visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Jest takie miasto w Indiach... - dzisiejsze Delhi
Delhi 1

Jest takie miasto w Indiach, którego szczerze nie lubię. To stolica kraju, Delhi. Byłam w Indiach dwa razy na przestrzeni pięciu lat, a podczas ostatniej wizyty zajrzałam do Delhi w sumie trzy razy. Za każdym razem poznawałam to miasto od innej strony. Są pisarze zakochani w Delhi. William Dalrymple pisze o nim z czułością i obrał je za swój dom 22 lata temu. Sam Miller podobnie, poświęcił miastu książkę "Delhi. Adventures in a Megacity" i wiele, wiele artykułów prasowych. Anita Desai jednego z bohaterów powieści "In Custody" uczyniła biednego uczonego ze wsi, który jeździ wciąż do Delhi i cierpi z powodu upadku tradycji poezji pisanej w urdu w stolicy Indii. A jednak nie mogę dać się przekonać do tego, w moich oczach - ale jak zaraz pokażę nie tylko moich, nieprzyjaznego miasta, mimo prób oswojenia go na różne sposoby. 

Delhi 4

Delhi 13

Tłumy w Old Delhi, tuż przed bramą do Jama Masjid, największego meczetu w Indiach

Delhi 11

Delhi 19

Widok na Old Delhi z wieży Jama Masjid, największego meczetu w Indiach

Delhi to wielka metropolia, mieszka w niej niemal 17 milionów ludzi, a jeśli liczyć nowe miasteczka na obrzeżach, takie jak rozrastający się Gurgaon ze swymi ultranowoczesnymi centrami handlowymi i call centres, populacja Delhi liczy ponad 22 miliony. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym mieście każdy jest przyjezdny, każdy przybył tu w poszukiwaniu szczęścia. Moja pierwsza wizyta w Delhi miała miejsce w okolicach Sylwestra. Z okien pociągu widziałam rozciągające się slumsy. Był świt, szyby lekko zaparowane, na zewnątrz nieprzyjemny ziąb. Drobne dzieci drżały z zimna, gdy wypróżniały się na torach, tuż przed swymi domami z blachy falistej, tektury i brudnych szmat. Przeraził mnie wówczas ten widok, nie byłam przygotowana na tego typu "ludzkie safari" - wjeżdżanie prosto w życie najbiedniejszych mieszkańców stolicy. Pięć lat wystarczyło, bym przywykła do tego typu widoków i zrozumiała, że slumsy często usytuowane są przy torach kolejowych przecinających metropolie i wsie indyjskie i bangladeskie. 

Delhi 30

Świątynia Lakshmi Narayan

Delhi 3

Delhi 22

Można w Delhi zwiedzać zabytki rządowe, imponujący Łuk Triumfalny, podobny do oryginału paryskiego, Red Fort - siedemnastowieczną rezydencję mogolskich władców, czy siedzibę Parlamentu. Można skupić się na Starym Delhi, wałęsać się wąskimi alejkami, w poszukiwaniu ciekawych historii. Wizyta w Czerwonym Forcie czy choćby rzut okiem na Kashmiri Gate, która kiedyś stanowiła bramę w murze okalającym miasto (stamtąd prowadziła droga do Kaszmiru), stanowią obowiązkowe punkty w planie zwiedzania niemal każdego turysty. Kto ceni świątynie wszelkich wyznań, ten nie będzie się nudził w Delhi - stolica oferuje ich mnóstwo, od Lakshmi Narayan Temple po Lotus Temple, przyciągającą wyznawców każdej wiary. 

