstrząsają społecznością małego północnoniemieckiego miasteczka. Wszystko zaczyna się od wypadku doktora, który jadąc konno ma wypadek  - ktoś rozwiesił nisko nad ziemią drut, o który koń się potknął i zrzucił doktora ze swego grzbietu. Wraz z rozwojem dalszych wypadków poznajemy codzienność mieszkańców miasteczka. Codzienność naznaczoną napięciem, lękiem, zawiścią, nienawiścią. Mieszkańcy ranią się nawzajem, mniej lub bardziej świadomie. Ranią też dzieci, karząc je w imię miłości i dobrego wychowania. Na niewinność nie ma w miasteczku miejsca. Chłopiec z zespołem Downa zostaje boleśnie okaleczony, malutki synek pastora jest świadkiem sceny, stanowiącej symboliczne opuszczenie krainy dzieciństwa, a delikatna i dobra opiekunka do dzieci zostaje zwolniona i odesłana do swojej wsi.

Bogate są w filmie nawiązania do dzieł Bergmana, choć Haneke nie wspomniał o tym w żadnym z wywiadów, które czytałam. Trudno jednak nie widzieć podobieństw między sceną z "Białej wstążki", gdy lekarz wygarnia swojej kochance, jak bardzo się jej brzydzi a analogiczną sceną z bergmanowskiego filmu "Goście Wieczerzy Pańskiej". Trudno nie porównać niewinności opiekunki Evy z "Białej wstążki" do niewinności Karin ze "Źródła" Bergmana. Trudno wreszcie nie dostrzegać, jak wiele wspólnego ma jeden z synów pastora w "Białej wstążce", buntujący się wewnętrznie przeciwko surowym metodom wychowaczym ojca, z Alexandrem z bergmanowskiego "Fanny i Alexander", sprzeciwiającemu się dyscyplinie ojczyma, także będącego pastorem.

W "Białej wstążce" interesująca jest kwestia perspektywy. Cała historia opowiedziana jest po wielu latach przez starzejącego się nauczyciela, który w opisywanych tygodniach był jeszcze młodym mężczyzną. Zaznacza on wyraznie, iż nie jest pewny, czy wszystko, o czym mówi, zdarzyło się naprawdę. O niektórych wydarzeniach tylko słyszał. Nie ma też dowodów, by poprzeć swoją tezę o sprawcach owych zdarzeń. Widz zdaje więc sobie sprawę, że nie ogląda historii autentycznej, a obserwuje jedynie wspomnienia nauczyciela i jego interpretację niektórych sytuacji. Jednocześnie szybko dostrzega, że mało kto jest bez winy, że trudno wskazać palcem jedną osobę i powiedzieć oskarżycielsko: "To on!". Sytuacja utraty fundamentów, na których zbudowane powinno być silne społeczeństwo, pod wpływem jednego wydarzenia (pociągającego za sobą następne, niczym kostki domino), sytuacja, w której dotychczas zgodni mieszkańcy dają upust długo tłumionym żalom i wyciągają lęki na światło dzienne, przypominała mi żywo powieść norweskiego pisarza Tarjei Vesaasa pt. "Nocne czuwanie". Społeczność ma się pozornie dobrze, dopóki każdy ma nad sobą kontrolę i dopóki wszyscy skrywają swoje prawdziwe uczucia, odnajdując swoje miejsce w hierarchii. Ale gdy w ludziach nie ma prawdziwego szacunku do drugiej osoby i szczerej woli zmierzenia się z konfliktami czy krzywdą, byle drobiazg powoduje, że społeczność ulega bezpowrotnemu rozpadowi. W "Białej wstążce" ponadto nie ma miejsca na ciepło uczuciowe, bardziej wrażliwe jednostki muszą zostać ukarane za swoją słabość. Myślę, że sprawcy tragicznych wydarzeń nie tyle chcieli zadać ból, ile pośrednio spowodować, że mieszkańcy "obudzą się", zaczną odczuwać autentyczne emocje, a nie emocje kontrolowane tak jak to miało miejsce do tej pory, i że poprzez okazywanie uczuć staną się bardziej ludzmi, a nie marionetkami w rękach niewidzialnego i niekochanego Boga.

