visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"Please Look After Mother" ("Zaopiekuj się moją mamą") - Kyung-sook Shin


Tę powieść powinni przeczytać wszyscy - aż chce się napisać. Większość z nas zapewne pamięta momenty irytacji rodzicami, czasem może wstyd z powodu ich zachowania. Rzadko jednak dziecko docieka, dlaczego matka czy ojciec powiedzieli pewne słowa czy postąpili tak a nie inaczej. Łatwiej obrazić się, pokłócić z nimi, odsunąć, zignorować.

Uciekam się do przywołania emocji, bo w tym leży siła książki, że każdy może identyfikować się do pewnego stopnia z bohaterami "Please Look After Mother" Kyung-sook Shin. Być może dlatego też uchodzący za niezwykle emocjonalnych Koreańczycy zakupili ponad półtora miliona egzemplarzy tej powieści, która w Południowej Korei szybko zyskała status bestsellera. Opowieść jest dość prosta, lecz pięknie skonstruowana i wciąga od pierwszych stron. Zaczyna się od zniknięcia matki, która wraz z ojcem przyjechała do Seulu odwiedzić czworo dorosłych dzieci. Ojciec, zawsze idący szybciej wsiada do wagonu metra, które miało zabrać oboje do domu jednego z ich dzieci. Gdy zauważa, że nie ma z nim żony, jest już za późno. Każdy rozdział przedstawia punkt widzenia innego członka rodziny na zniknięcie, opisuje przeszłość, wydobywa na światło dzienne kolejne fakty z życia matki. I okazuje się, że nikt tak naprawdę matki nie znał, nikt nie wiedział, co działo się w jej sercu, na czym jej zależało, jakie były jej marzenia. Przeszłość spleciona jest z teraźniejszością, z rozpaczliwym poszukiwaniem matki i próbami pogodzenia się z myślą, że wszelkie wysiłki są nadaremne. Co jakiś czas ktoś daje rodzeństwu znać, że widział ich matkę, brudną, skonfudowaną i zawsze okolica, w której matka była widziana, powiązana jest w pewien sposób z życiem bohaterów. Wywołuje to kolejną falę refleksji, ale do odnalezienia matki nie przybliża.

Jak każda szanująca się koreańska matka, także ta książkowa całe swoje życie poświęciła dla innych. Robiła wszystko, by poprawić swym dzieciom byt, by zdobyły one dobre wykształcenie, a potem osiągnęły świetną pozycję na rynku pracy. Oszczędzała dzieciom cierpień, brała na swe barki wszystkie trudności domowe, gdyby mogła nieba by uchyliła, byle tylko ulżyć dzieciom. A jednocześnie wciąż miała do siebie pretensje, że robi za mało, że sprawia im kłopot, że tylko im przeszkadza. Nie bez powodu spotykając się z najstarszym synem wielokrotnie go przepraszała, nie mówiąc nawet za co. Nieświadome wielu tajemnic dzieci nie miały w sobie często wystarczająco wrażliwości, by dostrzec wyrzeczenia matki. Dopiero jej zniknięcie uświadamia im, jak wiele straciły, jak wiele mogły zrobić, powiedzieć, a nie uczyniły tego.