Delhi 5

Humayun's Tomb

Delhi 6

Delhi 8

W parkach zakochani mogą się bez przeszkód swobodnie przytulać 

Delhi 9

Mauzolea muzułmańskich mogołów w Lodi Gardens

Delhi 7

Delhi 10

Zmęczeni tłumami i nagabywaczami odpoczywają w Lodi Gardens lub na terenie parku, gdzie mieści się Humayun's Tomb - grób mogolskiego cesarza Humayuna, który w XVI wieku władał ziemiami należącymi dziś do Afganistanu, Pakistanu i północnych Indii. Byłam tam wszędzie, a kto śledzi mój blog, ten wie, że "zaliczyłam" także prawdziwe, szalenie eleganckie delhijskie uroczystości weselne w obrządku sikhijskim. W Lodi Gardens zajrzałam do ogrodu drzewek bonsai - strzegł go czarny kociak, przymilający się, spragniony czułości. Pseudojapoński ogródek kamienny przedstawiał żałosny widok. Piasek niegrabiony był chyba odkąd tam się znalazł, a kamienie upstrzone były gołębimi odchodami. Japońscy dyplomaci zapewne nie wiedzą o tym miejscu, inaczej dostaliby zawału serca. Przed grobami muzułmańskich władców piękne uczennice w biało-fioletowych mundurkach jedzą lunch na trawniku lub grają w badmintona. Zielone tereny okalające Humayun's Tomb należą do ulubionych miejsc Dalrymple'a, gdy potrzebuje on ciszy i spokoju. Faktycznie można się tam rozłożyć na trawie, obserwować biegające wiewiórki i dać się zahipnotyzować zachodzącemu słońcu, które pięknie ociepla piaskowiec, stanowiący podstawowy budulec mauzoleum.

Delhi 14

Jama Masjid, największy meczet w Indiach

Delhi 15

Delhi 18

Delhi 16

Delhi 17

Z koleżanką pół-Kaszmirką pół-Francuzką, poznaną w Londynie, wybrałam się do Jama Masjid, największego meczetu w całych Indiach, mogącego pomieścić 85 tysięcy osób. Boso chodziłyśmy po dziedzińcu, zaglądając do wszystkich zakamarków. Między modlącymi się Indusami biegali chłopcy, proszący nas nieustannie o zdjęcie. Nie wszyscy przychodzą się tam modlić lub zwiedzać. Odniosłam nieprzyjemne wrażenie, że wąskie schody prowadzące do wieży, skąd można podziwiać panoramę miasta, okupowane są stale przez nastolatków, którym zależy jedynie na obmacywaniu nieświadomych niczego młodych kobiet. Nie bez powodu przed wejściem na schody umieszczony jest napis: "Wstęp dla kobiet tylko w towarzystwie mężczyzn". Nie miałyśmy mężczyzny na podorędziu, ale wystarczyły nam cięte języki.

Delhi 21

Delhi 20

Delhi 29

Pasażerki metra delhijskiego w wagonie przeznaczonym wyłącznie dla kobiet

Mężczyźni stanowią problem w Delhi, jakkolwiek fatalnie to brzmi. Pięć lat temu prasa kobieca publikowała artykuły o braku kultury męskiej części populacji stolicy. Kobiety czuły się niezręcznie w rykszach i autobusach, na ulicach i bazarach. Narażone nieustannie na tzw. "eve-teasing" (jedno z ciekawszych słów indyjskiego angielskiego, oznaczające publiczne seksualne napastowanie kobiet, najczęściej ograniczające się do obraźliwych gestów, wulgarnych zaczepek i niby przypadkowego dotyku - Khushwant Singh, ceniony indyjski pisarz, poświęcił cały esej właśnie temu fenomenowi w swym zbiorze "On women, sex, love and lust") nie zawsze zwracały uwagę mężczyznom, nauczone, że kobiety mają być ciche i znosić krzywdy w milczeniu. Dobrze pamiętam ścisk panujący w metrze wokół mnie, mężczyzn pchających się do wejścia, gdy akurat musieliśmy wysiadać, liczących choćby na muśnięcie mojego uda. W ciągu pięciu lat sytuacja uległa zmianie. Rozbudowano metro i teraz pierwszy wagon każdego pociągu przeznaczony jest wyłącznie dla kobiet. Mężczyźni nie mają tam wstępu. Przeciskanie się po peronie do tego wagonu jest ciekawym doświadczeniem. Podczas gdy pięć lat temu mężczyźni pchali się, by dotknąć przechodzącą kobietę, teraz w panice chowają ręce za siebie i rozstępują się niemal automatycznie. Pomaga zapewne widok umundurowanych pracowników, broniących wejścia i pozwalających kobietom wsiąść i wysiąść z wagonu bez ryzyka otarcia się o przedstawiciela "brzydszej płci". Poza godzinami szczytu, gdy pasażerów jest niewielu i umundurowanych brak, zdarza się, że jakiś spóźniony mężczyzna wskoczy szybko do wagonu dla kobiet i przebiegnie przez niego do części męskiej, ale będzie to dla niego upokarzające kilka sekund - starsze panie nie omieszkają głośno cmokać i prostestować przeciwko jego obecności. 

