visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"The Piano Teacher" ("Nauczycielka muzyki") - Janice Y.K. Lee

Zauroczona wciąż filmem "In the Mood for Love", zasłuchana w muzyce z tego filmu i z "2046", zmęczona upałem (który przypominał bardzo pogodę w lutym w Hongkongu, poza mgłą, bo w Londynie mgła nie jest częstym gościem, w przeciwieństwie do HK), nabrałam ochoty na coś bardzo lekkiego właśnie z tym miastem w tle. Mój wybór padł na "The Piano Teacher", powieść koreańskiej autorki, o której po raz pierwszy usłyszałam, a raczej przeczytałam, z okazji festiwalu literackiego w HK zeszłego roku. Nie łudziłam się, że będzie to bardzo ambitna lektura i taka nie była. Ale wystarczająco przywołała mi Hongkong  i dostarczyła wielkiej przyjemności, a ostatnie 60 stron pochłonęłam późną nocą, przewracając strona za stroną, nie mogąc wyłączyć lampki i pójść spać. Klasyczny page turner.

Bardzo podobało mi się zestawienie czasów obecnych (akcja rozgrywa się w 1952 i 1953 roku) z przeszłością (lata 1941-43). Claire, młoda Angielka, wyjeżdża po ślubie do męża do Hongkongu, gdzie zaczyna dawać lekcje gry na pianinie córeczce zamożnych Chińczyków, państwa Chen. Poznaje ich szofera, starszego od niej Anglika, Willa, z którym nawiązuje romans. W międzyczasie próbuje odnaleźć się w środowisku ekspatów, kradnie drobne, ale cenne przedmioty od swojej pracodawczyni i poznaje miasto. Ta historia przeplatana jest z przedwojenną, gdy Will spędzał czas na przyjęciach z ukochaną Euroazjatką Trudy Liang, słynną w całym mieście ekscentryczną imprezowiczką. Po zwycięstwie Japończyków w Hongkongu Will wraz z innymi Anglikami dostał się do obozu, zaś Trudy musiała/chciała pozostać na wolności i radzić sobie na swój sposób.

Przyjemne czytadło, którego niekiedy braki płynności akcji oraz irytująca bohaterka (Claire) byłoby znacznie mniej sympatyczne, gdyby nie ciekawi pozostali bohaterowie, zwłaszcza niezależna, ciekawa Trudy, kobieta - kameleon, która przy bezbarwnej Claire jest pełna życia i pasji. Z największym zanteresowaniem czytałam o traktowaniu Chińczyków i cudzoziemców przez Japończyków, dostając dowód na znaną już tezę o okrucieństwie żołnierzy z Kraju Kwitnącej Wiśni. Zadumałam się na chwilę nad kwestiami etyki - na ile przedsiębiorczość i potrzeba przeżycia w trudnych czasach mają postać kolaboracji z wrogiem? Czy można podczas wojny stosować te same zasady moralne co podczas pokoju? Czym jest zachowanie własnych zasad, a czym patriotyzm? Janice Y.K. Lee stara się unikać stereotypów (odwraca role: mamy Angielkę złodziejkę, której i tak dobrze się powodzi, za to wszyscy Chińczycy są uczciwi), ale czasem wpada w pułapkę hollywoodzkiego podejścia do tematu (ciekawa jestem, kiedy powstanie film na podstawie książki) i bardzo tradycyjnego stopniowania napięcia. Co jednak wcale nie przeszkadzało mi poddać się temu z całą świadomością schematu, nie oczekiwałam bowiem powieści, która odmieni moje życie.

