visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Hay-on-Wye: raj moli książkowych
Hay-on-Wye 34

W Hay-on-Wye poza sezonem na ulicach nie ma zbyt wielu przechodniów. Ci, których się dostrzeże, za moment znikają za kolorowymi drzwiami. Odnosi się wrażenie, że za nimi mają miejsce celebracje szczególnych rytuałów i obrzędów. I tak jest w rzeczy samej... Celebracje polegające na węszeniu między półkami, głaskaniu grzbietów książek, schylaniu się po skryte na dolnych półkach regałów pozycje lub stawaniu na czubkach palców, by sięgnąć po woluminy chowające się wysoko pod sufitem, liczeniu w głowie, ile książek można jeszcze nabyć, wreszcie wyciąganiu portfela w drodze do kasy i... czasem odkładaniu książki z powrotem na półkę z głębokim westchnieniem.

Wyobraźcie sobie wieś, którą można obejść szybkim krokiem w pół godziny. Uliczki usiane księgarniami - spójrzcie zresztą na mapę rozmieszczenia księgarń (numerki w kółeczkach oznaczają konkretną księgarnię, której opis znajduje się na ulotce, do wzięcia z większości księgarni). Wieś, w której nie ma na dobrą sprawę żadnych większych zabytków czy atrakcji. Do Hay przyjeżdża się na książkowe łowy. Okoliczne wzgórza wprawdzie kuszą pięknymi widokami i dobrymi trasami spacerowymi, ale walijska pogoda płata figle i gdy pada deszcz najlepiej skryć się właśnie w czeluściach kolejnych księgarń. Nie wyobrażam sobie przebywania tam w czasie trwania słynnego czerwcowego festiwalu literackiego. We wsi mieszka niecałe półtora tysiąca osób, zaś podczas festiwalu, trwającego dziesięć dni, Hay-on-Wye nawiedzają tysiące miłośników książek - w 2010 roku według raportu sporządzonego przez organizatorów na festiwal przybyło ok. 200 tysięcy osób, a spotkań/imprez/warsztatów zorganizowano aż 588! W tym roku program ma być szczególnie interesujący, festiwal obchodzi bowiem dwudziestopięciolecie. Na parę dni wieś przestaje być spokojną oazą książki pośród zielonych pagórków i wrzosowisk, a zamienia się w tętniące życiem literackie centrum kultury.  

Hay-on-Wye 33

Hay-on-Wye 38

Hay-on-Wye 32

Tymczasem zapraszam Was na spacer po Hay poza sezonem, gdy w księgarniach fotele czekają na strudzonych, a przed półkami nie tłoczą się setki turystów. Niektóre księgarnie i antykwariaty Hay specjalizują się w bardzo konkretnej literaturze, inne oferują dosłownie wszystko. Rose's Books na głównej ulicy Broad Street zachwyci miłośników literatury dziecięcej, szczególnie kolekcjonerów konkretnych serii, np. książeczek o Rupercie, serii Ladybird (ponad dwa tysiące w zbiorach), baśni o wróżkach czy serii Beano. Ogółem niezbyt duża Rose's Books posiada ponad 15 tysięcy pozycji. W gablocie za szkłem znajdują się szczególnie cenne eksponaty. Pierwsza edycja "Piotrusia Pana", w cudnej, zielonej, skórzanej oprawie, w dobrym stanie i z ilustracjami F. D. Bedforda kosztuje 7 tysięcy funtów. Książki w cenie paruset funtów wcale nie należą do rzadkości, a te najpiękniejsze i najcenniejsze, ilustrowane przez angielskich mistrzów, takich jak Arthur Rackham czy Edmund Dulac, osiągają ceny kilku lub kilkunastu tysięcy funtów. Tanich pozycji jest jednak bez liku. Stella Books, siostrzana księgarnia w pobliskiej wsi, posiada dodatkowo zbiory 45 tysięcy rzadkich i dawno wycofanych z obiegu pozycji, w tym blisko 10 tysięcy książek dla dzieci. Sprzedawczyni, Catriona, zdradziła mi, że klienci Rose's Books rozsiani są po całym świecie, mnóstwo kolekcjonerów starych, angielskich książek mieszka w USA. 