"Please Look After Mother" jest, poza dramatem rodzinnym, także znakomitą analizą społeczeństwa koreańskiego w latach największych przemian XX wieku. Matka i ojciec mieszkają na wsi, nigdy nie było możliwości, by zadbać o ich wykształcenie (matka jest analfabetką, o czym dzieci zdają sobie sprawę dopiero po jej zniknięciu!), zaś dzieci dorastają już w innym świecie. Widmo wojny nie ciąży już na nich, stare tradycje pielęgnuje się z doskoku, mądrość ludowa nie ma racji bytu w coraz bardziej modernizowanej stolicy. Korea w ciągu kilkudziesięciu lat z kraju trzeciego świata, jak to się dawniej mówiło, przeskoczyła do grupy najbardziej rozwiniętych państw świata. Kyung-sook Shin jeszcze pamięta ubóstwo, w jakim dorastała. Autorka urodziła się w 1963 roku w małej wiosce w południowej części Korei. Była czwartym dzieckim z sześciu. Jej rodzice, rolnicy, nie mieli pieniędzy, by posłać ją do szkoły średniej, więc - podobnie jak jedna z bohaterek powieści - w wieku szesnastu lat przeniosła się do Seulu, by mieszkać z bratem. Tam pracowała za dnia w fabryce, a kształciła się w nocnym liceum. Potem skończyła studia i determinacją i ciężką pracą doszła do dzisiejszej pozycji jednej z najbardziej znanych, poczytnych i nagradzanych pisarek koreańskich. Sama pisarka mówi o swojej matce w wywiadzie, jaki czytałam: "Przyjmujemy za pewnik, że nasze mamy będą zawsze przy nas, że zawsze będą nam oddane. Myślimy, że urodziły się, by zostać matkami. Ale one były kiedyś dziewczynkami i kobietami, jakimi my jesteśmy teraz. Chcę to pokazać w mojej książce. Moja matka jest energią, która stoi za moim pisaniem".

Powieść Shin ma jasno płynący morał - skupmy uwagę na naszych matkach, wysłuchajmy ich, nie traktujmy ze zniecierpliwieniem i chłodem. Właściwie sięgnąć po nią powinni także mężczyźni, ciekawie zarysowany jest punkt widzenia męża bohaterki, który także ma to i owo na sumieniu... Trudno pozostać niewzruszonym po lekturze tej książki, szczególnie, że autorka zastosowała ciekawy zabieg i opisując perspektywy kolejnych bohaterów, zwraca się do nich per "ty" (np. "Minął już miesiąc, odkąd twoja matka zaginęła"). Tak więc wnikamy w postacie obu córek, syna i męża tytułowej matki, co powoduje, że nie jesteśmy w stanie pozostać obojętnymi na ich relacje rodzinne. Jest też przedstawiony punkt widzenia matki...

Muszę jeszcze wspomnieć o dwóch kwestiach. Twarda okładka brytyjska z błyszczącymi, śliskimi literami pomarańczowymi i srebrnymi oraz błyszczącymi kwiatkami po bokach jest o niebo ładniejsza od amerykańskiej. Poza tym sprawa tytułu. Dziwi mnie amerykańska wersja, w której jest "Please Look After Mom", skoro w tekście, tłumaczonym na potrzeby rynku brytyjskiego i amerykańskiego przez tę samą tłumaczkę, Chi-Young Kim, najstarsza córka mówi wyraźnie, że zawsze myślała o matce w kategoriach "mother" ("matka"), a nie "mom" ("mama"). Tak samo odmienna znaczeniowo wydaje mi się polska wersja tytułu: "Zaopiekuj się moją mamą" - nie ma prośby, za to jest zaimek osobowy, który wyklucza interpretację tytułu jako apelu autorki do każdego czytelnika, by zaopiekował się swoją matką. Chciałabym wiedzieć, jak brzmi wersja oryginalna i jej dosłowne tłumaczenie.

