visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"Coloured Lights" - Leila Aboulela. Kolory tożsamości

Są takie książki, o których myślę: "moje". Opowiadania Leili Abouleli właśnie dodałam do tej kategorii, a teraz czym prędzej chcę poznać jej powieści, zwłaszcza jej dotychczas podobno najlepszą - "The Translator". Pisarka znakomicie wpasowuje się w nurt literatury, którą upodobałam sobie nade wszystko, literatury imigracyjnej, tożsamościowej, multi-kulti - jak zwał tak zwał. Urodziła się w Egipcie, wychowała w Sudanie, zrobiła doktorat ze statystyki na LSE Londynie, przez wiele lat mieszkała w Szkocji, teraz zaś jej domem jest Doha, stolica Kataru. Bohaterowie jej jedenastu opowiadań są bliscy jej samej. To muzułmani wychowani w jednej kulturze, a żyjący w innej lub pochodzący z rodzin mieszanych, brytyjsko-egipskich czy brytyjsko-marokańskich. Jedno z opowiadań, "Museum" wyróżnione zostało w 2000 roku prestiżową na Wyspach Brytyjskich nagrodą Caine Prize for African Writing, przyznawaną autorom afrykńskich za opowiadanie napisane w języku angielskim.

Wydawać by się mogło, że Aboulela nie pisze o niczym nowym. Powieści i opowiadań o wyobcowaniu kulturowym, tożsamości, łączeniu różnych wartości powstało już mnóstwo (jedne są lepsze, inne gorsze). Jednak dobra literatura to nie ta, która koniecznie podaje na tacy nowy temat, lecz ta, która znane zagadnienie prezentuje w odmiennym świetle lub przedstawia je wyjątkowo sugestywnym językiem. Aboulela jest poetką tożsamości tej samej klasy co Jhumpa Lahiri czy Chimamanda Ngozi Adichie (a nawet mam wrażenie, że przewyższa tę drugą). Jej historie o narodzinach (albo i nie) miłości dwojga nastolatków, próbach znalezienia swego miejsca kobiety, która z Sudanu przyjechała do Aberdeen, by być z mężem robiącym na lokalnej uczelni doktorat, czy inteligentej i zamożnej Sudanki, pełnej gniewu na stereotypowy wizerunek krajów afrykańskich panujący wsród Brytyjczyków, zostaną ze mną na długo. Akcja niektórych z jej opowiadań dzieje się w Sudanie i obraz kraju, jaki czytelnik poznaje przypomina ten przedstawiany przez afrykańskich filmowców - pozbawiony oceny, nieupiększony, niewyidealizowany, nie próbujący na siłę ukazać "egzotyki", co mnie strasznie drażni u niektórych pisarzy tworzących wyraźnie pod czytelnika zachodniego. A przy tym jej język jest mimo swej prostoty piękny, sugestywny, dokładny. Aboulela nie prowadzi swoich czytelników za rączkę, znać, że uważa ich za ludzi inteligentnych i wrażliwych, a to zawsze cenię.

Co mnie najbardziej wzruszyło w tych opowiadaniach to wielość perspektyw, cały wachlarz odczuć, postaw życiowych, podobny jaki serwuje swoim czytelnikom w opowiadaniach Adichie. Jest Shadia, Sudanka pełna wyższości, uważająca się z powodu swego wykształcenia i majątku za lepszą od prostego Szkota pochodzącego z małej wsi. Jest Majdy, doktorant, zakazujący żonie noszenia hidżabu, bo "co sobie ludzie pomyślą, będą uważać, że ja ci kazałem przykrywać włosy" i wstydzący się swego pochodzenia. Jest mała dziewczynka Nadia, dla której normalne jest, że w szkolnej stołówce dania z wieprzowiną nie są dla niej, ale która pewnego dnia próbuje zakazanego owocu. Jest też Lateefa, Egipcjanka, która wyszła za Szkota, zerwała więzi z rodziną, a po śmierci męża cały wolny czas ogląda egipską telewizję i tęskni. To tylko kilka postaci, ale jakże wiarygodnie nakreślonych, jakże przekonujących w swych słabościach, lękach, pragnieniach, poglądach życiowych.

