|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Co się dzieje w państwie duńskim
Obejrzeć 20 godzin telewizji w jeden weekend to niebywały wyczyn i właśnie go dokonałam. Dostałam dvd z pierwszą częścią duńskiego serialu "The Killing" ("Forbrydelsen") od Gucia na urodziny. Po włączeniu pierwszej płyty nie było odwrotu... To jak zawiązanie paktu z diabłem, by odnieść się do Fausta, postaci odgrywającej ważną rolę w serialu. Zegar wskazuje godzinę drugą w nocy, potem trzecią, czwartą, a ja naciskam "Play" i wsiąkam w duński świat zbrodni, intryg politycznych i dramatów rodzinnych na kolejną godzinę, o której wiem, że nie będzie ostatnią tego dnia... Zaczęliśmy oglądać serial w piątek wieczorem i pochłonęliśmy cztery godziny. Sobotę spędziliśmy na świeżym powietrzu i w teatrze, ale zaraz po powrocie do domu włączyliśmy telewizor i odeszliśmy od niego dopiero o piątej rano. W niedzielę wstaliśmy przed 12:00, po brunchu zasiedliśmy w piżamach na kanapie i przez kolejne 10 godzin wstawaliśmy z niej tylko na herbatę, obiadokolację i wizyty w łazience. Padliśmy po północy, a mnie przez całą noc śniła się zalana deszczem Kopenhaga nocą. Takiego maratonu trudno uniknąć, gdy ma się cały sezon "The Killing" na dvd. Nie wyobrażam sobie oglądania go w telewizji (u nas pokazywano go już jakiś rok temu) i konieczności czekania do następnego tygodnia, by dowiedzieć się co dalej. Ale tak spędzały wieczory setki tysięcy Brytyjczyków. Serial okrzyknięto na Wyspach najlepszym serialem roku i nagrodzono w zeszłym roku nagrodą BAFTA w kategorii "International". Na Boże Narodzenie w wielu domach brytyjskich pod choinką znalazły się zgrabne paczuszki skrywające komplet dvd duńskiego serialu. Swetry zwane "Christmas jumpers" (z motywami świątecznymi) wyprzedawane były w mgnieniu oka. Nie każdego stać na oryginalny, biało-czarny model (cena: 280 euro) z Wysp Owczych, który w filmie nosiła Sarah Lund. Nastolatki i dorosłe kobiety przeczesywały sklepy w poszukiwaniu imitacji. Szał ogarnął Brytyjczych na wszystko, co duńskie. Ostatnio nawet kupując pęczek koperku w supermarkecie Waitrose, znalazłam obok karteczkę "Perfect for gravad laks" ("Idealny do gravad laks" - tradycyjne nordyckie danie składające się z surowego łososia z koperkiem i musztardą, w sosie musztardowym, na chrupkim chlebie lub z gotowanymi ziemniakami). W prasie pojawiały się artykuły o inwazji brytyjskich turystów na Danię, Brytyjczycy zajmują drugie miejsce pod względem liczby odwiedzających ten kraj - Duńczycy organizują nawet wycieczki po Kopenhadze "Śladami Sarah Lund", które, choć nie skierowane wyłącznie do Brytyjczyków, przyciągają wyłącznie ich. Brytyjscy turyści zdają się też cieszyć, gdy pogoda odpowiada tej filmowej - deszcz i ziąb tworzą znajomy klimat. Mózgiem "The Killing" jest Sarah Lund, inspektor policji, grana przez Sophie Gråbøl. Poznajemy ją, gdy spędza ostatni dzień w pracy w biurze duńskiej policji. Następnego dnia ma wyjechać do Szwecji wraz ze swym szwedzkim partnerem i synem. Do biura przychodzi Jan Meyer (Søren Malling), mający zająć jej miejsce. Sprawa zaginięcia młodej dziewczyny, Nanny Birk Larsen, która - jak się szybko okazuje - przed śmiercią była wielokrotnie gwałcona i bita, i która w tajemniczy sposób powiązana jest ze światem polityki, stawia jednak na nogi wszystkich i nie pozwala Lund wyjechać aż do rozwikłania zagadki. Każdy odcinek serialu trwa godzinę i obejmuje jeden dzień. Aż trudno uwierzyć, jak wiele może się wydarzyć w 24 godziny. Pojawiają się nowi podejrzani, odkrywane są nowe tropy, nowe powiązania między postaciami, zatajane są sekrety. Każdy ma coś do ukrycia i nikt nie może liczyć na nikogo. Takie jest zresztą motto serialu "Nie możesz ufać nikomu". W trakcie rozwiązywania zagadki śmierci Nanny Birk Larsen, trwa kampania przedwyborcza na stołek burmistrza miasta. Głównymi kandydatami są Poul Bremmer i Troels Hartmann, którzy także nie mogą uciec od kryminalnej sprawy - oni sami lub ludzie z ich otoczenia są w nią w ten lub inny sposób wplątani. Z jednej strony kryminalna zagadka, z drugiej thriller polityczny, ale jest też trzecia strona - rodzinny dramat. Widz obserwuje zmagania rodziny Birk Larsen - rodziców Nanny i ich dwóch małych synków - z powrotem do normalności, gdy wiadomo, że normalność jest sprawą abstrakcyjną w ich sytuacji. Gdy dziewiętnastoletnia córka zostaje torturowana przed śmiercią, a jej morderca nie został schwytany, trudno mówić o udawaniu, jakby nic się nie stało. A jednak zaskoczyło mnie, że po zaledwie dwóch tygodniach od tragedii, gdy matka naturalną siłą rzeczy wciąż przeżywa śmierć swego dziecka, wszyscy naokoło, od psychologa po męża kobiety, mówią jej, że czas pójść naprzód i zakończyć żałobę. Po dwóch tygodniach?! Czyżby żałoba była akceptowana tylko przez