visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Bengalska Wojna Wyzwoleńcza w trzech odsłonach

Każdy naród ma swoje legendy, mity, swoją historię. W świadomości mieszkańców Bangladeszu nie ma daty ważniejszej niż 16 grudnia. Tego dnia 1971 roku zakończyła się dziewięciomiesięczna Bengalska Wojna Wyzwoleńcza, która pochłonęła, według nieoficjalnych szacunków, ok. trzy miliony ofiar śmiertelnych i dziesięć milionów osób uczyniła uchodźcami. Wschodni Pakistan, jak nazywany był rejon obecnego Bangladeszu, w odróżnieniu od Zachodniego Pakistanu (teren dzisiejszego Pakistanu) stał się polem walki o niepodległość. Proislamskie wojska pakistańskie starały się tłumić nastroje prodemokratyczne, mordując zwykłych mieszkańców kraju, gwałcąc kobiety, paląc całe wsie, plądrując domy. Na szczęście nie udało im się utrzymać jedności kraju, o którym mówiło się, że rozerwany jest na pół, po obu stronach Indii, niczym para rogów u byka. Świeckość i demokracja stały się jednymi z filarów nowego państwa, któremu nadano nazwę Bangladesz, co znaczy po prostu kraj Bengalów.

16 grudnia wybraliśmy się do Rich Mix, kina i baru w pobliżu Brick Lane, by posłuchać bangladeskich muzyków, wspólnie dających koncert ku uczczeniu tej szczęśliwej daty. Spodziewałam się podniosłego nastroju, a tymczasem występy miały bardzo nieformalny charakter, a wśród gości słychać było w równym stopniu język angielski co bengali. Piosenki patriotyczne nie przepełnione były martyrologią, opiewały raczej urodę bengalskich wiosek i wywoływały w słuchaczach nostalgię za opuszczonym krajem i soczystą zielenią pól Sylhetu (prowincja Bangladeszu, z której pochodzi przeważająca większość londyńskich Bengalczyków). Dumając nad przepięknymi melodiami wygrywanymi na sitarze i tekstem utworu, którego pierwsze słowa znaczą "O Boże, pozwól mi choć raz jeden jeszcze spojrzeć na moją wieś", sama zatęskniłam do nieznanego mi jeszcze zupełnie kraju...

Wojna Wyzwoleńcza stanowi dziś najbardziej eksploatowany temat bangladeskich filmów i książek. Nie byłabym sobą, gdybym przed podróżą nie sięgnęła po chociaż niektóre dzieła. Film Tareque'a i Catherine Masud pt. "Clay Bird" (zdecydowanie lepiej znany pod bengalskim tytułem "Matir Moina"), nagrodzony Un Certain Regard na festiwalu filmowym w Cannes w 2002 roku, kupiliśmy na dvd na Brick Lane - niedostępny jest w powszechnej dystrybucji. Nawiązuje do dziecięcych doświadczeń reżysera w madrasie w ówczesnym Wschodnim Pakistanie pod koniec lat 60. ubiegłego wieku, w przededniu wybuchu wojny. Młodziutki chłopiec Anu wysłany zostaje przez dość ortodoksyjnie myślącego ojca do madrasy, gdyż ten obawia się wpływu swego rewolucyjnie myślącego brata, studenta-intelektualisty, na dziecko. Gdy siostra Anu zaczyna ciężko chorować, a homeopatyczne leki ojca nie skutkują, Anu zostaje wezwany do domu i obserwuje coraz bardziej napiętą sytuację w rodzinie i w lokalnej społeczności, w której zaczynają krążyć opinie o przerażającej brutalności Pakistańczyków.

W filmie bardzo wiarygodnie - według opinii samych Bengalczyków, których komentarze po premierze filmu w Dhace można wysluchać i obejrzeć w dodatkowym filmie na płycie - ukazano typowe życie w madrasie. Anu zaprzyjaźnia się z Rokonem, osieroconym chłopcem, który nielubiany przez kolegów stworzył sobie własny "tajemniczy ogród" w opuszczonym zakątku posiadłości wokół szkoły. W szkole znajduje się miejsce zarówno dla nauczycieli o ortodyksyjnych poglądach, jak i tych lżej traktujących doktryny islamu i dyscyplinę. Podobnie jest w rodzinie Anu. Ojciec jest wielkim zwolennikiem tradycjonalizmu i mężczyzną głęboko religijnym, natomiast matka i brat ojca opowiadają się za większą wolnością osobistą i mniej dogmatycznym podejściu do religii.