Delhi 27

Delhijscy Sikhowie

Delhi 28

Typowy widok w biedniejszych dzielnicach (ale nie slumsach!) - tutaj okolica w pobliżu Majnu ka Tilla, dzielnicy tybetańskich uchodźców

Delhi 23

Moja ostatnia wizyta w mieście dżinów, jak określił kiedyś stolicę Dalrymple, zbiegła się z obchodami setnej rocznicy powstania Nowego Delhi. Na weselu rozmawiałam z Charlesem, który zapewne dobiegał sześćdziesiątki, wnukiem architekta odpowiedzialnego za jego budowę, sir Edwina Lutyensa. Charles przybył do Indii ze swoją japońską żoną, by wziąć udział w weselu, rzecz jasna, oraz dać serię wykładów na temat wyzwań, jakie stoją dziś przed wielkimi metropoliami - mężczyzna nie poszedł w ślady dziadka, zajmuje się obecnie pracą charytatywną badającą zanieczyszczenie w różnych krajach i rozwijającą programy mikrokredytów w krajach afrykańskich. Nowe Delhi jest dziwnym tworem. Nieszczególnie funkcjonalne, nieładne i mało przyjazne. "Times of India", znana anglojęzyczna gazety, z okazji rocznicy miasta zamieściła mnóstwo artykułów na temat jakości życia w miastach całego kraju oraz przeprowadziła szczegółową ankietę wśród mieszkańców Delhi, by przekonać się, jak im się żyje. Okazało się, że najlepszym miastem do mieszkania, zdaniem Indusów jesy Ahmedabad. Drugie miejsce zajmuje Pune, trzecie - z identyczną liczbą punktów - są Delhi i Mumbai. Nawet Ahmedabad zdobył jednak zaledwie ocenę 3.00 na 5.00 (Delhi: 2.90). Aż 96% mieszkańców stolicy uważa, że Delhi zasługuje na miano stolicy kraju, mimo licznych mankamentów. Jakie to mankamenty? 31% osób wskazało korupcję, na dalszych miejscach były: korki, zanieczyszczenie, kultura VIPowców i stosunek do kobiet. Aby stać się światową stolicą Delhi przede wszystkim powinno zmniejszyć przestępczość (43% respondentów wybrało tę odpowiedź), okazywać więcej szacunku kobietom (21%), poprawić system edukacji oraz szanować prawo. Podobne obserwacje poczynili dziennikarze innej poczytnej anglojęzycznej gazety "The Hindu". W odpowiedzi na pytanie "Czego potrzebuje Delhi?" wymienili pięć kwestii, które wymagają zmiany: poczucie obowiązku obywatelskiego ("Ludzie, miasto to nie wasza spluwaczka"), bezpieczeństwo kobiet ("Czy musimy mówić więcej?"), serce ("Kochajcie Delhi, to w końcu wasz dom"), szarmanccy mężczyźni ("Nie, nie chcemy zawierać z wami przyjaźni") i kultura ("Przywróćmy dni melodyjnych klasyków Qawwali i Hindustani" - Qawwali to suficka muzyka dewocyjna, Hindustani to klasyczna muzyka północnych Indii).

Narzekaniom na brak kultury obywateli nie ma końca. Najgorsze zwyczaje mieszkańców Delhi według gazety "The Hindu" to: sikanie (wszędzie; muszę przyznać, że przestało mnie już szokować, gdy mężczyzni idący chodnikiem w pewnym momencie odwracają się, rozpinają rozporek i sikają na ścianę, mur, drzewo, cokolwiek - a bywa, że nie odwracają się, widziałam umundurowanego wąsacza, który nie raczył się odwrócić i oddawał mocz zwrócony twarzą do bardzo ruchliwej ulicy), trąbienie (uszy puchną od dźwięku klaksonu i po powrocie do Londynu w pierwszych dniach trudno było mi się przyzwyczaić, jak cicho tu jest), parkowanie w każdym możliwym miejscu, adjust kar lo (fraza będąca zlepkiem angielskiego i hindi, której ludzie używają, gdy chcą się gdzieś wcisnąć, a nie ma miejsca - notoryczne w metrze, autobusie, pociągu, kolejce do kasy itp.) oraz używanie obraźliwego i wulgarnego języka (najczęściej nie rozumiem, co ludzie mówią, ale wciąż można usłyszeć obraźliwe bhenchod, używane od ok. 1800, oznaczające dosłownie "kogoś, kto pieprzy własną siostrę" - ten wulgaryzm częstszy jest na wsiach niż w miastach, ale duża część mieszkańców Delhi pochodzi ze wsi).