Hay-on-Wye 16

Hay-on-Wye 18

Hay-on-Wye 17

The Poetry Bookshop to jedyna brytyjska księgarnia, poświęcona wyłącznie poezji. Współczesna, klasyczna, wydana przez wielkie oficyny czy maleńkie, niszowe domy wydawnicze, pisana w jęz. angielskim czy publikowana w przekładzie - to jest konik właścicieli. Dodatkowo w księgarni znaleźć można moc publikacji na temat poezji, opracowania naukowe i krytyczne. Można tu szperać w sekcjach poświęconych poezji konkretnych krajów: chińskiej poezji, poezji niemieckiej, australijskiej czy egipskiej. Liczne spotkania z poetami gromadzą miłośników gatunku i ożywiają słowa poetów, na co dzień uwięzione między okładkami tomików.

Hay-on-Wye 24

Hay-on-Wye 41

Hay-on-Wye 25

Fani współczesnych kryminałów i starych, klasycznych powieści detektywistycznych przepadną na długie godziny w Murder & Mayhem (założona w 1997). Jeśli ktokolwiek marzy o miejscu poświęconym właśnie nim, musi przyjechać do Hay. To miejsce trudno przegapić - malowidła frontu księgarni rzucają się w oczy od razu, podobnie jak uroczy szyld w formie książki. 

Hay-on-Wye 27

Hay-on-Wye 28

Hay-on-Wye 30

Hay-on-Wye 29

Właściciel Murder & Mayhem, Derek Addyman, posiada jeszcze dwie księgarnie: Addyman Books (otwarta w 1987) i Addyman Annexe (otwarta w 2002). Addyman Books zdecydowanie należy do najciekawszych przybytków książki w Hay. Wystrój wnętrz jest szczególny. Niebieskie, mocno kiczowate, barokowe regały pochodzą z XIX-wiecznego kościoła w Transylwanii. Wielkie pokoje poświęcone literaturze sci-fi i fantasy zaszczycają tekturowe figury bohaterów "Star Trek" i trylogii Tolkiena. Sale z literaturą dotyczącą kina ozdobione są wygodnym szezlongiem i figurami Flipa i Flapa. Jak w każdej księgarni każdy wolny skrawek przestrzeni wypełniony jest książkami. Usiadłszy w fotelu przy kominku książki są na wyciągnięcie ręki. Interesujący stolik z półeczkami skrywa książki o książkach. Brakuje tylko, by ktoś roznosił kubki z parującą zieloną herbatą. Sukces pana Addymana, który zaczynał od jednej, niewielkiej księgarni, a dziś posiada ich aż trzy w tak małym miasteczku, świadczy o tym, że ze sprzedaży książek da się żyć. Duża część transakcji w dzisiejszych czasach odbywa się za pośrednictwem internetu. Amazon Marketplace to znakomite miejsce, gdzie używane książki sprzedają dziesiątki tysięcy księgarzy w całym kraju. Jak jednak twierdzi pan Addyman na swojej stronie internetowej, handel w internecie jest dopełnieniem interesu, a nie odbywa się kosztem handlu w księgarniach naziemnych. 

Hay-on-Wye 40

Hay-on-Wye 11

Hay-on-Wye 10

Hay-on-Wye 13

Hay-on-Wye 15

Hay-on-Wye 14

Hay-on-Wye 12

Hay-on-Wye 7

Hay-on-Wye 9

Hay-on-Wye 8

Najpiękniejszą księgarnią jest bez wątpienia Richard Booth's Bookshop & Café. Kremowo-buraczkowy budynek, ozdobiony kaflami przedstawiającymi zwierzęta wiejskie, wewnątrz zachwyca wysokimi sufitami, skrzypiącą drewnianą podłogą i zielonymi lampami, rzucającymi nastrojowe światło (szczególnie, gdy dzień jest pochmurny). W kawiarni-restauracji zjeść można pyszne dania (polecam marchwiowego burgera z awokado i sosem chili), a potem buszować po kilku piętrach księgarni. Czego tu nie ma! Książki o sztuce, podróżach, literaturze walijskiej, folklorze, przyrodzie, teologii, krykiecie - to tylko kilka najpowszechniejszych kategorii. Jeśli wyobraźnia podpowie Wam książkę z jakiejkolwiek dziedziny, która wydaje się nieistniejąca - na 100% znajdziecie ją w tej księgarni. Normą w księgarniach w Hay jest niezmiernie pedantyczne oznakowanie półek. Nie ma książek z lit. afrykańską: są półki z literaturą z Gabonu, Nigerii, Sierra Leone, Kenii itp. Każdy kontynent podzielony jest na kraje, cała Wielka Brytania podzielona na hrabstwa, a o każdym hrabstwie multum pozycji. Niektóre kraje, o których wyjątkowo dużo napisano, zyskały nawet kilka etykietek: Kultura Japonii, Historia Japonii, Polityka Japonii, Literatura Japonii itd. Na każdym piętrze strategicznie rozmieszczone fotele, kanapy, krzesła, usłane poduchami zapraszają, by przycupnąć choć na parę minut. Zajrzałam też do piwnicy, skrywającej tysiące książek kryminalnych i weszłam niechcący między regały z niewycenionymi jeszcze pozycjami, gdzie znalazłam m.in. pięknie wydaną powieść Nadżiba Mahfuza (zdjęcie u góry). Richard Booth's Bookshop jest niczym borgesowska biblioteka, nie mająca granic...

