visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Filmowa mozaika: Południowa Korea - przemoc rodzi przemoc

Już dawno temu zauważyłam, że nie ma chyba filmu koreańskiego, by gdzieś na pierwszym, drugim albo choćby trzecim planie nie pojawiły się przemoc i agresja. Filmy obejrzane ostatnimi czasy niestety nie są wyjątkiem - ba, w nich wszystko kręci się wokół przemocy. Podróżowaliśmy w Bangladeszu przez kilka dni z młodym Kanadyjczykiem, który od ośmiu lat naucza angielskiego na uniwersytecie pod Seulem. O społeczeństwie koreańskim wypowiadał się niemal wyłącznie negatywnie, przypisując im bardzo wiele raczej mało chwalebnych cech, poczynając od upodobania do kłamania w żywe oczy poprzez niewyobrażalną jak na standardy zachodnie korupcję, a skończywszy na olbrzymiej skali alkoholizmu i drobnej przestępczości. Przemoc domowa, w szczególności bicie żon przez mężów, oraz kary fizyczne stosowane na dzieciach, to podobno zjawisko powszechne. Włos się jeżył od słuchania, a kinematografia koreańska pokazuje, że relacje naszego towarzysza podróży nie odbiegają wcale od prawdy. Oczywiście, wymieniane filmy to nie dokumenty, ale jednak przekazują pewien obraz społeczeństwa. Bardzo przykry obraz.

W "Breathless" (reż. Yang Ik-Joon, 2009) przemocy jest tak dużo, że wielu widzów w komentarzach na stronie mojej wypożyczalni internetowej narzekało, że nie było w stanie obejrzeć filmu do końca. Zainteresowało mnie to przed obejrzeniem, bo nie uważam się za osobę słabą psychicznie, którą parę popchnięć i ciosów kijem może zrazić do filmu. Wytrwałam do końca, było źle, ale przemoc była pokazana wiarygodnie i zawsze miala uzasadnienie. Znakomicie ukazane jest zjawisko agresji jako kostek domino. Zaczyna się od bicia żony przez męża, co widzą dzieci, które chłoną złe wzorce i powielają je w życiu. Przywyknięcie do agresji powoduje, że człowiek pozornie niczego się nie boi, lecz jednocześnie zdaje sobie sprawę, że życie przypomina walkę w dżungli o przetrwanie - kto ma silniejsze pięści, lepszy refleks i bardziej cięty język będzie panem sytuacji. O sentymentach można zapomnieć, łzy są nie na miejscu, tak samo jak ciepłe słowa. Sympatię jednostki upośledzone emocjonalnie okazują ubliżającą ksywką czy delikatnym kopniakiem. Wszystko to bolało mnie, gdy oglądałam film, a najsmutniejsze były dla mnie sceny przemocy domowej, wielopoziomowej (bo tak jak ojciec znęcał się nad żoną i dziećmi, tak potem dorosły syn znęca się psychicznie i fizycznie na schorowanym ojcu-alkoholiku, dawnym kacie). W Korei Południowej podobno powszechne jest istnienie setek małych gangów mafijnych, skoncentrowanych głównie na wymuszaniu haraczy od drobnych przedsiębiorców lub pożyczonych pieniędzy od dłużników. W "Breathless" ten interes został doskonale przedstawiony, zarówno od wewnątrz (brat jednej z bohaterek jest takim lokalnym gangsterem), jak i zewnątrz (ta sama bohaterka wspomina jak stoisko jej matki na bazarze zostało zdemolowane przez mafiosów, a w wyniku wypadku krótko potem matka zmarła).

Warstwa psychologiczna opowieści jest rewelacyjnie zarysowana. Yang ukazał skomplikowane narodziny agresji, jej eskalację, przemoc jako następstwo doznanych krzywd, zemstę, jako próbę wyrzucenia z siebie bólu, zwrócenia na siebie uwagi, nieudolne starania o kontakt fizyczny, dowartościowanie się. Wreszcie - cierpienie fizyczne jako antidotum na cierpienie psychiczne. Gdy boli ciało można choć na chwilę zapomnieć o ranach na psychice, więc niektórzy na siłę szukają konfrontacji.

Zobaczyłam w filmie o wiele więcej niż tanią sensację i wulgaryzmy. Krytyka społeczeństwa koreańskiego, sposobu wychowania dzieci, porażka systemu opieki społecznej i społeczna znieczulica zostały pokazane ostro, by wstrząsnąć widzem. By pokazać zapewne, że nie tędy droga, że zmiatając problemy pod dywan nie będziemy społeczeństwem szczęśliwym, wypełnimy jedynie centra odwykowe, szpitale psychiatryczne i miejsca na cmentarzach. Gorzka to lekcja życia dla Koreańczyków, ale niezmiernie istotna.

