visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
O pingwinie, książkach i Ukrainie, czyli spotkanie z Andrijem Kurkowem
Andrij Kurkow 4

Nie ma w mojej rodzinie jowialskich wujaszków. Takich, którzy przy stole sypaliby żartami jak z rękawa, przywoływali z odmętów pamięci anegdotki z młodzieńczych lat i nie nudzili zebranych. Którzy potrafiliby zaczarować dzieci na tyle, by zapomniały o bajkach telewizyjnych, Gameboyach i komputerze. Dzieci zresztą też w mojej rodzinie nie ma. Myślałam o tym, jak cudownie byłoby mieć wujka takiego jak Andrij Kurkow, gdy siedziałam naprzeciwko niego w berlińskim Haus der Berliner Festspiele. Dobroduszny Ukrainiec, piszący po rosyjsku, władający jedenastoma (!) językami, w tym także polskim i japońskim (tłumaczył tajne rozmowy z Japończykami dla KGB w czasach zimnej wojny), uwiódł mnie swym ciepłym uśmiechem i poczuciem humoru.

Spotkanie odbywało się w jęz. niemieckim, prowadził je przeuroczy starszy pan, György Dalos, żydowski węgierski pisarz i historyk, mieszkający obecnie na stałe w Niemczech. "Cztery lata temu nie znałem niemieckiego" - powiedział Kurkow. - "potrafiłem czytać w tym języku na spotkaniach z niemiecką publicznością, ale nie miałem pojęcia, co czytam. Ale mieszkałem w Bawarii przez trzy i pół roku i nauczyłem się". Mam wrażenie, że im więcej zna się języków, tym łatwiej podejmuje się decyzje o nauce kolejnych, choć Kurkow zwrócił uwagę, że trzeba je pielęgnować, a nie odkładać do szufladki pamięci. Kurkow nie popracował długo dla KGB. Udało mu się uzyskać inną pracę w ramach służby wojskowej - pracował jako strażnik więzienny w Odessie, a w wolnych chwilach pisywał książki dla dzieci. Odessa wydawała mu się niezmiernie romantycznym, melancholijnym miastem, trochę jak z bajki. Podczas studiów Kurkow podróżował po Związku Radzieckim, a na dyktafon, który dostał od amerykańskiego profesora, nagrywał rozmowy z ludźmi. Wciąż ma ponad 20 godzin opowieści na taśmach magnetofonowych. Zaczął pisać książki dla dorosłych czytelników i - jak wyznał - po pięciu wydanych książkach zrozumiał wszystko, co chciał zrozumieć odnośnie mentalności Rosjan. O Związku Radzieckim wyraził się tak: "Nie ma raju bez dyscypliny, a ZSRR było ogrodzonym rajem". Wówczas (późne lata 70. i początki lat 80.) nie istniały dla pisarza żadne bariery, to były podobno bardzo ciekawe czasy.

Andrij Kurkow 1

W latach 80., zdaniem Kurkowa, zaczęli rządzić bandyci, ale mieli rzekomo dobry gust jeśli chodzi o kulturę. Po rozpadzie Związku Radzieckiego Kurkow zaczął na własną rękę wydawać swoje powieści. Pożyczył trochę pieniędzy, by opublikować dwie książki, rozstawił łóżko polowe na kijowskiej ulicy, wielkimi literami napisał na dużej kartce papieru "Jestem pisarzem" i bez pomocy księgarzy udawało mu się sprzedawać swe dzieła. Ale już pierwszego dnia podszedł do niego groźnie wyglądający mężczyzna, twierdząc, że on kontroluje tę okolicę i zażądał haraczu za handel w tym miejscu. Był wyjątkowo ciekawy, co też Kurkow robi - nie handlował dolarami ani kradzionymi radiami, kto sprzedaje książki na ulicy? Wzruszyła go historia pisarza-idealisty i w efekcie zaproponował ochronę za darmo. "Jak będziesz miał problemy, daj mi znać" - powiedział. Kurkow chciał mu dać swoje książki z autografem, lecz mężczyzna ze szczerością początkującego biznesmena z rozwijającego się kraju wyznał: "Dziękuję, ale nie czytam".