Delhi 24

Moje osobiste doświadczenia z mieszkańcami Delhi są różne. Spotkałam zarówno bardzo miłych i pomocnych ludzi (także nie-Indusów, a jednak mieszkańców tego miasta, jak Asiaya, która gościła mnie w swoim domu przez niemal cały dzień), jak i naciągaczy, natrętów, drobnych oszustów (którzy przyłapani na oszustwie i kłamstwie nawet okiem nie mrugną i nie tłumaczą się). Kobietom zdecydowanie na rękę jest rozwój metra. Nie muszą przejmować się, że rykszarz będzie się w nie wgapiał, zamiast patrzeć na drogę, mogą spokojnie jechać późnym wieczorem w wagonie dla kobiet, nie lękając się o własne bezpieczeństwo. A do tego tanio - przejazd metrem kosztuje od 8 do 20 rupii, w zależności od tego, jaki odcinek się jedzie (20 kosztuje, zdaje się, przejazd z jednego końca linii do drugiego), rykszarz liczy sobie przynajmniej kilka razy tyle, a jeszcze droższe są taksówki - taksówkarze w dodatku często nie mają pojęcia, jak dojechać pod wskazany adres, co bywa uciążliwe, szczególnie gdy samemu nie zna się dobrze miasta. Nic dziwnego, że w ankiecie "Sunday Times of India" aż 51% respondetów wskazało delhijskie metro jako najlepszą rzecz w Delhi (na kolejnych dwóch miejscach były... pomniki - 25% osób wymieniło je, i zieleń miejska - 9%).

Delhi 25

Delhijczycy są bardzo kreatywni i suszenie ubrań na krzakach dzielących pasy ulicy w centrum miasta jest świetnym przykładem na umiejętność wykorzystania każdego skrawka dla własnych potrzeb

Delhi 26

Problemem Delhi, według mnie, jest brak spójnego charakteru tego miasta. Stare miasto jest bardzo ciekawym labiryntem uliczek, które jednak mogą przytłaczać nieśmiałe osoby, nieprzepadające za tłumami - przeciskanie się przez tamtejsze rynki uliczne nie należy do przyjemnych doświadczeń. Nowe Delhi zaskakuje ciągłym nienasyceniem, jeśli chodzi o centra handlowe, kinowe multipleksy, eleganckie restauracje, w których na jedną kolację niektórzy wydają tyle, ile ich sprzątaczka zarabia przez cały rok. Rezydencji milionerów nie widać od strony ulicy, trzeba wjechać przez niepozorne bramy i długo jechać do posiadłości z wielkimi ogrodami, kortami tenisowymi i basenami. Szybko rosnącą klasę średnią miasta można spotkać w eleganckich butikach, coraz liczniejszych indyjskich kawiarniach sieciowych i niezależnych knajpkach, księgarniach i sklepach, gdzie w ofercie są tak egzotyczne produkty jak jabłka z Japonii, makaron z Włoch czy czipsy z Wielkiej Brytanii. Za najciekawsze w Delhi uważam możliwość obserwowania zmian, jakie zachodzą w społeczeństwie. Mam silne przeczucie, że w żadnym innym mieście indyjskim nie widać ich tak wyraźnie, jak właśnie w stolicy, która wciąż próbuje bez powodzenia łączyć stare z nowym, pogodzić kompleks wyższości z kompleksem niższości i po omacku szuka swej własnej tożsamości.

Delhi 2

Kultowa księgarnia Anil Book Corner na Connaught Place
sobota, 04 lutego 2012, chihiro2

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/04 22:37:34
Szalenie ciekawe, choć...zniechęcające :/
Przykry jest ten"problem z mężczyznami", ich napastliwością i nieokiełznanym temperamentem. Przyznam, że złościłoby mnie szalenie zetknięcie się z takim masowym wgapianiem się i próbami dotyku. Ale świetnie, że władze starają się jakoś regulować ten problem, choćby odseparowując mężczyzn w komunikacji miejskiej. A jak to wygląda w autobusach? Pewnie nie dotarł tam jeszcze podział na damskie i męskie linie? Czy może się mylę i tam także władze wyszły naprzeciw kobietom?

