visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Kilka filmów w niemal telegraficznym skrócie

"Milczenie Lorny" ("Le Silence de Lorna"), reż. Jean-Pierre i Luc Dardenne - wielkie rozczarowanie. Spodziewałam się po tym filmie wiele, czytając bardzo pozytywne recenzje na różnych blogach i w prasie, którą cenię. Styl braci Dardenne poznałam już w filmie "Syn", wiedziałam więc, że nie mogę liczyć na fajerwerki i doznania estetyczne. Miałam nadzieję, że film poruszy mnie emocjonalnie, może zaskoczy, skłoni do refleksji. Nic z tych rzeczy. Wydał mi się obrazem, który mógłby nakręcić każdy początkujący student filmoznawstwa nie mający wielkiego pojęcia o technice (o ile obcięte kadry u Hanekego mają sens i są spójne z treścią opowiadanej historii, tak u braci Dardenne rażą niekonwekwencją, niedopracowaniem, brakiem konkwekwencji i sprawiły na mnie wrażenie amatorszczyzny). Opowieść obnażająca pułpaki emigracji (strach, niepewność, osamotnienie, brak zaufania, tęsknotę itd.) jak to opowieść - ani zbytnio odkrywcza, ani specjalnie interesująca. Głębi psychologicznej też nie mogłam się za bardzo dopatrzeć, mimo dobrej woli. Ci, co mnie znają wiedzą, że uwielbiam filmy uchodzące za trudne, filmy "do przetrawienia". W "Milczeniu Lorny" wyczuwałam chłód emocjonalny zarówno postaci do siebie, jak i reżyserów do opowiadanych losów, jakby nie przejmowali się tym, co pokazują. Nie strawiłam tego filmu, wyplułam od razu po obejrzeniu.

"Easy Rider", reż. Dennis Hopper - przyjemnie było cofnąć się do wspomnień mojej podróży po Stanach Zjednoczonych, mimo że podróż dwójki bohaterów na motorach miała miejsce 40 lat temu. W niektórych miejscach jednak tak wiele wcale się nie zmieniło, Monument Valley jest rejonem, jak już kiedyś pisałam, gdzie nie obowiązuje zjawisko upływania czasu. Pózne lata 1960-te to był okres hippisów, okres demonstrowania swojej oryginalności, panowały hasła "preace & love" i widać to niekiedy w filmie. Jack Nicholson zagrał fantastycznego faceta i wygłosił jeden z ciekawszych monologów w historii kina na temat wolności, stanowiący kwintesencję pojęcia wolności przez dużą część Amerykanów. Oglądanie parady Mardi Gras w Nowym Orleanie z bohaterami będącymi pod silnym wpływem narkotyków stanowiło zaskakującą przyjemność. Muzyka odgrywa ważną rolę w "Easy Rider", jak zresztą musi odgrywać w każdym filmie drogi. Film jest znakomitą rozrywką, ale niestety ma jedną wadę - nierówne tempo, chętnie zatrzymałabym się w pewnych miejscach dłużej, z kolei inne sceny, jak pobyt bohaterów w hippisowskiej komunie, nieco mi się dłużyły.

"La Niña Santa", reż. Lukrecia Martel - dziwny film argentyńskiej reżyserki, którego akcja w całości rozgrywa się w zaniedbanym hotelu, podczas odbywającej się tam konferencji medycznej. Obsesyjne próby zrozumienia swego powołania, danego przez Boga, przy jednoczesnym budzeniu się seksualności u nastoletniej Amalii o ciemnych oczach i złowieszczym uśmiechu same w sobie nie wystarczyłyby jednak, by mnie zainteresować. Relacje Amalii z matką, prowadzącą hotel, matki z lekarzami biorącymi udział w konferencji, Amalii z przyjaciółką nadają rytm historii, która pełna jest symboliki. Hotel stanowił dla mnie alegorię czyśćca, z głośną ulicą - przedsionkiem piekielnym i basenem i na dachu hotelu - niebem, gdzie w czystej wodzie można zmyć swe grzechy i zatopić nieczyste myśli. "La Niña Santa" był dla mnie wyzwaniem, filmem o trudnej konstrukcji, nietypowo prowadzonej narracji i napięciu, jakie mimowolnie odczuwałam. Nie wbił mnie w fotel, ale zafrapował, zastanowił i zakończył się w idealnym momencie.