Leila Aboulela buduje swymi słowami most między kulturami, między ludźmi pochodzącymi z różnych kultur czy różnych środowisk. Obala stereotypy, podając drugie dno problemu, zarysowując pewne kwestie nowymi kolorami. Weźmy na przykład sprawę hidżabu. Ilu niemuzułmanów uważa całkiem bezpodstawnie, iż kobiety zakrywają włosy, ponieważ są zniewolone przez swych mężów, ojców, braci. Tymczasem to kolejna książka, w której czytam o mężczyznie, nie dającym żonie prawa wyboru, nakazującym jej odkrywanie włosów, by pokazać wszem i wobec, jak bardzo jest nowoczesny. Obserwujemy więc zniewolenie kobiet nie będąc świadomymi, ile dramatów rodzinnych rozgrywa się w czterech ścianach, gdy kobiety muszą wychodzić z domu z odkrytymi włosami. Kobiety muzułmanki noszą bowiem hidżab w olbrzymiej większości ze względów kulturowych, a nie religijnych, lecz mężczyzn boli domniemane przypuszczenia niemuzułmanów o islamskim aspekcie hidżabu.

Głos bohaterki opowiadania "Museum" stanowi ponadto cenny wkład w dyskurs na temat tak powszechnej wśród białych Europejczyków romantyzacji i upraszczania Afryki (nie tylko zresztą Afryki, ale to temat na kiedy indziej). Powieści Karen Blixen, przyjemne czytadła, a także film "Pożegnanie z Afryką" uczyniły wiele złego dla kultury afrykańskiej, sprowadziły cały czarny kontynent do dzikiej zwierzyny, strojów khaki i niecywilizowanych tubylców. Tymczasem Afryka to nie tylko safari, walki plemienne, korupcja i uzależnienie od pomocy charytatywnej, nie tylko zachody słońca za palmami bądź drzewami na sawannie. Pod powierzchnią kryją się niuanse kulturowe, które mało kto odkrywa. Aboulela pokazuje Afrykańczyków, którzy nie wstydzą się swego pochodzenia, mało tego - "ośmielają się" tęsknić za domem, a pobyt w Wielkiej Brytanii traktować jak przystanek, jeden z wielu na drodze życia. Nie wszyscy wyrwali się z buszu do cywilizacji, jak niektórzy biali lubią myśleć o przybyszach z Afryki. W opowiadaniu "Souvenirs" autorka opisuje nawet Szkota, który dom znalazł właśnie w Sudanie i od piętnastu lat pracuje jako malarz w tym kraju - nie dla wszystkich komfort życia w Europie Zachodniej jest czynnikiem decydującym o tym, by mieszkać na kontynencie europejskim.

Aboulela daleka jest od krytyki jakiegokolwiek stylu życia, decyzji, czy wyboru jakiejkolwiek drogi. Poczucie bycia w zgodzie z samym sobą jest kwestią tak dalece indywidualną, że bluźnierstwem byłoby poddawać czyjąś postawę życiową ocenie. Za ten dystans, olbrzymią dozę empatii, wrażliwość i zwykłe umiłowanie drugiego człowieka oraz otwartość na niego cenię Leilę Aboulelę. I ogromnie żałuję, że książka pochodzi z biblioteki, a cena dwóch używanych egzemplarzy na Amazonie wynosi £115 (nakład opowiadań jest wyczerpany, rzadkość na Wyspach). Inaczej namawiałabym każdą i każdego z Was na zapoznanie się z tą cenną lekturą.