A planujesz napisać osobny wpis o mieście/miastach, które darzysz sympatią i które są Ci bliskie? :)


-
2012/02/05 11:59:17
Chihiro, bardzo trafne spostrzeżenia! Delhi, choć samo powstało w głównej mierze z przybyszów, jest miastem niegościnnym, jeśli chodzi o przestrzeń publiczną. Nikt o nią nie dba ani nawet z przyjemnością w niej nie przebywa. Każdy zamyka się w swoich enklawach: czy to prywatnych domów, ekskluzywnych klubów czy luksusowych hoteli. Imigranci z całego terytorium Indii również skupiają się we własnych dzielnicach. Dlatego tak ważne jest znać kogoś, kto może wprowadzić, pokazać te miejsca. Samemu często trudno je znaleźć, a ponieważ nie ma tu warunków na miejskie spacery - nie można liczyć na przypadkowe odkrycia. Indusi sami zdają sobie sprawę, że przybysze, zwłaszcza obcokrajowcy, są łatwym i najbardziej pożądanym łupem wszelkiej maści naciągaczy. Często starają się chronić przed tymi najgorszymi aspektami delhijskiej rzeczywistości. Mojemu znajomemu z Hiszpanii jego indyjscy teściowie zabraniają odwiedzenia Old Delhi (mówią o tej dzielnicy z obrzydzeniem :)), a mieszka tu już 3 lata!
Osobiście wolę Old Delhi od Connaught Place. Na OD wbrew pozorom każdy zajęty jest swoim biznesem i mogę się tam wyłączyć i skupić na robieniu zdjęć, natomiast na CP ciężko opędzić się od natrętów, którzy tak naprawdę nie wiem, czym się zajmują przez cały dzień i dlaczego potrafią wlec się za mną dobre kilkanaście minut.
Mam tylko 2 drobne sprostowania: w metrze to pierwszy, nie ostatni wagon jest przeznaczony dla kobiet. Generalnie należy kierować się po różowych znakach na peronie. W parkach rzeczywiście widać sporo par, ale często są prześladowane przez panów z gwizdkiem, jeśli się za bardzo zbliżą :))
-
2012/02/05 12:00:39
Rzeczywiście Delhi nie zachwyca, na poczatku nawet przeraża - długo trzeba sie przyzwyczajać do chaosu na ulicach. Koszmarne wrazenie robia perony dworca kolejowego. Początkowo ma sie ochotę stamtąd uciec jak najszybciej, potem sie przywyka, ale pamiętam jaka ulgą jest podróż z tego miasta na pólnoc, w Himalaje ...
-
2012/02/05 12:09:04
@Ka.bu.ki, tak zamierzam jeszcze pisać o miejscach, miastach, które darzę sympatią (ale nie z poprzedniej podróży po Indiach, tylko wyłącznie z tej).
U mężczyzn w Indiach problem nie leży w temperamencie, a w szowinizmie, moim zdaniem. Wielu pochodzi z bardziej konserwatywnych środowisk i przyjechawszy do Delhi widzą mnóstwo kobiet i dziewczyn, ubranych w zachodnie stroje - dżinsy, spódniczki, obcisłe t-shirty. Wydaje im się nieprzyzwoite i wielu uważa, że mają pełne prawo napastować taką dziewczynę. Nie mówiąc o białych kobietach, które w oczach większości Indusów uchodzą za kobiety, że tak powiem, "łatwe" - taki obraz przekazują im filmy amerykańskie. A za "łatwość" oni uznają dopuszczanie uprawiania seksu przed ślubem.
Nie wiem, jak jest w autobusach miejskich, bo takimi w Delhi nie jeździłam. Autobusami jeżdżą albo najbiedniejsi (są najtańsze), albo ci, którzy wybierają się do miejsc, do których metro nie dociera, albo po prostu ci, którzy najlepiej znają miasto (oczywiście trudno dowiedzieć się, gdzie dany autobus jedzie i na jakich przystankach staje - i tak w Delhi jest nieźle, bo są przystanki! W niektórych miastach nie są one w żaden sposó oznaczone, a w Delhi czasem wyglądają lepiej niż w Polsce). Słyszałam natomiast o podziale na damskie i męskie części autobusów w Mumbai (kobiety wsiadają tylko ostatnimi drzwiami i kilka rzędów na końcu autobusu jesta dla nich - jechałam tam autobusem, ale nie pamiętam sama jak było, podpieram się lekturą) i w Teheranie. Zresztą ciekawe, że osobne wagony metra dla kobiet są także w Teheranie i Tokio. Ciekawa jestem, czy jeszcze w innych miastach...
-
2012/02/05 12:19:19
@Ka.bu.ki, jeszcze jedno - polecam wpisy Asiaya na temat napastliwości Indusów: asiaya.blox.pl/2011/08/Indus-jaki-jest-cz5.html