kilka pierwszych dni po śmierci? Dramat rodzinny rozgrywa się też u samej Lund. Jej partner, będący psychologiem kryminalnym, jej syn i matka nie mogą zrozumieć, że Lund może być tak zaangażowana w rozwiązywanie zagadki, że życie prywatne odsuwa na bok. Ich cierpliwość i tolerowanie jej nieobecności kończy się zaledwie po kilkunastu dniach. Uważam to za niebywałe. Jakby kobiecie nie wolno było mieć ambicji i nie było akceptowane, że ona najzwyczajniej w świecie może być emocjonalnie zaangażowana w sprawę Nanny Birk Larsen. Innym duńskim serialem, który oglądałam też niemal bez przerwy, jest dziesięcioodcinkowy "Borgen". Tutaj jednak głównym planem akcji jest siedziba duńskiego parlamentu, a graczami są pani premier, Birgitte Nyborg (Sidse Babett Knudsen), skupieni wokół niej politycy i doradcy. Na drugim planie jest siedziba fikcyjnego kanału telewizji TV1, na trzecim - rodzinny dom Nyborg. Każdy odcinek prezentuje inną sprawę, z którą zmagać się musi Nyborg (mamy prawa mniejszości grenladzkiej, współpracę z amerykańskim rządem, kwestię parytetu w świecie biznesu, problemy ze stworzeniem koalicji, publikację autobiografii byłego polityka, kontakty z dyktatorem fikcyjnego kraju i mnóstwo innych), lecz międzyludzkie relacje rozwijane są przez cały sezon, który obejmuje pierwszy rok po objęciu posady przez Nyborg. Już po obejrzeniu pierwszego odcinka wiedziałam, że muszę obejrzeć serial do końca. "Borgen" zostało wyprodukowane w 2010 roku, czyli kilka lat po "The Killing", a producenci są ci sami. Powtarzają się też aktorzy. Byłach zachwycona mogąc ujrzeć w roli Meyera w "The Killing" aktora znanego z roli szefa kanału TV z "Borgen"; także żonę Meyera gra aktorka znana z drugiego serialu. W drugim sezonie "The Killing" partnera Lund w rozwiązywaniu nowej zagadki kryminalnej gra, jak się dowiedziałam, aktor grający męża Nyborg w "Borgen". Czuję, że nic co duńskie, nie jest mi obce po 30 godzinach obcowania z duńskością w tak krótkim czasie. Fenomenalne jest ukazanie kulis świata polityki i szalenie profesjonalnego podejścia do swej pracy ze strony większości postaci, zwłaszcza Nyborg oraz jej spin doctora, Kaspera Juula. Podobnie jest w "The Killing", choć tam twórcy serialu nie pozwalają nam wierzyć we wszystko, co widzimy i słyszymy. Z przyjemnością patrzyłam na funkcjonowanie duńskiej telewizji i znów wielce profesjonalne podejście. Alergia na korupcję, jakiekolwiek przejawy niesprawiedliwości czy dyskryminacji są symptomatyczne dla większości społeczeństwa. Nie wszystkich cechuje tolerancja, liberalne podejście i otwartość, ale brak tolerancji, brak gotowości do akceptacji zmian społecznych i hipokryzja są mocno tępione. Wolność słowa w mediach i konieczność nieskrywania niczego przed obywatelami (w tym wszelkich wydatków, jakie pokrywają podatnicy duńscy) są kwestiami dość oczywistymi. "Borgen" jeszcze bardziej niż w "The Killing" wskazuje zmiany społeczne, jakie zaszły na przestrzeni kilkudziesięciu lat w Danii. Seksizm nie jest akceptowany w żadnej postaci, kobiety mają prawo do życia zgodnego ze swoim wyobrażeniem i do realizacji ambicji zawodowych. Aczkolwiek świetnie pokazane jest, że nigdzie nie jest to okupione wyrzeczeniami. Związki Lund z "The Killing" i Nyborg z "Borgen" przeżywają kryzysy właśnie z powodu zawodowych ambicji kobiet (a dokładniej - z powodu niezrozumienia tych ambicji przez mężczyzn), podobnie jest ze śliczną prezenterką telewizyjną z "Borgen", choć ona jeszcze nie ma rodziny i dzieci. Jedyny związek, który przechodzi pomyślnie przez burze to ten, w którym kobieta nie pracuje. Fascynowała mnie kwestia parytetu w świecie biznesu i polityce, która była tematem przewodnim jednego z odcinka "Borgen", oraz podejście do seksualności w społeczeństwie. Zachłannie łykałam wszystkie niuanse i drobnostki - modele życia rodzinnego, warstwę językową (szczególnie sposób zwracania się do drugiej osoby oraz ciągłe użycie słowa "dziękuję", tak podobne do brytyjskiej rzeczywistości), kwestie imigracyjne, które czasem są na pierwszym planie, a czasem ledwo zarysowane są w tle, bycie down to earth (niewywyższanie się, przystępność i życie bez fanfarów) polityków. Oba seriale to prawdziwa uczta, którą nie trzeba delektować się powoli. Lepiej zachłannie pożerać dania w dużych ilościach. Wyobrażam sobie, że oglądając "The Killing" po kawałeczku zapomina się mnóstwo szczegółów i łatwiej pogubić się w labiryncie zależności. My musimy teraz zarezerwować sobie któryś weekend w najbliższych miesiącach na drugi sezon z Sarah Lund - już sprawdziłam, że płyty ma moja biblioteka. Żartowałam wczoraj: "Świat może się walić, mógłby być drugi 9/11, a w Europie wybuchnąć III wojna światowa, a my nic byśmy nie wiedzieli, przebywając w deszczowej Kopenhadze". Polecam oba seriale z całego serca.