Zapytany o tematy, jakie poruszają pisarze ukraińscy w swych książkach, Kurkow zaczął od podkreślenia, że między pisarzami rosyjskimi a ukraińskimi istnieje wielka różnica. Na Ukrainie żyje obecnie ok. trzy tysiące pisarzy, tyle jest zarejestrowanych w Związku Pisarzy. Rynek jest prężny, organizowane są festiwale i targi. Najbardziej znani są zdecydowanie Jurij Andruchowicz i Wiktor Neborak. Jest grupa pisarek, których Kurkow nie ceni szczególnie, piszących o "sex, drugs and rock'n'roll". Parę lat temu popularna była literatura science-fiction i kryminały, teraz mniej. Wciąż zbyt mało jest autorów, którzy poruszaliby tematy społeczne. Dalos spytał Kurkowa, czy czuje się ukraińskim pisarzem, skoro nie pisze po ukraińsku. Pisarz odparł: "Wydaje mi się, że jestem ukraińskim pisarzem, ale na Ukrainie ludzie uważają, że to język, w którym się pisze, decyduje, jakiej narodowej literatury przedstawicielem się jest". Pomyślałam od razu, że w takim razie fakt pisania po angielsku nie znaczy zupełnie nic, skoro jest to język ojczysty tak wielu narodów... O języku Kurkow mówił więcej. Gdy istniał jeszcze Związek Radziecki obowiązywał przepis prawny, że literatura pisana po ukraińsku mogła stanowić zaledwie 5% całej literatury wydawanej na terenie kraju. Łatwiej było więc przebić się, gdy pisało się po rosyjsku. Komuniści spowodowali, że wielu pisarzy z krajów, które odłączyły się od ZSRR, wciąż tworzy w języku rosyjskim.

Andrij Kurkow 2

Wielu pisarzy ukraińskich łączy swoją pracę z działalnością polityczną. Kurkow przyznał, że wielu wygłasza bardzo radykalne twierdzenia. Sam nie ustrzegł się tego. Odpowiadając na pytanie, który prezydent jest lepszy - Wiktor Juszczenko będący u władzy w latach 2005-2010, czy Wiktor Janukowicz, który został prezydentem w 2010 roku - stwierdził, że to wybór między "samochodem bez hamulców a hamulcami bez samochodu". I dodał: "Trzeba dziękować Bogu, że Juszczenko nie jest pisarzem...".

Do jakiego nurtu zaliczyć można literaturę Andrija Kurkowa? Sam Kurkow cieszy się, że nie przypisuje mu się żadnej etykietki. "Pełno jest na Ukrainie różnych ruchów i nurtów. Pytają mnie czasem, czy chcę się przyłączyć, ale ja znalazłem swoją niszę i dobrze mi z tym. Mogę być w niej sam. Wielu początkujących pisarzy zaczyna sie zrzeszać i pierwsze, co robią, to spisują manifest. To nie dla mnie". Wspomniał o ciekawym nurcie, zwanym gloomizmem (od angielskiego przymiotnika "gloomy", który oznacza "smętny, posępny" oraz od rosyjskiego słowa "glumlenie", które z kolei oznacza "naśmiewanie się"). 