@Asiaya, o właśnie, o tych enklawach zapomniałam napisać. Przecież w Delhi nawet dzielnice i osiedla noszą nazwy: Enclave, Colony itp. I słuszna jest Twoja uwaga o tym, że sami Indusi nie znają dobrze swojego miasta, nie zwiedzają ją, poruszają się w swojej, bezpiecznej okolicy, między domem, sklepami, uczelnią czy pracą i kilkoma restauracjami. Pięć lat temu z noworocznego lunchu u nich w domu odwozili nas do hotelu w Paharganj rodzice panny młodej, u której w tym roku byliśmy na ślubie. I przyznali, że nigdy tam nie byli. Oczywiście, to turystyczna ulica i nie ma potrzeby tam jeździć, ale chyba dla Indusów niezrozumiały wydaje się koncept zwiedzania miasta dla przyjemności, własnego miasta.
Ci natręci na Connaught Place mnie fascynują, czemu tak dużo mężczyzn nie zajmuje się tam niczym innym, tylko staniem i zaczepianiem turystów? Czy oni z tego żyją i utrzymują się? Czy dużo osób chodzi do rekomendowanych przez nich sklepów, biur turystycznych itp.? Dla mnie to zagadka.

Dziękuję za poprawienie mnie. Jak mogłam pomieszać pierwszy wagon z ostatnim?

@Mojeksiążki: Przeraża to może nie, mnie osobiście w Indiach nic nie przeraża. Masz rację, ucieczka w Himalaje przynosi ulgę, kompletnie inne Indie się poznaje :)))
-
2012/02/05 19:28:42
Jestem po niedawnej lekturze "Lalki w ogniu", którą nota bene właśnie wspomniałam u siebie. Niesamowity reportaż, zwłaszcza dla laika takiego jak ja. W twoim wpisie pojawia się wiele aspektów, które i autorka opisuje. Jeśli nie czytane - polecam.
-
2012/02/05 19:41:47
@Mag-io, dużo dobrego czytałam o "Lalkach w ogniu", ale samej książki jeszcze nie. I myślę, że bym chciała poczytać o Indiach z perspektywy Polki, która trochę je zna, a nie tylko była tam w podróży (takich książek już jest sporo i najczęściej są one bardzo powierzchowne). O książce Pauliny Wilk czytałam właśnie, że powierzchowna nie jest, a do tego napisana z pasją i autorka podobno analizuje pewne zjawiska, a nie tylko je opisuje :)
-
2012/02/05 21:56:56
Chihiro, bardzo ciekawy tekst. Mam nadzieję, że mimo wszystko wrócisz jeszcze do Delhi i dasz znać, co się w tym mieście zmieniło. Wydaje mi się, że może to być jedno z tych miast, które w ciągu kilku lat mogą zmienić się nie do poznania.
-
2012/02/05 22:44:31
@Katasiu, tak sobie myślę, że znając życie, pewnie wrócę kiedyś do Delhi. Masz rację, w tym mieście widać zmiany, jakich może nie być widać na wsiach. Już teraz zauważyłam, że ludzie zwracają większą uwagę na bezpieczeństwo - pięć lat temu mało który motocyklista nosił kask, teraz przynajmniej połowa go nosi... Ale na pewno w Indiach zmiany na taką skalę, jaką można zaobserwować w Chinach, nie będą miały miejsca.
-
2012/02/06 07:03:45
Chihiro, już od dawna miałam zamiar zrobić coś w rodzaju mini-przewodnika po Delhi dla turystów u siebie na blogu (tzn. zebrać linki do tekstów, które się mogą przybyszowi przydać, nie tylko w sensie praktycznym, ale ogólnie - poznawczym). Sama nie lubię laurkowatych tekstów większości przewodników i czasopism podróżniczych. Chyba nie ma nic gorszego, niż rozczarować się na miejscu :), dlatego nawet wolę teksty zniechęcające, czy po prostu szczere. Z Delhi Paryża się nie zrobi (i po co zresztą, już jeden jest ;)), ale można dobrze wykorzystać te kilka dni, które zazwyczaj każdy turysta spędza tu po przylocie do Indii. Więc zalinkuję też do tego tekstu, pozwolisz?
Właśnie czytam "Lalki..."- zapewne tematy nie byłyby dla Ciebie odkrywcze - za dużo już wiesz :)), ale sam sposób spojrzenia na to społeczeństwo i język bardzo mi się podobają.
-
2012/02/06 09:18:01
@Chichiro - To co mi się bardzo podoba w tej książce to fakt, że autorka nie próbuje udawać, że zna Indie i że jest jedną z nich.
-
2012/02/06 09:31:00
Ja mam taki problem, że nie widziałam w Indiach nic poza New Delhi, w którym byłam trzy razy, służbowo i bardzo mnie zniechęciło do dalszego zwiedzania. Mam przyjaciółkę, która mieszka w Pune i zachęca mnie do odwiedzenia innych części Indii, może kiedyś, zobaczymy. Nie darzę też wielkim uczuciem Hindusów, choć są oczywiście wyjątki. Jakoś lepiej czuję się w Chinach, czy Indonezji.
-
2012/02/06 11:01:03
@Asiaya, oczywiście, że pozwolę :) Ja też nie lubię laurkowych tekstów, reklamujących miejsce tylko z tej dobrej strony. Gdybym się uparła, byłabym w stanie napisać laurkę, ale po co? Zresztą laurki wolałabym wypisywać na cześć Mumbai, bo to miasto uwielbiam, mimo licznych mankamentów. Czas w Delhi można świetnie wykorzystać, jest wiele do obejrzenia i żaden turysta nie będzie się nudził. A jednak wolę inne miasta w Indiach...

