visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Gdy kobieta czeka na mężczyznę

Wojna może nie mieć w sobie wiele z kobiety, jak twierdzi Swietłana Aleksijewicz, ale kobiety noszą jej ciężar. Podczas gdy mężczyźni walczą o honor ojczyzny czy prawo do ziemi, kobiety dbają o przetrwanie, wychowują dzieci, troszczą się o rodzinę, a po wojnie - zaangażowane są w odbudowę kraju i zapewnienie swym dzieciom przyszłości. I czekają. Nie wszystkie mają to szczęście, by ich mężczyzna wrócił z pola bitwy cały i zdrowy. Nie wszystkie też dostają zawiadomienie o jego śmierci. Na całym świecie żyją tysiące kobiet, którym los ich mężczyzn jest nieznany. Czasem poddają się, wiedzą, że zginął on w nieokreślonym czasie i miejscu, a ciało zostało wrzucone do jednego z masowych grobów, czasem łudzą się, że mężczyzna wróci, a życie przemieniają w oczekiwanie. 


Na mężczyznę, który nigdy nie wrócił z wojny czeka od trzydziestu lat Wiera, bohaterka powieści Andreï Makine'a pt. "Kobieta, która czekała". Jej czekaniem przepełnione jest zimne powietrze wsi w okolicach Archangielska, jej czekanie wyczuwa się w wietrze, jej czekanie kreuje fatamorgany w ciemności. Dla młodego intelektualisty, który przyjeżdża w te rejony z Moskwy, by pisać o zwyczajach ludowych, to oczekiwanie jest niepojęte. Raz budzi złość i frustrację, innym razem wielki szacunek. Przede wszystkim jednak obnaża go, uświadamia, że jego edukacja nie przygotowała go na zmierzenie się z człowieczeństwem, jakie widzi w Wierze, z jej emocjami, z jej postawą. Są lata 70. ubiegłego wieku, wojna nie jest już świeżym wspomnieniem, ale wciąż jeszcze nie pozwala o sobie całkowicie zapomnieć. 

Wiera żyje zwykłym, zdawałoby się, życiem. Opiekuje się staruszkami we wsi, uczy w szkole, potrafi śmiać się, ale nie jest w tym całą sobą. Odłożyła swoje życie na później, jakby miało ono rozkwitnąć dopiero wtedy, gdy jej ukochany wróci z wojny. Nic nie wskazuje na to, by mógł kiedykolwiek powrócić, ale Wiera karmi się nadzieją. Nie zachowuje się jak lunatyczka, nie przesiaduje wciąż na rozstaju dróg, nie opowiada wszystkim o swym cierpieniu, a jednak czeka. W domu siada na stołeczku blisko okna, skąd widziałaby postać idącą drogą, jeździ czasem na stację wypatrując znajomej (a po trzydziestu latach właściwie już nieznajomej) sylwetki, nie wyjeżdża ze wsi. Bo on może nadejść w każdej chwili. Bohater przyłapuje się na myśli nie raz, że żal mu Wiery. Powieść zaczyna się słowami, które napisał: "Kobieta tak zdecydowanie predestynowana do szczęścia (chocćby jedynie do szczęście czysto fizycznego, tak do banalnego spełnienia zmysłowego), która jednak wybrała, można powiedzieć niefrasobliwie, samotność, wierność wobev nieobecnego, wyrzekając się kochania...". Pretensjonalne wynurzenia młodego mężczyzny, któremu zdaje się, że przeniknął myśli Wiery na wskroś, z czasem okażą się ułudą. I będą stanowić dowód na uniwersalność poglądu, jaki żywi wielu mężczyzn na świecie, że kobiet nie można zrozumieć. Gdy już wydaje się bohaterowi, że schwytał Wierę jak wróbla w garści, ona wyślizguje się i ukazuje bohaterowi w nowym świetle, a jej czekanie zyskuje nowy wymiar.

Wielką siłą powieści są niedopowiedzenia. Tę książkę czyta się niemal jak poezję, pozostają w pamięci smaki, zapachy, obrazy, ulotne doznania. Makine, o czym przekonałam się kolejny raz, ma niebywały talent do operowania słowami w taki sposób, by oddziaływały na zmysły. Jego książek nie odbiera się umysłem, a sercem, jakkolwiek banalnie to brzmi. "Kobieta, która czekała" nie jest opowieścią dla czytelników, którzy marzą, by wszystkie sekrety zostały ładnie ujawnione na koniec. Tu nie ma wszechwiedzącego narratora. Jest za to przykład na tezę, iż nigdy nie jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka. "Prawda" o egzystencji nie zostaje odkryta, być może ona w ogóle nie istnieje?


