visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Las cię rozkołysze, ukoi, zniewoli...

Będąc małą dziewczynką wiele czasu spędzałam w lesie. Na końcu ulicy, przy której mieszkałam w Olsztynie, był las. Chodziłam tam często z koleżankami, tam się bawiłyśmy, latem zbierałam orzechy laskowe, zimą z sankami brnęłam przez śnieżne zaspy do strasznie wysokiej góry, z której zjeżdżało się na łeb, na szyję. Las był moim przyjacielem, do głowy mi nie przychodziło, że może kryć niebezpieczeństwo. Nie lękałam się zwierząt, roślin, tajemniczych dźwięków, mocy nadprzyrodzonych. Mogłam się co najwyżej obawiać ludzi, ale żadnego złego człowieka nigdy nie spotkałam na swojej ścieżce.

Lasy stanowiły część pejzażu miejskiego, wrysowywały się w klimat Olsztyna jak liczne jeziora i poniemieckie domy. Nie myślałam o wędrówkach po lesie jak o kontakcie z przyrodą. To też było dla mnie miasto, a po dróżkach leśnych poruszałam się tak swobodnie jak po chodniku. Brakowało mi bujnej wyobraźni albo wiary, dlatego też nie widziałam duchów ani nie doświadczyłam nigdy żadnego metafizycznego poruszenia.

Teraz z przyjemnością sięgam po książki i filmy, które odkrywają przede mną inną naturę lasu - lasu, który może być oazą, ale też więzieniem. Bohaterka "Katalin Varga" z lasem kojarzy gwałt, który na zawsze zmienił jej życie. W "Antychryście" las pełen jest magicznych mocy, dziwnych zwierząt, ukrytych lęków i pragnień. W "Kafce nad morzem" bohater spędza wiele czasu w lesie, żyjąc w oderwaniu od czasu i wsłuchując się w siebie i swoje życie. Niedawno przeczytałam "Fruwającą duszę" Yoko Tawady i ta powieść znów zaprowadziła mnie do lasu.

Risui przez las zmierza do Szkoły prowadzonej przez Kikyo, kapryśną i obrażalską sensei (to japońskie określenie nauczyciela i mistrza pasuje mi najbardziej, bo faktycznie Kikyo niczego nie naucza, stanowi zaś - mimo licznych wad - wzór dla wielu dziewcząt). Ma zamiar studiować Księgę nie posiadającą autora i podążać Drogą Tygrysa. W Szkole panują niewypowiedziane zasady, pozorne przyjaźnie między dziewczętami, a szczególnie animozje, intrygi i nienawiść rządzą ich codziennością. Uczennice nie mają innych obowiązków jak tylko lektura Księgi i dyskusje o niej. Nie wiadomo, czy zbliżają się do celu poznania czy też oddalają się od niego. Tę książkę czyta się nieco jak strumień świadomości, sprzecznych mądrości lub jak opisy kolejnych snów, znaczących bardzo mało albo bardzo dużo, w zależności od czytelnika. 

"Spytałam kiedyś Kikyo, czy zdarza się, że przyszłość odkrywa się nagle przed nami jak droga. Odpowiedziała, że dopiero po jakimś czasie, kiedy wydarzy się wiele spraw, zaczynamy je traktować jak powiązane z sobą paciorki różańca, z których jeden musiał być pierwszy, i że z wydarzeniami jest zupełnie tak jak z bambusem: młode pędy pojawiają się tu i tam nad ziemią, ale niezwykle trudno byłoby sprawdzić, jak wyglądają jego splątane pod ziemią korzenie." Urzekły mnie w tej powieści fragmenty wskazujące na silne zakorzenienie w kulturze japońskiej - odniesienia do karmy, tak jak w przytoczonych zdaniach, posłuszeństwo wobec sensei, konieczność wyzbycia się własnego ego. Książka stanowiła wyzwanie, bowiem jej struktura nie jest tradycyjna. Brakuje tu punktu kulminacyjnego, nie ma dramatycznych zwrotów akcji, właściwie nie ma żadnego znaczenia, co się wydarzy. Czytałam ją dla rytmu i tej magii, którą obiecała przekazać, niestety mam silne wrażenie, że zarówno rytm jak i magia zostały zagubione w przekładzie. To nie jest wina tłumacza, ale zwykła niemożność oddania treści i melodii języka japońskiego. Niczyja wina.

