visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"We Need to Talk about Kevin" ("Musimy porozmawiać o Kevinie"), reż. Lynne Ramsay, 2011


Czy wiele z Was zetknęło się kiedykolwiek z człowiekiem z zaburzeniami empatii? Mówi się czasem, że ktoś nie żywi wiele empatii, ale tak kompletnie nic, zero? Tymczasem Kevin, bohater filmu "Musimy porozmawiać o Kevinie" (reż. Lynne Ramsay, 2011), cierpi na bardzo poważne zaburzenia. Simon Baron-Cohen, brytyjski psychiatra i jeden z największych autorytetów na Wyspach w zagadnieniach dot. autyzmu, w książce "Zero Degress of Empathy: A New Theory of Human Cruelty" pisze właśnie o przypadkach takich jak Kevin. O dzieciach, które dorastają, nie wiedząc, że inni mają uczucia. O dorosłych, którzy nie są w stanie współodczuwać cudzego smutku czy radości, którzy muszą nauczyć się jak reagować, gdy inni okazują jakiekolwiek uczucia.


Kevin nie był w stanie zrozumieć, czemu jego matka Eva (rewelacyjna Tilda Swinton) zachowywała się tak, jak się zachowywała. Nie rozumiał jej prób kształtowania synowskiej psychiki, odmawiał uczestnictwa w tej grze, jaką jest wychowywanie dziecka. Nie robił tego ze złośliwości, on naprawdę nie chciał i nie mógł się w to angażować. W dodatku nie przepadał za nią jako osobą. Był jednak świetnym obserwatorem i gdy zachodziła potrzeba potrafił udawać normalną osobę, zainteresowaną życiem innych. Był więc, używając terminologii Barona-Cohena, "zero-negative" jeśli chodzi o empatię, ale nie "zero-positive" - tacy ludzie bowiem nie tylko nie odczuwają empatii, ale dodatkowo nie są w stanie odczytać oczekiwań innych, a to Kevin potrafił. Normalne jest, że osoby z takimi zaburzeniami jak bohater, manipulują innymi. Kevin rozwijał się po swojemu, testował ludzkie reakcje, prowokował emocje innych, sam niezdolny do wzbudzenia ich w sobie. Kevin uczynił eksperyment z człowieczeństwa doprowadzając do skrajności - masakry we własnej szkole. Nie chodziło wcale o wyrządzenie bólu innym, mam silne wrażenie, że pragnął spowodować sytuację, o której wiedział, że jest niewłaściwa, która wywoła najbardziej skrajne emocje - być może wtedy coś by w nim pękło, może wtedy zacząłby czuć to, co inni. 


Widzę w zachowaniu Kevina niemy krzyk o pomoc. Od najmłodszych lat widział matkę, która nie jest przystosowana do macierzyństwa, która nie daje sobie rady. Ale która się stara. Myślę, że wcześnie zdał sobie sprawę, że nie jest normalnym dzieckiem i miał nadzieję, że osoba najbliższa mu nie ustanie w wysiłkach, by mu pomóc, by uczynić go takim jak wszyscy. Jednak posiadając tak silne zaburzenia psychiczne, nie był w stanie tego wyartykułować ani poprosić o pomoc.

Rzadko kiedy mówię o filmach, że są piękne, zwłaszcza dramatach psychologicznych. Ten był piękny wizualnie - nasycenie kolorów, obsesja Evy z czerwienią, znakomite kadry. Jednak skupiałam się na psychologii postaci, która pokazana była mistrzowsko. W tym filmie manipulantami są wszyscy po trochu. Kevin, ale też Eva, która manipuluje samą sobą, probując przekonać siebie, wręcz oszukać, że macierzyństwo jest dla niej. Nie jest, nie wszystkie kobiety się do tego nadają, nie wszystkie chcą mieć dzieci. Eva nie chciała i fascynowało mnie, co spowodowało, że zaszła w pierwszą ciążę. Manipuluje też jej mąż, wmawiając Evie, że Kevin jest najzwyklejszym dzieckiem. Manipulatorkami są wreszcie matki dzieci, które Kevin zabił, usiłując wpędzić Evę w wyrzuty sumienia, przekonać, że cała tragedia była jej winą. Nie wiem, co to znaczy być matką, ale zabrakło mi tu także empatii tych kobiet wobec Evy. Łatwo jest cierpieć, gdy dziecko zostało zabite, trudniej postawić się w roli matki mordercy, która też cierpi, która w końcu sama straciła rodzinę. Wierzę jednak, że są osoby tak zaślepione własnym cierpieniem, że niezdolne są do dostrzeżenia go poza własną osobą.


Lionel Shriver książką, a Lynne Ramsay filmem zwróciły uwagę na niezmiernie istotne sprawy, o których mówi się za mało: o presji społecznej, jaka wciąż w niektórych środowiskach leży na kobietach, by być idealnymi matkami, "produkującymi" grzeczne, nie odstające za bardzo od innych dzieci; o fenomenie, wcale nie tak rzadkim, gdy dziecko nie lubi swoich rodziców i vice versa; o nieudolności specjalistów mających za zadanie wykryć objawy zaburzeń psychicznych; o trudnościach, jakie mają rodzice z zachowaniem wspólnego frontu wobec dziecka - tutaj Eva i jej mąż stopniowo oddalali się od siebie w obliczu niemożności szczerej komunikacji między nimi (może też być tak, że nigdy nie rozmawiali ze sobą na kwestie światopoglądowe, słyszałam o takich związkach).

"Musimy porozmawiać o Kevinie" zaliczyłam do najlepszych filmów zeszłego roku i jestem zdania, że powinien go obejrzeć każdy. Łatwo nadać Kevinowi etykietkę "psychopaty", ale trudniej dostrzec w nim człowieka - to także wiele mówi o naszej zdolności do odczuwania empatii. Ramsay znakomicie dobrała trzech aktorów, którzy zagrali chłopca na różnych etapach jego rozwoju. Erzę Millera, który wcielił się w piętnastoletniego Kevina, widziałam wcześniej w jego debiucie, "Afterschool" z 2008 roku, bardzo niepokojącym filmie. Już wtedy zwróciłam uwagę na jego przenikliwe spojrzenie i tę iskrę, która powoduje, że trudno oderwać od niego wzrok. Wróżę mu wielka karierę aktorską. 

Baron-Cohen wierzy, że empatii można się nauczyć, ale to długa i trudna droga. Przypadek Kevina daje nadzieję, lecz końcowe sceny między matką a synem powodują dreszcze. Czyżby role się odwracały?


piątek, 20 stycznia 2012, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/01/20 23:29:01
Fantastyczny, poruszający film! Rzadko zwracam ostatnio uwagę na aktorstwo (od jakiegoś czasu oglądam głównie bardzo niszowe niezależne kino, w których do aktorstwa jako takiego nie przywiązuje się tak wielkiej wagi, co tylko wychodzi tym filmom na dobre), ale rzeczywiście Tilda Swinton i Ezra Miller są wręcz magnetyczni i ciężko oderwać od nich wzrok!
Ten film z powodzeniem mógłby być pokazywany przyszłym rodzicom. Ku refleksji. I być może ku przestrodze przed możliwością bycia osobą skrajnie do rodzicielstwa/macierzyństwa niestworzoną. Bo, pomijając fakt zaburzeń umysłowych Kevina, główna bohaterka, moim zdaniem po prostu nie powinna była wydawać dziecka na świat. Jak zapewne wiele innych kobiet...
Tak, masz rację! Ten film porusza niezmiernie ważny problem presji bycia idealną matką produkującą idealne dzieci. Szkoda tylko, że tak wiele kobiet podąża tą (często) wymuszoną przez presję ścieżką nie zadając sobie wcześniej uczciwie pytania: czy ja naprawdę tego właśnie chcę? Jestem pewna, że gdyby każda kobieta głęboko wejrzała w swoje potrzeby, zastanowiła się nad macierzyństwem zawczasu i udzieliła sobie szczerej odpowiedzi na to pytanie, można byłoby w przyszłości uniknąć wielu niepotrzebnych tragedii. Jak choćby tej, która wydarzyła się w "Musimy porozmawiać o Kevinie".