Inaczej ogląda się "Lecą żurawie" (reż. Michaił, Kałatozow, 1957), jedyny radziecki film, który zdobył Złotą Palmę w Cannes. Poznajemy Weronikę i Borysa (co ciekawe, zarówno w książce Makine'a jak i w fimie Kałatozowa mężczyzna, który nie wraca z wojny ma na imię Borys) przed wybuchem wojny, gdy jako zakochani cieszą się sobą i nie myślą zbyt wiele o przyszłości. Ich życie w Moskwie przepełnione jest śmiechem, żartami i niefrasobliwością. Wojna kładzie temu kres. Weronika nigdy już nie zobaczy Borysa, który ginie na wojnie. Nie uda jej się także spotkać go po raz ostatni, zanim on wyruszy na front. Weronika, tak jak Wiera, nie wie, co się stało z Borysem. Czeka, lecz w tym czasie pozornie układa sobie życie. Wychodzi za mąż, a jednak życie rodzinne jest dla niej pewnym substytutem prawdziwego życia, które miałoby zacząć się na nowo wraz z powrotem Borysa. 

Najważniejszą kwestią, jaką porusza reżyser, jest dylemat - zostać wierną zaginionemu czy pogodzić się z myślą, że on nie wróci i "zdradzić" go, budując przyszłość bez niego. Tak jak u Makine'a obracamy się tu wokół fałszywej intepretacji cudzych wyborów (lub też ich braku) i osądzania postawy innych. Tatjana Samojłowa, aktorka grająca rolę Weroniki, otrzymała od fanów ze Wschodnich Niemiec zegarek z napisem: "Nareszcie widzimy w sowieckim filmie twarz, a nie maskę". Można by to rozciągnąć na cały film. Tu nie ma gloryfikacji wojny - wojna odbiera bliskich, burzy spokój, niszczy życie. Nie ma pochwały mężczyzn - sytuacja Weroniki wykorzystywana jest w niecny sposób przez jej męża; żołnierze nie są wszyscy odważnymi obrońcami ojczyzny, pchającymi się mężnie paszczę wroga. Nie ma wreszcie łatwej oceny zachowania Weroniki - jest kobieta, która boi się, nie ufa własnym emocjom, która jest zagubiona i znikąd nie ma pomocy. Mimo to obraz narodu, jaki wyłania się z tej historii (a nie oszukujmy się, to jest także film o narodzie radzieckim), jest pozytywny: "Jakiekolwiek kłody będą nam rzucane pod nogi, my się podniesiemy, zjednoczeni w sile". 




Sama historia w "Lecą żurawie" nie jest szczególnie oryginalna. Zwracają uwagę natomiast piękne zdjęcia, niekiedy ma się złudzenie, jakby oglądało się wprawione w ruch fotografie Henri Cartiera-Bressona. Klucz lecących żurawi stanowi wspaniałą ramę dla obrazu. I przywołuje refleksję, że życie toczy się dalej, cokolwiek by się nie działo. Świat nie kręci się wokół nas, naszego cierpienia, naszych problemów. UWAGA, SPOJLER: Rozumie to Weronika, do której dociera w końcu, że Borys nie wróci. Mimo swego żalu jest w stanie cieszyć się szczęściem innych, cieszyć radością matek i żon, których synowie i mężowie wrócili z wojny. KONIEC SPOJLERA. Warto obejrzeć "Lecą żurawie", choćby po to by uświadomić sobie, jak kruche może być nasze szczęście, jak łatwo może runąć i jak bardzo warto je cenić, póki trwa. Bo nic nie trwa wiecznie. Lecz cenniejsze od opowieści, jaką dostajemy, jest moim zdaniem, jej opakowanie - brawa należą się operatorowi Sergiejowi Urusiewskiemu. Wyobrażam sobie, że gdyby jemu powierzono oddanie "Kobiety, która czekała" Makine'a, wywiązałby się z zadania mistrzowsko.

PS. Za książkę bardzo dziękuję Mandżurii.

niedziela, 19 lutego 2012, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/19 22:27:51
Uwielbiam książki, które zawieszają pytania w przestrzeni, nie narzucają odpowiedzi. Najpiękniejsze w literaturze jest bowiem to, że dla każdego odpowiedź może być inna. Dlatego wierzę, że prawda o egzystencji jest odkrywana codziennie, wielokrotnie, przez każdego z osoba. Intrygująca recenzja.