Lektura nieustannie podsuwała mi obrazy z francuskiego filmu "Innocence" Lucile Hadzihalilovic o młodziutkich dziewczętach, które żyją w leśnej szkole z internatem, przygotowując się do dorosłości. Tam obrazy zabawy przeplatane są z drylem szkolnym, w szczególności nauką baletu, beztroska - z lękiem przed kobiecością, ale też tęsknotą do tego, co jest poza lasem, w prawdziwym świecie. Starsze uczennice intuicyjnie zdają sobie sprawę, że są niczym larwy motyli, które gdy będą gotowe rozwiną skrzydła i pofruną - pięknym, ale też niepokojącym dowodem tego jest sztuka taneczna, w której występują na scenie przed męską publicznością. Film "Innocence" ma tak wiele elementów wspólnych z powieścią Tawady, że mógłby posłużyć za luźną jej ekranizację (poza tym, że uczennice w w filmie nie znają życia sprzed szkoły, przybywają do niej jako tabula rasa, no i że są znacznie młodsze niż bohaterki książki Tawady). Film jest jednak bardziej przejrzysty niż powieść, alegorie wyraźniejsze, całość zgrabniejsza. Niemniej jednak zawsze będę myślała o obu dziełach razem.

Tawada inspirowała się także zapewne tajemniczą borgesowską Księgą. Nie sposób nie dopatrzeć się podobieństw między licznymi tomami japońskiej Księgi, a Księgą z wyobraźni Borgesa - dziełem bez początku i bez końca. Lektura jednej i drugiej nie daje człowiekowi szansy na zdobycie mądrości, pokazuje, iż wszelki wysiłek to w istocie syzyfowa praca. Liczy się tu i teraz, umiejętność docenienia chwili. Jak pisze Tawada: "Gdyby chcieć zacytować starą poezję, prawdopodobnie stosowna byłaby fraza: "Ciało ludzkie jest jak kropla wody, a kropla wody - jak blask". Podczas pełni nigdy nie wieje wiatr. Drzewa pogrążają się w ciszy, zasypiają nawet nocne ptaki. Rytm czasu zanurza się w stawie, nocne niebo przylega do ziemi. Jeszcze teraz łzy cisną mi się do oczu, gdy przypominam sobie tamtą chwilę: niewyśpiewaną melodię, która wypełniła moje ciało, niekończące się drżenie w krtani.".