Może "Lalki..." nie byłyby odkrywcze dla mnie, ale przyjemnie byłoby przeczytać książkę, która zrywa ze schematem opisywania danego miejsca wyłącznie po jednej, krótkiej podróży - takich relacji z podróży jest na polskim rynku aż nadto.

@Mag-io, trudno udawać, że jest się Induską, gdy się nie jest :) Ale czy to, co piszesz, znaczy, że autorka mało zna Indie? Bardzo cenię sobie książki osób, takich jak Dalrymple np., który mieszka w Indiach od ponad 20 lat, zna hindi (a może i inne języki), Indie są dla niego domem. Oczywiście nie odmawiam prawa do pisania książek o danym kraju nikomu, jednak na rynku polskim brakuje jeszcze książek o różnych krajach pisanych przez prawdziwych specjalistów, albo pochodzących z tych krajów albo znających je świetnie, mieszkających tam i mówiących w językach tych miejsc. Fajnie móc poczytać kolejną relację z kilkutygodniowej podróży do Birmy, ale próżno szukać w Polsce książek Birmańczyka Thant Myint-U (nie odmieniam nazwiska, bo nie wiem jak), które przekazałyby znacznie więcej.

@Mmadaleno, hmm, widzieć tylko New Delhi to tak jak w Europie widzieć tylko Warszawę i zniechęcić się do całej Europy. Indie są krajem zdecydowanie bardziej różnorodnym niż cała Europa razem wzięta. Między poszczególnymi językami indyjskimi jest większa różnica niż między, dajmy na to, wegierskim a angielskim. Nie można generalizować odnośnie ludzi, ale czyniąc to, można zauważyć, że obywatele poszczególnych stanów różnią sie mentalnością diametralnie, a i w ramach konkretnego stanu, np. Himachal Pradesh mieszkańcy jednej doliny są bardzo inni od mieszkańców tej położonej 100km dalej. Nie mówiąc o osobowości każdego Indusa jako jednostki. Daj Indiom szansę :)
-
2012/02/06 15:41:47
Chihiro, bardzo ciekawe, że 2 niezależne ankiety pokazały bezpieczeństwo kobiet jako drugą największą bolączkę Indii. Myślę, że można to przenieść na inne indyjskie miasta. W Bombaju np. na ulicach NIKT, ale to NIKT się na mnie nie gapił, ale w pociągu podmiejskim panowie obrzydliwie cmokali i musiałam biec do wagonu dla kobiet. Odnośnie eve-teasing - słyszałam tyle historii, że szkoda słów. Pomijając młodzieńców podążających za dziewczynami w aucie i proponujących przejażdżkę, do jakichś wyrostków w Złotej Świątyni (!), którzy nieświadomi mojej indyjskiej "obstawy" zaczepiali mnie niewybrednymi komentarzami (czego byłam zupełnie nieświadoma, nie tylko ze względu na barierę językową, ale i na miejsce! nie spodziewalam się czegoś takiego w Złotej Świątyni).
Tak na poważnie zastanawiam się, jak można rozwiązać ten problem... Przypuszczam, że gdyby każda dziewczyna/kobieta odpyskowała na bezczelne komentarze, to może byłoby ich mniej. V. potwierdza, że nikt tutaj nie jest przygotowany na to, że zwróci im się uwagę, a jak już się to zrobi, to chowają się jak mysz pod miotłą.
-
2012/02/06 15:54:35