Hay-on-Wye 35

Hay-on-Wye 36

Hay-on-Wye 37

Zapomnieć o świecie można w Hay Cinema Bookshop, utworzonej w 1965 na miejscu dawnego kina. Nie jest to szczególnie ładna księgarnia, ale za to świetnie zaopatrzona. Wyobrażacie sobie ponad 200 tysięcy książek w jednym miejscu? A na piętrze mieści się kolejna księgarnia, Francis Edwards, która skupia "zaledwie" dziesięć tysięcy antykwarycznych pozycji wydawanych od 1855 roku. Przemierzanie przestrzeni tej księgarni to prawdziwy wyczyn. Nie wiedziałam, na czym zawiesić oko. Stanęłam w końcu na dłużej przed regałami beletrystyki w tłumaczeniu i zachwyciło mnie, że dziesiątki języków dostały tu swoje półeczki (no dobrze, holenderski i afrikaans dostały tylko kawałek długiej półki). Do tej księgarni warto pójść na koniec dnia, otwarta jest bowiem chyba najdłużej - choć i tak w porównaniu z Londynem, gdzie większość księgarń otwarta jest do 20:00, a wielkie Waterstone's czy Foyles do 21:00, godziny otwarcia nie robią wrażenia. 

Hay-on-Wye 1

Hay-on-Wye 6

Hay-on-Wye 5

Hay-on-Wye 3

Hay-on-Wye 4

Hay-on-Wye 2

Miłośnicy współczesnej prozy znajdą na pewno coś dla siebie w Hay-on-Wye Booksellers. Znakomite są ichnie zbiory rzadkich i antykwarycznych książek, ale ja odkryłam też fantastyczną kolekcję belestrystyki współczesnej, w dodatku po bardzo przystępnych cenach. Sympatyczne są małe księgarnie, często przerobione z mieszkań i zachowujące rozkład mieszkania. W Oxford House Books nawet wąski korytarz mieści półki, na których rozłożona jest penguinowska klasyka. Outcast Books, maleńki antykwariat, znajdujący się w podwórzu obok Rose's Books, skrywa ciekawą selekcję literatury z dziedzin filozofii, socjologii i psychologii. Greenways Corner Bookshop posiada imponujące zbiory starych magazynów - jeśli szukacie konkretnego wydania "Vogue" z lat 50., możecie mieć pewność, że albo dostaniecie go tam, albo właściciel błyskawicznie zdobędzie go dla Was. Hay Castle Books posiada olbrzymią kolekcję książek na temat rdzennych mieszkańców Ameryki oraz pisanych przez nich, ale specjalizuje się też w publikacjach o sztuce, filmie i fotografii. Backfold Books & Bygones to niewielki sklep, przypominający nieźle zaopatrzony londyński antykwariat. Ciekawe są tam pudła ze starymi fotografiami, które dawniej służyły jako wizytówki - nie mogłam nie kupić zdjęcia pewnej interesesująco wyglądającej pary. 

Hay-on-Wye 20

Hay-on-Wye 21

Hay-on-Wye 23

Hay-on-Wye 22

Hay-on-Wye 39

Hay-on-Wye 31

Trzeba zauważyć, że Hay-on-Wye nie zawsze miał status Miasta Książek. Oglądając stare fotografie widzę tradycyjne sklepiki: szewca, krawca, rzeźnika, warzywniaka, ale brakuje księgarni. Pomału wiele z tych miejsc zamykano i przekształcano je w księgarnie. W 1961 roku Hay-on-Wye, jako pierwsze miasto na świecie zyskało status Miasta Książek (oficjalnie ten status jako pierwsza, już w latach 80. XIX wieku zyskała dzielnica Jinbōchō w Tokio, znana z księgarń i domów wydawniczych, ale to nie osobne miasto, a jedynie dzielnica miasta). Dziś na świecie jest kilkadziesiąt Miast Książek, od Europy poprzez Azję i Amerykę Północną po Australię. Najwięcej, bo aż cztery, Miast Książek mieści się we Francji, co przy miłości Francuzów do literatury wcale nie dziwi.