PS. 1. Anna Maria dobrze pisała też o obu serialach: o "The Killing" można poczytać tutaj, a "Borgen" tutaj. PS. 2. Nie mam zamiaru oglądać amerykańskiej wersji "The Killing", tak samo jak przywiązana do szwedzkiej trylogii "Millenium", ze szwedzkimi aktorami, nie chcę oglądać amerykańskiego filmu. Parodię plakatu amerykańskiej wersji "The Girl with a Dragon Tatoo" ("Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet") zaprezentował "The Guardian": "The movie you already saw. Now in English. All the rape. No subtitles" ("Film, który już widziałeś. Teraz po angielsku. Jest cały gwałt. Bez napisów"). Otóż to. poniedziałek, 13 lutego 2012, chihiro2
TrackBack
Komentarze
annamaria0
2012/02/13 16:06:24
Oba seriale popularyzowalam u siebie, Forbrydelsen juz wtedy, gdy serial dopiero stawal sie fenomenem w UK, i ciesze sie, ze i Ty to robisz. Niestety o ile wiem, obu nadal nie pokazano w Pl, za to pokazano duzo slabszy amerykanski remake, o ktorym wspominasz. A bardziej osobista nota: teraz na pewno rozumiesz, dlaczego tak kocham Danie i dlaczego, gdy po okresie mieszkania tam, wrocilam do Pl, bylam zdruzgotana.
2012/02/13 16:13:57
@Anno Mario, zaraz podam linki do Twoich tekstów :)
W Polsce pokazano amerykańską wersję??? Z pominięciem duńskiej? Poważnie? O rany... Doskonale rozumiem Twoje zdruzgotanie, ja podczas oglądania nawet nie próbowałam porównywać duńskiego społeczeństwa do polskiego, to jak niebo i ziemia - ani polityka ani kwestie społeczne nie mają żadnych punktów wspólnych. Napisałabym Ci coś o Danii jeszcze bardziej osobistego, ale to zdecydowanie nie miejsce :) 2012/02/13 18:21:16
No nie, "The Killing" leciało na Ale Kino, nie wiem czy już skończyli emisję i teraz sobie pluję w brodę, że jakoś się tym nie zainteresowałam. Może jeszcze kiedyś będę mieć okazję, oby powtórzyli. Brzmi wyjątkowo smakowicie. Dzis natomiast planuję Dziewczynę z tatuażem, mimo że szwedzką wersję już znam. Była niezła, po amer. nie spodziewam się niczego specjalnego, ale ciekawam Craiga.
2012/02/13 19:44:01
Dziękuję za podlinkowanie:-)
Domyślam się:-) Duńską mentalność silnie ukształtowała Reformacja i wartości protestanckie, zatem choć to kraj bardzo zlaicyzowany i liberalny, jednym z powodów, dla których jest tak zaawansowany cywilizacyjnie, otwarty i dlaczego wciąż jest w czołówce listy ONZ najlepszych miejsc do zamieszkania na Ziemi, jest to, że przy jednoczesnej tolerancji religijnej i ścisłym rozdzieleniu państwa i kościoła, etyka protestancka jest silnie zakorzeniona. Skontrastujmy to już nawet nie z Pl, bo Pl ma jeszcze "wymówkę" w postaci komuny, ale choćby katolickimi Włochami - nowy rząd co miesiąc, korupcja, marnotrawstwo, mafia, idioci u władzy.... Nie wiem, czy amerykanski The Killing pokazano w polskiej TV, ale na pewno, sądząc po blogosferze, znacznie więcej osób w Pl widziało ten remake, niż duński oryginał (pozostawiam w domyśle, w jaki sposób...). 2012/02/13 20:48:53
@Kornwalio, pewnie niedługo będziesz mogła obejrzeć cały sezon na dvd, jeśli jeszcze tego nie ma w Polsce. Mnie się podobały wszystkie filmy z trylogii Larssona, widziałam pozostałe dwie części? Osobiście nie rozumiem, po co Amerykanie kręcą własne wersje dobrych filmów zagranicznych, czyżby ich widzowie nie byli otwarci na aktorów nie mówiących w ich języku czy tak bardzo nie lubią czytać napisów? Craiga nie znoszę, choćby z tego względu nie mam zamiaru oglądać amer. wersji.