Andrij Kurkow 3

Kurkow ma zwyczaj pisać powieści w cyklach. Przeczytałam jego dwie cudowne, urocze, zabawne powieści z pingwinem w tle: "Death and the Penguin" (polski tytuł "Kryptonim Pingwin") i "Penguin Lost" (pol. "Prawo ślimaka"). Obie opowiadają o Wiktorze, który żyje z pingwinem Miszą, zaadoptowanym z lokalnego zoo, w mieszkaniu kijowskiego bloku. Pragnie napisać wielką powieść, ale z pieniędzmi krucho. Dostaje jednak ciekawą ofertę pracy: ma pisać nekrologi VIPów - polityków, przedsiębiorców, biznesmenów - do poczytnej gazety, jednak musi je tworzyć "na zapas", zanim owi VIPowie umrą. Wiktor jest świetny w tym co robi, ale zauważa, że stopniowo osoby, którym nekrologi napisał, faktycznie umierają. Okazuje się, że niechcący dał się wkręcić w świat mafii, ciemnych interesów i niewyjaśnionych śmierci. Towarzystwa poza milczącym i melancholijnym Miszą dotrzymuje mu Sonia, pięcioletnia córeczka przyjaciela, który zginął w tajemniczych okolicznościach, i Nina - młoda siostrzenica innego przyjaciela, która z początku miała opiekować się Sonią, ale szybko stała się także kochanką Wiktora. Bohater jest człowiekiem o tak dobrym sercu, że widząc jak Misza cierpi, żyjąc w czterech ścianach w klimacie nieprzystosowanym do pingwinów, stara się zrobić wszystko, by wysłać go na Antarktydę, by dołączył do "swoich". Pod koniec "Kryptonimu Pingwina" traci go jednak i przez większośc "Prawa ślimaka" poszukuje swego przyjaciela, wyprawiając się m.in. do Mokswy i Czeczenii. W tej książce także nie brakuje tła polityczno-społecznego: Wiktor asystuje pewnemu politykowi, pomagając zdobyć głosy wyborców, bierze pośrednio udział w wojnie w Czeczenii, pracując w krematorium, znajduje się zawsze tam, gdzie jest gorąco. Można by odnieść wrażenie, że powieści Kurkowa pełne są ciężkiej problematyki i przygnębiających realiów otaczającego, skorumpowanego świata. Z jednej strony jest to prawda. Ale absurdalny humor okrasza strony, lekki styl pisania z każdej anegdoty czyni perełkę na miarę Gogola (np. przekazanie przez polityka sztucznych kończyn weteranom wojennym, które zostały przechwycone na drodze z Norwegii do Rwandy i były w istocie przeznaczone dla dzieci), a całość jest wspaniałym koktajlem patosu i groteski, dowcipu i satyry społecznej, w dodatku w bardzo melancholijnym klimacie. Do tego dochodzi warstwa obyczajowa - związek Wiktora i Niny oraz kwestia przyszłości rezolutnej Sonii. Książki Kurkowa czyta się szybko i bardzo dobrze, znakomicie nadają się na długą jazdę pociągiem, pozwalają bowiem zatopić się w opisywany świat i zapomnieć o otoczeniu. Ma się jedynie ochotę przewracać strona za stroną. A pisarz posiada wielki talent do malarskich opisów sytuacji, tak że całe sceny można widzieć przed oczami - mam wrażenie, jakbym oglądała film, a nie czytała książkę.

  

Andrij Kurkow napisał w sumie 17 powieści, w tym 13 dla dorosłych. Na pewno sięgnę po kolejne, a o czym będzie ta, nad którą właśnie pracuje? "Akcja będzie działa się w Lwowie, a książka będzie eksperymentem mistycznym, inspirowanym przez wyobrażenie sobie Hitchcocka jako małego chłopca, o lekko freudowskim zabarwieniu" - zdradził pisarz. Z moich ust zaś wydobywa się jedynie: "Wow". Nie potrafię sobie wyobrazić tak opisanej książki. Mam jednak nadzieję, że lektura sprawi mi tak wiele przyjemności jak "Kryptonim Pingwin" i "Prawo ślimaka".

Zdradzę już teraz, że pisarz zgodził się udzielić mi wywiadu dla Archipelagu, więc w którymś z kolejnych numerów pisma w przyszłym roku będzie można przeczytać moją z nim rozmowę.