Buszowałyśmy z Maga-marą po księgarniach niemal cały dzień. Zapewne wiele z Was interesuje, co ciekawego kupiłam w Hay. Otóż nabyłam tylko JEDNĄ książkę: wydaną w 1961 roku autobiografię brata XIV Dalajlamy, Thubtena Norbu, pt. "Tibet Is My Country". Przy całym urodzaju książek nie wypatrzyłam nic, co jeszcze chciałabym mieć za cenę, za jaką dana pozycja była oferowana. Nie jestem wielką fanką przesiewania ziaren od plew, a w księgarniach w Hay wiele jest też książek, których zapewne pies z kulawą nogą by nie tknął. Obok cudnie wydanych pozycji Folio Society czy starych klasyków w skórzanych, ornamentalnych okładkach, gnieżdżą się książki niewiele warte, nadające się w najlepszym razie na makulaturę. Ceny używanych pozycji nie powodują, że automatycznie sięga się do portfela. W londyńskim Skoobie, Judd Books czy dwóch moich ulubionych Oxfamach (jeden niemal naprzeciwko British Museum, drugi na Marylebone High Street) zawsze znajdę przynajmniej kilka pozycji, w dodatku o wiele korzystniej wycenionych niż w Hay. Nawet mój ulubiony malusieńki antykwariat w Stoke Newington ma lepszy asortyment, jeśli chodzi o współczesną beletrystykę, niż wiele antykwariatów w walijskiej wsi. No i jest jeszcze oczywiście Amazon Marketplace, na którym robię bardzo dużo zakupów, często płacąc za używane książki mniej niż 3 funty. Dlaczego więc warto pojechać do Hay-on-Wye? Niewiele jest wsi na świecie o tak małej powierzchni i liczbie mieszkańców, które stanowiłyby tak ciekawą skarbnicę książek i zwyczajnie warto to zobaczyć. Niewiele jest okazji, by bez skrępowania i wstydu spędzać długie godziny pośród regałów, wypatrując tytułów, wyostrzając wzrok, nabawiając się bólu szyi w pewnym momencie od wiecznego przekręcania głowy na bok. Na wsiach w Wielkiej Brytanii absolutnie normalne jest, że stałym punktem głównej ulicy jest - obok poczty, galerii z lokalnym rękodziełem i sklepu z mydłem i powidłem - księgarnia. Ale wyjątkowe jednak jest takie ich nagromadzenie, jak ma to miejsce w Hay-on-Wye. Blisko trzydzieści przybytków, gdzie książki ceni się szczególnie i z książek się żyje. Gdyby nie książki, być może Hay nie miałoby racji bytu. Tymczasem jest i ma się naprawdę dobrze. A sam festiwal literacki rozrasta się i pod patronatem Hay organizowane są obecnie festiwale na Malediwach, w Kenii, Bangladeszu, Hiszpanii, Libanie, Meksyku, Kolumbii i kilku innych krajach. Oby tak dalej.

Hay-on-Wye 19

A jeśli ktoś miałby ochotę obejrzeć jeszcze więcej zdjęć (i w większym formacie!) zapraszam tutaj. Po kliknięciu w "pokaż oryginał" ukażą się większe formaty. 