*Mała uwaga: Myślę, że na wstępie wpisu powinnaś lojalnie ostrzec o spoilerze, opowiedziałaś fabułę praktycznie całego filmu ;)
-
2012/01/20 23:47:33
@Ka.bu.ki, nie uważam zupełnie, żebym podawała spojlery. Po pierwsze, o tym filmie było tak głośno, że chyba nie ma osoby, która by nie znała głównego wątku; po drugie, w recenzjach, które czytałam, wszędzie przewijało się, że to niejako kulisy masakry w Bowling High School. Przebieg akcji przecież nie ma tu żadnego znaczenia, dlatego uniknęłam streszczenia, choćby pobieżnego, a skupiłam się na relacjach rodzinnych. Nie napisałam o wielu ważnych scenach w filmie, nie napisałam, jak się kończy, co spotyka Kevina i Evę.

Ja zwracam uwagę na aktorstwo nawet w niszowych filmach - ten zresztą też jest niezależny i dość niszowy, szkocka reżyserka kręci film z aktorką, która rzadko gra w masowych blockbusterach. O publiczności dobrze świadczy, że chodzi na niezależne filmy - a seans, na którym byłam w październiku (wtedy widziałam film) był w kinie wypełnionym po brzegi. Inna sprawa, że w wielu tanich filmach nie grają wcale aktorzy profesjonalni, a amatorzy...

Zgadzam się, że film powinni oglądać przyszli rodzice, ale nie tylko. Bo każdy jest też czyimś dzieckiem i wiele osób ma rodziców, niestworzonych do rodzicielstwa.
Co do posiadania dzieci to moje zdanie jest takie, że za mało zwraca się uwagę na konieczność odpowiedzenia sobie na pytanie "po co mieć dzieci", a za dużo w niektórych społecznościach nacisku, by wytłumaczyć się "po co nie mieć dzieci". Ludzie czasem pytają "Dlaczego nie chcesz mieć dzieci?", ale czy słyszałaś, by ktoś zapytał przyszłą mamę "Dlaczego chcesz mieć dziecko?"? Ja chyba nie, uznane by to było za niegrzeczne, podczas gdy to pierwsze pytanie za niegrzeczne wcale nie uchodzi, nie wiedzieć czemu.
-
2012/01/21 00:01:58
A ja znam kogoś, kto zadał pewnej osobie pytanie o powód chęci posiadania przez nią dziecka;:)
I wówczas okazało się, że względy, którymi ta osoba się kierowała marząc o posiadaniu dziecka, wynikały z braków w jej własnym życiu. I nadmiaru czasu, którego nie ma czym ani kim zapełnić...a konieczne chce go sobie wypełnić po brzegi. Więc jeśli nie dzieckiem to kim, czym??
To strasznie smutne. I niepokojące...

-
2012/01/21 00:08:01
@Ka.bu.ki, bardzo smutne, ale mam wrażenie, że wcale nie takie rzadkie, jak by się wydawało... Bo przecież częstym argumentem jest "JA chcę MIEĆ dziecko", bez refleksji, że to dziecko nie jest dla matki, że ono jest odrębnym bytem, człowiekiem, a nie zabawką, i że nie jest do posiadania. Nie można "mieć" człowieka.
-
2012/01/21 10:10:09
Temat potwornego dziecka-manipulatora jest również wykorzystany w serialu HBO Mildred Pierce. Z tym, że córka granej przez Kate Winslet Mildred jest nie tylko potworem, ale też geniuszem. Ciekawe, czy Kevin też jest wybitnie uzdolniony?
-
2012/01/21 10:48:49
Rzeczywiście niesamowity film. Zresztą nie spodziewałam się niczego innego. Moim zdaniem ważne jest przeczytanie w pierwszej kolejności książki. W moim odczuciu film jest tylko jej wizualizacją, w związku z czym osoby, które nie przeczytały książki dużo tracą.
-
2012/01/21 11:06:57
Ciekawie napisałaś, tez mi to pachniało autyzmem, w końcu jest tak wiele odcieni tej choroby. Mnie najbardziej interesowało to, że Eva traktowała syna jak dorosłego, przypisywała mu intencje dorosłej osoby i sposób myślenia możliwy tylko u osoby dojrzałej. Natomiast dowodem na to, że faktycznie był on tylko dzieckiem jest scena, gdy wrócił na utartą ścieżkę relacji matka-syn po swojej 1-dniowej chorobie. Gdyby myślał jak dorosły i byłby, oczywiście, zdrowy, to naturalną jego reakcją powinno być "aha, więc tak mogę zdobyć choć skrawek jej uczucia, to działa lepiej niż negatywne zachowanie". A było odwrotnie. Zastanawia mnie natomiast zakończenie, ta wzmiankach o lekach, które najwidoczniej mu pomogły (a czy autyzm można złagodzić lekami, chyba nie?), uścisk. Odniosłam wrażenie, że nagle mogli spojrzeć na siebie jak na równych sobie partnerów, zwłaszcza że on był już pełnoletni. Teraz mogli zrzucić już swoje maski i to mogło być początkiem czegoś nowego w ich relacjach.
Z kolei inaczej oceniam motywy czynu Kevina, wg mnie było to wszystko wymierzone w matkę. Jej nie zabił, to dla jej oczu była przeznaczona scena w ogrodzie. Niemniej jednak Miller faktycznie był magnetyczny, od razu przykuwa wzrok!
Filmu nie oceniłam bardzo wysoko, ponieważ za dużo scen było przeciągniętych, do tego reżyser umiejętnie obrzydzał ludzkie ciało. Jednak to kino bardzo interesujące i trochę dyskutowałam o tym filmie po seansie, no i porusza wiele istotnych kwestii.
-
2012/01/21 12:08:13
@Katasiu, byłabym bardzo daleka od nazwania Kevina potworem, w ogóle o tym pojęciu nie pomyślałam w kontekście bohatera filmu.

@Anno Mario, wzbraniałam się przez Shriver, zupełnie niesłusznie uważając ją za taką troszkę lepszą Jodi Picoult, ale wiem, że się myliłam bardzo. Książkę chciałabym przeczytać.

@Kornwalio, Kevin nie jest autystyczny, przynajmniej nie według teorii Barona-Cohena, bo jest w stanie odczytywać, czego ludzie pragną, jakich reakcji oczekują. Co nie zmienia faktu, że nie może i nie zawsze chce im je dać.
Wiesz, moim zdaniem wiek Kevina w ostatniej scenie nie ma znaczenia. Czy naprawdę człowiek nagle dojrzewa osiągając pełnoletniość? Tak jak za głupie uważałam nazywanie matury "świadectwem dojrzałości", tak uważam, że w momencie osiągnięcia 18 roku życia człowiek nie staje się nagle dorosły. Nie widzę też u Kevina i Evy masek, miałam wrażenie więc, że w relacjach matka-syn oboje byli tych masek pozbawieni, nosili maski dla innych.
Czemu Kevin nie zabił matki? Tu chyba działał instynkt, na ile można o nim mówić, i doświadczenie, które kazało mu wierzyć, że ona chce mu pomóc. Ona miała przeżyć, bo tylko ona znała go naprawdę (nie rozumiała, ale znała).
W moim odczuciu nie było w filmie scen przeciąganych, dla mnie to niemal film akcji :) Obrzydzania ciała też nie dostrzegłam, w ogóle nie przypominam sobie scen, które by na to wskazywały.
-
2012/01/21 12:30:00
W moim odczuciu Kevin nie zabił matki z powodu nienawiści. Pragnął, by to właśnie ona ucierpiała najbardziej zostając z tym wszystkim sama. Z poczuciem straty, winy, porażki macierzyńskiej i rozczarowania. Jego słowa z końcowej sceny, gdy mówi, że (uwaga:spoiler;) teraz już nie do końca wie, czemu to zrobił - pokazują, że po czasie spędzonym w więzieniu zaczął żywić do matki nieco inne uczucia. Może docenił, że walczyła o niego w sądzie, że go odwiedzała i zrozumiał, że może jednak zawsze zależało jej na nim, tylko nie umiała mu tego okazać tak, jakby chciał. A dał jej to wyraznie do zrozumienia w scenie w restauracji.
-
2012/01/21 12:40:17
@Ka.bu.ki, a ja sądzę, że jako osoba chora Kevin w ogóle nie myślał o tym, co jego matka będzie czuła. Nie był w stanie tego zrozumieć, co szczerze jej powiedział (to, że nie wie, czemu tak postąpił - bo naprawdę nie wiedział). Nienawiści osoby z takimi zaburzeniami raczej nie są w stanie odczuwać, podobnie jak miłości. W ogóle odczuwanie jakichkolwiek uczuć jest mocno upośledzone, co było widać w tym filmie (także w jego stosunku do siostry czy np. w pamiętnej scenie - spojler! masturbacji -> to pokazuje, że także uczucie wstydu jest mu obce). Ale Kevin, jak przeciętny amerykański nastolatek, oglądał telewizję i słyszał, co ludzie mówią w pewnych sytuacjach, więc potrafił też grać. Tylko z matką najczęściej zrzucał maskę i nie chciał udawać.
-
2012/01/21 12:41:25
@ Ka.bu.ki, Chihiro