piątek, 10 lutego 2012, chihiro2

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/10 13:04:49
Książka czeka na lekturę, czyli nie powinnam czytać za dużo recenzji:) Ale w przypadku tej pozycji, której jestem strasznie ciekawa nie ma chyba zagrożenia ze strony recenzentów.
Chihiro polska okładka to jest dopiero koszmarek;/ i faktycznie nie ma oryginalnego tytułu;( jestem zawiedziona!
Z książkami, których fabuła dzieje się w Japonii czy też Chinach tu dzież w innych krajach Azji Wschodniej mam zawsze problem z wyobraźnią bohaterów - wszyscy, podobnie, jak dla Europejczyka w życiu - są tacy sami;/ to nie sprzyja czytaniu hihi. Ale będę się starała, bo przesłanie tej książki jest bardzo ciekawe.
-
2012/02/10 13:13:41
@Moni, polska okładka faktycznie jest brzydsza. Oryginalny tytuł wiele by mi nie powiedział, ale chciałabym wiedzieć chociaż, jak brzmi dosłownie oryginalne tłumaczenie (czy jest tam prośba, czy jest zaimek osobowy i jaką wersję "mamy" autorka sama przyjęła). Szczególnie dziwią mnie odmienne tytuły obu, bądź co bądź, anglojęzycznych wersji.
Serio masz taki problem z wyobraźnią bohaterów? Czy wyobrażeniem ich sobie? Nigdy bym nie pomyślała, by Chińczycy, Japończycy lub Koreańczycy byli tacy sami, dla mnie to są - jak ludzie - odrębne jednostki, wyglądające inaczej i inaczej myślące. Jak wszyscy inni ludzie na świecie.
-
2012/02/10 13:17:09
Przypuszczam, że wydanie polskie to bezpośredni przekład z języka koreańskiego, w każdym razie tak było w przypadku powieści "Ptak" Oh Jeonghui też wydanej przez Kwiaty Orientu, którą niedawno czytałam.
"Ptak" bardzo rozbudził moje zainteresowanie literaturą koreańską, podobnie jak Twoja dzisiejsza recenzja "Zaopiekuj się moją mamą" i widzę, że przede mną jeszcze wiele ciekawych odkryć! :)
-
2012/02/10 13:22:32
@Lirael, Kwiary Orientu tłumaczą bezpośrednio z koreańskiego, ale tak samo zawsze robią wydawcy amerykańscy i brytyjscy, stąd moje zdziwienie odnośnie różnic w tytułach, bo zmieniają one lekko znaczenie. Ja na pewno będę czytać więcej lit. koreańskiej, jest jej całkiem sporo i po angielsku i po polsku, co mnie bardzo cieszy. Polecam Ci bardzo powieść Shin :)
-
2012/02/10 13:24:30
Chihiro może gdybym odwiedziła którykolwiek z tych krajów zauważyłabym różnicę? Słyszałam, że i my - Europejczycy - jesteśmy dla Azjatów tacy sami - co już w ogóle mnie dziwi:))

A z tym zwrotem "proszę" to akurat w polskiej wersji pomyślałam sobie o tym, że i w życiu codziennym mało kto stosuje zwrot poproszę, proszę. To trochę smutne, a tym bardziej kiedy taki pospolity język stosuje się w tłumaczeniach, kiedy w oryginale jednak mamy prośbę. A słowo "matka" ma dla mnie jakby negatywne brzmienie, jednak chyba w polskim częściej mówimy mama (przynajmniej kiedy mamy na myśli mamę - rodzicielkę, no bo np. już "mama ziemia" to nie bardzo:) ). No ale skoro autorka tak chciała? (czasem nie rozumiem tłumaczeń, tym bardziej tytułów;/)
-
2012/02/10 13:27:39
Zgadzam się z Moni - polska wersja okładki jest, nawet nie tyle koszmarkiem, co wręcz horrorem ;) I zaprawdę w żdaen spoób nie zachęca do lektury. Samą książkę mam w swojej bibliotece - moje koleżanki, które ją czytaly były zachwycone - reagowały też bardzo emocjonalnie na tę w umie nieweilką ksiązeczkę. Zatem chyba czas i na mnie :)

Serdeczności :)
-
2012/02/10 13:29:09
Dzięki, już jest na mojej liście zakupowych priorytetów. :)
-
2012/02/10 13:31:22
Potwierdzam tłumaczenie z koreańskiego:)
-
2012/02/10 13:56:41
@Moni, nie uogólniałabym "wszyscy Europejczycy" ani "Azjaci", bo to niezmiernie pojemne szufladki. Nie trzeba jechać nigdzie, by zobaczyć, że ludzie wyglądają inaczej, wystarczy obejrzeć jakiś film, włączyć telewizor, popatrzeć na zdjęcia. To mnie drażniło w książce Tomańskiego "Tatami kontra krzesła", gdy napisał, że wszyscy mu się wydawali tacy sami z wyglądu, dla mnie to niepojęte, by nie widzieć różnic.