Najciekawsze jest jednak ujęcie folkloru i mistycyzmu. W Bangladeszu, który uchodzi na jeden z najbiedniejszych krajów świata, poziom analfabetyzmu wciąż jest wysoki. Przez dziesięciolecia, jeśli nie stulecia, wytworzyła się bardzo silna tradycja ustnego przekazywania wiedzy, opowiadania przypowieści. Folkowe piosenki odgrywają dużą rolę także w filmie - fascynujące są sceny, w których bohaterowie biorą udział w wiejskich przedstawieniach, przysłuchując się niezmiernie edukacyjnym tekstom śpiewanym przez kobietę i mężczyznę. Z reguły na scenie jest jeden suficki mistyk, przypominający mistyków, o których pisał choćby Max Cegielski w "Pijanych bogiem". Mistycyzm bangladeski zresztą jest mieszanką muzułmańskiego sufizmu i hinduistycznego wisznuizmu, ale czerpie też silnie z mistycyzmu buddyjskiego, odzwierciedlając bogate tradycje i wyznania mieszkańców różnych rejonów Bangladeszu. W kulturze bangladeskiej Baulowie, czyli mistyczni śpiewacy, autorzy tekstów i kompozytorzy mają silną pozycję społeczną i są powszechnie szanowani. Żyją skromnie, niczym mnisi, unikając pułapek materializmu, praktycznie oddychają muzyką i mistycyzmem. Komercyjnie tradycje mistyczne Baulów wykorzystują profesjonalni muzycy, zwani boyatis, którzy popularyzują spirytualizm muzyki bangladeskiej. Są wśród nich także kobiety, a teksty utworów są polemiką na szeroko pojęte tematy teozoficzne. Ich występy, jak to zostało pokazane w "Matir Moina", przyciągają tłumy, spragnione rozrywki.

"Matir Moina" jest filmem o nieśpiesznym rytmie, bardzo lirycznym, przypominającym nieco filmy irańskie z dziećmi w rolach głównych, które do konfliktu ideologicznego i politycznego wnoszą pewną niewinność i ciepło. Pokazuje też silnie czerpiącą z wielu tradycji religijnych duchowość mieszkańców Bangladeszu, która jest odmienna od tej panującej w innych krajach o islamskich tradycjach

Dzieci nie pojawiają się w powieści "A Golden Age" Tahmimy Anam, lecz temat Wojny Wyzwoleńczej jest motywem przewodnim, który nieodwracalnie zmieni losy bohaterów. Czytelnik postrzega sytuację w kraju przede wszystkim oczami Rehanę Haque, której dorastające dzieci angażują się w ruch narodowowyzwoleńczy. Jak wiele rodzin w późnych latach 60. także jej własna podzielona jest między Pakistan Zachodni, Wschodni i Indie. Po śmierci męża Rehany dziesięć lat wcześniej jej dzieci wzięła w opiekę siostra bohaterki mieszkająca w Karachi, a Rehanie zajęło cały rok, by uzbierać pieniądze i znaleźć sposób na utrzymanie ich, by móc z powrotem zabrać je do siebie, do Dhaki. Roczna rozłąka z dziećmi naznaczyła całe późniejsze lata kobiety lękiem, by sytuacja się nie powtórzyła. Wojna Wyzwoleńcza uczy ją w przyśpieszonym tempie przecinania pępowiny, a raczej przywyczajania się do myśli, że musi nauczyć się akceptować autonomię swej córki i syna oraz ich wybory życiowe. Wybory, które niosą ze sobą niebezpieczeństwo i ryzyko śmierci, dla dorosłych już dzieci bowiem walka o niepodległość Bangladeszu ważniejsza jest niż komfort życiowy i osobiste bezpieczeństwo.