Redwoods 1

Redwoods 2

Redwoods 4

Ja przed sekwoją

Redwoods 3

Kiedy ja przeżyłam taką chwilę? Takie leśne zen trwało u mnie długo, może godzinę, może dłużej. Było to w Alei Gigantów, czyli Avenue of the Giants, w Kalifornii zeszłej wiosny. Gdy przypominam sobie te kilkadziesiąt kilometrów podróży, hipnotyzującej jazdy po lesie pełnym sekwoi, sięgających gwiazd (te drzewa mają niekiedy po 2 tysiące lat i liczą do 115m wysokości), wśród leśnych strumieni i rzek, również łzy cisną mi się do oczu, bowiem moje ciało wypełniała niewyśpiewana melodia. Miałam w życiu trochę przeżyć, które mogę nazwać mistycznymi, w których wychodziłam niejako z siebie i istniałam poza czasem i przestrzenią. W których byłam i mnie nie było. Mogłabym kilka osób obdarzyć takimi doznaniami, które miały miejsce w moim życiu. I wciąż mają. Każde było totalną niespodzianką, nie do przewidzenia i nie byłam w stanie go kontrolować - nie żebym miała  najmniejszą ochotę to zrobić. Nigdy nie nęciły mnie żadne środki odurzające ani hipnoza, bo cały urok mistyki w tym, że przychodzi niespodziewanie - i pozostawia mnie w poczuciu błogiego szczęścia, radości niemal nie z tego świata, której nie potrafię nazwać ani na zawołanie powtórzyć. Może spłynąć na mnie wśród ludzi lub w osamotnieniu, może trwać parę minut albo godzinę. A jak odchodzi to wiem, że dla tych chwil żyję. Że nie ma nic piękniejszego na tym świecie, najlepszym z możliwych, niż doświadczenie, które mnie nawiedziło i nadzieja, że się powtórzy. Jak pisze Tawada: "Nieznajomość smaku cierpienia i barwy nieszczęścia nie jest niczym złym. Jeśli ktoś ciągle doświadcza samych blasków życia, nie przeoczy szczęścia, gdy będzie przechodzić tuż obok. Chwyci je, a gdy będzie miał go w nadmiarze, podzieli się z innymi. Natomiast ktoś, kto zna tylko cierpienie, może przegapić okazję, gdy szczęście będzie blisko, bo albo w nie nie uwierzy, albo go wcale nie rozpozna. Ktoś, kto widział tylko tygrysa, nie pomyli go z lampartem." Doświadczam wciąż blasków życia, nie przeoczę więc tej chwili szczęścia, gdy znów mnie odwiedzi.

Kiepska jakość, ale musiałam sfilmować te niesamowite drzewa - Gucio prowadził samochód, a ja stałam na przednim siedzeniu wychylona przez otwarty dach
czwartek, 17 czerwca 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/06/17 12:36:40
Cieszy mnie, że "Fruwająca dusza" Tawady rzeczywiście trafiła Ci do gustu:)
-
2010/06/17 12:56:01
@Litera-tour: Wlasnie nie za bardzo trafila. Jest tam pare ciekawych momentow, specyficzna struktura, ale calosc ginie w przekladzie. Brakuje tego rytmu i tej magii, o ktorych wspomnialam. Jesli chodzi o klimat, nie lesny, ale klimat niepokojacy i hipnotyzujacy, to wielkie wrazenie zrobil na mnie zbior trzech opowiadan Yoko Ogawy pt. "Diving Pool" - moja recenzja jest w "Archipelagu".
-
2010/06/17 13:20:52
Pisząc o lesie i jego symbolice w filmie, trzeba pamiętać o "Blair Witch Project". Ja po jego obejrzeniu przez długi czas bałam się wchodzić do lasu, szczególnie pod wieczór... Las budzi w nas strach, a już las w nocy jest przerażający, przynajmniej dla mnie. Każdy szmer, każdy hałasik urasta do rangi przeraźliwego dźwięku. Nocą las żyje, ale ciemność zasłania to życie, a to czego nie widzimy wzbudza w nas lęk. W "Kafce nad morzem" las też budził pewnego rodzaju strach.
Jednocześnie las może zachwycać i przerażać.
-
2010/06/17 13:43:37
@Matylda: Masz racje, las w "Blair Witch Project" byl przerazajacy. Jednak mimo ogladanych filmow las nie budzi we mnie strachu zadnego, szlam kiedys sama w nocy (ok. drugiej w nocy) przez las w Sztokholmie z imprezy do domu Szwedki, u ktorej mieszkalam. Nie balam sie nic a nic. Lek moze budzic we mnie czlowiek, bo to on moze wyrzadzic mi krzywde, nie las. Ewentualnie energia krazaca po lesie, tak jak w japonskim Koyasan, na lesnym cmentarzu buddyjskim (pisalam kiedys o tym), ale ja wierze, ze jesli czlowiek ma w sobie dobra energie (a wierze, ze ja mam), to przyciaga dobre moce, a nie zle.
-
2010/06/17 14:16:03
Nigdy nie mieszkałam na stałe w okolicach lasu, ale jako dziecko dużo czasu spędzałam na wsi, gdzie pełno było lasów i jezior. I to się właśnie stało moim krajobrazem, miejscem, gdzie najepiej się czuję, odpoczywam i które mnie inspiruje - las i trochę wody :) Bardzo mi się podoba sposób, w jaki piszesz o lesie i zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki, a jeszcze bardziej do obejrzenia filmu (obie pozycje są na mojej liście, ale dobrze sobie i onich przypomnieć i zacząć jakieś konkretniejsze poszukiwania). Widziałam już u Ciebie zdjęcia z sekwojami, ale w kontekście tego, o czym piszesz zrobiły na mnie ponownie wrażenie. Taką mistykę związaną z przyrodę miałam okazję przeżyć. Najmocniej chyba kilka lat temu w Bieszczadach, pamiętam wyraźnie tę chwilę. Tak więc filik też mi się szalenie spodobał, a co tam leci w tle? Ta muzyczka podkreśla atmosferę chwili i bardzo mi się podoba.
-
2010/06/17 14:59:36
Hm, nie powiedziałabym, że książkę Tawady czyta się jako strumień świadomości, chociaż rozumiem z czego mogą wynikać takie wrażenia. Ciekawe sformułowanie - "sprzeczne mądrości".