piątek, 07 października 2011, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2011/10/07 18:54:43
na Kurkowa mam chrapke juz dlugi czas. od edynburskiego festiwalu. zbiera fantastyczne recenzje w The Times, a jego ksiazki wyprzedano w ksiegarniach przed spotkaniem z nim. nie moglam kupic ani jednej. zreszta bilety na spotkanie takze byly wyprzedane. popularny, sympatyczny czlowiek.
-
Gość: zuza, *.cdma.centertel.pl
2011/10/08 07:34:15
To ciekawe, że Kurkow jest tak bardzo popularny i ceniony na zachodzie, podobno szczególnie w Niemczech. Nie sprawdzałam jeszcze czy ostatnio coś u nas wydano. Czuję się zachęcona do sięgnięcia po tego autora, nic o nim nie wiedziałam a to co napisałaś brzmi bardzo interesująco.
Ciekawa ta lista bestsellerów pod poprzednim wpisem, zaskakuje mnie niewielki udział beletrystyki w tym wykazie. Grossman był u nas wydany i bardzo chwalony a J.Barnes pewnie będzie.
-
2011/10/09 12:02:58
@Invitado, myślę, że byś się ubawiła przy Kurkowie, choć to nie jest tak, że pęka się ze śmiechu podczas lektury, zupełnie nie. Jego najnowsza książka też ma dobre recenzje, ale nie tak dobre, jak te dwie z pingwinem. Fajnie, że tak bardzo go doceniono w Edynburgu, był też w Londynie (nie poszłam, bo już miałam bilet na spotkanie berlińskie) i w Oksfordzie - tak mi powiedział. I w dedykacji dla Gucia w książkach narysował nawet pingwina :) I po polsku rozmawialiśmy :)

@Zuza, w Niemczech chyba na równi się go ceni co w Wielkiej Brytanii, jego powieści są w obu krajach dobrze przyjmowane i rozumiane. Ostatnia jego powieść to "The Milkman and the Night", ale po polsku jeszcze nie jest dostępna. W Polsce wydano zaledwie cztery jego książki, co mnie zaskakuje, bo i tłumaczy z rosyjskiego jest dużo i Ukraina blisko...
Co do listy bestsellerów, Anglicy KOCHAJĄ non-fiction! Książki historyczne, biografie, książki podróżnicze są w czołówce najlepiej sprzedających się, choć oczywiście nie wszystkie i nie każda nowość cieszy się ogromnym powodzeniem (a wychodzi ich tygodniowo tyle, że nie sposób o wszystkich napisać - recenzji najważniejszych nowości w samym sobotnim Guardianie jest... już liczę... 33. A dziś wychodzi kolejna gazeta, także z dodatkiem o książkach i sztuce, gdzie omawiane będą w większości inne książki - i trochę mniej, przyznaję). Ale fakt, że można pisać o 30-40 innych książkach każdego tygodnia świadczy, jak prężny i duży jest rynek. W tym tygodniu książką tygodnia w Guardianie jest "The Price of Civilization: Economics and Ethics after the Fall" Jeffreya Sachsa - prawie zawsze książką tygodnia jest pozycja non-fiction. Do tego w gazecie jest wielgachny artykuł o poezji, z okazji Narodowego Dnia Poezji, który obchodzony był 6 października.
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2011/10/09 12:21:28
jesli chodzi o non- fiction, przepraszam, ze wtracam sie, to bardzo cenie sobie The Sunday Times i czesto sugeruje sie ich wyborami, ktore sa bardzo trafne. tak jak mowisz chihiro, gdyby czlowiek chcial nabyc wszystko, co recenzuja The Guardian, kupuje w soboty:), i The Times, to jest bez szans. mieszkajac w Polsce nie zwracalam zupelnie uwagi na non- fiction. tutaj to sie zmienilo. brakuje mi bardzo literatury z Europy Wschodniej, bo jest jej baaaardzo malo, ale rekompensuje to sobie w Merlinie.

Kurkova na pewno przeczytam. jeszcze jego czas nie nadszedl po prostu, bo jest masa innych rzeczy, ktore czekaja w kolejce. bilet na spotkanie mialam, ale rozchorowalam sie. mysle, ze jeszcze kiedys do Szkocji zawita.
-
2011/10/09 13:08:48
@Invitado, ja się bardzo cieszę, że włączasz się do rozmowy, wcale nie "wtrącasz" :) The Sunday Times czasem przeglądam w kawiarniach, ale nie kupuję. Ale to dobra gazeta, ma bardzo dobre recenzje.
Wiesz, myślę, że lit. z Europy Wschodniej nie jest tak mało (wydaje mi się, że nie mniej niż w Polsce), ale są inne nazwiska i nie jest tak dobrze promowana. To: www.nybooks.com/books/about/ jest świetne wydawnictwo jeśli chodzi o klasykę lit. wschodnioeuropejskiej (ale nie tylko), zwłaszcza węgierską. Penguin sporo wydaje pisarzy ze Wschodu, ale nie ma takiego wydawnictwa jak Czarne, które by na taką skalę promowało literaturę z tej części świata, to prawda. Większość książek pisarzy z Europy Wschodniej mam właśnie z Czarnego.
Tu są dwie dobre strony o lit. w tłumaczeniu: www.translatedfiction.org.uk/Home i www.rochester.edu/College/translation/threepercent/index.php - tutaj piszą o najnowszej książce Ugresic, "Karaoke Culture".