Psychologicznie dopracowany w każdym calu jest także "Mother" (reż. Bong Joon-Ho, 2009), który stanowi przeciwieństwo amerykańskich filmów sensacyjnych. Tu przemoc jest osią całości, ale służy wydobyciu na pierwszy plan miłości matczynej do opóźnionego w rozwoju syna, oskarżonego o morderstwo na nastolatce. Jak to w wielu filmach koreańskich pierwszorzędne zarysowano upadek wartości etycznych, korupcję i nieudolność policji (patrz także "Poetry", w którym zresztą główną rolę zagrała ta sama aktorka), okrucieństwo młodzieży wychowywanej przez dziadków (patrz tutaj), którzy nie są w stanie odnaleźć się w dzisiejszym świecie. Znów na usta ciśnie się pytanie: gdzie są koreańscy rodzice? W świecie bez zasad nie liczy się człowiek, sprawiedliwość jest tylko hasłem w słowniku, a o empatii można zapomnieć. Doceniam odwagę w zerwaniu z mitem, jakoby społeczeństwo koreańskie było bardzo zamożne. Starsi ludzie wychowani zostali w biedzie, jeszcze kilkadziesiąt lat temu mieszkańcy Północnej Korei byli w zdecydowanie lepszej sytuacji materialnej. Dziś na prowincji, z dala od wieżowców, gadżetów i popkultury młodzież wychowuje się często bez perspektyw. Podobnie jak w filmie "Samarytanka" Kim Ki-duka, tak i tu nastolatka szuka rozwiązania problemów w prostytucji. Ale o ile w "Samarytance" dziewczyny zbierają na bilet do Europy, tak w "Mother" bohaterka użycza swego ciała za miskę ryżu. Ponura prawda o skądinąd częstszym procederze niżby się wydawało powinna potrząsnąć społeczeństwem. Do tego "Mother" to kolejny film, w którym ukazano, że w społeczeństwie koreańskim kobieta jest śmieciem, można ją poniżać, gwałcić i publicznie chwalić się swoim "męskim" podejściem do seksu.

"Mother" jest niezmiernie dopracowany pod względem artystycznym. Tempo jest wolne, kamera przedstawia wydarzenia i konkretne sceny mistrzowsko i w szalenie oryginalny spoób, zupełnie nieznany w tego typu produkcjach. Kilka scen - zetknięcie palca śpiącego bohatera z kałużą wody czy końcowa scena, którą można interpretować jako danse macabre à la Korea Południowa - powinny przejść (i pewnie przejdą) do historii kina. Widz pozostaje z tajemnicą, nie jest pewien, co jest prawdą, co wytworem chorego umysłu, a co manipulacją żenująco działającego systemu. Mimo iż przyzwyczajenie się do powolnego rozwoju akcji i jej nagłych zwrotów wymaga czasu i uwagi - bo tu nic nie toczy się po linii prostej, reżyser raczej zbacza ze ścieżki, eksploruje drogę po bokach, po czym wraca na główną trasę - polecam film gorąco. Warto go obejrzeć do końca, a początek i koniec stanowią pętlę, która zaciska całą historię osobą tytułowej matki. Fenomenalny, nietuzinkowy film, im więcej o nim myślę, tym bardziej dostrzegam, jak silne wrażenie pozostawił po sobie.

Na koniec perełka z innej bajki, dosłownie - "Hansel and Gretel" (reż. Yim Pil-Sung, 2007). Film z gatunku, którego nie oglądam - horror fantasy, jednak nie mogłam oprzeć się intrygującemu zdjęciu na okładce płyty. To wariacja na temat znanej bajki braci Grimm o Jasiu i Małgosi. Mężczyzna kłóci się przez telefon z narzeczoną i ma wypadek samochodowy, przyjeżdżając przez las. Gdy się budzi próbuje znaleźć pomoc. Tymczasem spotyka śliczną dziewczynkę w czerwonej pelerynce, przypominającą Czerwonego Kapturka. Ta prowadzi go do domu w głębokim lesie, gdzie mieszka wraz z młodszą siostrą i bratem oraz rodzicami. Dom od samego początku sprawia dziwne wrażenie - wypełniony jest zabawkami, kolory kojarzą się z kreskówką o Niedźwiadkach Szczęścia, w dodatku nosi on nazwę "Dom Szczęśliwych Dzieci". W nocy zaś ze strychu dobiega cichy płacz... W ciągu następnych kilku dni ilekroć bohater będzie próbował wydostać się z lasu, natrafiał będzie na labirynt drzew, korzeni i liści, w domu zaczną dziać się dziwne rzeczy, a widz zanim się obejrzy tkwił będzie w samym środku skomplikowanej i zaskakującej intrygi. Jaką traumę skrywają dzieci? Kim jest para podająca się za ich rodziców i dlaczego nagle zniknęła? Jaką rolę w rozwiązaniu łamigłówki pełni bohater? I co mają znaczyć torturowane lalki, sekretne drzwi w lesie i labirynty na strychu? To tylko niektóre z pytań, na które cierpliwy widz dostanie odpowiedzi.