ka.bu.ki napisała:
"Ten film porusza niezmiernie ważny problem presji bycia idealną matką produkującą idealne dzieci. Szkoda tylko, że tak wiele kobiet podąża tą (często) wymuszoną przez presję ścieżką nie zadając sobie wcześniej uczciwie pytania: czy ja naprawdę tego właśnie chcę? Jestem pewna, że gdyby każda kobieta głęboko wejrzała w swoje potrzeby, zastanowiła się nad macierzyństwem zawczasu i udzieliła sobie szczerej odpowiedzi na to pytanie, można byłoby w przyszłości uniknąć wielu niepotrzebnych tragedii. Jak choćby tej, która wydarzyła się w "Musimy porozmawiać o Kevinie".""

Ja napiszę tak - tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Nie wierzę w to, że można wiedzieć, wyczuć czy będzie się dobrą matką czy nie, czy w ogóle powinno się mieć dziecko czy nie.
-
2012/01/21 12:51:48
Nie, on powiedział, że kiedyś dokładnie wiedział, dlaczego to zrobił, ale że teraz (po czasie spędzonym w więzieniu): nie jest już taki pewien.
To, że Kevin miał zaburzenia umysłowe nie oznacza, że z niczego nie zdawał sobie sprawy. Nie robiłabym z niego nieświadomego niczego nastolatka. Scena z masturbacją pokazuje właśnie doskonale doskonale, że on nie odczuwa wstydu, ale chce, by to matka go odczuwała.
-
2012/01/21 13:55:39
@Manio, nie chodzi o to, by wiedzieć, czy się będzie dobrą matką czy nie, ale gdy się nie chce mieć dziecka, albo gdy nie ma się zdania na ten temat, no i gdy ma się wątpliwości, czy się sobie poradzi, to dla dobra własnego i przyszłego dziecka lepiej się na ciążę nie decydować. Takie jest moje zdanie.

@Ka.bu.ki, aha, no to źle zapamiętałam. Ale to, że po jakimś czasie stwierdził, że wiedział, może też znaczyć, że teraz wydaje mu się, że kiedyś wiedział. Wiesz, co mam na myśli?
Nie twierdzę, że z niczego nie zdawał sobie sprawy. Ale na tym polegają według psychologów jego zaburzenia, że nie odczuwa się emocji i nie rozumie się ich u innych. Widzie się je, zdaje sobie sprawę, że inni mają uczucia, ale one są niejasne, są zagadką. Dlatego on nie mógł wiedzieć, co będzie odczuwać jego matka w danej sytuacji. To jest piekielnie ciężkie dla takich osób jak Kevin, bo one zwyczajnie nie łączą danej sytuacji z konkretną emocją, nie wiedzą, co powinny czuć i nie wiedzą, co mogą inni odczuwać. My możemu sobie wyobrazić, że np. będziemy odczuwać wstyd, jak np. podwinie nam się spódnica i cała ulica zobaczy nasze majtki (pierwsza lepsza wymyślona sytuacja), mimo że nigdy do takiej sceny nie doszło. Możemy sobie wyobrazić, co można wtedy czuć. Osoby "zero-negative" nie mają pojęcia, co powinny czuć i co w ogóle można czuć w takiej sytuacji. Uczą się niejako definicji uczuć na pamięć, a przecież nie da się nauczyć wszystkich ich kontekstów.
-
2012/01/21 14:11:56
@Kornwalia - autyzm to zaburzenie neurologiczne, a zatem związane z budową i funkcjonowaniem mózgu, a zaburzenia psychiczne to inna kategoria - najprościej mówiąc, mózgi osób z autyzmem wyglądają inaczej, są to różnice fizjologiczne. Brak empatii może być osobnym zaburzeniem psychicznym i wcale nie musi świadczyć o autyzmie. Jak wspomniała już Chihiro, Kevin nie jest na spektrum. Baron-Cohen to istotnie największy w UK, a tym samym w Europie i na świecie, autorytet w dziedzinie ASD (jedna chyba jego książka jest też dostepna po polsku), ale obawiałam się właśnie, że ta informacja w kontekscie tego filmu może doprowadzić do błędnego "diagnozowania" Kevina jako osoby z ASD, i niestety Twój komentarz to potwierdził.
Chihiro, dzięki za jak zawsze wnikliwą i ciekawą recenzję. Jeśli chodzi o brak empatii, być może zainteresuje Cię teoria "lustrzanych komórek" i książki V. S. Ramachandrana, wybitnego neurologa i także jednego z największych autorytetów w dziedzinie ASD, podaję link do jednej: www.amazon.co.uk/The-Tell-Tale-Brain-ebook/dp/B004H1T810/ref=tmm_kin_title_0?ie=UTF8&m=A3TVV12T0I6NSM&qid=1327151391&sr=8-7
-
2012/01/21 14:21:20
Może masz rację, może Kevin jest osobowością zero-negative w oczach psychologów, psychiatrów, ale jego "gra" (zarówno Ezry jak i gra przed swoimi rodzicami) pokazuje mi coś zupełnie innego. Kevin ukazany jest jako osoba aż kipiąca emocjami! Negatywnymi naturalnie, ale nimi przepełniona. Większość scen pokazuje świadome okazywanie nienawiści, złośliwości i nieposłuszeństwa względem matki. Myślę, że gdyby nie potrafił okazywać i czuć emocji, czynił by tak względem wszystkich, a Kevin udawał przed ojcem miłego, grzecznego chłopca. Grał. Tworzył sobie w jego oczach zupełnie inny wizerunek. W stosunku do matki bywał niewiarygodnie okrutny, jakby chciał ukarać ją za to, że przyczynił się do jej osobistego nieszczęścia i zrujnował jej życie.
Pamiętasz scenę, gdy Kevin rzuca jedzeniem w lodówkę, a matka mówi mu tonem, jakiego pieszczotliwie używa się w stosunku do dzieci: "Mamusia była szczęśliwa zanim się pojawiłeś". Podobno pierwsze lata dzieci kształtują je najbardziej. Czyli także to, co słyszymy w ogromnym stopniu kształtuje nasze pózniejsze "ja". Kevin wyrastał w poczuciu bycia najbardziej znienawidzoną osobą w życiu własnej matki. Oczywiście, nie usprawiedliwia to nijak tego, co pózniej zrobił, ale moim zdaniem stanowi to niezwykle istotny aspekt w całej historii.
-
Gość: kinga, *.zone8.bethere.co.uk
2012/01/21 14:33:54
Film jest bardzo wierna adaptacja ksiazki, bardzo dobra zreszta adaptacja a rola Swinton super! Nie powinno sie pewnie porownywac, ale ksiazka jednak w moim odczuciu leppiej odddaje atmosfere napiecia, nadchodzacej tragedii, uczucia miedzy matka a synem. Nie zgadzam sie, ze Kevin nic nie oddczuwal. Jego postepowanie od dziecinstwa to reakcja na uczucia matki wobec niego, czyli niecheci, odrzucenie (np. scena porodu). Jego zbrodnia tez wymierzona jest przeciwko matce, (uwaga! spoiler!!!) z ksiazki wiadomo ze decyduje sie na nia w momencie gdy podsluchuje rozmowe rodzicow o rozwodzie, gdy gorsza od ciaglej walki z ozielbla matka jest jej nieobecnosc i nudne zycie z ojcem -poczciwym-naiwniakiem. Dla mnie ciekawostka jest (oczywiscie calkowicie subiektywny) odbior "Kevina" przez moja siostre, byc moze typowy dla czytajacych/ogladajacych "Kevina" rodzicow. Mianowicie mojej siostrze, ktora czytala ksiazke przed i swiezo po urodzeniu wlasnego dziecka zupelnie zmienila sie percepcja postrzegania bohaterow. Za pierwszym razem to Kevin byl psychopatycznym potworem, ze drugim razem Kevin byl nieszczesliwym dzieckiem a matka jawila sie jako wyrodna, pozbawiona uczuc i podrednio wszystkiemu winna.
-
2012/01/21 14:40:26
chihiro -nie uważam, że w wieku 18 lat nagle stał się dojrzały, jednak to specjalnie miało pokazać punkt graniczny, jak symbol, przejście do więzienia dla dorosłych, jego trzeźwe, zupełnie inne spojrzenie. Nie jestem do końca przekonana, że on był chory psychicznie (autyzmem mi pachniało, ale nie jestem wstanie tego ocenić fachowo). Może reżyserka chciała pokazać, że człowiek może być po prostu zły i choćbyśmy nie wiem jak czarowali świat, tacy ludzie się zdarzają, a Kevin jest tego przykładem. Choć w trakcie filmu myślałam sobie też o tym, że chętnie zobaczyłabym taki przypadek w wykonaniu chłopca, który nie sprawiał żadnych problemów, rodzice wychowali go na przeciętnego nastolatka a tu nagle bomba. Coś podobnego było w
Słoniu, ale tam nie pokazano co się działo już PO tej zbrodni. W każdym razie mit, że dziecko jest tabula rasa dawno już upadł, a teraz zaczyna się zmieniać nasze postrzeganie dziecka, jako istoty, którą można kreować, stwarzając mu "idealne" dzieciństwo, niemal jak z reklam. I tak będzie miało wady, i tak czymś rozczaruje rodziców, i tak ma swoje cechy, na które nie mamy wpływu. Tym samym mit idealnego środowiska rodzinnego, do którego dąży społeczeństwo, również znika.
-
2012/01/21 15:44:38
Chihiro - niby tak, ale nawet, jak się ma wątpliwości, czy się sobie poradzi, to często okazuje się, że dziecko dodało siły życiowej, o jaką matka nigdy by się wcześniej nie podejrzewała nawet. Swoje zdanie można mieć, ale dalej będę obstawać, że tego i tak się nigdy nie wie na pewno. W takich przypadkach, jak piszesz, dojrzalej i odpowiedzialniej byłoby po urodzeniu dziecka, oddać je do adopcji, jest tyle rodzin, które mogłyby dać dzieciom swoją miłość. Ale cóż, tak czy inaczej obie piszemy o świecie idealnym, a takiego tu na Ziemi nie ma.
-
2012/01/21 17:49:47
Coraz więcej opinii o filmie, którego nie miałam zamiaru oglądać, a najwyraźniej niedługo się złamię. Po przeczytaniu książki uznałam, że filmu nie chcę widzieć, ale Ezra Miller mnie trochę zafascynował, a rolę ma niewątpliwie trudną. Chętnie przeczytam recenzję jeszcze raz po obejrzeniu filmu, skonfrontuję wrażenia.