Ja właśnie nie wiem, jak autorka chciała, i czy w ogóle rozróżnienie na "matkę" i "mamę" istnieje w koreańskim, tak jak w angielskim czy polskim. Może jest jeszcze więcej odcieni tego słowa, poza zdrobnieniami, które też są w polskim i angielskim. W koreańskim prośbę może niekoniecznie wyraża się słowem "proszę", ale jakąś formą gramatyczną oznaczającą szacunek. Nie wiem.

@The_book, niektóre okładki książek Kwiatów Orientu bardzo mi się nie podobają, nie gustuję w tego typu ilustracjach.
Wiesz, myślę, że trudno na "Zaopiekuj się moją mamą" nie reagować emocjonalnie. Relacje między rodzicami a dziećmi najczęściej chyba naładowane są emocjami, zmieniającymi się na różnych etapach życia, a Shin świetnie to pokazuje. Warto przeczytać :)

@Lirael, cieszę się :)
-
2012/02/10 18:08:41
- tytuł oryginalny (latynizowany: Eommareul Butakhae), ale nie znam koreańskiego, więc Ci nie pomogę.

Bardzo dobra książka. Dobrze widzieć jej recenzję na Twoim blogu! xD

Pozdrawiam ciepło.^^
-
2012/02/10 18:12:48
Dziś w dziale nowości wydawnictwa Kwiaty Orientu znalazłam informację o kolejnej książce koreańskiej autorki, "O kurze, która opuściła podwórze" Hwang Sun-mi. W pierwszej chwili bardzo się ucieszyłam. Niestety, prawdopodobnie jej nie przeczytam, bo nota wydawcy zawiera szczegółowe streszczenie, z zakończeniem i interpretacją całości włącznie! :( www.kwiatyorientu.com/ksiazki.html#id_kura
Ta sama nota figuruje w księgarniach. Zastanawiam się, czy nie napisać do wydawnictwa - po prostu zarżnięto tę "Kurę...". :(
-
2012/02/10 19:51:31
@Owarinaiyume, dziękuję za tytuł :) Niestety nawet nie znam żadnego Koreańczyka, by móc go zapytać, co to dokładnie znaczy i które tłumaczenie jest najbliższe oryginałowi.
Cieszę się, że podzielasz moje zdanie odnośnie powieści.
Pozdrawiam ciepło :)

@Lirael, oj, wielka szkoda, że tak dokładnie ją opisali :( A może to zakończenie nie jest tak naprawdę zakończeniem, może tam się coś jeszcze kryje? Nie chce mi się wierzyć, by wydawca podawał streszczenie całości...
-
2012/02/10 21:22:27
Klimat przypomina mi trochę film "Hanami - kwiat wiśni", który zrobił na mnie oszałamiające wrażenie swego czasu. Będę pilnowała wydania tej pozycji w kraju :)
-
2012/02/10 21:36:42
@Sempeanko, nie, "Hanami" ta książka ani odrobinę nie przypomina, zupełnie nie. Jeśli już, to film "The Way Home": chihiro.blox.pl/2009/07/The-Way-Home-i-Treeless-Mountain-czyli.html
Czasem warto czytać komentarze :))) - książka już ukazała się w Polsce.
-
2012/02/10 21:42:49
tak, to fakt :) zanim opublikowałaś mój komentarz już ją znalazłam :)
Domyśliłam się że może być nieco lżejsza niż Hanami, mimo wszystko muszę zaspokoić ciekawość.
-
2012/02/10 21:42:55
Zapytam koleżankę z filologii koreańskiej, bo bardzo zaintrygowała mnie kwestia tłumaczenia tytułu :>. Pewnie zorientuje się, co i jak.
-
2012/02/10 22:30:52
Mam na oku tę książkę o jakiegoś czasu, bo planuję prędzej czy później zapoznać się z koreańską literaturą. I faktycznie, Twoja okładka znacznie lepsza, ta amerykańska też mnie nigdy nie zachwycała.