"The Ghost" ("The Ghost Writer"), reż Roman Polański - sprawnie nakręcony i nieźle zagrany, wciągający thriller polityczny. Rzadko oglądam tego typu filmy (najlepszym, jaki widziałam, jest chyba "The Constant Gardener" ze względu m.in. na bardzo ciekawą tematykę), wydaje mi się z reguły, że jestem za głupia, by wszystko dobrze zrozumieć, a "The Ghost" był dla mnie za prosty. Do końca miałam nadzieję, że "zagadka" okaże się bardziej skomplikowana. Odniesienia do brytyjskiej polityki były ciekawe, choć oczywiście zbyt daleko idące i nie mające potwierdzenia w prawdziwej sytuacji - ale dają do myślenia nad relacjami rządu Wielkiej Brytanii z rządem Stanów Zjednoczonych. Historia mężczyzny, o którym nic właściwie nie wiadomo, a który w ekspresowym tempie ma napisać z rękopisów i rozmów z byłym premierem bestsellerową autobiografię w jego imieniu po tragicznej śmierci w tajemniczych okolicznościach swego poprzednika jest dobrym punktem wyjścia do ukazania presji i napięcia, w jakim żyje premier z żoną i współpracownikami - nie do pozazdroszczenia. Polański nie stworzył dzieła swego życia, jak wyrokowali niektórzy krytycy, ja zdecydowanie wolę jego mniej amerykańskie w stylistyce filmy, takie jak "Wstręt", "Lokator" czy "Pianista" albo starsze amerykańskie dzieła jak "Dziecko Rosemary".

"Katalin Varga", reż. Peter Strickland - już w pierwszych minutach wiedziałam, że film zachwyci mnie pod względem estetycznym. Nasycone kolory, bogate krajobrazy nasuwają porównania do Matki-Ziemi. Brytyjsko-rumuński dramat/film drogi jest intrygującą, trzymającą w napięciu tour de force tytułowej bohaterki, która wraz z synkiem wyrusza na poszukiwanie mężczyzny, który zgwałcił ją w lesie przed laty i który jest prawdziwym ojcem chłopca, o czym wie tylko jej obecny partner i przyjaciółka. Obrazy groznego, ciemnego lasu przywoływały mi na myśl "Antychrysta", ale próżno doszukiwać się tak wielu warstw psychologicznych w opowieści. Bohaterami kierują proste, jasne do określenia emocje - tu na rumuńskiej prowincji działanie dyktują namiętność, żądza zemsty, odkupienia winy i strach. Na rozsądek nie ma miejsca. Jedną z boleśniejszych scen, na długo zapadających w pamięć jest ta, w której bohaterka, po znalezieniu gwałciciela opowiada jemu i jego miłej żonie cały przykry incydent podczas przejażdżki łodką po rzece - zamknięci na małej powierzchni łódki nie mają możliwości uniknięcia zwierzeń. Najciekawsze i niestety pokazane zaledwie powierzchownie są relacje Katalin z synem. Film jest niczym przypowieść biblijna, łatwa do intepretacji - za łatwa i to jest największą wadą obrazu - za to nie pozwalająca oceniać postępowania bohaterów (i to, poza przepięknymi krajobrazami, jest jej największą zaletą).