Haneke uważany jest za reżysera stawiającego bardzo trudne pytania, o czym pisałam a propos filmu "Siódmy kontynent". Pozostawia widza za każdym razem z pytaniami, nie dając prostych odpowiedzi. Podziwiam w nim to, że on tych odpowiedzi szuka. Może się wydawać, iż jego widzenie świata jest bardzo pesymistyczne, ale nie można odmówić mu doskonałego zmysłu obserwacji symptomów chorób społeczeństwa. W swych filmach szuka on lekarstwa na owe choroby, bezskutecznie próbując zwalczyć objawy. Nie ustaje jednak w wysiłkach i mam wrażenie, że uważa, iż można społeczeństwo wyleczyć. Nie przypomina w tym skandynawskich reżyserów współczesnych, którzy pozostawiają widza ze smętnymi obrazami bez prób wyjaśnienia zasad przyczynowo-skutkowych, z rozłożonymi w geście rozpaczy rękami. Haneke nakłada nam okulary wyostrzające obrazy i zachęca do przyłączenia się w szukaniu remedium. Jego filmy są chyba najbardziej inteligentnymi próbami dialogu z widzem, który zawsze podejmę z wielką ciekawością i uwagą. A także z przyjemnością, bo lubię, gdy reżyser postrzega swoich widzów za ludzi inteligentnych i gotowych na zmierzenie się z trudnymi tematami.

czwartek, 13 maja 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/05/13 17:37:32
Świetny film.
Kojarzy mi się trochę - choć to dalekie skojarzenia - z książką nieodżałowanego J.G Ballarda "Kokainowe noce", w której bohater włamuje się, niszczy i podpala domy, uciekając się w końcu do dalszych kroków, by wyrwać bogate społeczeństwo hiszpańskiego wybrzeża z poczucia bezpieczeństwa i bezruchu, burząc fundamenty ich świata.
-
2010/05/14 08:36:51
Chihiro pewnie nie oglądałaś - wczoraj na kanale telewizyjnym Ale Kino!(jeśli możesz odbierać, pewnie będą powtórki) przy okazji wieczoru filmów Cannes odbyła sie rozmowa na temat twórczości Haneke (wyświetlali jego Pianistkę). Janusz Wróblewski porównał Haneke właśnie do Jelinek - tłumacząc to porównanie podobnie ukrytą między słowami i obrazami brutalnością oraz sterylnym widzeniem świata. A filmy jego porównał do "strumieni światła" oraz - z czym się zgadzam - do chirurgicznej operacji na organizmie społeczeństwa.
-
2010/05/14 10:11:37
@Michal: Ciekawe porownanie, Ballarda jeszcze nic nie czytalam, za to slyszalam bardzo wiele dobrego o nim, szczegolnie o jego opowiadaniach.

@Moni-libri: Nie ogladam telewizji zupelnie, zreszta mialabym tylko cztery panstwowe kanaly, filmy ogladam na dvd. Posiadam wszystkie filmy Hanekego na wlasnosc i wszystkie juz ogladalam (poza "Benny's Video" i filmami nakreconymi dla telewizji, ktorych nie ma na dvd). Rozumiem porownanie do Jelinek, w koncu na warsztat rezyser wzial jej powiesc. Takie postacie jak Haneke czy Jelinek to najlepsze, co kultura srodkowej Europy ma do zaoferowania: potrzasanie ta drobnomieszczanska mentalnoscia i - jak napisalas - chirurgiczne operowanie na organizmie spoleczenstwa. Podoba mi sie to okreslenie :)
-
2010/05/14 12:54:10
:) prawda? bardzo trafne - aż musiałam je sobie zanotować!
-
Gość: , *.adsl.wanadoo.nl
2010/05/14 14:39:05
www.polityka.pl/kultura/rozmowy/1500765,1,rozmowa-z-michaelem-haneke.read ogladalam wstazke kilka dni temu po przeczytaniu wywiadu z Haneke.