@Anno Mario, cała przyjemność po mojej stronie :) Ty mnie często linkujesz, więc i ja nie pozostaję dłużna :) Doszły mnie słuchy, choćby Kornwalia pisze, że duńska wersja leciała (może jeszcze leci?) na Ale Kino, więc Polacy mogą oglądać także tę. Szukałam dziś trochę komentarzy odnośnie amerykańskiej wersji - nie znalazłam ani jednego pozytywnego. Brytyjczycy narzekają na uproszczenia i traktowanie widza jak idioty (tego wrażenia nie ma, gdy się ogląda wersję oryginalną) oraz na koszmarnie powolne tempo i brak charyzmy aktorów grających głównych bohaterów. Czytałam wypowiedzi wielu osób, które po prostu przerwały po którymś epizodzie oglądanie, bo ich znudziło (!). Duńska wersja zaś zbiera same achy i ochy, zasłużenie zresztą. Włochy to masakra, nie wyobrażam sobie, jak wyglądałaby włoska wersja "Borgen". Poza tym co napisałaś obecny jest też seksizm, rasizm, brak wolności słowa w mediach kontrolowanych przez Berlusconiego. Brrr, aż strach pomyśleć. Anno Mario, a możesz zdradzić, czemu wróciłaś z Danii do Polski? 2012/02/13 20:51:45
Droga Chichiro,
teraz powinnaś za mnie wykonać moje obowiązki, bo znając życie po twoim poleceniu wsiąknę w ten serial podobnie jak Ty na 20 godzin z przerwami na pracę :) 2012/02/13 21:14:18
@Mag-io, trzeba sobie świetnie zaplanować, kiedy się ogląda ten serial :) Wyłączyć telefon, zaopatrzyć lodówkę, by nic nie rozpraszało i... przenieść się do Danii :)
2012/02/13 21:42:05
Amerykanie robią wszystko od nowa z tej prostej przyczyny, że tylko ok. 3% populacji jest gotowa obejrzeć film/serial z napisami. Subtitle-phobia jest także i tu rozpowszechniona, ale jednak wykształcona brytyjska klasa średnia nie jest aż tak oporna, jak ich odpowiedniczka w USA.
Co do wyjazdu - skończyło się moje stypendium, miałam dopiero 18 lat i nieskończoną szkołę średnią, musiałam więc wrócić do Pl. Żałuję jednak, że nie wyjechałam do Danii na studia - to jednak były inne czasy, przed UE, i nie było to to takie łatwe, jak teraz. 2012/02/13 21:57:26
@Anno Mario, myślę, że taniej by Amerykanom wyszło zrobić dubbing - widziałam fragment "The Killing" z niemieckim dubbigiem, brrr, ale to tańsze niż kręcenie wszystkich narodowych wersji. Z kolei Skandynawowie tak dobrze mówią po angielsku m.in. dlatego, że wszystkie anglojęzyczne filmy oglądają zawsze z napisami, nie ma dubbingu ani najgorszej wersji z możliwych - lektora.
Ach, rozumiem :( Rozumiem Cię, ja też żałuję, że nie miałam możliwości wyjechać na studia od razu za granicę, dopiero po 3. roku. I dopiero po moim roku w Australii, podczas kolejnych rocznych studiów w Berlinie Polska weszła do UE, co znacznie ułatwiło wszystko.
Gość: Alicja, adsl-69-109-116-100.dsl.pltn13.pacbell.net
2012/02/13 23:33:12
Ciekawy wpis i ciekawe opinie o amerykańskim przemyśle filmowym, o samych Amerykanach (skąd te 3% Annamaria0 wzięła nie wiem, ale też ciekawe), o naszych preferencjach. I w sumie bardzo jednolite spojrzenie na Danię, raczej takie...bezkrytyczne powiedziałabym. No ale cóż, życie i obserwacje innych sporo nam mówią o tych innych, więcej niż same ich obserwacje...
Pozdrawiam, Alicja 2012/02/13 23:44:04
@Alicjo, ja sobie gdybam, czemu Amerykanie lubią naśladować europejskie udane seriale czy filmy, zamiast wyszukiwać ciekawe scenariusze u siebie. Nawet "Borgen" wyjdzie w USA, nieco zmienione oczywiście, bo nie ma w USA tylu partii co w Danii, ale jednak będzie to naśladownictwo duńskiego oryginału. Masz jakąś teorię?
Ja nie napisałam bezkrytycznego opisu Danii, przeczytaj uważnie szczególnie trzeci i czwarty akapit od końca. Poza tym czy tak duża obecność intryg w polityce świadczy o idealnym społeczeństwie? Raczej nie. Obejrzyj oba seriale, przekonasz się sama. 2012/02/14 00:06:29
Ja myślę, że Amerykanie tak przyzwyczaili się do gotowców, że nawet nie mają ochoty składać filmu od początku. To tak jak z gotowymi daniami - łatwiej wsadzić do mikrofali, bo już nie muszę się wysilać niż kupować pojedyncze produkty.
2012/02/14 00:18:48
@Mag-io, eee, myślę, że tak źle nie jest. Wciąż kręci się w USA niezłe filmy i seriale, ale ich świetność minęła. W kwestiach kultury kraje europejskie otworzyły się bardziej na świat i zaczęły cenić dobre produkcje innych państw, które jakością przewyższają często te amerykańskie. Kiedyś wszyscy ekscytowali się Oscarami, a dziś? Co do naśladownictw, to nawet osławiony "In Treatment" (choć wybitny serial, tak na marginesie) to kalka izraelskiego serialu. W Wielkiej Brytanii ceni się obecnie bardziej rodzime, brytyjskie seriale (których jest multum, szczególnie tych historycznych) i duńskie lub szwedzkie. Polacy też chętnie kupują najlepsze produkcje BBC, jak zauważyłam. "The Killing" wygrało BAFTĘ, a konkurencją były trzy, podobno świetne, seriale amerykańskie. A jednak to na duńskie intrygi był popyt, bo ten serial zwyczajnie jest szalenie inteligentny, co podkreślają też krytycy zawodowi i zwykli czytelnicy, oceniający filmy na stronie Amazona. Wystarczy porównać ich zdanie odnośnie duńskiej i amerykańskiej wersji - zresztą nawet dystrybutor nie ukrywa, że film nie dorównuje oryginałowi. Widać, że nie zawsze naśladownictwo daje dobre efekty - choć, wracając znów do "In Treatment", bywa, że czasem się udaje.