Wydaje mi się, że tłumaczka "Fruwającej duszy" (ta sama, która tłumaczyła "Nadepnęłam na węża") jest jedną z lepszych współczesnych tłumaczek japońskiej literatury. Szkoda, że nie tłumaczy na przykład Murakamiego. Oczywiście, najlepiej byłoby przeczytać w oryginale - kto by nie chciał - i wtedy ewentualnie porównać. Z drugiej jednak strony może okazać się, że książka Tawady wcale nie jest taka rewelacyjna w oryginale...

Odnośnie lasu - "Boska Komedia" Dantego to bez wątpienia jedno z pierwszych (często nieuświadomionych) źródeł naszego strachu, ale i fascynacji lasem (las - jako metafora, ale i rzeczywiste miejsce), wystarczy wspomnieć: "w życia wędrówce, na połowie czasu, straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi, w głębi ciemnego znalazłem się lasu".
-
2010/06/17 15:42:43
@Mandzuria: Las jest doskonalym miejscem odpoczynku, byle tylko nie bylo tam zbyt wielu osob. Bo o ile moge odpoczywac wsrod ludzi w miescie, zatracilam to powiazanie lasu z miastem (to relikt dziecinstwa) i teraz przyroda musi byc dla mnie pozbawiona ludzi, bym dobrze mogla w niej wypoczac, a raczej - bym mogla poczuc jej energie.
Muzyka, jaka podlozylam pod film, to utwor pt. "His Whole Life" teksanskiego zespolu Leaf, do zdobycia tylko w USA albo sciagniety z internetu. Uwielbiam ich muzyke, tego utworu sluchalismy bez przerwy w tamtym lesie...