sobota, 01 maja 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2010/05/01 19:17:28
widzialam The Ghost i musze przyznac, ze mimo tego, ze te zawirowania polityczne niewiele mnie obeszly, to McGregor zagral naprawde niezle. i bylo jeszcze cos, co tworzylo klimat filmu, muzyka. taka typowa muzyka filmow Polanskiego. dosiedzialam do finalu koncowych napisow tylko po to, aby posluchac muzyki. uwazam, ze ten film zadnym wybitnym filmem chyba nie jest, ale na pewno jest dobry.
-
2010/05/01 21:29:54
Ja żadnego nie widziałam, ale już mam, jako-tako, o nich pojęcie. Bo Twoja opinia liczy się podwójnie. :) A "Wstręt" uwielbiam, zobacz tu: blip.pl/s/53114964 - wrzuciłam kiedyś na Blipa oryginalny plakat filmowy właśnie tego filmu. :)
-
2010/05/02 09:33:14
Witam,
a ja znam cztery z pięciu, ale zatrzymam się na jednym, niezwykłym. "Katalin Varga" - transowa podróż przez Transylwanię. Mroczny las - tak, jest przecież osłoną zła i śmierci. Ale są też cudnej urody łąki, przestrzeń magiczna, poza czasem rozpostarta. Charyzmatyczna jest główna bohaterka. Emanuje taką determinacją, siłą i niezależnością, mimo że jest "podcięta", że podwójnie zniszczono jej życie. Nie wiem czy to film łatwy do interpretacji, mnie się wymyka. Czasem krzywda po prostu domaga się rewanżu, bo już nic innego do zrobienia nie pozostaje. Piękny film.
Pozdrawiam, ren
-
2010/05/02 12:06:19
witam, ze wszystkich widzialam tylko easy rider-staroc, klasyk-wciaz dziala!! to taki meski film.kto by pomyslal ze europejka wychowana za komuny w polsce odnajdzie sie w tym filmie, zlapie, zlaczy w odczuciu, alez tak!-przez to wlasnei uniwersalne marzenie o wolnosci:)
-
2010/05/02 18:06:18
Katalin Varga byl filmem niesamowitym, akcja troche za szybka ale duzo refleksji przyszlo pozniej. Piekne plenery is dobra gra aktorska.

PS. Poszlam do Mamuski, jedzenie bardzo smaczne i atmosfera swietna, modni Koreanczycy obok dzieciakow z mieszkan panstwowych obok Angielskiego starszego gentlemena. Wszyscy zgodnie zasuwali kotlety i golabki ;)
-
2010/05/02 22:27:45
O masz, ja wprost alergicznie nie cierpię filmów braci Dardenne. Są wydumane i nudne, jak flaki z olejem, ale "The Ghost Writer" podobał mi się bardzo. Nie ze względu na fabułę, niespecjalnie wyszukaną, jak sama zauważyłaś. Polański jest reżyserem starej daty, jeśli tak rzec można i to widać. "The Ghost Writer" jest nakręcony w bardzo klasyczny sposób, na starą modłę - teraz już mało kto tak kręci filmy. Stylistyka przywiodła mi na myśl moje ulubione filmy Hitchcocka z lat pięćdziesiątych. Ta scena z podawaną sobie z ręki do ręki karteczką to klasa sama w sobie i to jest właśnie to co tak ujęło mnie w Polańskim.
-
2010/05/02 23:04:46
Witam serdecznie i ciesze sie, że zajrzałas na mój blog. Ja jeszcze nie czytałam Twojego, ale zrobie to w wolnym czasie z pewnością. Cóż - ciesze się bardzo, że "nasze" filmy są znane nie tylko w kręgu "naszych" ludzi. Niestety nie widzialam jeszcze "Half Moon", choć przyznam, że chciałabym. Obejrzałam natomiast "Turtles Can Fly" - czasami cięzko jest oglądć, jeśli ma się do tego taki stosunek emocjonalny, jak ja...
Zapraszam do siebie, bo choć "leniłam" sie ostatnio z wpisami, to "Japonofilka" mnie bardzo zmobilizowała i zamierzam nadrobić zaległości sumiennie.
A góry Kurdistanu... wierzę, że zobacze i zapraszam - są piekne.
-
2010/05/03 17:35:44
@Invitada: Zgadzam sie z Toba, tez uwazam, ze "The Ghost" jest dobrym filmem, a McGregor zagral swietnie. Ale tez nie widze, by ta rola byla jakos specjalnie trudna.