Gość: Alicja, adsl-69-109-116-100.dsl.pltn13.pacbell.net
2012/02/14 00:59:04
Myślę, że zerknę na te filmy. Co to przyczyn dla których Amerykanie robią swoje własne wersje filmów, to myślę, że jest to dosyć skomplikowana sprawa. W trakcie pertraktacji na temat praw autorskich, własności intelektualnej często występuje tzw. mur, którego się nie da przebić. Zbyt dużo ludzi jest związanych z całym procesem, żeby łatwe było takie po prostu wyświetlanie filmów na ekranach np. USA. Stąd podobno tylko bardzo, bardzo niewielki procent filmów francuskich trafia na ekrany u nas. To nie jest nasza niechęć, ale bardziej niemożność podpisania wszystkich umów, żeby wszyscy byli zadowoleni. Francuzi pewnie chcą więcej niż Amerykanie chcą zapłacić i wtedy taki "deal" się wali. I może (to przypuszczenie) tak było w przypadku szwedzkiej trylogii. Może rozmowy nie szły w najlepszym kierunku, i stąd jakiś producent uzyskał zgodę na przeróbkę. Ten film znany u nas jako A Girl with a Dragon Tattoo jest i był u nas na ekranach, ale nie w jakiejś bardzo rozprzestrzenionej formie. To co piszę o filmach francuskich dotyczy i innych europejskich, ale nie tylko seansów w kinach. Dotyczy to dostępu na dyskach DVD czy wcześniej na kasetach VCR. Chyba z tej przyczyny są te różne systemy wyświetlania filmów: inne w Europie, inne tutaj, inne w Japonii. Chodzi w dużej mierze o piractwo. I jeżeli oko producenta zauważy coś dobrego w świecie filmowym, a trudno jest dojść do ugody, to wtedy jednym z rozwiązań może być właśnie zrobienie własnej wersji. Nie widzę w tym zupełnie nic złego. To nieco jak granie tego samego utworu przez różnych artystów, a czasem nawet na zupełnie innych instrumentach.
Podejście "amerykańskie filmy są be" świadczy mi nieco o Pań uprzedzeniu, no ale cóż, każdy ma prawo do swoich osądów. Pozdrawiam, Alicja 2012/02/14 09:13:57
Chihiro - cz. 2 i 3 jeszcze nie widziałam. Jest dokładnie jak piszesz, Amerykanie nie znoszą czytać napisów i dlatego tak trudno jest tam promować kino europejskie. Choćby nie wiem co by to było, film dostaje łatkę "trudny" ;)
2012/02/14 13:27:45
@Alicjo, Twoja teoria wydaje mi się mocno naciągana. Być może jest jak piszesz w przypadku pojedynczych filmów, ale zalew remake'ów w USA nie pozwala wierzyć, by po prostu Amerykanów nie było stać na kupowanie praw do europejskich filmów. W dzisiejszym świecie inne systemy wyświetlania filmów nie stanowią problemu. Także Japonia ma inny system, a jakoś sobie radzi. Naprawdę wierzysz, że producenci amerykańscy mają wieczny problem z dojściem do ugody z producentami europejskimi i azjatyckimi (bo Amerykanie masowo kręcą też remake'i choćby japońskich filmów)?