Do dramatu rodzinnego dochodzi jeszcze kwestia, nad którą kobiety takie jak Rehana, swobodnie traktująca swoją tożsamość, nie musiały zastanawiać się wcześniej. Urodzona i wychowana w Kalkucie przed podziałem Indii w 1947, pisze dziś do sióstr w Karachi list w myślach, zwracając uwagę na fakt, iż ich kraje toczą ze sobą wojnę i że trzeba określić, do którego się przynależy. Rehana nie ma z tym problemu, bez wahania wybiera Bangladesz jako swój dom, lecz jej zaangażowanie w działania prowyzwoleńcze nie wynikają z pobudek czysto patriotycznych, a osobistych.

Tahmima Anam poruszyła ciekawą kwestię wyborów życiowych i powodów, dla których ludzie tak naprawdę decydują się walczyć za ojczyznę i poświęcać własne życie. Nie zawsze wynika to z przekonania o słusznej sprawie. Wplotła w to uniwersalizm zdobywania przez dzieci coraz większej niezależności od rodziców oraz wewnętrzny dramat matki, która jak lwica chciałaby ochronić dzieci przed okrutnym światem, ale nie jest w stanie to uczynić. Jak w większości powieści o tematyce także wojennej tak i w "A Golden Age" autorka porusza temat relatywizmu etycznego. Kiedy i czy w ogóle można poświęcić życie obych ludzi w walce o ojczyznę? Czy warto oddać własne życie za drugą osobę? Jak zrezygnować z własnego szczęścia? Jak przyjmować cudze poświęcenie z godnością?

"A Golden Age" z pewnością nie jest powieścią wybitną, ale jest bardzo poprawnym, nieźle napisanym, poruszającym i wciągającym debiutem. Jeszcze stosunkowo niewiele jest książek w literaturze bangladeskiej, poruszających tak drażliwy temat, jak Wojna Wyzwoleńcza, której blizny nosi większość Bengalczyków pamiętających tamte lata. Anam unika oceny zachowań bohaterów, powstrzymuje się od jednoznacznego wydawania wyroków w kwestiach moralnych, przedstawiając raczej całe spektrum uczuć i emocji na przykładzie jednej rodziny bengalskiej. Wnioski z lektury nie są dla mnie odkrywcze, niemniej jednak przeczytałam tę książkę przede wszystkim z chęci poznania nieco lepiej historii Bangladeszu i pod tym względem lektura usatysfakcjonowała mnie bardzo.

sobota, 25 grudnia 2010, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/12/26 11:08:41
Chciałabym jeszcze dodać, że trafiłam na Pani bloga dzięki Karuzeli Kobiecego Życia. Bardzo mi się podoba i jest w blogach czytanych przeze mnie na moim blogu:) Trochę "masło maślane" wyszło w tym komentarzu...
-
2010/12/26 20:56:47
@Visell: Witam Panią (albo Cię - jak wolisz, ja raczej wolę, by nie nazywać mnie "panią" :)) serdecznie! Cieszę się, że dobrze się tu Pani czuje / Ty czujesz :)
-
2010/12/31 00:34:05
Chihiro, dziękuję Ci serdecznie za ten wpis. O Bangladeszu wiem baaardzo niewiele, a dzięki Tobie co nieco mogłam się dowiedzieć. Pamiętam, że jakiś czas temu bardzo poszukiwałam filmu "Gliniany ptak"- o którym piszesz, lecz nigdzie nie udało mi się go zdobyć. Nawet mój kolega, który ściąga trudno dostępne filmy z internetu nie był w stanie mi pomóc , a szkoda... Szkoda także, że książka o której piszesz nie jest w Polsce dostępna. Chihiro, a może znasz jakieś pozycje z Bangladeszu lub o nim, które łatwo (lub dość łatwo) zdobyć w Polsce? Jeśli nie, to nie pozostaje mi nic innego niż przeczytać Twoje relacje po podróży. Kiedy wylatujecie? (jeśli pisałaś, to wybacz, że o to pytam)
-
Gość: sempreverde, *.adsl.inetia.pl
2011/01/08 12:16:03
Witaj Chihiro,
jestem właśnie po lekturze opowiadań Jhumpy Lahiri, Twój wpis daje dobry background dla jej opowiadań o Bengalczykach na Zachodzię. Dziękuję :)
Pozdrawiam noworocznie, Oliwka
ps. zapraszam do siebie: wstronetoskanii.blog.onet.pl/