visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford", reż. Andrew Dominik

O tym filmie było swego czasu głośno. Pisano, że to poetycki majstersztyk, niezwykły western XXI wieku, kamień milowy gatunku. Na westernach słabo się znam, obejrzałam ich zaledwie kilka, może kilkanaście, ale przyłączam się do głosów zachwytu nad "The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford". Już od pierwszych minut film magnetyzuje i nie wiadomo, kiedy mija dwie i pół godziny. I nawet po tak długim, jak na amerykańskie standardy filmowe czasie, trudno mi było pożegnać się z bohaterami i światem, który odtworzył wiernie reżyser, Andrew Dominik.

W klasycznych westernach niemal zawsze istnieje jasny podział na złych i dobrych. Dobrzy to często rdzenni mieszkańcy konkretnych terenów, źli to najeźdźcy, pragnący w imię progresu technologicznego i cywilizacyjnego podporządkować sobie miejscową ludność. Wartości przedstawiane jako słuszne to honor, uczciwość i odwaga - prawo pisane jest mniej ważne. Głównym bohaterem prawie bez wyjątku jest kowboj, z reguły nie mający sobie równych w posługiwaniu się bronią palną, charakteryzujący się niebywałym refleksem i czujnością. Kowboj jest amerykańską wersją europejskiego rycerza i japońskiego ronina, dla których honor stanowił wartość nadrzędną.

Film Dominika nie jest klasycznym westernem i na tym między innymi polega jego nowatorstwo. Zaczyna się napadem na pociąg w Blue Cut, Missouri 7 września 1881 roku, siedem miesięcy przed śmiercią tytułowego Jesse Jamesa, zagranego brawurowo przez Brada Pitta. Na scenę wkracza również tytułowy Bob Ford, pragnący wkraść się w łaski Jamesa i dołączyć do gangu. Dla Boba życie u boku Jesse Jamesa jest ucieleśnieniem marzeń. Jednak jak typowy groupie, Bob jest nieco szalony w swym przywiązaniu do Jamesa i mocno bierze sobe do serca docinki pozostałych członków gangu. James wyczuwa intuicyjnie, iż jego partners in crime stają się coraz mniej lojalni wobec niego i obawiając się zdrady, knutej za jego plecami, zabija jednego z kompanów. Tymczasem dochodzi do kolejnego morderstwa, z ręki Boba, który pragnąc wielkiej sławy jako morderca Jesse Jamesa, po cichu zawiera umowę z gubernatorem stanu, iż dostarczy mu ciało wielkiego bohatera i przestępcy.

Typowe westerny obfitują w spektakularne strzelaniny i obrazy niezwykłej odwagi bohatera. Film Dominika zaś stanowi przykład kameralnego dramatu, w czym przypomina bardziej dzieła Bergmana niż Johna Forda. Jesse James pokazany jest jako mężczyzna u schyłku sławy, człowiek, który osiągnął wiele, ale który osamotniony chce się w końcu wycofać w życie rodzinne. "Kto mieczem walczy, od miecza ginie" - zdaje się rozumieć James i przygotowywać na własną śmierć, jego zdaniem nieuniknioną. Z początku z lekkim pobłażaniem traktuje oddanie Boba, kolekcjonującego wycinki prasowe o swym idolu, później jednak dostrzega, iż jeśli ma zginąć, to z rąk właśnie tego szaleńca. W kulminacyjnej scenie ułatwia mu wykonanie wyroku. Zanim do tego dopuści, przeżywa nie raz kryzys wewnętrzny. Nie chce ginąć, nie jest gotowy na śmierć, zanim podda się, opętany strachem wpada w histerię, to znów jest sprawcą okrucieństwa zupełnie bez powodu.

Film nie kończy się sceną śmierci Jamesa. Casey Affleck, grający Boba Forda, znakomicie ukazał, jak niskie poczucie własnej wartości (Bob sam mówi, że przez całe życie był nikim) może prowadzić do chorych ambicji - w jego przypadku polegających na zyskaniu wątpliwej sławy jako zabójca przestępcy. Bob irytuje swą dwulicowością, swym podlizywaniem się Jamesowi, a jednocześnie przemożnym pragneniem bycia wreszcie "kimś". Młody, niedoświadczony, poraniony wewnętrznie, sam nie jest pewien, czy chce być jak Jesse James, czy raczej chce być nim... Reżyser przedstawił bohaterów jako ludzi z krwi i kości, popisujących się jak mali chłopcy w towarzystwie, ale wyciszonych i kontemplacyjnych przy innej okazji. To nie są papierowe marionetki kowbojów, a mężczyźni targani obawami, nadziejami, pragnieniami. Zagubieni między wartościami, które powinni wyznawać, a tymi, ktore faktycznie wyznają. Głębia psychologiczna jest, moim zdaniem, najmocniejszą stroną filmu.

Niesamowity klimat tego filmu tworzą piękne zdjęcia. Zbliżenia twarzy, spojrzeń bohaterów, ich nerwowych uśmiechów podgrzewają atmosferę osaczenia, sytuacji bez wyjścia. Mimo że film jest kolorowy, miałam wrażenie niekiedy, jakby sceny kręcone były w sepii lub jakbym oglądała stare zdjęcia, takie z podpisem "Wanted. 10 000 $ Reward." Doceniam dbałość o szczegół, a twórcy zwrócili baczną uwagę na każdy element garderoby, wnętrza, a nawet piosenkę, która śpiewa córeczka Jesse Jamesa (słynna XVII-wieczna ballada angielska lub szkocka - są wątpliwości co do pochodzenia - "The Water is Wide"). Muzyka, podkreślająca nastrój, została częściowo skomponowana przez Nicka Cave'a i sam muzyk pojawia się niespodziewanie w jednej z ostatnich scen filmu.

Nie zdradzę zakończenia, powiem jedynie, że jest gorzkie. Czy człowiek jest w stanie przewidzieć konsekwencje swych czynów, nawet gdy wszystko idzie zgodnie z planem? A jeśli wydaje się, że o czymś marzy najmocniej w świecie, czy realizacja tego marzenia daje upragnioną satysfakcję? Mówi się czasem, że najgorzej jest, gdy marzenia się spełniają. Nikt nie zna samego siebie i nikt siebie nigdy do końca nie pozna. Niebezpiecznie jest więc mieć marzenia, z których spełnieniem nie wiemy co zrobić...

czwartek, 08 lipca 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/07/09 11:52:28
Nie znam tego filmu, ale mówisz, że warto obejrzeć? xD'
-
2010/07/09 15:42:02
@Yume: Moim zdaniem bardzo warto! Nawet jak sie nie przepada za klimatami amerykanskimi, to film jest niezwykle wciagajacy.
-
2010/07/09 17:50:08
Pamietam piatkowe westerny byly rarytasami, w sumie jedne z niewielu amerykanskich filmow jakie polska telewizja pokazywala w latach 80-tych.

Film jest inny i filmografia niesamowita. Mnie sie najbardziej podobal swietnie zagrany charakter Forda, nie moglam sie jednak 'ocieplic' do Jasse Jamesa.
-
2010/07/12 15:08:59
@Sneakymagpie: Nic takiego nie pamietam, ale jak bylam mala (w latach 80-tych) bardzo rzadko ogladalam filmy dla doroslych.
Tak, mnie sie tez Affleck w roli Forda najbardziej podoba. Jakze Casey jest inny od swego mdlego brata, Bena Afflecka...