A z tymi tłumaczeniami to właśnie tak bywa... Mam wrażenie, że z zapominaniem formy grzecznościowej w tłumaczeniu spotkałam się już kilkakrotnie, ale nie mogę sobie przypomnieć, czy to było w tytułach książek, czy samych tekstach, którymi się zajmowałam do pracy mgr. A skoro w tekście jest napisane tak, jak jest, to powinno być "mother", "matka" i tyle, chociaż może i ostateczna decyzja odnośnie tytułu nie należała do tłumacza.
-
2012/02/10 22:46:59
Obawiam się, że to zakończenie jest kropką nad i. :(
Napisałam do wydawnictwa. Zobaczymy, jaka będzie reakcja.
-
2012/02/11 12:32:47
@Sempeanko, nie lżejsza, ja bym powiedziała, że książka jest zdecydowanie cięższa od filmu, zdecydowanie.

@Shieldmaiden, o, byłabym bardzo wdzięczna :) Daj mi, proszę, znać, jak już się dowiesz, co i jak.

@Pani Katarzyno, ja generalnie nie przepadam za okładkami, na których są zdjęcia (pomijam biografie i wspomnienia), wole inne rozwiązania.
Nie wiem, czy polska tłumaczka zapomniała o formie grzecznościowej, czy po prostu tłumaczka na angielski (Koreanka, jakby nie było) dodała ją, bo po angielsku tak brzmi lepiej - i pojawia się ta fraza w tekście, gdzie moim zdaniem pasuje ze słowem "please" (ale więcej nie będę zdradzać). Ciekawa jestem jak ta sama tłumaczka załatwiła sprawę owej "mother" w wersji amerykańskiej, czy pojawia się tam fragment, w którym bohaterka pisze, że zawsze tak myślała o swojej "matce" - "matce" właśnie, a nie "mamie"...

@Lirael, może tak być :( Napisz, proszę, jak dostaniesz odpowiedź z wydawnictwa.
-
2012/02/12 00:05:09
Przede wszystkim - dziękuję za polecankę, książka zdecydowanie ląduje na mojej krótkiej liście. To świetnie, że południowokoreańska literatura staje się coraz bardziej popularna, wydaje mi się, że nadal wiemy o tym kraju zatrważająco mało.

Odnosząc się do kwestii "dostrzegania różnic" - ja wierzę, że niektórzy ich nie widzą. Mam wrażenie, że do tego trzeba nauczyć się patrzeć, zwracać uwagę na pewne szczegóły inne niż w przypadku Europejczyków. Zadziwiająco wielu ludzi ma ten problem, często nawet dość zainteresowanych regionem, więc chyba coś jest na rzeczy. Chociaż przyznaję, że akurat u Tomańskiego (który choćby z filmami i zdjęciami musiał mieć do czynienia) było to dosyć dziwne.
-
2012/02/12 13:15:07
Widzę, że hangul się nie pojawił na Twoim blogu, więc tak śmiesznie się mój komentarz zaczyna od pauzy _^_