@Yume: Strumien swiadomosci wynika z tego, ze Risui mowi czesto rzeczy, ktore przychodza jej na mysl, bez zastanowienia sie, czy one maja jakikolwek sens i czy naprawde je mysli. Sprzeczne madrosci - takze. Wyglasza jakies zdanie, bo podoba jej sie brzmienie danej mysli, potem mowi cos zupelnie innego. Tak jak napisalas w swojej doskonalej recenzji - nigdy nie poznajemy tak naprawde postaci z ksiazki, nie wiemy, jakie one sa, raz wychodza na pierwszy plan, innym razem kryja sie w tle. Nie wiemy jak sie zmieniaja, rozwijaja, bo struktura czasu jest nielinearna.
Ja wlasciwie wcale nie czytam lit. japonskiej po polsku, poza niektorymi klasycznymi pozycjami. Wole zdecydowanie jezyk angielski. Zreszta ostatnio w ogole za malo czytam japonskich ksiazek, ale tak wiele ksiazek z roznych kregow kulturowych mnie pociaga... Mnie sie wydaje, ze "Fruwajaca dusza" zostala bardzo dobrze przelozona, jednak pewnych rzeczy nie da sie przelozyc. Lapsusy jezykowe, porownania beda brzmialy inaczej, beda mialy inna forme, budzily inne skojarzenia. W kazdym jezyku istnieja elementy nieprzekladalne.
O tak, dobrze, ze przypomnialas Dantego! Jakze wazny jest ten cytat i metafora.
-
2010/06/17 16:07:26
Hm, to powiem inaczej: dla mnie strumieniem świadomości jest np. zakończenie "Ulissesa" Joyce'a. Informacje Risui często wyprzedają akcję, Risui analizuje, ale szybko zarzuca analizy, nie ma elementu, od którego ów "strumień świadomości" miałby się zacząć. Prędzej przypomina mi to poetykę snu i strumień nieświadomości, ale jak sama napisałaś - wszystko zależy do czytelnika.
Dziękuję^^'''''''''

Oczywiście, że nie można tak naprawdę żadnego dzieła literackiego przełożyć na inny język - tłumaczy się na dobrą sprawę tylko warstwę fabularną, chociaż o pewne językowe gry łatwiej, jeśli tłumaczy się dzieło powstałe w obrębie jakieś kultury. Jak to Wittgenstein mówił: "Granice mojego języka są granicami mojego świata". Tak to już bywa, że widzimy świat tak, jak mówi nam o tym świecie nasz język, a nasz język mówi nam o świecie tak, jak widzimy ten świat - błędne koło, aby się z niego wyrwać, należy czynić to, co Ty - nauczyć się innego języka.

Mnie jednak drzewa kojarzą się przede wszystkim z tomami poetyckimi mojego ukochanego poety, Tymoteusza Karpowicza ("Trudny las", "Słoje zadrzewne").
-
2010/06/17 18:09:03
między innymi wybraliśmy Kabaty ze względu na to, że praktycznie mamy las za oknem...
a P. pewnie pozazdrościłby Ci tych sekwoi, sam marzy o tym, aby je kiedyś obejrzeć;)
-
Gość: , 193.23.174.*
2010/06/18 11:00:31
Jaki wspaniały wpis :) Jak ja dawno nie byłam w żadnym z olsztyńskich lasów, a kiedyś też niektóre z nich stanowiły część mojego dzieciństwa. Napisz mi kiedyś, na jakiej ulicy mieszkałaś w Olsztynie, strasznie mnie to zaciekawiło :)
Dla mnie, gdy mieszkałam w Olsztynie, las również był częścią miasta, wystarczyła chwila by się w nim znaleźć, zagłębić w zieleni, a nawet znaleźć się tuż przy jeziorze - zawsze potem brakowało mi tego wszystkiego w Warszawie. We mnie las nigdy nie kojarzył mi się z zagrożeniem, nie budził strachu, nawet w nocy. Czasem wręcz fascynował mnie las nocą (ale mnie w ogóle w jakiś dziwny sposób przyciąga i fascynuje noc) i gdy pewnych wakacji jako dziecko mieszkaliśmy przez kilka tygodni u znajomych rodziców w domku letniskowym, w środku lasu, często wybiegałam nocą na ścieżki, zanurzałam się w leśnej, nocnej ciemności, ku zdziwieniu innych obecnych dzieciaków.
Z drugiej strony las również nie poruszał u mnie metafizycznej strony wyobraźni. Pamiętam za to jak we wczesnym dzieciństwie, chodząc do lasu, przy którym mieszkała moja babcia, nadawałam nazwy ścieżkom i alejkom, niczym w mieście. Najbardziej pamiętam "ulicę poziomkową", od całego mnóstwa poziomek, które niegdyś rosły w jednym miejscu). W tym samym lesie, chociaż w nieco innych miejscach, już wiele lat później, przeżywałam różne emocjonalne momenty młodości, a jedna z takich chwil, wydając się niesamowicie magicznym doznaniem, wryła się we mnie na długo.
-
2010/06/18 18:47:32
@Yume: Tak, slowa Wittgensteina sa mi bardzo bliskie. Czytalam ciekawa ksiazek Edwarda T. Halla pt. "Taniec zycia" wlasnie o relacjach miedzy jezykiem, w ktorym myslimy i wypowiadamy sie a nasza percepcja swiata. To jedno z najbardziej fascynujacych zagadnien, jakie moga istniec, moim zdaniem.
Nie znam poezji Karpowicza (kiedys moze cos czytalam, ale nie pamietam), sprobuje znalezc te wiersze w internecie. Dziekuje!