Co do Kurkova - pewnie! Ja mam setki książek w kolejce, których czas jeszcze nie nadszedł, choćbym bardzo chciała po nie sięgnąć. Ale gdy mam ochotę na 50 książek na raz, trzeba się zdecydować na jedną. Na pewno z okazji promocji tej nowej, dziwnej książki Kurkov jeszcze przyjedzie na Wyspy. Szkoda, że się rozchorowałaś :( Czy dlatego też ominęło Cie spotkanie z Gao Xingjianem?
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2011/10/09 13:24:20
tak, dlatego. i z Shehadehem, czego mi ogromnie zal, bo go lubie. juz na Kamili Shamsie siedzialam podpierajac sie nosem:) za rok biore urlop na czas festiwalu i bede chodzic na co zechce.
Tak, zgadza sie. mam troche literatury wegierskiej po angielsku. ale porownujac z tym, co wydaje sie w Polsce, to jest tego niewiele. ostatnio szukalam czegos pisarzy łotewskich i estonskich i znalazlam tylko Jaana Krossa, ktory juz do mnie dojechal z Amazonu. w Polsce mam duzo literatury z Europy Wschodniej, tutaj niezbyt. zaraz przejrze linki, ktore wpisalas w komentarzu. w sobote jade do Estonii i na Łotwe i chcialam poczytac cos lokalnych pisarzy, a tu pustka. moze znasz Chihiro jakies tytuly? i niekoniecznie kryminaly:)
-
2011/10/09 13:33:46
@Invitado, mam nadzieję, że już wydobrzałaś :) Urlop to dobra sprawa, mam wrażenie, że tu w czasei filmowego festiwalu wiele osób wymyka się z pracy w ciągu dnia na tansze, dzienne seanse. Kupiła bilety na 10 filmów i jestem bardzo podekscytowana.
Kompletnie nie znam literatury Estonii i Łotwy, znam Sofi Oksanen, której "Oczyszczenie" posiadam (jeszcze nieprzeczytane) - wyszła także po angielsku. W najbliższym numerze Archipelagu będzie tekst o literackim Wilnie, no ale to Litwa. Masę nazwisk podrzuca wikipedia (en.wikipedia.org/wiki/Latvian_literature ), ale nic mi one nie mówią. Podobnie z estońską: en.wikipedia.org/wiki/Estonian_literature#1991-2001
-
2011/10/10 10:16:03
Chihiro, dziekuje za przedstawienie tej fascynujacej osoby. Ktos, kto jest tak dobrylm gawedziarzem, musi rowniez umiec ciekawie pisac :) Bede wygladac Twojego wywiadu z Kurkovem w Archipelagu.
-
2011/10/10 12:46:50
@Katasiu, cała przyjemność po mojej stronie :) Myślę, że masz rację. Zdarzają się dobrzy pisarze, którzy nie potrafią opowiadać (choć ja takich chyba nie spotkałam), ale chyba niemożliwe, by ktoś świetnie opowiadał, a nie potrafił pisać...
-
2011/10/10 22:55:36
Można jeszcze - jak w Monty Pythonie - żyć w pudełku po butach
-
2011/10/12 12:51:16
@Naobwolucie, to chyba był komentarz do "The Box Man"? Nie oglądałam chyba tego odcinka Monty Pythona, ale owszem, można :)
-
2011/10/14 13:17:27
-
2011/10/17 13:57:50
@Naobwolucie: Dziękuję :)