Pozdrawiam
-
Gość: sarna, *.orneta.arkusnet.pl
2012/02/20 17:13:50
W życiu kobiet mężczyźni pełnią różne role. Po wojnie wiele kobiet czekało na powrót swoich ukochanych mężczyzn - synów.
Skoro nawiązałaś do kina, to w moją pamięć oprócz "Lecą żurawie"zapadł na zawsze jeszcze inny film , dramat wojenny, polsko-radzieckiej produkcji "Zapamiętaj imię swoje". Kanwą filmu jest prawdziwa historia rozdzielenia w obozie koncentracyjnym Oświęcim, matki z synem. Historia tragiczna, poruszająca do łez, bez względu na to który kolejny raz widzi się ten film. Oprócz fabuły filmu o dreszcze przyprawia muzyka.
Szczerze, to wysoko sobie cenię kino radzieckie i czeskie.
-
Gość: sarna, *.orneta.arkusnet.pl
2012/02/20 23:39:50
Chyba zżarło mój pierwszy komentarz o kobietach czekających na powrót z wojny mężczyzn, którzy byli ich synami. Pisałam w nim, że mnie oprócz "Lecą żurawie" bardzo zapadł w pamięć i serce inny dramat wojenny "Zapamiętaj imię swoje".
W temacie czekania na powrót ukochanego z wojny, to kiedyś urzekł mnie wiersz w języku rosyjskim "żdi mienia ..." (Konstanty Simonow), co na j. polski ktoś przetłumaczył tak: Czekaj na mnie, a ja wrócę,

Tylko bardzo czekaj,

Czekaj, kiedy spadną

Żółte deszcze,

Czekaj, kiedy zamieć śnieżna,

Czekaj, gdy upały,

Czekaj, gdy na innych nie czekają,

Wczoraj zapomniawszy.

Czekaj, gdy z dalekich miejsc

List już nie dociera.

Czekaj, gdy przestaną czekać

Ci, co z tobą czekali ...."
-
2012/02/21 10:24:43
@Sarno, nie zżarło Twojego komentarza, tylko oczekiwał on na moderację, a ja nie zaglądałam tu przez kilka godzin i nie miałam okazji go przeczytać.
Każda wojna jest w tym aspekcie czekania podobna, na świecie cały czas przecież toczą się wojny i kobiety wciąż czekają...
Właściwie to chyba nie oglądałam żadnych filmów radzieckich, mało ich na dvd, a i moje zainteresowanie nimi jest umiarkowane. Cenię natomiast bardzo współczesne kino rosyjskie i mam kilka ulubionych nazwisk. Czeskie kino to inna bajka dla mnie, słabo znam, a to co widziałam (klasyka) nie podeszło mi zupełnie.
Dziękuję za wiersz, pasuje do filmu i powieści idealnie :)
-
2012/02/24 11:28:31
Chihiro,
zestawienie Makine`a z filmem Lecą żurawie czyni z tej książki pozycję obowiązkową (dla mnie). Sceny "dworcowe", o których wspomniałaś, mam przed oczyma. Te białe kwiaty, radość wokół, ból w środku. Bardzo emocjonalne i w bardzo wyważony sposób zagrane przez Tatianę Samojłową (rola życia!).

Ale piszę ten komentarz ze względu na to, czego w książce być może nie ma. Za to w filmie stanowi bazę. Zanim pojawi się absurd wojny, mamy beztroskę młodości, która sprawia, że ta historia staje się nasza. Nie dlatego, że wszyscy tak łatwo utożsamiają się ze szczęściem. Raczej dlatego, że późniejsza samotność, utrata, niesprawiedliwość losu - przestają przynależeć do historii, do jakichś tragicznych pokoleń etc., ale są czymś z rejestru naszych uczuć.

Nawet gdyby sceptycznie ktoś uznał, że szczęśliwa miłość Borysa i Wiewiórki zetliłaby się z czasem, to i tak się buntujemy, bo zabito ją (tę miłość) przed czasem.

Ech, to mi przypomniałaś i wskazałaś kierunek na Makine`a. :)
-
2012/02/24 11:34:05
@Tamaryszku, bardzo słuszna uwaga o beztrosce młodości. Tego w książce nie ma, nie znamy całej historii Wiery, wiemy tylko, że miała 16 lat, gdy jej Borys wyruszył na wojnę. Mamy męskiego bohatera, dwudziestokilkuteniego, czyli młodego, ale nie w nim takiej beztroski, jaką można zaobserwować u filmowych bohaterów. Pięknie napisałaś o "rejestrze naszych uczuć", w dodatku ta przemijalność doświadczeń i emocji pozwala łatwo się identyfikować z bohaterami, każdy przeżył radosne chwile, po których nadszedł smutek lub odwrotnie.
Nie pomyślałabym o tym, że miłość Borysa i Wiewiórki może się zetlić z czasem (każda może), ale przyszło mi do głowy, ile miłości zostało tak uciętych w zarodku. Bohaterowie byli dopiero na początku wspólnej drogi...

Do Makine'a zachęcam, mogę zagwarantować, że znajdziesz w jego książkach wiele dla siebie :)