Kolejny raz przekonałam się też, że nie potrafisz czytać uważnie i ze zrozumieniem, węsząc jakieś uprzedzenia wobec amerykańskich filmów. Staje się to już zabawne, jak bardzo wybiórczo traktujesz moje teksty :) Spędziłam trochę czasu, starając się znaleźć informację odnośnie powodu kręcenia remake'ów dobrych filmów przez Amerykanów. Znalazłam mnóstwo artykułów, tekstów na blogach, stronach internetowych amerykańskich gazet itp. i wyłania się z nich ciekawy obraz, dlaczego Amerykanie tak chętnie kręcą remake'i zagranicznych filmów. Przede wszystkim wielu Amerykanów ma bardzo złe zdanie o swych rodakach, o ich poziomie inteligencji i lenistwie. Podaję kilka linków, z dwoma wyjątkami, wyłącznie z amerykańskich stron. - video.answers.com/hollywood-remakes-of-foreign-films-454965534 - zabawnie wytłumaczone powody awersji Amerykanów do remakeów - americanepali.wordpress.com/2012/01/11/subtitles/ - ciekawe osobiste doświadczenia - www.tnhonline.com/hollywood-turns-from-originality-to-remakes-1.1282172#.TznMyFy2-f5 artykuł z uniwersyteckiej gazety Uniwersytetu New Hampshire - culturalvoiceover.com/2009/11/23/newest-hollywood-trend-borrowing-susanne-bier/ - interesujący punkt widzenia blogerki z Chicago, która zauważa: These Danish movies work because they arent Hollywood. Taking something thats great because its not Hollywood and then making it Hollywood? That might be the definition of counterproductive. (Te duńskie filmy są dobre, ponieważ NIE SĄ z Hollywood. Wzięcie czegoś, co jest świetne, bo nie pochodzi z Hollywood i wyprodukowanie tego w Hollywood? To może być definicja działania destrukcyjnego). - www.guardian.co.uk/film/filmblog/2010/feb/23/robert-de-niro-everybodys-fine - punkt widzenia dziennikarza z brytyjskiej gazety The Guardian - omaha.com/article/20111218/GO/712159971 - punkt widzenia dziennikarza z Nebraski - www.sunypress.edu/pdf/60448.pdf - bardzo ciekawy rozdział książki wydanej przez State University of New York Press na temat remakeów, szczególnie odnośnie konceptu amerykanizacji kultury w USA i amerykańskiej kolonizacji kulturalnej innych krajów - articles.latimes.com/2010/mar/18/entertainment/la-et-word18-2010mar18 - artykuł z Los Angeles Times - www.moviegno.me/why-we-remake-foreign-films-and-tv-shows/ - powody, dla których Amerykanie lubią remakei, według amerykańskiej blogerki - www.globalization101.org/the-integration-of-cultures/ - amerykanizacja międzynarodowych aktorów według Levin Institute z Nowego Jorku - www.nerve.com/movies/in-defense-of-americanized-remakes - próba usprawiedliwienia remakeów - www.independent.co.uk/arts-entertainment/films/features/movie-remakes-lost-in-translation-2031141.html - także próba usprawiedliwienia remakeów według brytyjskiej gazety The Independent c.d.n. 2012/02/14 13:35:26
Podsumowując: wymienia się kilka powodów kręcenia kopii:
1) Amerykanie nie lubią czytać napisów. Potwierdza to wiele osób, m.in. mężczyzna, który poszedł do kina na zagraniczny film i został ostrzeżony (!), że film jest zagraniczny i posiada napisy. Ta teoria nie ma jednak odniesienia do remake'ów brytyjskich filmów, w których język jest przecież ten sam. 2) Amerykanie lubią identyfikować się bohaterami. Lepiej identyfikują się z bohaterami, gdy ci są Amerykanami i żyją w USA, a nie np. są Duńczykami i przejmują się sytuacją mniejszości grenlandzkiej. Niektórzy blogerzy i komentatorzy amerykańscy krytykują rodaków za ich brak empatii wobec inności. 3) Amerykanów nie obchodzi nic poza ich własnym krajem i własnymi sprawami. O tym pisze wiele osób, stawiając się na pozycji ograniczonych rodaków na zasadzie "Co nas obchodzi jakiś mały kraj, o którym nawet nie wiemy, gdzie się znajduje?". Chcą mieć wszystko przefiltrowane przez swoją wrażliwość i kulturę. Obraz Amerykanów jako ksenofobów (w dosłownym znaczeniu tego słowa - lęku przed obcym) jest bardzo często powtarzany przez amerykańskich widzów i krytyków, którzy dostrzegają, że nawet zagraniczni aktorzy po przyjeździe do USA muszą przejść lekcje nauki amerykańskiego akcentu, wybielić zęby, schudnąć i poddać się zabiegom, które uczynią ich bardziej "amerykańskimi". 4) Amerykanie traktują wszystko co zagraniczne jako ambitniejsze, bardziej wyrafinowane, trudne, a od kina oczekują rozrywki, nie postrzegają sztuki filmowej jako sztuki. Boją się, że film nie będzie relaksem, bo będzie zbyt trudny, że za bardzo będzie wymagał myślenia. To tłumaczy wrażenie, jakie ma wielu widzów po obejrzeniu wersji oryginalnej i amerykańskiej, że ta druga jest płytsza, prostsza, jednowymiarowa. 5) Amerykanie postrzegają wszystko, co amerykańskie za lepsze i nie ufają zagranicznym produktom, wierząc, że tylko Hollywood potrafi zapewnić najlepszych aktorów i reżyserów. Ta teoria jest szczególnie powszechna u osób, które traktują zysk z filmu jako dowód na wysoką lub niską jakość filmu. 6) Niektórzy uważają szczerze, że remake'i robią przysługę oryginalnym filmow, gdyż po obejrzeniu amerykańskiego filmu widzowie chętniej sięgną po oryginał. To działa tylko pod warunkiem, że oryginał jest dostępny, a tak się nie zawsze dzieje. Wszystko to jest bardzo smutne. Narzeka się w Europie na amerykanizację kultury, ale nie jestem pierwszą i ostatnią osobą, która widzi, iż kultura w USA jest o wiele bardziej jednolita i jednowymiarowa niż gdzie indziej. To oczywiste, że wspiera się własne produkty i sztukę narodową, ale jedną rzeczą jest wspieranie amer. produkcji (których Amerykanie nie postrzegają za sztukę), a czym innym jest niechęć do poszerzania horyzontów swoich obywateli. Nawet organizatorzy najlepszego amerykańskiego międzynarodowego festiwalu filmowego, Sundance, szacują, że filmy spoza USA wypełniają jedynie 1/3 programu. To o wiele niższa liczba niż na dużych europejskich festiwalach filmowych, na których filmy zagraniczne stanowią większość. Mnóstwo międzynarodowych dystrybutorów i producentów krytykuje infrastrukturę i organizację Sundance, co powoduje, że niektórzy rezygnują z zaprezentowania swych filmów tam (źródło: artykuł o Sundance napisany przez Sandyego Mandelbergera w książce International Film Guide 2009. The definitive annual review of world cinema edited by Ian Haydn Smith). To świadczy, jak słaby jest dostęp Amerykanów do filmów powstałych w innych krajach, w porównaniu z obywatelami innych rozwiniętych krajów. 2012/02/14 13:39:36
@Kornwalio, potwierdzasz zdanie, które reprezentuje wielu Amerykanów. Co ciekawe, wiele osób twierdzi, że nie można jednocześnie czytać napisów i widzieć, co się dzieje na ekranie. Ciekawe, miliony osób na całym świecie jednak nie mają z tym żdanego problemu i ci Amerykanie, którzy lubią filmy zagraniczne i oglądają je z napisami, wyśmiewają ten pomysł o niemożności jednoczesnego czytania i oglądania.