Mienie dzieci wydaje się sprawą naturalną, w końcu "wszyscy je mają". Najgorsze jest to, że kobieta bez dzieci jest w społeczeństwie (przynajmniej w Polsce) postrzegana jako jednostka jakby wybrakowana i niespełniona. I dlaczego?
-
2012/01/21 18:56:53
Świetny film. Niepokojący.
Właściwie każdy, kto ceni dobre kino, powinien obejrzeć.

Pozdrawiam serdecznie!^^

P.S. Mam nadzieję, że mój e-mail doszedł ; )
-
2012/01/21 19:57:00
ka.bu.ki
2012/01/21 12:30:00
W moim odczuciu Kevin nie zabił matki z powodu nienawiści. Pragnął, by to właśnie ona ucierpiała najbardziej zostając z tym wszystkim sama. Z poczuciem straty, winy, porażki macierzyńskiej i rozczarowania.

Polecam książkę. Wyjaśnia dużo więcej na końcu.
-
2012/01/21 20:37:32
Do Anna Maria B. : Niestety, nie wiem, kiedy będę miała okazję sięgnąć po książkę, ale mogłabyś zdradzić co nieco z tego "dużo więcej na końcu"? :)
-
Gość: tsun_am, *.subscribers.sferia.net
2012/01/21 21:18:19
A nie miałyście wrażenia niejakiego podobieństwa do "Piątego dziecka" Doris Lessing? Rodzi się dziecko, które jest inne niż się zakładało, nie rozkoszne i przytulaśne, tylko jakieś dziwne i nawet irytujące i od tego momentu wszystko się psuje... Film jest mocny, m.in. dlatego, że porusza to tabu - że matka może nie kochac swojego dziecka. Jednego, bo przecież kochała córkę (ta scena, w której - idealnie zgrana z córką - "rozmawiała" z nią w jej języku, a u Kevina tylko ją denerwowały wydawane przez niego dźwięki). Podobała mi się niejednoznacznośc - co było pierwsze, czy Kevin jest taki dlatego, że matka od poczatku nie dawała sobie rady i nie okazywała mu uczuc, czy matka nie umiała go pokochac, bo Kevin rzeczywiście odbiegał od normy, a wręcz - wg jej instynktu - był groźny?
-
2012/01/21 22:44:22
Przypomniał mi się artykuł prof. Agaty Bielik Robson o domniemanej niewinności u dzieci:
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,9509468,Watpliwe_uroki_niewinnosci.html
Celowo nie obejrzałam tego filmu, kiedy był u nas w kinach, teraz troche żałuję. (Nie)stety, ciekawych filmów jest ta wiele, że nawet przy rytmie jedno wyjście do kina na tydzień nie wszystko można zobaczyć.
-
2012/01/22 11:09:56
Hej! Jestem częstym gościem twojego bloga od niedawna. Mądrze piszesz, ciekawe spostrzeżenia.
Dzięki tobie obejrzałam film, bo tematyka jest mi bliska.
W trakcie filmu miałam następujące odczucia: ta kobieta była strasznie samotna, sama z problemem. Syn tak dobrze manipulował ojcem i otoczeniem, że oni nie dostrzegali problemu, a ona samotna i pewnie w ciągłym poczuciu winy. Myślę, że ludziom jest czasami wygodnie tłumaczyć zachowanie dziecka: "on(a) jest jeszcze mały", "to tylko dziecko". Automatycznie wierzą dziecku, a obwiniają rodzica, uważają, że on przesadza. Najczęściej to matka jest niedobra. Wiem o czym piszę. Dziecko potrafi być doskonałym manipulatorem, by osiągnąć swój cel, potrafi być wytrwałe (jedno zachowanie rozciągnie nawet na miesiące i lata). Podobne zachowania jak u małego Kevina mają dzieci z różnymi zaburzeniami, jak np. zaburzenia zerwanych więzi u dzieci adoptowanych. Kiedy dojdzie do tragedii, łatwo jest zwalić wszystko na matkę. A mnie zastanawia, gdzie byli ci inni ludzie, pielęgniarki, nauczycielki i w końcu mąż, który nie wierzył swojej żonie? Czemu nie zgłosili się na terapię? Bo kobieta, myślała cały czas, że to jej problem. Zastanawia mnie też, czy ten jej pozorny chłód, to nie była reakcja obronna, żeby nie wybuchnąć, nie być tym "mordercą". Film bardzo prawdziwy. Rewelacyjna gra małego Kevina - ta nienawiść w oczach...
Odnośnie dyskusji:) - uważam, że w Polsce (nie wiem jak w innych krajach) jest presja, by w pewnym wieku mieć dziecko, domaga się tego rodzina (zwłaszcza przyszli dziadkowie), znajomi, a najczęściej sfrustrowane matki.
Gdyby każdy zadawał sobie pytanie "po co chcę mieć dziecko" - byłoby aż za idealnie. Jest masa "wpadek", dobrych intencji, a dzieci niezależnie od położenia, statusu, czy intencji są po prostu sobą. Niektóre mimo trudnych początków wyrastają na wspaniałych ludzi, potrafią wybaczyć, inne mimo dobrego startu gdzieś się pogubią.
A rodzice, mając najbardziej dobre intencje mogą stać się później potworami jak mają dzieci "potworki". Pamiętam, Chihiro, w jakimś poście pisałaś o tych ciemnych stronach w człowieku i one są, chociaż wielu ludzi myśli, że ich nie posiada.
Dlatego staram się nie oceniać i nie stawiać "wyroków".
Pozdrawiam serdecznie:)
-
2012/01/22 13:22:09
Zastanawiam się, jaki byłby to film, gdyby nie wystąpiła w nim Tilda Swinton. Fantastyczna aktorka, zresztą Ezra Miller też wybitnie stawił jej czoła. Bardzo dobre kino.
-
Gość: Libreria, 150.254.104.*
2012/01/22 16:49:11
Chihiro, bardzo ważny i bardzo dobry film. Ja mialam nieodparte wrazenie podobienstwa do ksiazki Doris Lessing "Piąte dziecko", tak przy okazji. ciesze sie, ze takie filmy powstaja, i ze takie tematy sa poruszane. z przyjemnoscia dyskutowalam na jego temat z moimi znajomymi, ktorych zdanie bywalo rozne. pozdrawiam
-
2012/01/22 18:49:14
@Anno Mario, bardzo dziękuję za wyjaśnienie różnicy między zaburzaniami, na jakie cierpi Kevin, a autyzmem; miałam nadzieję, że się wypowiesz :) Książka Ramachandrana wydaje się być fascynująca, dziękuję za polecankę :)