@Chiara: Sekwoje widziane na zywo robia takie wrazenie, ze potem kazdy las wydaje sie marnym laseczkiem w miniaturze, a kazde drzewo zwykla imitacja drzewa. Na nic nie patrzy sie juz tak jak przedtem po spotkaniu z ta monumentalnoscia i potega Drzew (celowo z wielkiej litery)...

@Emilia: Napisze Ci w emailu, na jakiej ulicy mieszkalam :)
Widze, ze mialas podobne odczucia do moich, te jeziora lesne byly czyms wspanialym, prawda? Jezdzilam czesto z rodzicami nad Żbik, nasze ukochane jezioro, znasz je?
Ja nie pamietam z lasu poziomek, ale dobrze pamietam jagody - jaka to byla radosc odkryc malutka jagodowa polanke! Mysle, ze takie lasy podobne do olsztynskich sa w Skandynawii, zwlaszcza w Szwecji. Rozne zdjecia, ktore widzialam, ujecia lasu w filmach szwedzkich czy fragmenty opisow w ksiazkach powodowaly, ze widzialam wiele podobienstw.
-
2010/06/20 23:22:08
Dziękuję za dziękuję "pod Jerzykiem" Chichirko :)

Trochę się zagubiłem w tym lesie. Podobał mi się ten film. Starałem wyobrazić sobie Ciebie jak się wychylasz przez te okno w samochodzie i filmujesz te drzewa. To zapewne musiało być coś miłego, coś co będziesz pamiętać do końca życia. Takie chwile są smakiem życia - wyjątkiem a przez to cudem. Film który nakręciłaś nie jest jakości HD :( ale za to ma coś o wiele bardziej ostrego coś dotyka.
Jeśli chodzi o moje doznanie lasu to kiedy do niego wchodzę , zdejmuję buty.
Patrzę na znaczenie jakie niesie ze sobą każde szumiące drzewo i to moje subiektywne odczucie może zdominować obiektywną formę lasu , zmierzam więc do tego by moje subiektywne znaczenie i forma mogły pozostawać w równowadze z tym co jest obiektywne w organizmie jakim jest las; Pamiętam o tym że abstrakcyjny kształt jaki się jawi może przyćmić znaczenie obiektywne .
Szczegółowe spojrzenie czasami przekazuje mi więcej niż ogólne. Fotografowanie struktur lasu jest ryzykowne gdyż łatwo może popaść w tworzenie sztywnych , formalnych obrazów które zatracają jakiekolwiek znaczenie. "Poprzez obraz którym obdarowuje mnie las wchodzę do natury danego obiektu". Szczegół każdej leśnej rośliny powinien zawierać informacje o kompletnej strukturze z której sie wywodzi w tym wypadku jest to Las. "Kompozycja życia w Lesie" nie powinna kończyć się na pojedynczym detalu.