Gość: Alicja, adsl-69-109-116-100.dsl.pltn13.pacbell.net
2012/02/14 15:16:31
moja teoria "jest naciągana", "kultura amerykańska jest jednolita", "Amerykanie nie lubią czytać napisów". Wiesz, jest tylko jedna prawdziwa rzecz na temat kultury i świata Ameryki: cokolwiek nie byłoby na jej temat powiedziane, to zawsze będzie to coś co wykluczy bardzo dużą część Ameryki i Amerykanów.
Tutaj zdanie jest wyrobione, "dowody" przedstawione, jest jak jest. Natomiast moim skromnym zdaniem, Ty przedstawiasz niewierne prawdzie obrazy Ameryki, Anglii i nawet Japonii. No ale cóż, Twój blog, Twoje czytelniczki, Twoje prawdy... odrobina obiektywizmu nigdy nie szkodzi. Pozdrawiam, Alicja 2012/02/14 15:23:44
W rzeczywistosci demokracja dunska ma mniej problemow, niz to przedstawia Borgen. To kraj, ktory wg Tranparency International jest jednym z najmniej skorumpowanych, najbardziej przestrzegajacy praw czlowieka etc. Skandale to wielka rzadkosc. Borgen zatem maluje gorszy, bardziej sensacyjny, "podrasowany" obraz Danii, takie sa prawa gatunku, inaczej serial bylby nudny:-)
2012/02/14 15:38:40
@Alicjo, ja Ci pokazuję na przykładach, co uważają sami Amerykanie. Znajdź mi, proszę, jakikolwiek artykuł, potwierdzający Twoją teorię - ja szukałam i nie znalazłam.
Chcę zakończyć temat Ameryki, moja notka dotyczy duńskich seriali, a Ty uczepiłaś się zdania w PS. Znalazłam mnóstwo tekstów z różnych stron USA, pisanych przez różne osoby, które mają swoje zdanie - kwestionujesz je? Sądząc po czasie, w jakim odpowiedziałaś na mój komentarz, nie miałaś jeszcze okazji ich przeczytać. Zajrzyj, przekonasz się, co sądzą także obywatele kraju, w którym mieszkasz, od NYC po LA. @Anno Mario, oczywiście, każdy serial pokazuje nieco przejaskrawioną rzeczywistość. Sądząc po literaturze i filmach pochodzących ze Skandynawii można by pomyśleć, że tam wszyscy latają z nożami po ulicach, a faktycznie poziom bezpieczeństwa w tych krajach jest bardzo wysoki w porównaniu z wieloma innymi rozwiniętymi krajami. Podobnie jest w Japonii zresztą. To, co mi się bardzo w "Borgen" podoba, to przedstawienie sposobów, w jaki bohaterowie radzą sobie z problemami, odrzucanie od razu pomysłów o ukrywaniu czegokolwiek. Szczere i otwarte stawanie oko w oko z trudnościami, czy to zawodowymi czy osobistymi. 2012/02/14 17:37:59
Co niesamowite, choć na pewno już czytałaś, to fakt, że scenarzyści Borgen przepowiedzieli pierwszą kobietę - premiera w Danii - scenariusz powstał jeszcze przed tym, jak Dania wybrała Helle Thorning - Schmidt. Kolejna ciekawostka - jej mąż to Brytyjczyk, a ona jest synową Neila Kinnocka, zaś twórca Borgen, Adam Price, to pół - Duńczyk, pół - Brytyjczyk:-)
@ Alicja, jeśli moje poglądy o mnie świadczą (nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej - to stwierdzanie oczywistości), to świetnie, nie mam się czego wstydzić, bo jestem osobą tolerującą odmienne od moich poglądy, która mieszkała w kilku krajach, i która, mam nadzieję, nie prezentuje często spotykanej w Pl postawy pt. "ja się na wszystkim znam i wiem lepiej". Jestem także osobą, która nabyła umiejętność konstruktywnej krytyki ad meritum oraz polemiki, i nie myli tego z atakami ad personam. Nie wątpię, że są miejsca w sieci, gdzie nikt nie krytykuje Polski czy USA, i pisze o tych krajach wyłącznie tak, jak wg Ciebie powinien/nna - w sieci znajdzie się miejsce dla każdego światopoglądu, także zgodnego z Twoim. Co do mojej postawy wobec amerykańskich seriali i filmów - aż się roześmiałam, tak bardzo się mylisz. Wg mojej listy w wypożyczalni internetowej, obejrzałam w ciągu ostatnich dwóch lat niemal 350 pozycji, z czego ok. 80% to pozycje made in USA. Nawet osoba średnio matematycznie uzdolniona przyzna więc, że jestem widzem o zdecydowanych pro-amerykańskich sympatiach. 2012/02/14 17:54:25
@Anno Mario, czytałam i bardzo mnie zainteresowały te brytyjskie koneksje :) A wiesz, co jeszcze mnie zainteresowało? Że poza kilkoma krajami europejskimi (raczej z północy Europy, poza Francją w ramach kanału ARTE) i USA serial wykupiła Południowa Korea - dobrze to o nich świadczy. A drugą część jak na razie wykupiły tylko Szwecja i UK.