@Matylda: Dziekuje bardzo za zaufanie :) Pamietam to zdjecie plakatu z Twojego bloga, podoba mi sie ono. Wiesz, wcale mnie nie dziwi, ze podobal Ci sie "Wstret" :)

@Renbor: Tak, katalin jest niezwykla postacia, jednak na wlasna zgube dziala bardzo samodestrukcyjnie. We mnie cos krzyczy przeciwko pragnieniu zemsty i rewanzu, nie bylam jeszcze w sytuacji i mam nadzieje, ze nie bede, bym mogla zapragnac zemsty, nie chcialabym sie znizyc do poziomu, w ktorym to uczucie by mna zawladnelo. Niemniej jednak film tez uwazam za wizualnie przepiekny. Pozdrowienia!

@Kasiadakini: Tak, to marzenie o wolnosci i beztroska w jej realizacji zawsze chyba bedzie ponadczasowa. To chyba w ogole bardzo uniwersalny film.

@Sneakymagpie: Widzisz, we mnie ten film wiele refleksji nie wzbudzil, za latwy mi sie wydal, zbyt malo pogmatwany.
PS. O, fajnie! Pewnie i ja tam sie wybiore z ciekawosci, choc nie po drodze mi do tej okolicy, gdzie bar sie znajduje. Dziekuje za relacje, i to eskpresowa :)

@Zosik: Jestes jedyna osoba, ktora znam (poza mna i Guciem), ktora nie znosi filmow braci Dardenne! Nie moge pojac, co inni w nich widza, nie bede juz ogladac innych ich filmow. Masz racje, Polanski jest takim klasykiem starej daty, u nas "The Ghost" porownuje sie niekiedy do "Chinatown" w stylu. Zgadza sie, ze malo kto kreci juz takie filmy, chyba jeszcze Scorsese tak sie stara - skojarzylo mi sie z "Shutter Island", widzialas?

@Kulkakurd: Ja tez sie ciesze, ze Ty tu zajrzalas :) A widzialas "Time for Drunken Horses"? Plakalam strasznie na tym filmie, nie trzeba sie fascynowac Kurdystanem, by sie wzruszyc, ten film wyczerpuje psychicznie.
-
2010/05/03 19:11:05
I wlaśnie dlatego sie boje troche oglądania tych filmów. Ale wlaśnie za chwile będę oglądać "Kilometr Zero".
Dziekuje raz jeszcze :) -
-
2010/05/03 19:15:24
O masz to jest nas troje. Trochę mi lepiej, bo Dardenne przecież nie wypada nie podziwiać. Co do "Shutter Island" to faktycznie Chihiro jest coś na rzeczy. Ja jakoś szczególnie za Scorsese nie przepadam, ale "Shutter Island" podobało i znów jak "Ghost writer" bardziej ze względu na klimat, styl i sposób kręcenia niż fabułę.
-
2010/05/03 20:25:36
Szkoda, że nie przemówił do Ciebie film "Milczenie Lorny". Dla mnie był to jeden z najlepszych filmów, które widziałam w ubiegłym roku. Odebrałam go jako dużo więcej niż "pułapki emigracji", mimo, że wychodzi on od opartej na faktach historii, nie jest tylko socjologiczną opowiastką. Ale rozumiem, że estetyka i styl braci Dardenne jest trudny i może budzić sprzeciw.
Natomiast Ghost Writer zanudził mnie niestety na śmierć... :/
-
2010/05/03 21:46:31
@Kulkakurd: Nie boj sie, te filmy sa przepiekne!

@Zosik: E tam, w nosie mam, co "nalezy" podziwiac :) Tak, klimat jest wazniejszy niz fabula, a przyznam Ci sie, ze ja doszukiwalam sie w "The Ghost" tego oczka puszczonego do widza, jakie puscil Scorsese, jakiejs przewrotnosci, ktora by pokazala, ze glownemu bohaterowi nie nalezy do konca ufac...