poniedziałek, 05 marca 2012, chihiro2

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/03/06 08:20:17
Kilka dni temu poszukałam w necie informacje, oraz zdjęcia Hay-on-Wye i - choć domyślałam się tego wcześniej - zadziwiłam się, że to taka przysłowiowa dziura:) Ale dziura, która znalazła sposób na biznes. Paradoksalnie, biznes, który chyba nigdzie indziej, w tak małej miejscowości (w tak wielkim skupisku tegoż biznesu) nie miałby sensu. Żaden tam monopol jednego biznesmena - WSZYSCY robią to samo i dobrze z tego żyją przy tym napędzając biznes turystyczny w - powiedzmy sobie - niezbyt ciekawym miejscu, które w innym wypadku zapewne nie było by odwiedzane tak chętnie przez tylu turystów. Takie nakręcanie sobie zysków, w tak prosty sposób. Gdzie indziej takie zagęszczęnie jednego rodzaju biznesu (sprzedaży, czy też usług) przynosiłoby dochody mieszkańcom na tyle aby jakoś żyć? Do tego te urokliwe hoteliki (choć wystrój mnie akurat nie zachęcał) w niewygórowanych, jak mi się wydaje cenach i można pojechać choćby na zwiedzanie osobliwej atrakcji, jaką są księgranie :) Domyślałam się, że ceny książek są wygórowane, bo jakkolwiek żaden z prowadzących je nie koliduje z innym, to jednak ogólnie tworzą rodzaj monopolu, nie tyle w stosunku do siebie ile do turysty "skazanego" na zakupy książkowe hihi. Pewnie, podobnie, jak Ty Chihiro, jak już ktoś tam pojedzie nie wyjedzie z pustymi rękami, no bo nie wypada.
A teraz ze sfery marzeń - zawsze lubiłam małe miejscowości, w których coś się dzieje i jednocześnie jest znośnie spokojnie. Mogłabym w takim Hay prowadzić nie tyle księgarnię, ile np. hotelik:))) Już wyobrażam sobie te puste ulice poza sezonem festiwalowym, tę ciszę na dotknięcie ręki .... rozmarzyam się:)

P.S. niektóre z tych księgarni wyglądają jak biblioteki!!:)))
-
2012/03/06 10:17:51
Ach, ten pokój z fantastyką w Addyman Books brzmi cudownie. W ogóle można dostać oczopląsu, patrząc na te zdjęcia :) Ta mieścina kojarzy mi się z belgijskim Redu, o którym na razie tylko czytałam.
-
2012/03/06 11:12:46
@Moni, nie wiem, jak wyglądał proces stawania się Hay-on-Wye Miastem Książek, ale na pewno odbywało się to stopniowo (sądząc po datach otwierania się kolejnych księgarń). Rodzaj skupienia jednej wsi praktycznie na jednym rodzaju interesu (drugim dużym interesem tam są antyki - sklepów i sklepików z antykami jest mnóstwo!) jest bardzo wschodnim konceptem. W Azji Płd-Wsch mamy w miastach całe ulice, na których każdy trudni się tym samym i na których można zjeść tylko pewien rodzaj potraw. My na Zachodzie wierzymy w różnorodność każdej dzielnicy, tzn. że każda dzielnica ma przekrojową selekcję różnych biznesików. Tymczasem w Hongkongu np. jeśli chcesz kupić antyki to idziesz do jednej konkretnej dzielnicy, jeśli życzysz sobie kupić materiały do palenia w świątyniach to udajesz się na konkretną ulicę, gdzie w każdym sklepie dostaniesz mniej więcej to samo, jeśli chcesz kupić plecione kosze to idziesz znów na inną, konkretną ulicę. Ten podział dotyczy wielu krajów Azji i wciąż rozpowszechniony jest w wielu miastach. Dlatego właśnie to zagęszczenie jednego rodzaju interesu - książek - wydało mi się bardzo wschodnie.
Wiele osób przyjeżdża w okolice Hay na spacery, jest tu wiele ciekawych tras, rzeka, wodospady, lasy, sporo posiadłości, które można zwiedzać (nie w samym Hay, ale w okolicach). Więc książki nie są jedynym magnesem, ale głównym.
Hotelikami tamtejszych przybytków bym nie nazwała, hotel kojarzy mi się z czymś większym, tam są B&B, pensjonaty z 1-3 pokojami do wynajęcia. My mieliśmy całą chatkę dla siebie (chatkę jako cottage, ale to po prostu domek), o dwóch piętrach, z trzema pokojami. W wielu wsiach normalne jest wynajmowanie takiego lokum.

@Kornwalio, mam zdjęcie z tego pokoju i tekturowymi figurami w albumie, do którego link jest pod tekstem :)
-
2012/03/06 11:29:26
Chihiro - wiesz to dobry pomysł z tym podziałem na dzielnice biznesowe. Tylko z drugiej strony, gdybym miała jechać na drugi koniec dużego miasta po książkę chyba nie miałabym chęci;/

Domyślałam się, że H-o-W to też okolice zielone, ale miałam na myśli inne atrakcje, niż walory przyrodnicze.
A o hotelikach pisałam po pierwsze ogólnie, a po drugie taką nazwę znalazłam na stronach poświęconych H-o-W. A wystarczy spojrzeć i widać, że to zwykłe pensjonaty, zresztą o niezbyt wysokim standardzie hihi (albo mi takim jawi się angielski styl wyposażenia). Noo, ale jak się spędza większość czasu w księgarniach to może wystarczy?:)) (B&B też jednak nazywa się hotelem, a często niewiele ma z nim wspólnego hehe).