Pozdrawiam!^^
-
2012/02/12 16:56:51
książka ta jest niedoścignionym dziełem, którego na film nie sposób "przerobić" zachowując jej charakter i przesłanie
-
Gość: dagmara, 178.73.48.10*
2012/02/13 12:30:58
witaj Chichiro, to mój pierwszy komentarz, chociaż Twojego bloga czytam prawie od samego początku : ).
Tytuł powieści w oryginale wg. transkrypcji McCune'a-Reischauera to "Ommarul put'akhae" - czyli "Zaopiekuj się mamą"; omma, to koreańska mama (matka to 'omoni' lub 'omonim'- dosł. szanowna matka. Nim jest sufiksem grzecznościowym dodawanym do rzeczowników). Forma czasownika 'put'akhada' opiekować się, troszczyć, użyta jest w tzw. panmal czyli w potocznej, niezbyt honoryfikatywnej formie. Tak można zwrócić się do osoby o równym nam, lub niższym statusie; do rodziców, przełożonych, starszych wiekiem czy rangą powiedzielibyśmy 'put'akhaseyo', put'akhamnida', 'put'akshipshiyo' itd. Wariantów jest wiele, bo koreański, podobnie jak japoński ma bardzo dużo kategorii grzeczności/honoryfikatywności.
Mam nadzieję, że trochę pomogłam.
Pozdrawiam serdecznie, wierna czytelniczka Dagmara : )
-
2012/02/13 15:56:31
@Panno marchewko, Korea Północna jeszcze nie jawi się Europejczykom jako "holiday destination", a prasa - nawet tak skupiona na światowych wydarzeniach jak brytyjska - niezbyt często o Korei pisze (poza "Economistem", który akurat pisze dość dużo, moim zdaniem"). To zresztą mały kraj, ale bardzo ciekawy. Kino jest już nieźle znane, niedługo lepiej znana będzie literatura.

Ja też uważam, że zadziwiająco dużo ludzi ma problem z odróżnianiem ludzi - i kładę nacisk na słowo "zadziwiająco". Jednak oglądając filmy koreańskie postaci mi się nie mieszają, każdy wygląda inaczej.

@Owarinaiyume, blox chyba nie wszystko pokazuje, niestety. Pozdrawiam ciepło!

@Pabloluzak, pewne niuanse zawsze giną "w przekładzie", nie tylko językowym, ale jednego medium na drugie.

@Dagmara, dziękuję Ci ogromnie za tłumaczenie i wyjaśnienia! Miło mi bardzo, że czytasz mój blog i zdecydowałaś się wypowiedzieć. Tak właśnie przypuszczałam, że pewne formy grzecznościowe nie dadzą się przetłumaczyć, a w nich kryje się stosunek ludzi do siebie nawzajem. Baaardzo ciekawe, że tytuł niesie ze sobą tę niezbyt honoryfikatywną wersję czasownika, zważywszy na to, jak tytułowa fraza użyta jest w tekście... Dało mi to do myślenia.
Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam ciepło :)
-
Gość: dagmara, 178.73.48.10*
2012/02/13 16:25:27
tak jeszcze na gorąco... myślę, że tytuł polski (biorąc pod uwagę treść i przesłanie powieści) może zręczniej byłoby przełożyć na "Zatroszcz się o mamę' - ja odbieram tytuł jako apel Autorki do czytelników: pomyślmy o swoich mamach, poświęćmy im trochę naszego czasu i uwagi. Odkryjmy w nich OSOBĘ, jednostkę z własnymi upodobaniami, marzeniami, charakterem; a nie tylko tak jak to (wg. mnie) pogardliwie określają starszej daty Koreańczycy żonę - 'chipsaram' czyli dosł. 'domowego człowieka'.

Chihiro, czytam regularnie Twojego bloga, jest on dla mnie bogatym źródłem inspiracji czytelniczych, muzycznych i filmowych. Nesamowite, jak zbieżne są nasze zainteresowania i poglądy : )))
Jeszcze raz serdecznie dziękuję i pozdrawiam, może ośmielę się odzywać trochę częściej.
Dag.
-
2012/02/13 16:36:11
@Dagmaro, zgadzam się z Tobą całkowicie. Biorąc pod uwagę i treść i przesłanie najwłaściwsze wydaje mi się więc tłumaczenie brytyjskie. Nie ma w oryginale zaimka osobowego, apel nie odnosi się tylko do mamy bohaterów.

Dziękuję za ciepłe słowa i cieszę się, jak zawsze, gdy trafiam na osobę, która myśli podobnie i interesuje się podobnymi sprawami :)
Pozdrawiam Cię ciepło!
-
2012/02/14 16:43:34
Kolejna Twoja recenzja, która mnie zachwyciła. Czas wybrać się na łowy:)
-
2012/02/14 16:50:20
@Pani_la_mome, życzę w takim razie udanego polowania :)