@Czara: Tu nie chodzi o trudny styl i estetyke, Czaro. Tu chodzi mi o brak konsekwencji i niedopracowanie. Uwielbiam filmy "trudne", o czym pisalam niejednokrotnie, ale spojne, przemyslane, , ten zas wydal mi sie zlepkiem szarpanych fragmentow, niedopracowany i zajezdzajacy amatorszczyzna na kilometr. Pewnie, ze stanowi cos wiecej niz tylko pulapke emigracji, ale draznilo mnie to niedopracowanie tak, ze nie mialam ochoty poswiecac mu mysli po obejrzeniu. I zdaje sobie sprawe, ze jestem razem z Zosikiem odosobniona w mojej niecheci do braci Dardenne. Jednak ich filmy nic mi nie daja, ani przyjemnosci, ani refleksji, ani zainteresowania historia, ani tez podziwu dla sztuki filmowej.
-
2010/05/04 07:53:40
Chihiro pomimo niepochlebne recenzji filmu Milczenie Lorny mam na niego ochotę lubię trudne i ciężkie filmy, bardzo proste w formie. Tak, urzeka mnie ponuractwo.
Nie o Milczeniu Lorny chciałam jednak pisać a o The Ghost Writer to jeden z niewielu filmów jakie obejrzałam ostatnio w kinie, który tak mnie wzburzył, na tak długo pozostawił żywe obrazy w mojej głowie . byliśmy z Mężem pod takim wrażeniem, że po wyjściu z kina, posiedzieliśmy sobie w samochodzie parę chwil nie odzywając się do siebie, tak aby przetrawić wrażenia. Masz rację pisząc, że TGW był zbyt prosty. Dodam jeszcze, że wydał mi się zbyt banalny (choć z dugiej strony banalność ta mnie w nim urzekła) a zakończenie przewidywalne, choć nie ukrywam, że zaskoczyło mnie trochę w formie (o ile można powiedzieć o formie śmierci, zabójstwa i czasu). Jak powiedziała Zosia film był taki trochę Hitchcockowski .
-
2010/05/04 11:50:09
Autor Widmo leży jak na razie na mojej półeczce, ale zabieram się do niego od jakiegoś czasu i nie wiem czy to właściwa pora. Z pozostałych filmów znam tylko szalony film drogi... na resztę raczej nie mam ochoty. :)

pozdrawiam serdecznie :)
-
2010/05/04 17:12:02
zawsze fascynuje mnie odmiennosc spojrzen na jedno dzielo filmowe. Dla mnie "milczenie.." to dobra robota, czasem zimno w tym filmie jak w zamrazarce.
Zaskoczylo mnie b. wyraziste, nawet nieco ostre podejscie do tego filmu, nie mowie, ze in minus:) wiem jak to jest, czasem spodziewamy sie po filmie holubionym przez innych pewnego (i oczekiwanego przez nas) poziomu kunsztu. A gdy tak nie jest w miejsce zadowolenia pojawia sie irytacja. Mialam tak z wieloma filmami, wypluwanie jest tu jednyie sluszna czynnoscia:)
-
2010/05/05 11:20:31
@Moni-libri: Hmm, skoro uwazasz, ze "The Ghost" byl zbyt prosty, banalny i przewidywalny, to co zrobilo na Tobie i Twoim mezu takie wrazenie, jak piszesz? Forma, sposob filmowania, sceneria?

@Anhelli-anhelli: Nie tracisz tak wiele nie ogladajac ich wszystkich, sa lepsze i ciekawsze dziela :) Pozdrawiam!

@Not_soyellow: Tak, mnie tez to fascynuje, z "Milczeniem..." bylo tak, ze kilka osob, ktorych zdanie cenie, zachwalalo go bardzo. Bylam przekonana, ze na mnie ten film tez zrobi wielkie wrazenie, wrecz chcialam, zeby zrobil. I guzik. To mnie tez zaskoczylo (podobnie bylo z filmem "35 shots of rum" Claire Denis). Mialam ochote powiedziec po projekcji: "Krol jest nagi!" :) Bywa tak, ze nawet z osobami, z ktorych gustem nasz gust sie najczesciej pokrywa, niekiedy jest nie po drodze :)