Glebokie, precyzyjne ciecie w sterylnych rekawiczkach :) zgadzam sie w zupelnosci.

A z epickich opowiesci lzejszego kalibru polecam wczoraj obejrzany: www.filmweb.pl/f466651/Baar%C3%ACa,2009
-
2010/05/15 13:10:41
Bardzo mi sie film podobal, Haneke uderza precyzyjnie w spoleczensto i jego wady. Realizm jest bolesny. Zgadzam sie z porownaniem to Bergmana, mialam to samo odczucie ogladajac ten film, szczegolnie Fanny i Alexander.
-
2010/05/15 16:27:17
@Moni-libri: Prawda, prawda :)

@Gosc: Dziekuje za linki, ten wywiad z Haneke nie powiedzial mi nic, czego juz bym nie czytala wczesniej. Jego filmow wyczekuje w ciemno i lubie te przewidywalnosc, to, ze porusza mnie silnie (choc nigdy nie wiem dokladnie jak konkretnie) i beda stanowily "food for thought" w najlepszej postaci.

@Sneakymagpie: Ciekawe te odniesienia do Bergmana, prawda? Moze nie byly do konca swiadome, choc zapewne Haneke dobrze zna filmy Szweda, i pewnie robily na nim wrazenie.
-
2010/05/15 17:39:30
Film czeka na mnie już od jakiegoś czasu, może Twoja recenzja wreszcie zmobilizuje mnie do obejrzenia go. Myślę jednak, że trzeba mieć na niego odpowiedni nastrój (choć pewnie jest tak z większością filmów). Dziś chyba nie jest mój dzień na oglądanie go - wieczorem wybiorę coś znacznie lżejszego i przyjemniejszego.
-
2010/05/15 19:23:20
Haneke poddał swój film silnej stylizacji.
Nie wiem czy wiesz, że wpierw nakręcił go na taśmie barwnej i dopiero później zamnienił na black & white.
Tu się rodzi pytanie: czy w podobny sposób nie poddaje on "stylizacji" samej rzeczywistości (życia ludzi tej wioski), którą opisuje i przedstawia na ekranie.
A stawiając podobne pytania, niejako zdradzamy naszą wątpliwość, czy aby podobne zabiegi nie podważają wiarygodności tego filmu, jego adekwatności - czy też kompetencji - przy opisie pewnych społecznych zjawisk i mechanizmów.

Jednak klasa i poziom artystyczny "Białej wstążki" rozwiewa wg mnie wszelkie ewentualne (tego typu wątpliwości). Bowiem mamy tu do czynienia z prawdziwym dziełem sztuki.
-
2010/05/15 20:03:10
@Kemotka: Odpowiedni nastroj, jak sama zauwazylas, trzeba miec do wszystkiego. Choc moze byc tez tak, ze zaczniesz ogladac, a nastroj zaraz sie pojawi :)