@Ka.bu.ki, niesamowite, jak inaczej można odebrać ten sam film! Ja w ogóle nie widziałam, by Kevin - jak napisałaś - "kipiał emocjami", według mnie był ich pozbawiony. Kwestia świadomości pokazanych zachowań też jest kwestią interpretacji. Przeczytaj jeszcze raz moją recenzję - piszę, że Kevin nie potrafił odczuwać emocji własnych i nie miał empatii względem uczuć innych, ale POTRAFIŁ UDAWAĆ. Dlatego udawał przed ojcem i panią psycholog, a przed matką nie. Piszesz, jakbyś nie dopuszczała do myśli jego problemu zaburzeń, jakby jego działanie było w całości świadome, a nie było. On był chorą jednostką. Moim zdaniem fakt, że matka dawała mu odczuć, że jest znienawidzony, nie ma znaczenia, ponieważ on NIE UMIAŁ tego odczuć, nie wiedział, czym jest nienawiść - jednostki z takimi zaburzeniami nie rozumieją, na czym to polega, a nikt mu nie wytłumaczył, co znaczą konkretne uczucia.

@Kingo, no właśnie ja nie porównuję filmu do książki, bo książki nie czytałam i uznaję chęć reżyserki do swobodnej interpretacji. W filmie - nie wiem, czy w książce też - chronologia wydarzeń jest zaburzona, nie ma narastającego napięcia, bo od początku widz wie, że stało się coś strasznego. Wydaje mi się, że sugerujesz się tutaj wiadomościami z książki i jeśli przeczytałaś ją wcześniej to wiesz, kiedy Kevin decyduje się na ekstremalny krok. Nie pamiętam, by to wynikało z filmu, może Ramsay nie chciała tego jednoznacznie stwierdzić. Poza tym ja widzę w Kevinie wyraźnie osobę chorą, nie potrafiącą odczuwać empatii, jak napisałam w recenzji.
Bardzo ciekawy jest odbiór książki przez Twoją siostrę, wydaje mi się, że jest znaczący, że zmienił jej się punkt widzenia. W moich oczach ani Kevin nie jest potworem (ma zaburzenia psychiczne, a potworem nazwałabym kogoś, kto jest zdrowy, a powoduje gorsze zbrodnie), ani Eva nie jest wyrodną matką. Po prostu nie radzi sobie z chorym dzieckiem. Radzi sobie ze zdrową córką, ale nie z synem.

Jego zbrodnia tez wymierzona jest przeciwko matce, (uwaga! spoiler!!!) z ksiazki wiadomo ze decyduje sie na nia w momencie gdy podsluchuje rozmowe rodzicow o rozwodzie, gdy gorsza od ciaglej walki z ozielbla matka jest jej nieobecnosc i nudne zycie z ojcem -poczciwym-naiwniakiem. Dla mnie ciekawostka jest (oczywiscie calkowicie subiektywny) odbior "Kevina" przez moja siostre, byc moze typowy dla czytajacych/ogladajacych "Kevina" rodzicow. Mianowicie mojej siostrze, ktora czytala ksiazke przed i swiezo po urodzeniu wlasnego dziecka zupelnie zmienila sie percepcja postrzegania bohaterow. Za pierwszym razem to Kevin byl psychopatycznym potworem, ze drugim razem Kevin byl nieszczesliwym dzieckiem a matka jawila sie jako wyrodna, pozbawiona uczuc i podrednio wszystkiemu winna.
-
2012/01/22 19:11:38
@Kornwalio, mnie się raczej wydaje, że o tym 18. roku życia wspomniano ze względu na inne traktowanie przestępców przez prawo amerykańskie, ale to mój odbiór, Ty na to patrzysz inaczej. Według mnie jasne było od początku, że Kevin jest "zero-negative", ale może to dlatego, że czytałam dużo o teoriach Barona-Cohena i zacowanie Kevina pasuje jak ulał. Myślę, że historia z nastolatkiem, który nie sprawiał nigdy problemów wychowawczych, a potem spowodował coś takiego jak Kevin, byłaby ciekawa, ale chyba w historii dużo jest takich przypadków (Pol Pot jako pierwsz przyszedł mi do głowy). Zresztą właśnie interesujące wydało mi się pokazanie człowieka chorego i naszego, jako społeczeństwa, braku umiejętności obchodzenia się z takimi ludźmi. Nie pokazano np. w ogóle interakcji Kevina z rówieśnikami, a byłabym ciekawa, jak wyglądały. Czy był odludkiem, zawsze na uboczu, czy też udawał w kontaktach z nimi? - skłaniam się ku pierwszej opcji i wydaje mi się, że mógł sprawiać wrażenie, że mu taki stan rzeczy odpowiada.
W każdym razie Ramsay w fascynujący sposób pokazał, że niezmiernie trudno jest odpowiedzieć na pytanie, co się liczy bardziej: geny i natura człowieka, czy jego wychowanie. O tym było już bardzo dużo filmów, książek, debat i wciąż jest to zagadka.

@Manio, hmm, mogę mówić tylko za siebie. Jeśli miałabym wątpliwości, czy poradzę sobie z dzieckiem chorym (w jakikolwiek sposób), z moją niechęcią do niego, z własnym życiem po narodzinach dziecka, nie decydowałabym się w żadnym wypadku na nie. Nigdy się nie wie na pewno, oczywiście, i przecież większość kobiet rodzi dzieci niż nie rodzi, ale moim zdaniem sporo z tych pań nie powinno mieć dzieci. To samo dotyczy ojców zresztą. Nie ma też wyjścia idealnego, gdyby populacja miała być mocniej regulowana, mielibyśmy chyba poważne problemy ekonomiczne i system emerytur trzeba by kompletnie inaczej rozwiązać. Natura dała ludziom instynkt do rozmnażania się, niektórzy są go pozbawieni (ja na przykład), ale moim zdaniem, jak w przypadku wielu innych instynktów, ten konkretny instynkt to za mało, by sprowadzać dzieci na świat.

