visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Przeczucia eschatologiczne Pana Malicka - "The Tree of Life" ("Drzewo życia"), reż. Terrence Malick, 2011
Tree of life - poster

Zbigniew Herbert zaczyna swój wiersz "Przeczucia eschatologiczne Pana Cogito":

Tyle cudów
w życiu Pana Cogito
kaprysów fortuny
olśnień i upadków
więc chyba wieczność
będzie miał gorzką

Zdawać by się mogło, że Terrence Malick, uznawany od wielu już lat za kultowego reżysera, tekst Herberta zna na pamięć i pracując przez dwie dekady nad "Drzewem życia" powtarzał go sobie jak mantrę. W najprostszej interpretacji wiersz mówi o wyzbywaniu się pragnień zanim człowiek trafi do raju. Film Malicka jest natomiast o nieumiejętności wyzbycia się pragnień, o nadmiernym przywiązaniu do życia, do domu, do natury, do innych. Reżyser nie waha się przed stawianiem pytań o kwestie kluczowe: kim jesteśmy, skąd przychodzimy, dokąd się udajemy. Oraz: co dzieje się pomiędzy. Z wielkim zainteresowaniem obserwowałam sceny, które przed oczami widzów przewija Malick i przysłuchiwałam się komentarzom stanowiącym tło, odnoszącym się m.in do biblijnej księgi Hioba. Niestety gdzieś w trakcie pracy nad filmem reżyser stracił dystans do swego dzieła i poszedł na całego, przytłaczając widzów obrazami, tekstami i piękną, acz pełną patosu muzyką. O braku dystansu Malicka do własnego dzieła napisał w recenzji krytyk najbardziej szanowanego przeze mnie magazynu filmowego "Sight and Sound" twierdząc, iż "oglądając film trudno pozbyć się wrażenia, że jest to spektakl mężczyzny, nurkującego głęboko we własnym pępku". Tak jak Brytyjczycy nie trawią nombrilistycznej literatury, tak i podobne filmy są dla nich ciężkostrawne, co doskonale rozumiem. Miałam wrażenie, że ukazując stworzenie świata, tajemnicę życia, przed którą wiele osób odczuwa ogromną pokorę, rodem z BBC Planet Earth Malick kieruje swój film do dzieci. Zabrakło tylko okularów pozwalających nam oglądać wszystko w 3D. W bardzo uproszczony sposób potraktował pytanie o stworzenie, a mnie przypomniała się msza wielkanocna, na którą wybrałam się ponad dwa lata temu do kościoła baptystów w małym teksańskim miasteczku. Tam także ilustrację do pieśni kościelnych o życiu i Bogu stanowiły klipy przedstawiające słoneczniki, płynącą rzekę, chmury na niebie, radosne dzieci. Malick zapomniał jedynie o tęczy. 



O wiele ciekawiej przedstawia się część fabularna, opowieść o rodzinie, żyjącej na przedmieściach małej, południowoamerykańskiej mieściny. Ojciec jest głową rodziny, wychowującym trzech synów w miłości, ale i dyscyplinie, która rodzi poczucie zniewolenia. Matka jest szyją, choć pozornie słaba za maską delikatności i wrażliwości skrywa ogromną siłę. Sceny zabawy chłopców są jednymi z najpiękniejszych scen pokazujących dzieciństwo, jakie widziałam, przywodziły mi na myśl "Innocence" Lucile Hadzihalilovic. Tu las i tam las, tylko że tam za murami kryje się dorosłość, a tu dorosłość czyha na dzieci wewnątrz murów. Najstarszy chłopiec, o nieznikającym spojrzeniu nieletniego przestępcy, po raz pierwszy widzi kres dzieciństwa, gdy wkrada się do domu sąsiadki. Nawet rzeka nie jest w stanie zmyć grzechu, jaki wydaje mu się, że popełnił. 


Retoryka judeochrześcijańska przebija z niemal każdej sceny i mimo lekkości obrazu ciąży jak ołów, jak ramię ojca na chudej szyi chłopca. Operator (należą mu się oklaski za nadzwyczajne wykorzystanie naturalnego światła) usilnie stara się wznieść całość, często kadrując sceny od dołu, tak że widz ogląda rzeczywistość z perspektywy jamnika, co jest ciekawym zabiegiem, acz męczącym, mnie się zrobiło w pewnym momencie lekko niedobrze. Zbyt dosłownie jak na mój gust pokazane są opozycje - przyroda vs. dzieła stworzone przez człowieka, nature vs. nurture (nie bardzo wiem, jak to jest po polsku - chodzi o wrodzone cechy człowieka a te nabyte), a co gorsza pytanie o dualizm (ścieżkę natury i łaski) dobiega zza kadrów. Jakby nie wystarczyło pokazać bohaterów, Malick uznał, że trzeba jeszcze zdradzić dokładnie, co myślą. Freudowskie dywagacje (a w szczególności kompleks Edypa) podane zostały bez owijania w bawełnę. Miałam sporo cierpliwości na ten film, ale pod koniec przyszło mi do głowy, że wiele scen, zwłaszcza tych końcowych, nadawałoby się znakomicie na okładki książek Paolo Coelho. Nawet cytaty, które można by umieścić na nich, Malick podaje jak na tacy. Subtelności nie ma w tym za grosz, mimo obrazów motylków, wiatru w schnącej pościeli i łagodnych pocałunków.