Historia jest wstrząsająca. Warstwa bajkowa rozrysowana jest przepięknie, klimat stworzony mistrzowsko. W tej słodyczy musi kryć się ziarnko goryczy - dziecko to z jednej strony anioł, z drugiej diabeł trzymający w pięści nóż ociekający krwią. Całość kojarzy się mocno z rysunkami Marka Rydena. Z problemów społecznych mamy tu poza przemocą dorosłych wobec dzieci i dzieci wobec dorosłych wątki poruszające temat pedofilii, co chyba rzadko ma miejsce w horrorach. Ale ten horror nie jest typowym laniem się krwi, o którym lepiej zapomnieć. To inteligentna intepretacja bajki braci Grimm, wzbogacona o współczesne zagadnienia, w tym kult młodości i szczęścia, zagubienie w dzisiejszym świecie, poczucie wyobcowania, bezstresowe wychowanie dzieci, a także intrygujące borgesowskie labirynty, życie w książce (troszkę na wzór "Niekończącej się opowieści"), próby kontroli człowieka nad przyrodą. Nawet jeśli nie przepadacie za horrorami (a ja nie przepadam), gorąco polecam ten film. Warto go obejrzeć choćby dla samej atmosfery.

poniedziałek, 14 marca 2011, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/03/14 12:54:43
Ha! A wiesz, że "Hansel and Gretel" oglądałam. www.asian-horror-movies.com/ - o na tą stronę kiedyś trafiłam i kilka filmów obejrzałam, wybór był na chybił-trafił. I film naprawdę mi się podobał! Choć nie było polskiego tłumaczenia, bo niby skąd! ;)), to zrozumiałam większość treści. Te filmy mają pewien klimat. I choć ja również horrorów raczej nie oglądam, to w tej azjatyckiej grozie odnajduję się!
-
2011/03/14 14:33:01
Pierwsze dwa wydają się bardzo interesujące, niestety odporność na przemoc mam niewielką, więc nawet nie będę próbować... Za to ta horrorobajka mnie bardzo zaciekawiła - okładka rzeczywiście nader klimatyczna, a opis wielce zachęcający :)
-
Gość: matali, *.hfc.comcastbusiness.net
2011/03/14 16:18:09
Bardzo zainteresowaly mnie twoje propozycje, w szczegolnosci dlatego, ze nie przypuszczalam, ze Koreanczycy to narod z tego typu problemam. Pracuje z jednym Koreanczykiem (ok. 50+) i poniewaz jest bardzo spokojny, mily i grzeczny takie tez mam (mialam?) wyobrazenie o Korei. Ciekawe, musze go podpytac jak to jest teraz we wspolczesnej Korei, ale nie wiem na ile ma pojecie, bo juz od wielu lat mieszka w USA.
-
2011/03/15 16:42:30
@Matylda: Ja tam za azjatycką grozą też nie przepadam, ale tutaj skusiła mnie atmosfera już na zdjęciach i sam opis filmu, bo jest taki nie z tego świata... Dobrze pokazane jak to raj może być też piekłem.

@Lilybeth: Jak ciężko znosisz przemoc, to lepiej nie oglądaj, choć tu jest naprawdę świetna psychologia postaci, czyli wiele więcej poza tą przemocą. A horror jest tak nierealistyczny, że film nie powoduje, iż widz boi się tak jak bałby się na czymś, co faktycznie może się zdarzyć.

@Matali: Ja też poznałam w życiu paru Koreańczyków i wydawali się mili i grzeczni. Może też byli tacy? Jasne, że nie wszyscy są jednostkami psychopatycznymi i nie wszyscy mają problemy, ale problemów w tamtejszym społeczeństwie jest sporo. I myślę, że są różnice między mieszkańcami prowincji, często niezamożnymi i słabo wykształconymi, a osobami, które mieszkają poza Koreą. O Koreańczykach w USA powstało kilka książek, czytałam dwie, obie bardzo dobrze i pokazujące świetnie diasporę koreańską w USA.
-
2011/03/15 20:59:05
Jakie te filmy mają dobre plakaty. Każdy jeden jest świetny!

Pierwsze dwa opisane przez Ciebie tytuły wydają się bardzo interesujące, ale nie potrafię takich filmów oglądać. Natomiast wnioski na temat społeczeństwa koreańskiego są bardzo przygnębiające.
Natomiast zobaczyłabym przynajmniej "Hansel and Gretel" - właśnie gorączkowo starałam się wyszperać z pamięci jakiś koreański film, który widziałam i wychodzi na to, że byłby to jedynie "Oldboy" i jakiś kryminał, którego tytułu zupełnie nie pamiętam. Chciałabym trochę jednak więcej koreańskiego kina zobaczyć.
-
2011/03/17 14:25:42
@Liritio: Ja też preferuję tego typu plakaty niż typowe współczesne amerykańskie głównie, na których są głowy aktorów w rzędzie i które przypominają wiele innych.
Akurat "Oldboya" nie oglądałam, wiem, o czym jest i choć zdaję sobie sprawę, że jest świetny, teraz myślę, że już nic nowego by mi nie powiedział. Chyba muszę odpocząć chwilowo od koreańskiej przemocy. Natomiast wiem też, że bardzo dobry jest "Memories of Murder", wcześniejszy film reżysera "Mother".