@Liritio, dlaczego nie miałaś zamiaru obejrzeć tego filmu? Jest naprawdę doskonały, polecam :)
Prawda, w wielu kręgach społecznych i w ogóle społeczeństwach uważa się "posiadanie" dzieci za kwestię bezdyskusyjną. Żyjąc w kraju europejskim nie muszę się nikomu tłumaczyć z moich wyborów i decyzji, ale np. w Indiach szlag mnie czasem trafiał, gdy drugim pytaniem, jakie zadawano mi wszędzie (po tym, gdzie jest mój mąż) było, czy mam dzieci. I okazywano współczucie, gdy mówiłam, że nie mam i nie chcę mieć. Co ciekawe, bardziej zmartwione były kobiety niż mężczyźni, i czasem próbowano mnie przekonać, że powinnam mieć choć dwoje. Po co? Tego nikt mi nie mógł wyjaśnić, tak po prostu jest, że kobieta rodzi dzieci. Inaczej zdaje się, jest pasożytem społecznym - nie tyle wybrakowaną jednostką, ale nie ma racji bytu w społeczeństwie, jej rola ograniczona jest do sprowadzania na świat potomków.

@Owarinaiyume, zgadzam się z Tobą w zupełności :) Email doszedł, przepraszam, że jeszcze nie odpisałam, zrobię to jutro wieczorem.

@Anno Mario B., tylko że my tu opisujemy odczucia po obejrzeniu filmu, książka jest w tle. Szanuję wolę reżyserki do własnej intepretacji powieści i ujęcia historii na ekranie tak jak ona ma na to ochotę. Nie ma dla mnie znaczenia, co pisała Shriver, obejrzałam film, oceniam film i interpretuję to, co widziałam w filmie. Podobnie jak większość osób, które piszą tu głównie o filmie, usuwając książkę na bok, jeśli ją czytały.
-
Gość: zuza, *.cdma.centertel.pl
2012/01/22 19:29:31
Filmu jeszcze nie widziałam ale słuchałam kilku dyskusji na ten temat i czytałam recenzje. Nie wiem jak to przedstawiane jest w filmie ale przecież na wychowanie i rozwój dziecka ma wpływ nie tylko matka ale w pewnym wieku często przewagę zyskują rówieśnicy, otoczenie czy nawet media. Wydaje mi się, że bohaterka filmu potrzebowała fachowej pomocy być może jeszcze bardziej niż jej syn. Ciekawe czy psycholog wskazałby moment czy określił zdarzenia, które spowodowały, że Kevin nie radzi sobie w życiu. Ciekawe jak scharakteryzowałby on postępowanie matki. Czy syn jest po prostu osoba chorą i tylko psycholog lub psychiatra poradziłby sobie z problemem. Wydaje mi się, że matka Bena z "Piątego dziecka" nie odrzuciła syna a Ben nie był z pewnością jednostka psychopatyczną chociaż jego zachowanie wobec np. rodzeństwa cechowała agresja związana z brakiem akceptacji. Ben był osobą bardzo wrażliwą ciepłą i empatyczną. Nie wydaje mi się na podstawie tego co czytam aby taką osobą był Kevin.
Uważam, że należy uświadamiać młodych ludzi czym jest wychowywanie dziecka i z czego będą musieli zrezygnować aby zająć się rozwojem młodego osobnika. Wkładam między bajki opowieści medialne jak to można wszystko ze sobą pogodzić i ważna jest jakość a nie ilość czasu poświęcanego dziecku. Oczywiście może tak się zdarzyć, że się uda to zrobić nie rezygnując z kariery już rzadziej z zainteresowań. Może tak być, że stać nas na opiekunki, nauczycieli, mamy dziadków a dziecko jest aniołem. Może tak się zdarzyć, że nie żyjemy w ciągłym stresie i nie dopada nas co chwilę depresja i nie odbijają się na dziecku nasze frustracje. Ale najczęściej tak nie jest, żyjemy w pośpiechu i obok a dziecko musi radzić sobie samo z życiem. Jak wszystko dobrze pójdzie to może jednak nie wyrośnie na nieznośnego potworka lub jeszcze gorzej. Wiem, że nie wystarczy kochać, to naprawdę ciężka praca, trzeba się ciągle uczyć i mieć mnóstwo czasu, cierpliwości i empatii aby starać się podołać zadaniu a nie zawsze wychodzi. Oczywiście zdarzają się dzieci "idealne" mare, grzeczne, posłuszne itd ale nie możemy przyjmować na wstępie założenia, ze to nasze będzie właśnie takie. Najtrudniej jest zaakceptować właśnie odmienność naszego dziecka, to że nie jest tak, jak tak bardzo staraliśmy się, żeby było.
Jedno jest pewne "dzieci" również te niby dojrzałe, nie powinny mieć dzieci, trzeba to traktować jako "życiową" decyzję, to nie mogą być wpadki-przypadki albo spełnianie rodzinnych życzeń.
-
2012/01/22 19:31:32
@Tsun_am, nie czytałam "Piątego dziecka", kojarzę zagadnienie, ale trudno mi doszukać się podobieństw właśnie dlatego, że nie czytałam powieści. Jakiś czas temu natomiast głośna była sprawa Brytyjki, która miała szczęśliwą rodzinę, męża i córkę, i para zapragnęła drugiego dziecka. Urodziło się niepełnosprawne. Po paru latach opieki nad nim kobieta miała zszargane nerwy, jej pierwsza córka była zaniedbywana, a małżeństwo zaczęło się rozpadać. Zdecydowano więc oddać dziecko do domu opieki. Relacji domowników uległy poprawie. Kobieta napisała o tym książkach i mówiła o tym otwarcie w mediach. Wywołała burzę - z jednej strony kobiety, najczęściej te, które też sobie nie radzą z macierzyństwem, ale znoszą cierpienie we względnym milczeniu, oskarżały ją o bycie wyrodną matką, z drugiej - gratulowano jej odwagi i łamania tabu. Bo matka jak najbardziej może nie kochać swego dziecka, tak jak dziecko może nie kochać rodziców. Więzy krwi nie znaczą wcale aż tak wiele, jak się okazuje, w budowaniu bliskości między rodzicem a dzieckiem. Kwestia faworyzowania jednego dziecka też jest stara jak świat i poruszana niekiedy przez kino i literaturę. Kiedyś byłoby łatwiej, matka oddałaby dziecko na wychowanie do opiekunki, a potem do szkoły z internatem (zresztą nadal niektóre rodziny tak robią), więc kontakt z nim byłby minimalny. W dzisiejszych czasach takie sytuacje to jednak rzadkość.

@Katasiu, dziękuję za artykuł, przeczytam w innej wolnej chwili :) Taaa, dzieci bywają po prostu okrutne (poza przypadkami, gdy jak Kevin są chore), empatii trzeba się nauczyć, jedni uczą się szybciej i już w wieku kilku lat boli ich "zło świata", inni wolniej i w tym samym wieku co ta pierwsza grupa maltretują zwierzęta i rówieśników. Są też ludzie zdrowi, którzy jednak czynią krzywdę innym, wcale nie będąc psychopatami bez uczuć...

@Pani_la_mome, dziękuję za odezwanie się :) Ja również miałam podobne odczucia co do Evy, zszokowało mnie, że ona nigdy nie była w stanie naprawdę szczerze porozmawiać z mężem na temat Kevina. Nie miała też Eva żadnych przyjaciółek, którym mogłaby się zwierzyć. To trochę taki dramat amerykańskich przedmieści, pokazany też w "Revolutionary Road" ("Droga do szczęścia") - suburbia bardzo alienuje, zamiast tworzyć bliskość między sąsiadami choćby.
Każdy może manipulować, ale nie każdy potrzebuje to czynić.

Co do dzieci, to napisałam sporo w komentarzu do Manii i Liritio. Dodam tu tylko, że w kwestii "posiadania" dziecka nie chodzi tylko i wyłącznie o to, jak je wychowamy, na jakich ludzi, i jak będziemy w stanie zaakceptować ich charakter czy naturę. Chodzi też o nas, jak nowy człowiek zmieni nas samych. Bywa, że na dobre, bywa też czase odwrotnie. Niektóre osoby po prostu nie są stworzone, by się kimś opiekować przez jakiś czas, by kształtować czyjś charakter, by zwyczajnie być z kimś. A gdy się rodzi dziecko, nie ma wyjścia, trzeba tę nową swoją rokę zaakceptować.