Według mnie kluczem do zrozumienia filmu i niedostatecznie podkreśloną sceną jest scena w kościele i treść kazania księdza, który mówi, że w życiu jest miejsce na dobro i zło, szczęście i nieszczęście, nie da się uciec od nieszczęścia, nie da się schronić, choćbyśmy nie wiem jak próbowali. Chrześcijański ksiądz swoją wypowiedzią stara się wytłumaczyć, że nie należy przywiązywać się do niczego, prezentując bardzo buddyjską postawę. I Malick zdaje się miotać między judeochrześcijańskim dualizmem, do którego jakoś nie ma przekonania, które go uwiera, a buddyjską efemerycznością, ukazując ludzi, którzy wpadli w pułapkę własnego przywiązania: do domu, do bliskich, do własnego ego, do życia. Wszystko po kolei zostaje im odebrane, ich wiara wystawiona zostaje na próbę. Na próbę wystawione też zostaje ich pragnienie: "Boże, uczyń mnie dobrym", a ja znów pamiętam o naukach Buddy, by nie przywiązywać się do swej dobroci. Wszystko jest względne, wszystko przemija w nas i wokół nas jak ta rzeka Mississippi, której widokami raczy widzów reżyser. Pantha rei - wszystko płynie. A Terrence Malick na koniec znów ilustruje koniec wiersza Herberta:

i pozwolą mu wrócić
przez zarosłą ścieżkę
nad brzeg białego morza
do groty początku.

***

W zeszłym roku jury w Cannes nagrodziło film Apichatponga Weeresethakula "Uncle Boonmee who can recall his past lives", o którym wiele osób twierdziło, iż był zbyt trudny. W tym roku wyróżniony został film powszechnie uważany, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, za zbyt łatwy w odbiorze. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku canneńskie jury osiągnie balans. 


wtorek, 19 lipca 2011, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/07/19 11:41:42
Doskonała recenzja. "Nurture vs nature" jest niezwykle głęboko zakorzenione w anglojęzycznych źródłach popularno- i naukowych, szczególnie w pozycjach nt. wychowania dzieci czy adopcji, i w tym kontekście po polsku często tłumaczy się ten zwrot jako "natura a wychowanie" czy też "geny a otoczenie". Mam też wrażenie, że w Pl ta debata znana jest głównie z zagranicznej literatury, ale mogę się mylić.
-
2011/07/19 12:04:07
Tez czulam sie na tym filmie jak na kazaniu dla dzieci. Bardzo zaluje, ze wygral w Cannes, ktore z calym swoim przepychem, gwiazdami i czerwonym dywanem wydawalo sie jednak do tej pory bronic wartosciowego kina. Organizatorzy Festiwalu powinni moze zadac sobie pytanie, czy chca zaprosic do jury osoby faktycznie znajace sie na kinie, czy celebrytow przyciagajacych uwage paparazzi (Uma Thurman, Jude Law) i zakonczyc festiwal werdyktem, ktory przez wielu krytykow zostal wygwizdany.
-
2011/07/19 14:10:33
Za każdym razem, gdy czytam recenzję tego filmu to mimo, że są on mocno krytyczne lub umiarkowanie pozytywne, chcę go zobaczyć. Zastanawiam się na tym, w jaki sposób Malick zdołał uwieść jury w Cannes? Czy faktycznie jest filmowym Coehlo? Dla niektórych czarodziejem, a dla niektórych wielkim łgarzem. Należy sprawdzić na własnej skórze :) Pozdrawiam :)
-
2011/07/19 16:29:01
@Anna Maria: Dziękuję. Prawda, tutaj dyskusję "natura a wychowanie" spotyka się stosunkowo często, akurat książek na tematy wychowania dzieci czy adopcji nie czytałam nigdy, ale w różnych kontekstach ten temat się pojawia. W Polsce myślę, że też, ale nie znam się, nie wiem.

@Katasia: Niestety nie widziałam jeszcze żadnego innego filmu nominowanego do Złotego Lwa, więc nie mam porównania, jak "Drzewo życia" wypadło na ich tle. To, co mnie interesuje, to większe, od zeszłego roku, zainteresowanie kwestiami metafizycznymi, chyba "Arirang" Kima Ki-duka, który dostał w tym roku nagrodę Un Certain Regard, też dotyczy metafizyki i egzystencji, jak prawie wszystkie filmy tego reżysera.