@Logosviator: Tak, czytalam doskonaly wywiad z Haneke w "Sight & Sound" - krecil na tasmie kolorowej, inspirujac sie mocno zdjeciami Augusta Sandera, poniewaz dzisiejsze tasmy czarno-biale nie sa wystarczajaco wrazliwe na brak swiatla (duzo scen rozgrywa sie przy slabym oswietleniu), a jemu zalezalo na wyskiej jakosci. Latwiej bylo przerabiac ujecia z kolorowych na czarno-biale.
KAZDY poddaje rzeczywistosc pewnej stylizacji, kazdy kadruje otoczenie dla wlasnych potrzeb, o tym nawet sam pisales w kontekscie Twoich zdjec z Indii, pamietasz? Kazdy tworca wreszcie musi miec pewien wyrazisty styl, ktory odroznia jego dziela od dziel innych artystow. Nie zdradzam zadnej watpliwosci, czy takie zabiegi nie podwazaja wiarygodnosci filmu, bo film ten z konwencji nie moze byc wiarygodny ani kompetentny - na pewno zwrociles uwage, ja o tym napisalam, ze na wszystko patrzymy jako na intepretacje narratora. On pokazuje nam, co widzial i o czym slyszal, on nam wszystko cenzuruje.
Wedlug mnie jedyne pytanie, jakie mozemy zadac, brzmi: czy podoba nam sie stylizacja Hanekego na tyle, by ogladac jego filmy? To wszystko.
-
2010/05/16 20:05:26
Nawiązując do pierwszego akapitu Twojej recenzji: ciekawe jest to, że brytyjscy pisarze zbudowali długą tradycję opowieści o zbrodniach, źle tkwiącym w dzieciach czy zwyrodnieniach ludzkiej natury, ale Anglicy twierdzą jednak, że najgorsze rzeczy dzieją się w rzeczywistości w Austrii czy Niemczech ;)

Filmu nie widziałam. Dziękuję za polecankę - chętnie obejrzę.
-
2010/05/18 13:26:08
@Maga-mara: Tak, to bardzo ciekawe. Moze to co obce wydaje sie straszniejsze? Taka tradycje zla tkwiacego w dzieciach maja tez Japonczycy, ale mniej lub bardziej subtelnie zwalaja wine na kostycznosc tradycji i presje spoleczna.
-
2010/05/18 22:24:40
To musi być mocny film, chętnie bym obejrzała, choć tego typu rzeczy ostatnio bardzo mocno przezywam. Temat dzieci - krzywdy im wyrządzanej - rozkłada mnie emocjonalnie na łopatki. Ale dziękuję za polecenie, świetna recenzja. Ja z twórczości Haneke widziałam tylko Pianistkę, dawno temu, i pamiętam, że bardzo mnie ten film zdepresjonował. Taka straszna duszność w nim była, klaustrofobia, niemożność ucieczki od swej skopanej psychiki... Ale kawał dobrego kina, pewnie tak jak Biała wstążka.
-
2010/05/19 18:04:41
@La_Polaquita: Kino z gatunku najmocniejszych. Tu jest nie tylko krzywda wyrzadzana dzieciom, doroslym takze, terror psychiczny, ktory sprawia, ze chwilami bardzo niewygodnie sie to oglada. Tu tez jest klaustrofobia, podobna na swoj sposob do tej z "Pianistki", z dodatkiem niemoznosci ucieczki od spoleczenstwa, wychowania, czasow, w ktorych sie zyje. Polecam, jak bedziesz miala nastroj na cos takiego.
-
2010/12/02 14:48:16
W poniedziałek widziałam ten film (dawali w ramach festiwalu kina francuskiego - trochę naciągane, bo to koprodukcja kilku krajów europejskich). Tak jak przewidywałam film siedzi mi w głowie i nie chce wyjść. Mocny, bardzo dobry, i co ciekawe, zupełnie bez mniej lub bardziej tanich chwytów oddziałujących na emocje widza. Ja na filmach o podobnej tematyce zwykle ryczę, a tu nic, tylko stopniowo wzrastająca groza z tego, jak ludzie potafią sobie nawzajem uczynić z życia piekło. To bardzo inteligentne kino, jak napisałaś stawiające trudne pytania. Żadnego głaskania widza po głowie, podawania odpowiedzi, psychologicznych rozwiązań, żadnej łzawej katharsis. Nie znam twórczości Haneke (prócz Pianistki) i naprawdę zaskoczyło mnie to, jak ten film był zrobiony. W taki chłodny sposób, bez emocji, bez estetyzacji rzeczywostości. Wzruszały mnie tylko te maluchy - Rudi, pytający o śmierć, i synek pastora, kiedy przyniósł ojcu wróbelka. Oni reprezentują względną niewinność dzieci, które ale już są wkręcane w tę bezlistosną maszynerię wychowania opartego na okrucieństwie i tłumieniu prawdziwych uczuć. I w imię czego! Boga, miłości do dzieci, ich dobra. Ta scena z ptaszkiem uświadamia widzowi wg mnie, że pastor wcale nie jest żadnym sadystą, to kochający ojciec, który postępuje tak jak postępuje, wierząc głęboko że to jest właściwe. Ale kiedy przychodzi do konfrontacji ze strasznymi wynikami jego wychowania (rozmowa z nauczycielem), tak jak wszyscy ucieka, nie chce tego widzieć, zapiera nawet taką możliwość, ze dzieci, którym nieustannie wyrządza się krzywdę, mogą chcieć się zemścić na tych, na których mogą - czyli na mniejszych i słabszych. Bo tego ich nauczono - bić może ten, który jest większy i ma władzę. A gdzies trzeba dać upust tym wszystkim negatywnym emocjom, które w tych dzieciach muszą aż wrzeć.