@Froasiu, z początku Tilda Swinton nie pasowała mi do roli Amerykanki z przedmieści amerykańskich, jakoś nie ten typ - mimo rewelacyjnej gry od początku :) Po prostu widzę ją jako Brytyjkę i nawet czytałam w jakimś wywiadzie, że uważa, iż Szkocja (gdzie mieszka) a USA to dwie różne planety. Stąd mi nie pasowała, ale jej gra jest doskonała, bardzo przekonująca. Teraz trudno mi sobie wyobrazić w tej roli kogoś innego.

@Libreria, ja też się cieszę, że powstają takie filmy, łamiące tabu i pokazujące sytuację tak niejednoznaczną. Jak widać po toczącej się tu dyskusji, każda z nas ma wiele do powiedzenia w sprawie filmu. On budzi emocje, bez dwóch zdań :)
-
2012/01/22 19:53:14
Chyba oglądałyśmy inny film ;)
Piszesz, że Kevin był wg Ciebie pozbawiony emocji? Czy w scenie, kiedy Kevin zaciska zęby i mówi, że czegoś nie zrobi - nie ma emocji? Czy kiedy pełen sarkazmu wyrzuca matce w restauracji jej obłudne zachowanie i jego twarz zaczyna aż drgać z nerwów (to widać!) - nie ma emocji?
Czy kiedy chory wtula się w matkę z czułością - jest pozbawiony emocji?
Czy kiedy rzuca jedzeniem, złośliwie "robi w majtki" kolejny raz w rzędu, by wyprowadzić matkę z równowagi też jest pozbawiony emocji?
Być może w książce powiedziane jest coś więcej, być może teoria psychologów mówi co innego, ale bazując na tym, co przewijało mi się przed oczami - odczytywałam Kevina jako osobę chorą, ale nie pozbawioną emocji.
-
Gość: kinga, *.zone8.bethere.co.uk
2012/01/23 00:21:28
Jak dla mnie jest w filmie (i w ksiazce) chociazby jedna scena, ktora wyraznie przekonuje, ze Kevin doskonale zdaje sobie sprawe z uczuc innych osob. To wtedy gdy 7-8 letni dowiaduje sie, ze bedzie mial rodzenstwo i matka przekonuje go, ze bedzie mial kogos do wspolnej zabawy, z kim sie byc moze polubi albo chociaz przyzwyczai. Na co maly Kevin odpowiada, ze tylko dlatego, ze sie do czegos przyzwyczajasz, nie znaczy ze to lubisz. I z wyrzutem dodaje "Ty sie przyzwyczailas do mnie".
-
Gość: tsun_am, *.wolterskluwer.pl
2012/01/23 11:44:47
Librerio, napisałam powyżej dokładnie to samo - o tym skojarzeniu z "Piątym dzieckiem":-) Najsilniej chyba zobaczyłam to w scenie, w której matka szuka pomocy u lekarza, a on odpowiada, że z jej synem wszystko jest ok. I ona zostaje w tym momencie sama. Identycznie rzeczy miały się w "Piątym dziecku", ale tam - wytłumaczyłam sobie - że to były lata 60., więc lekarze, psycholodzy jeszcze nie mieli tak dobrego rozeznania po różnych zespołach zaburzeń. I że dzisiaj ktoś by takiej matce z pewnością pomógł...
-
2012/01/24 11:24:58
@Ka.bu.ki, no ja też mam takie wrażenie :)
Według mnie to nie były jego emocje, to była niechęć, to była pewna gra z jego strony, a Twoje stwierdzenia "pełen sarkazmu" czy "z czułością" to kwestia interpretacji. Wedłu mnie wszystko, co on robi, robi po to, by ją testować, a jako dziecko nie jest świadom, co spowoduje, że ona mu pomoże, przynajmniej nie jest świadom do końca. Inna interpretacja jest też taka, że może chciał swoimi czynami przekonać ją, by zaakceptowała go takim, jakim on jest. Nie musi go lubić ani kochać, ale wystarczy, by zaakceptowała.
Piszesz o bazowaniu na tym, co widzisz. Sporo było o tym mowy w komentarzach pod moim tekstem o "The Sense of an Ending" i właściwie cała książka mówi o tym, jak często to, co widzimy (i potem pamiętamy, ale tu nie chodzi o to) była złudne, jak bardzo nie powinniśmy wierzyć własnym oczom, bo często nie jesteśmy w stanie odróżnić tego, co widzimy, od naszej interpretacji wydarzeń. Ty od razu interpretowałaś jego zachowanie, ja także, ale przez pryzmat teoretycznej (bo opartej na teoriach psychologów) wiedzy o jego zaburzeniach. I właśnie w oparciu o tę wiedzę widziałam więcej manipulacji, udawania uczuć, niż ich prawdziwości. Twierdzę dlatego, że zarówno czułość jak i złość były udawane.

@Kingo, właśnie, napisałam w recenzji, że Kevin potrafił odczytywać oczekiwania innych, nauczył się tego. Co nie znaczy oczywiście, że je rozumiał.

@Tsun_am, to mnie fascynowało, że taka krótka konsultacja wystarczy, że nie była pokazana scena rozmowy matki z lekarką. Być może ta lekarka była niedouczona, może matka sama tłumaczyła swoje reakcje w rozmowie z nią (niepokazanej) stresem, zmęczeniem, depresją itp., co zaważyło na interpretacji pani psycholog. A Kevin potrafił w dodatku świetnie udawać i był inteligentny.
-
2012/01/24 14:08:26
Zdecydowanie poczułam się nagle pasożytem społecznym :) Mnie najbardziej irytuje przekonanie całego świata, że "teraz to Ci się wydaje (blablabla), ale jak dojdziesz do trzydziestki, od razu będziesz chciała mieć dzieci!". Na pewno, możliwe, a jeśli nadal nie?

Filmu nie chciałam oglądać, bo ostatnio jestem jakaś mocno podatna na nastroje i uznałam, że strasznie się namęczę przy Kevinie, że będzie mi ich wszystkich strasznie szkoda i spędzę potem tydzień na rozpamiętywaniu Kevina. Ale trudno, zostałam przegłosowana i przekonana, Kevina obejrzymy.
-
2012/01/24 14:18:27
@Liritio, hi hi, ja też :) Choć z drugiej strony - nie przyczyniam się do sprowadzania na świat nowych ludzi i tym samym zużywania przez nich cennych surowców :) Była parę miesięcy (a może lat? Czas tak szybko pędzi naprzód) seria artykułów krytycznych w prasie na temat rodzin wielodzietnych, a propos narodzenia kolejnego, czwartego, dziecka rodzinie Bekhamów. Wypowiadało się wiele znanych osób, m.in. Richard Attenborough, który pisał, że to wysoce nieodpowiedzialne posiadać tyle dzieci. Że nasza ziemia nie jest w stanie znieść taki ciężar, i że osobom zamożnym, o pewnej pozycji, wydaje się niekiedy, że ich pewne kwestie nie dotyczą. Krytykuje się wielodzietność w krajach rozwijających się, ale zapomina o celebrytach, jakby byli ulepieni z innej gliny. Teraz w TV leci seria programów o brytyjskich rodzinach, które mają po kilkanaścioro dzieci (!), ale nie oglądałam, więc się nie wypowiem. W każdym razie nie popieram tak skrajnych modeli.
Ha! Ja mam ponad 30 lat i w życiu nie czułam instynktu macierzyńskiego, jak byłam mała nie cierpiałam lalek-niemowlaków i do dziś jakoś nie pragnę się rozmnażać. Przypuszczam, że nic się w tej kwestii nie zmieni, a spełniać się będę jako kochająca ciocia. Wystarczy :)

Obejrzyj "Kevina" i daj znać, co o tym myślisz :) Pewnie, że się trochę namęczysz i naemocjonujesz, ale czymże byłoby kino bez emocji?
-
2012/01/24 20:22:15
Książki nie czytałam, filmu jeszcze nie widziałam, ale na pewno to drugie niebawem nadrobię (nie wiem jeszcze, jak będzie z książką). Już nie mogę się doczekać, bo jeszcze złego słowa nie usłyszałam na temat tego filmu! Ja również, sądząc po opisach, mam skojarzenia z "Piątym dzieckiem", lekturą dla mnie ciężką, ale dającą satysfakcję. Nie mam zamiaru nigdy wrócić do tej książki, ale wspominam ją jako ważną. A o sprowadzaniu dzieci na ten świat chętnie bym z Tobą porozmawiała, ale - może jednak nie tutaj :) Ściskam!
-
2012/01/25 13:28:00
@Mandżurio, z adaptacjami filmowymi u mnie zazwyczaj jest tak, że jeśli najpierw przeczytam książkę, to chcę zobaczyć film. Ale jeśli najpierw zetknę się z filmem, to sięgnąć po książkę jakoś nie jest mi łatwo. O "Piątym dziecku" czytałam, ale nie jestem pewna, czy chcę to przeczytać. Na razie czeka "The Golden Notebook".
O dzieciach też bym z Tobą pogadała, nie wiedzieć czemu lubię o tym rozmawiać, z czysto obserwacyjnego punktu widzenia :)
-
2012/01/25 14:31:55
Ha, ja mam tak samo! Jak najpierw przeczytam książkę, to z ciekawością podchodzę do adaptacji, ale w drugą stronę już raczej z niechęcią.
I ja również uwielbiam rozmawiać o dzieciach! I także z czysto obserwacyjnego punktu widzenia. A samo macierzyństwo i rodzicielstwo uważam za tematy-rzeki, szalenie interesujące!