@Lilithin, tak gwoli ścisłości, to gazety podały bezpieczeństwo kobiet jako bolączkę Delhi. W jednym z artykułów było wyraźnie napisane, że np. w Mumbai jest w tej kwestii sporo lepsze i to potwierdza moje doświadczenie jeszcze sprzed pięciu lat - nie miałam niestety okazji przekonać się, jak jest w Mumbai teraz. Pamiętam, że opowiadałaś mi okropne historie o eve-teasing, to jest straszne, ale prędzej czy później większość turystek dochodzi do wniosku, że Indusom tylko seks w głowie. Fatalna to renoma mężczyzn indyjskich, prawda?
Ja też myślę, że kobiety powinny się bardziej stawiać, odpyskiwać, ale też donosić komu sie da na molestowanie na tle seksualnym. Wiadomo jednak, że policja jest skorumpowana, nawet gwałt uchodzi na sucho wielu sprawcom, więc nie ma co liczyć na skuteczną interwencję w przypadku drobniejszych incydentów. Z mojego doświadczenia wynika, że gdy biała kobieta podniesie alarm, gdy ją ktoś dotknie (no bo nie ma wstydu :))), mężczyźni potwornie się wstydzą, jak piszesz. Ale to biała kobieta, a ważniejsze, by Induski sie temu sprzeciwiały.
-
2012/02/06 18:17:51
Tak, tak, wiem, że to tylko dotyczyło Delhi, może nieprecyzyjnie się wyraziłam ;)
Indyjscy mężczyźni faktycznie mają fatalną renomę, myślą o jednym, a szacunek do kobiet jest im chyba obcym terminem. Po pewnym czasie człowiek staje się bardzo nieufny i być może ocenia niektórych niesprawiedliwie. Ja do dzisiaj zastanawiam się nad wiadomościami z couch surfing, ale przezorny zawsze ubezpieczony...
-
2012/02/06 21:51:27
@Chichiro, nie miałam tego na myśli. Chodziło mi raczej o to, że wielu autorów "podróżników" udaje znawców choć nimi nie są. Paulina Wilk wydaje się dobrze znać temat, ale jednocześnie pisze o tym jak różnorodne są Indie i dokładne poznanie ich zwyczajów nie jest możliwe dla przeciętnego turysty. Oni się tylko ocierają, myśląc, że doświadczają czegoś niezwykłego. I tacy turyści piszą potem płytkie opisy swoich podróży. Nie jestem znawcą tematu, ale mam nadzieję, że autorka przekazała mi nie przekłamane informacje. W każdym razie czuje się w jej książce coś szczególnego. Nota bene.. w twoim wpisie znalazło się 2 czy 3 podobne spostrzeżenia :)
-
2012/02/07 10:47:02
@Lilithin, ostatnio obie natykamy się na maleńkie nieporozumienia :) Pewnie, jak mężczyźni indyjscy mają żywić szacunek do kobiet, skoro tak wielu z nim wpojono, że kobieta jest gorszym tworem, mniej zasługującym na szacunek? Zgryźliwa jestem, ale te wszystkie nadużycia, straszne historie, o których czytamy w książkach, nie biorą się znikąd. Ja w Indiach u samotnych mężczyzn z couch surfingu bym nie spała, na pewno nie sama...

@Mag-io, aaa, to możliwe. Na tych udających jeszcze nie trafiłam, częściej na takich, którzy beztrosko przyznają się do swej słabej wiedzy, do bycia zaledwie turystą, i których cechuje spojrzenie pełne wyższości. Tego nie lubię. Nie ma nic złego w byciu turystą, ale turyści nie powinni pisać książek, a przynajmniej te ich książki mają małe walory poznawcze. Na pewno z Pauliną Wilk byłoby mi po drodze, tak sądzę :)