Przeczytałam też wywiad z reżyserem, do którego link ktoś tu w komentarzach podał - jego twórczość jest naprawdę wyjątkowa na tle innych fillmów europejskich. Ale chyba nie chcialabym oglądać jego "Funny Games". Widziałaś ten film? A jeszcze co do Białej Wstążki - samej mi to do głowy nie przyszło, że te dzieci z filmu to przyszłe pokolenie nazistowskich zbrodniarzy. Ten film to jakby takie preludium do faszyzmu, który zrodzi się po wojnie. Wielka metafora mechanizmów zrodu tego zbiorowego szaleństwa.
-
2010/12/02 15:03:08
Przyszło mi jeszcze do głowy, apropo tego, że napisałaś: "dodatkiem niemoznosci ucieczki od spoleczenstwa, wychowania, czasow, w ktorych sie zyje." Jedyną osobą, która na taką ucieczkę może sobie pozwolić jest baronowa, kobieta wykształcona, delikatna, indywidualistka kochająca sztukę i Włochy, mająca jaki taki kontakt ze swymi uczuciami. Wszyscy inni muszą zostać i dusić się dalej w swoim piekiełku, bo dla nich nie przewidziano jakichkolwiek innych możliwości.
-
2010/12/03 09:46:48
@La_Polaquito, bardzo dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoimi przemyśleniami. Faktycznie pokazywanie tego filmu w ramach festiwalu kina francuskiego to nieporozumienie, mozna by się chociaż kierować narodowością reżysera i faktem, że cała historia dzieje się w Niemczech, nie ma tam ani krzty francuskości.
Rudi wzruszał mnie bardzo, w ogóle dzieci zagrały mistrzowsko i bardzo wiarygodnie. Bardzo słuszne są przemyślenia na temat przyszłego pokolenia nazistów... To jest to, co fanatyzm religijny robi z ludźmi - bo w przypadku zachowania pastora można już mówić o fanatyźmie religijnym.
Tak, panią baronową stać na to, by sobie wyjechać. I dobrze czyni, wyjeżdżając. Czasem trzeba uciec, zanim samemu zostanie się zdeptanym.
"Funny Games" widziałam, zresztą widziałam wszystkie jego filmy, poza chyba jednym. To jeden z "moich" reżyserów, w bardzo inteligenty sposób pokazujący, co jest nie tak w naszym społeczeństwie i nie traktujący widza jak przygłupa, oczekującego pustej rozrywki. Na moim blogu recenzuję jeszcze film "Der siebente Kontinent", tutaj: chihiro.blox.pl/2010/02/Siodmy-kontynent-Der-siebente-Kontinent-rez.html