Z ciekawością podglądałam Hongkong przedstawiany na kartach powieści. Miasto z tamtych lat (poza okresem wojennym) wydaje się nie różnić tak bardzo od miasta, które ja widziałam. Z pewnością teraz jest więcej apartamentowców, jednakże rejony, które uchodziły dawniej za te "lepsze", nadal takimi są. Plaże Repulse Bay i Stanley przestały być tylko okolicami na weekendowe wypady, i tam pobudowano ekskluzywne wieżowce, dla tych, którzy wolą mieć widok z mieszkania na morze, a nie na port i całe miasto świateł i neonów. Spacery Claire po rynkach i sklepikach przywołały moje przechadzki, szkoda tylko że nie miałam okazji pójść na żadne przyjęcie w niczyim ogrodzie - zamiast tego miałam szczęście wziąć udział w tradycyjnym chińskim weselu w najlepszym stylu, jaki obowiązuje w Hongkongu. Książkę polecam szczególnie tym, którzy byli lub wybierają się do Hongkongu, albo jeśli interesuje ich to miasto i mają ochotę na coś ultralekkiego, a przy tym nie zniechęca ich miejscami nieco toporna akcja czy schematyczna konwecja bestsellera.

czwartek, 15 lipca 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/07/15 19:32:13
Interesuje mnie miasto, więc sięgnę po nią, kiedy przyjdzie mi ochota na coś lekkiego :) Ciekawa byłam tej książki, na ile jest to mało wartościowe czytadło z egzotyką w tle, a na ile książka wciągająca i dająca przyjemność. Twoja recenzja potwierdziła moje domysły i pewnie się skuszę, jak zobaczę gdzieś w bibliotece.
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2010/07/15 20:23:38
nie wierze. przegladajac wczoraj ksiazki na amazonie co chwila natykalam sie na te ksiazke i stwierdzilam, ze dla swietego spokoju zamowie, to moze zniknie. nieprawdopodobne. i zamowilam:)
-
2010/07/16 11:28:12
Chihiro, ale to jednak zmienia perspektywę czytania, gdy zna się miejsce opisywane w książce. Nawet w przypadku różnych przesunięć czasowych.
Jeśli sięgnie po nią Hollywood, to niech się zdarzy dobry majster, co to zostawi margines na treści między kadrami (między wierszami) ukryte. Wywołałaś mi skojarzenie z Angiem Lee - "Ostrożnie, pożądanie", choć tutaj romans przeszedł w obsesję. Ale pytania, które stawiasz, przyciągnęły tę historię.
Pozdrawiam:)
ren
-
2010/07/16 12:03:52
Książki nie znam, ale IN THE MOOD FOR LOVE... ach! U-WIEL-BIAM! Niektórzy twierdzą, że "2046" lepsze. E tam. Nie znają się :)
-
2010/07/17 19:10:24
Chodzi za mną, odkąd ukazała się w Polsce ("Nauczycielka muzyki"), i pewnie któregoś dnia się skuszę - i lekkie lekturki bywają potrzebne;)

Pozdrawiam serdecznie!
-
2010/07/19 12:33:57
@Mandzuria: Moim zdaniem ta powiesc to srednio wartosciowe czytadlo, ale bardzo przyjemnie sie czyta w upaly i przynajmniej ja nie mialam poczucia straconego czasu :)

@Invitada: Cha cha, tak bywa, gdy jakas ksiazka doslownie przesladuje :) Ja te powiesc wypozyczylam z biblioteki, nie musze jej miec.

@Tamaryszek/Ren: Tak, na pewno perspektywa czytania jest inna, gdy zna sie opisywane miejsce. Dobrze, gdyby - jesli siegnie po te ksiazke Hollywood - zdarzyl sie wlasnie taki Ang Lee, co bedzie potrafil wydobyc z niej to co najlepsze i nada calosci plynnosc, ktorej ksiazce troche brakuje.

@Przewodnikpokrakowie: Oj, "In the Mood for Love" jest lepsze! Ale "2046" musze sobie jeszcze raz przypomniec, bo widzialam ten film tylko raz, natomiast "In the Mood..." wiele razy.

@Litera-tour: O, to ta ksiazka jest w Polsce? Czasem zaskakuje mnie predkosc, z jaka niektore pozycje sa wydawane, a czasem dziwi opieszalosc... Lekkie lekturki czasem sprawiaja radosc, pozwalaja na oddech miedzy lepszymi ksiazkami i cwicza czytelnika, ktory dostrzega roznice miedzy ksiazkami bardzo dobrymi, dobrymi i srednimi.
Pozdrowienia!