Ps.
Miło było mi widzieć Cię pod tym wielkim drzewem na Twojej fotografii w Blogu.
Trochę jesteś daleko i mało Cię widzieć...
przepraszam jeśli czasami popełnię błędy ortograficzne . Nie jestem orłem w pisaniu choć orły znam :) i to nawet bardzo dobrze. Jakim ptakiem chciałabyś być w przyszłym życiu? A może jakim drzewem?


-
2010/06/21 08:30:27
Znalazłem się zupełnie przez przypadek :) w Londyńskim lesie i to też jest piękne...
chihiro.blox.pl/2010/01/Zimowy-las-londynski.html
-
2010/06/22 12:02:13
@Aharon: Nie chcialabym byc zadna inna istota niz czlowiekiem w przyszlym zyciu (choc oczywiscie to nie ode mnie zalezy, przynajmniej ne bezposrednio). Bycie ptakiem, a juz z pewnoscia drzewem oznaczaloby, ze sobie nie radze teraz z moim czlowieczenstwem, a uwazam, ze bardzo dobrze sobie radze. Nie chcialabym bardzo cofnac sie do poziomu nizszej swiadomosci. Chce byc czlowiekiem, chce miec ludzkie wyzwania zyciowe i jako czlowiek rozwijac swoj byt. Rozwijac - znaczy zblizac sie do nirvany.
-
2010/06/23 18:18:18
Rozumiem .
nie chcialabyś byc zadna inną istotą niz czlowiekiem.

Chdziło mi o doznanie tego jak się czujesz...
Pewien człowiek Gyamtso powiedział kiedyś :
Gdy ja , stary pies, przebywając na
odosobnieniu usłyszałem słowa mego
czcigodnego Nauczyciela,
zapragnąłem powiedzieć tak...

Gdy dziś widzę mojego Lamę, to czuje się jak gołąb śpiący w świątyni, jakbyśmy się mieli spotkać jak równy z równym.- I zachowuje stosowny dystans.
Gdy pierwszy raz usłyszałem nauki, to czułem się jak głodny kot, który znalazł jedzenie; chciałem natychmiast wprowadzić je w czyn - i pilnie praktykowałem...

chodziło mi o takie doznanie wewnętrzne i takie odrodzenie po śmierci nie zaś odrodzenie w ciele orła czy jakiegoś innego tworu. Nie wiem na ile to jest prawda że wogóle takie odrodzenie się w ciele nie ludzkim jest możliwe? Chyba chodzi raczej o duchowe sprawy w tych odrodzeniach. Chyba ciało nie jest aż tak istotne . Można przecież być człowiekiem a zachowywać się jak zwierzę i być w ciele zwierzęcia i wykazywać więcej cech ludzkich niż to jest co u niektórych ludzi. Tacy naprzykład faszyści co męczyli ludzi w Oświęcimiu toż to oni byli bliżej zwierząt drapieżnych a może i jeszcze gorzej ...Myślę więc że nie o ciało chodzi w odrodzeniu ale o charakter . Orzeł ma wysoki lot i widzi wiele spraw z góry. Drzewo stoi i trwa mimo że wszystko się wokół zmienia jest stałe w swym życiu i można na nim polegać jak na dębach w lesie. O takie doznanie mi chodziło w moim pytaniu do ciebie kim chciałabyś być po śmierci to znaczy jakiego jesteś dziś doznania na ile czujesz się dziś jak Orzeł a na ile jak drzewo...

Przepraszam ale nie jasno się wyraziłem. Chciałem Cię zapytać czy jesteś jak głodny Kot czy jak śpiący gołąb a może jak Orzeł w locie ...No nie wiem jak to sprecyzować ...bo ja czuję się przy Tobie jak gołąb śpiący w świątyni i jak głodny kot który znalazł jedzenie :).

Polecam taką oto dharmę do poczytania
dzogchen.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=55&Itemid=27

gdybyś miała coś co myślisz dla mnie to proszę Cię podsuń mi proszę coś w "ryżowej miseczce" z tej drogi do nirwany...nirvany.
Twój przyjaciel Aharon*