*Wczoraj znów pewna świeżo upieczona mama nie mogła nadziwić się temu, że nie planuję dzieci, "albo chociaż jednego dziecka". :) To tak niesamowicie dziwi ludzi...A mnie wciąż dziwi, dlaczego ich tak to dziwi...
-
2012/01/25 14:38:52
@Ka.bu.ki, więc jest nas więcej - tych, które (którzy) niechętnie sięgają po książkę po obejrzeniu filmu. Nie wiem, z czego to wynika... Może jeśli najpierw przeczytam książkę, zdążę sobie wyrobić zdanie, którego potem film mi nie zaciera, ale w odwrotnej sytuacji obrazy z filmu wpływają zbyt silnie na mój odbiór książki? Nie wiem.

U nas w prasie teraz pełno recenzji i artykułów odnośnie ciekawej książki o francuskim modelu wychowania dzieci "French Children Don't Throw Food", napisanej przez Amerykanką, która opierając się na własnych doświadczeniach porównuje model amerykański i francuski, sporo uogólniając i upraszczając, ale i tak jest to ciekawe. Może o tym napiszę, zwłaszcza też w kontekście arcyciekawego dokumentu "Babies", gdzie porównane jest "wychowanie" dzieci w pierwszym 1,5 roku życia w San Francisco, Tokio, Namibii i Mongolii...

*A pytałaś tę mamę, dlaczego ona zdecydowała się na dziecko? Dawała jakieś powody?
-
2012/01/25 16:02:22
Nie musiałam pytać, bo wiedziałam wcześniej dlaczego się zdecydowała. Niestety, czasem teraz wygląda to tak, jak w przypadku filmu (tylko w innym kontekście): że wtedy wiedziała, dlaczego pragnie dziecka. Dziś nie jest już tego taka pewna...
Bo to, co miało zmienić i "wyprostować" się dzięki pojawieniu się na świecie dziecku, teraz tylko się pogłębiło :(


-
2012/01/25 16:05:20
@Ka.bu.ki, bywa i tak. Bywa, i to jest smutne, że dziecko ma naprawić związek, a tylko pogarsza sprawę i para czasem rozstaje się, gdy kobieta jeszcze jest w ciąży. Nie znam osobiście takich przypadków, ale czytam i słyszę o nich.
-
2012/01/27 23:02:26
Film (książki nie czytałam) był dla mnie masakrą psychiczną. Cały czas oglądałam go w ogromnym napięciu, ze strachem, choć nie wiedziałam o czym będzie. Jestem bardzo emocjonalną osobą i to co czułam w czasie filmu to ogromna wściekłość. Byłam zła na ojca, który chyba bardziej niż główna bohaterka bawił się w bycie rodzicem.
Postać matki jest bardzo tragiczna - boi się własnego dziecka, karze siebie samą za to co się stało. Od samego początku musiała sobie radzić sama, nikt jej nie pomógł, nawet mąż.
To co mnie uderzyło, to fakt, że nikt tam nie rozmawiał o tym co czuje. Każdy z nas odbiera emocje innych ludzi subiektywnie. Możemy się mylić, możemy źle je odczytać. Tam nikt nigdy nie powiedział: "Czuję złość, ponieważ...", "Czuję radość, ponieważ....".
-
2012/01/31 11:51:08
@Mag-io, masz rację, mąż Evy właściwie nie uczestniczył w życiu rodzinnym, nie miał pojęcia, co się w domu dzieje, gdy go nie ma. To poczucie obcości między ludźmi, brak szczerej komunikacji, takiej od serca, jest wielce przygnębiające...
-
2012/02/08 21:21:26
Moim zdaniem film okroił książkę z całej masy niuansów, półcieni, półsłówek, tła itd.
Ja jestem nim rozczarowana, bo tak jak ktoś trafnie napisał, jest tylko wąską wizualizacją świetnej książki.
Zresztą uważam, ze interpretacja postaci Kevina i Evy, ich relacji, udziału ojca byłaby zupełnie inna u osób, które przeczytały książkę, a nie tylko obejrzały jej wizualizację.
Sprowadzanie całości zagadnienia do "choroby" Kevina jest już dużym uproszczeniem, tak jak cały film.
Rola Kevina świetnie obsadzona i zagrana.
Tilda Swinton zagrała b. dobrze, ale wolałabym, żeby reżyserka odeszła od stereotypu i pokazała np. że pulchna brunetka z lokami i dużym biustem także może nie chcieć dzieci, może nie widzieć się w roli matki i wejść w nia bez przekonania.
Swinton została tu obsadzona do bólu "po warunkach", taka zimna, dziwna, idealna na matkę mordercy. Szkoda.
-
2012/02/09 11:50:06
@Gocha, cóż, mam zwyczaj raczej nie porównywania książki do filmu, bo książka to jedno, a film powstał TYLKO na podstawie książki, jest interpretacją reżyserki. Sama Lionel Shriver w artykule do Guardiana mówiła, że jest bardziej niż zadowolona, że film niezmiernie jej się podoba, a przed jego powstaniem wahała się, co zrobić, jak będzie straszny...
My tu dyskutujemy o FILMIE, tylko i wyłącznie, traktując go jako twór w oderwaniu od książki.
W ogóle nie widzę błędu w obsadzeniu roli Evy przez Tildę Swinton, sugerując pulchną brunetkę jako tę, która miałaby kojarzyć się z chęcią bycia matką, sama ulegasz stereotypom, moim zdaniem. Dlaczego kobieta z dużym miastem automatycznie miałaby kojarzyć Ci się z tą, która chciałaby mieć dzieci?
-
2012/02/13 08:48:49
Ale nie chodzi o błąd a pójście na łatwiznę z Tildą Swinton w roli głównej.
Ja bym chciała w takiej roli zobaczyć.. nie wiem, kogoś w stylu Nigelli Lawson :)
Byłoby to w jakiś sposób rozprawienie się z istniejącym stereotypem "Domestic goddess". A ten stereotyp istnieje, czy to się komuś podoba czy nie.

Jeśli ktoś czytał książkę, to trudno jest oceniać film zrobiony na jej podstawie w oderwaniu.
A co do opinii Lionel Shriver.. no cóż, to jej opinia, nie jest ona dla mnie jakąś wyrocznią w sprawach wszelkich.. Cieszę się, że ją ekranizacja satysfakcjonuje.
-
2012/02/13 15:47:14
@Gocha, czy ja wiem? Nie widzę tego tak, jak Ty. Nie widzę tego stereotypu, śmiem twierdzić, że nie istnieje on w moim otoczeniu.
Shriver nie jest wyrocznią, ale jeśli autorka książki chwali film nakręcony na podstawie swego dzieła, to to wiele znaczy. Ja jestem w stanie oceniać film w oderwaniu od książki, tak robiłam w przypadku "Norwegian Wood", gdzie film znacząco różni się od powieści w moich oczach. Ale to dwa różne dzieła, jedno jest wizją pisarza, drugie - reżysera. Tak to widzę w przypadku "Musimy porozmawiać...".