Alicja nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz doszukuje się między wierszami treści, których żadna z nas nie pisała. Ja nie oglądam aż 80% filmów made in USA, ale wystarczy czytać uważnie mój blog i zobaczy się, jak bardzo chwalę wiele filmów i książek amerykańskich twórców. Zresztą po co się tłumaczyć ze swoich sympatii? Pozdrawiam Cię serdecznie :) 2012/02/14 18:02:20
Tak, ja się nie tłumaczę, bo absolutnie nie odczuwam takiej potrzeby, tylko nie mogłam sobie odmówić satysfakcji wykazania Alicji, jak bezpodstawne i wyssane z palca są jej zarzuty;-P
2012/02/16 10:38:42
Chihiro - poczytałam sobie artykuły, które podlinkowałaś. Zwłaszcza to mnie rozśmieszyło: "We dont want the effort of connecting with a Danish soldier like we would with an American soldier. Im surprised we put up with a British Harry Potter." To z komentarzy akurat ;))) No fakt, jakoś jednak dali radę, pewnie dlatego, że to jednak angielski, choć akcent nie ten.
2012/02/16 12:45:58
@Kornwalio.mikropolis, te komentarze ciekawie dopełniają obraz :) Oczywiście ironiczne stwierdzenia pokazują, że nie wszyscy maja problem z obcymi filmami, ale tak wiele różnych osób porusza tę kwestię braku zainteresowania i zrozumienia dla wszystkiego, co nie jest związane z Ameryką, że ziarnko prawdy musi w tym tkwić. I najgorsze zdanie o Amerykanach mają sami Amerykanie, jak się okazuje.
Akcent angielski bywa problemem, do programu "X Factor" (coś jak polski "Idol") jakiś czas temu wysłano Cheryl Cole, Angielkę, do USA, by tam zasiadła w jury. Amerykanie szybko zaczęli narzekać, że nie rozumieją, co ona mówi - Cole ma akcent Geordie, używany w regionie Northumberland, a poza tym mało kto wiedział tam, kim ona jest, więc po trzech tygodniach Cole wróciła do Anglii. PS. Zabawne by było, gdyby Amerykanie nakręcili swojego Harry'ego Pottera :))) 2012/02/16 20:45:24
Chihro - do Polski już X factor dotarł ;) Za to Idol się skończył parę lat temu. No z ta Cole to mnie zaskoczyłaś, bo lubiłam ją w bryt. jury i zawsze mi się wydawało, że mówi super wyraźnie, nigdy nie miałam problemów z jej zrozumieniem. Za to serialu "Skins" już nie mogłam oglądać bez napisów: to nie była nawet kwestia akcentu, tylko slangu. Jak używali popularnych słów i wyrażeń, to OK, ale jak już klęli i mówili slangiem, to wysiadałam i bez napisów ani rusz :)
W każdym razie ciekawie było poczytać jak sami Amerykanie się krytykują, nie wiedziałam, że jednak zauważają to (niektórzy z nich). 2012/02/17 12:04:53
@Kornwalio, aaa, widzisz, jestem kompletnie nie na czasie :) Mnie się też wydaje, że Cole mówi wyraźnie, owszem ma akcent, ale przeciętna osoba mieszkająca na Wyspach Brytyjskich jest w stanie wszystko zrozumieć, wszystkie akcenty są reprezentowane w telewizji, nie ma dyksryminacji i jednego słusznego wzoru języka. "Skins" nie widziałam nigdy, więc nie wiem, czy slang byłby dla mnie zrozumiały.
W mojej podróży po USA zetknęłam się z bardzo różnymi Amerykanami i ci, którzy nigdy nie wyjechali poza kraj byli przekonani, że to najwspanialszy kraj na świecie (i dziwili się, że nie chcemy mieszkać w Stanach :)), ale spotkaliśmy też m.in. chłopaka, który miał fińską dziewczynę i był w paru krajach w Europie i powiedział, że to mu otworzyło oczy na to, jak bardzo Amerykanie są zacofani pod wieloma względami, dwulicowi, pruderyjni i nietolerancyjni. Narzekał na Amerykanów i narzekał, aż nam się nieswojo robiło... 2012/02/22 16:50:01
"The Killing" to jeden z najlepszych seriali, jakie ostatnio oglądałam. O tym, że jest amerykańska kopia dowiedziałam się przypadkowo, właśnie ktoś w komentarzu mi to wpisał.... Ale oglądać nie zamierzam. Teraz zaczynam przygodę z drugim sezonem.
Tego drugiego serialu nie znam, ale chętnie poszukam. Ale kino zaczęło emisję "Biuro ochrony" - też duński i też bardzo mi się podoba. Wcześniej kompletnie oszalałam na punkcie "Inspektor Irene Huss" i "Wallandera" szwedzkiego. Jak ja lubię te "nieamerykańskie" seriale.... Pozdrawiam. :))) |