@The_book: Moim zdaniem ten film bardzo warto obejrzeć, by samemu wyrobić sobie zdanie. Wiele scen jest tam absolutnie pięknych, operator Emmanuel Lubezki jest znakomity. A jury? Cóż, chyba jest tak, jak napisała Katasia, część z nich to celebryci, znani z dość prostych (co nie znaczy, że złych) filmów. Linn Ullmann pisze dość średnie książki (poza rewelacyjną "Grace" reszta jej książek jest mocno taka sobie).
Dla mnie Malick nie jest ani czarodziejem ani łgarzem, jest reżyserem trochę protekcjonalnie traktującym widza, a tego bardzo nie lubię. Ale sprawdź na własnej skórze, koniecznie!
Pozdrawiam serdecznie!
-
2011/07/19 18:05:22
Miło mi poinformować, że nominowałam Cię do One Lovely Blog Award. Zapraszam do zabawy, a szczegóły na mojej stronie.:)
-
2011/07/20 13:03:52
Z konkursu glownego poza filmem Malicka widzialam do tej pory tylko "Chlopca na rowerze" braci Dardenne i podobal mi sie bardziej niz "Drzewo..." Najbardziej nastawiam sie na "Melancholie" (tu tez zdania sa podzielone, ale to podobno film, ktory podoba sie osobom, ktorym "Drzewo..." - co za tytul swoja droga! - nie przypadlo do gustu), nowego Almodovara, nowego Morettiego i "Le Havre" Akiego Kaurismakiego. Ale u nas w kinach teraz wakacyjna posucha, czyli albo "Harry Potter", albo komedie romantyczne, albo melodramaty :(
-
2011/07/20 13:27:10
@Katasiu, ja jestem bardzo ciekawa von Triera, widziałam jego wszystkie filmy, niektóre kilkakrotnie, uwielbiam reżysera. Nie wszystkie jego filmy wchodzą tu do kin, ale "Melancholia" wejdzie. Moretti, Kaurismaki, Dardenne i Almodovar (jego film już za miesiąc będzie w kinach) nie są zdecydowanie moimi ulubionymi reżyserami, jakoś mnie ich nowe dzieła nie kuszą (Dardenne widziałam tylko "Milczenie Lorny" i "Syna" i oba rozczarowały mnie strasznie).
U nas lato to sytuacja przeciwna, mnóstwo dobrych i/lub ciekawych filmów, a dodatkowo zawsze są festiwale filmowe, które wcale latem nie ustają, i przeglądy w niezależnych kinach, których jest od groma. "Harry Potter" jakoś przechodzi mi bokiem, a na komedie romantyczne nigdy nie zwracam uwagi - inna sprawa, że do kin, które takie filmy pokazują, w ogóle nie chodzę.
-
2011/07/20 15:19:20
No cooo Tyyyy! Nie lubisz Morettiego???? :) Ja juz tylko wypatruje daty premiery :) Przez jakis czas byl nawet moim ulubionym rezyserem. Triera widzialam w sumie tylko "Tanczac w ciemnosciach" i je kupuje, choc rozumiem osoby, ktore ten film zniechecil (bo szantaz emocjonalny itp.), na "Antychrysta" w ogole nie mialam ochoty, ale "Melancholia" bardzo mnie neci. Zaluje, ze nie widzialam jeszcze jego "Idiotow."
-
2011/07/20 16:53:44
@Katasiu, nie nie lubię Morettiego, miałam na myśli to, że nie jestem jakoś szczególnie zainteresowana jego nowym filmem. Widziałam jego tylko "Pokój syna" - bardzo dobry, ale to za mało, by skusić mnie na inne. Szantaż emocjonalny... Nie nazwałabym tego tak, nazwałabym to, co wyprawia von Trier grą na emocjach, testowaniem nerwów, eksploracją naszej własnej psychiki. I to lubię bardzo :)
-
2011/07/20 19:13:48
Bardzo dobra recenzja.
-
2011/07/21 10:18:16
Z Morettiego najbardziej lubie dwa inne jego filmy - kontemplacyjne i medytacyjne "Aprile" i "Caro diario" - choc pokoj syna tez bardzo mi sie podobal i pamietam, ze plakalam na nim jak bobr (prawie jak na "Grobowcu swietlikow").

A nowy Harry Potter (tak, tak, przyznaje sie, widzialam ;)) to porzadne kino rozrywkowe zwlaszcza dla osob, ktore tak jak ja lubia filmy dla dzieci.
-
2011/07/21 11:27:34
@Logosviator: Dziękuję za uznanie.

@Katasia: Dodałam sobie te filmy do mojej listy w wypożyczalni, mają bardzo dużo filmów Morettiego, nawet nie wiedziałam. Kiedyś je obejrzę (choć moja lista filmów do obejrzenia nie jest tak długa jak książek do przeczytania, to jednak jest tych pozycji na parę lat, a do tego przecież dochodzą nowości). Dziękuję za polecanki :)

Na pewno "Harry Potter" jest porządnym kinem, w to wierzę, już trailer robi wrażenie, ale tego rodzaju fantastyka to prostu nie moja bajka.
-
2011/07/25 11:52:10
@Książkowiec: Dziękuję bardzo za wyróżnienie, ale nie będę ciągnąć łańczuszka dalej. Niemniej jednak bardzo mi miło :)