poniedziałek, 06 września 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/09/06 21:19:32
Cena naprawdę zaporowa. Wielka szkoda, bo zachęciłaś mnie bardzo tą recenzją.
-
2010/09/07 11:20:19
Interesująca recenzja. Muszę się bliżej przyjrzeć pisarstwu tej pani.
-
2010/09/07 14:51:49
Ależ mnie ucieszyła ta recenzja! Na mojej półce stoją "Minaret" i "Tłumaczka", może i te opowiadania wyjdą po polsku? Póki co zapoznam się z powieściami :)
-
2010/09/07 15:10:08
@Grendella: Niestety, obawiam sie, ze na te opowiadania, jesli chce sie je miecna wlasnosc, trzeba doslownie polowac.

@Yume: Jesli bedziesz miala okazje, polecam goraco.

@Mandzuria: Naprawde? Ja sobie wlasnie kupilam "The Translator", najbardziej zachwalana powiesc. Czy te ksiazki, ktore masz, wyszly juz po polsku? Bardzo bym chciala, by opowiadania wydano po polsku, zasluguja na to.
-
2010/09/07 17:30:58
Mandżuria na pewno odpowie, że wyszły. Po polsku. Obie mają trendy okładki (islamska piękność z zasłoniętą częściowo twarzą). Nie zatrzymałabym wzroku, gdyby nie Twoja rekomendacja. Zamawiam dla siebie "Tłumaczkę". Cena przyzwoita (mało znane Wydawnictwo Remi).
Afryka mówi coraz pełniejszym głosem. Gdy posmakuje się w jednym, jest otwartość na kolejny. Jestem pod wrażeniem Adichie, skosztuję Abouleli.

Wciąż za mało słyszalne są opowieści stamtąd, ale wierzę, że nadejdzie czas, gdy Karen Blixen nie będzie niczemu przeszkadzać i będzie czytana dla siebie samej. Bo jej głos też ciekawy.
Pozdrawiam
ren
-
2010/09/07 20:40:58
Tak, jak już powiedziano, wyszły obie :) Napisałam nawet do wydawnicstwa z pytaniem, czy myślą o wydaniu zbioru opowiadań, ale póki co nie dostałam odpowiedzi.
-
2010/09/07 21:02:53
Chihiro, zapraszam do zabawy (bez obowiazku przekazywania dalej ;))
szczegóły tutaj: escritora-silvarerum.blogspot.com/2010/09/zdradz-mi-czego-suchasz-powiem-ci-kim.html
-
2010/09/09 13:21:23
@Tamaryszek, Mandzuria: Te polskie okladki bardzo mi sie nie podobaja. Angielskie tez maja czasem kobiety w hidzabie, ale czesto jest to kobieta odwrocona tylem, ktorej twarzy nie widac. Zreszta na angielskich okladkach widac wieksza wyobraznie, "The Translator" w ogole nie ma zadnej kobiety, a dom w przygaszonyn kolorze z dziwnym dymem, jakby papierowym (nie umiem tego dobrze opisac). Te okladki z kobietami w kolorowych chustach i z mocnym makijaze zalatuja mi troche tandeta i egzotycznym chick-lit, a to czasem literatura powazna, nie trzeba tak od razu czytelnikom powierzchownie pojmowanego islamu pod nos podsuwac.
Ja tez czekam na te czasy, gdy w Polsce zacznie sie postrzegac ksiazki z reszty swiata (poza Europa i Ameryka Pln.) nie przez pryzmat egzotyki i roznic kulturowych, a jako historie ludzi, zyjacych obok nas, tak jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii. Choc pewnie z powodow historycznych i mentalnych to moze nigdy nie nastapic. Wiadomo przeciez, ze bardziej egzotyczne od Chin moga byc Niemcy, mimo ze leza tak blisko. Nie zawsze to co dalej jest dziwniejsze i bardziej obce.

@Escritora: Dziekuje bardzo, pobawie sie po powrocie z wakacji :)