W każdym razie fantastyczna wycieczka!!!!
-
2012/03/06 11:54:55
@Moni, sądzę, że to kwestia przyzwyczajenia. My jesteśmy przyzwyczajeni, że jak wyjdziemy na zakupy, to mamy obok siebie wszystkie sklepy, które nam są potrzebne. Gdzie indziej jest inaczej, ludzie wolą mieć 20 sklepików z produktami na rytualne ofiary (tak się tego uczepiłam, bo zrobiła na mnie ta uliczka w HK wrażenie) i kupują tam, gdzie albo ceny są najlepsze, albo wybór największy, albo obsługa najmilsza, albo gdzie kupowali ich rodzice i dziadkowie.

Innych atrakcji poza walorami przyrodniczymi faktycznie w Hay jest niewiele. Ach, jest jeszcze parę festiwali, m.in. Borderlines Film Festival (200 filmów z różnych krajów pokazywanych przez kilkanaście dni) i Wenlock Poetry Festival niedługo - trzy dni wypełnione spotkaniami z pisarzami, warsztatami pisania poezji, czytaniem, pisaniem, słuchaniem, slamami itp. Świetna impreza dla interesujących się poezją.
B&B to Bed & Breakfast, ja tłumaczę to jako pensjonat, hotelu z prawdziwego znaczenia mi takie miejsca nie przypominają (za małe są), ale wiadomo, że te nazwy, co jest hotelem a co pensjonatem są umowne raczej i nie ma ścisłych definicji, tak myślę. Standard, domyślam się, jest różny. Nasz domek był cudowny, a wygodniejszych łóżek chyba nigdy nie doświadczyłam :)
Wycieczka fantastyczna, bez wątpienia :)
-
2012/03/06 13:06:29
Chihiro jest definicja hotelu ... a przynajmniej była kiedyś, kiedy pracowałam w hotelu (oczywiście mówię o Polsce). Myślę jednak, że wielu właścicieli hoteli (przynajmniej tych mniejszych nadużywa tej nazwy :)) ).

:) Ja też zwracam uwagę na łóżka, bo sama w domu mam znośnie wygodne, a akurat w B&B spałam na fantastycznym łóżku:))
-
2012/03/06 13:27:05
@Moni, aha, no to nawet nie wiedziałam, że jest dokładka definicja hotelu.
Ja też zawsze miałam szczęście do wygodnych łóżek, zawsze były to cudze łóżka (nie mamy własnego) i nigdy nie narzekałam na problemy ze snem (poza okresem nastoletnim, gdy potrafiłam przez 2-3h przewracać się z boku na bok zanim wreszcie udało mi się zasnąć).
-
2012/03/06 13:35:24
:)) taki okres chyba każdy z nas przeżywał:)))

A definicja (wtedy) dotyczyła określonej ilości pokoi, ich wyposażenia i standardu, a także - chyba nie mylę - dostępności dodatkowych punktów w danym hotelu np. restauracji, kawiarni, basenu itp.
-
2012/03/06 13:42:32
@Moni, aha, dziękuję za informację. Basen w hotelu w Hay :))) Nawet nie mogę sobie tego wyobrazić :)
-
2012/03/06 13:51:00
"45 tysięcy rzadkich i dawno wycofanych z obiegu pozycji" - cudowne! Uwielbiam czytać twoje wpisy. W dodatku tyle ciekawych zdjęć. Twój blog to raj dla moli książkowych :)
-
2012/03/06 14:03:46
Chihiro ;))) i dmuchane książki (jak dla dzieci;)) )
-
2012/03/06 14:12:45
@Wspolnabiblioteczko, opisy tych księgarń brzmią aż za dobrze, by były prawdziwe, a jednak prawdziwe są. Cieszę się, że mogłam Cię zabrać w wirtualną wycieczkę do Hay :)

@Moni, hi hi :)))
-
2012/03/06 14:12:51
Dziękuję za ten przewodnik, skorzystam, jak pojedziemy na festiwal - miło, że Tobie już się taki wypad udał:-)
-
2012/03/06 14:15:10
@Anno Mario, wybierasz się tam na festiwal? Wspaniale, tylko musisz uważać, by nie zostać stratowaną przez zaczytane tłumy :)
-
2012/03/06 14:35:34
O/T czy widziałaś raport na Dzień Kobiet w The Independent? Tu jest podsumowanie i link:
www.stylist.co.uk/life/the-best-place-to-be-a-woman
Jak zwykle, Skandynawia najlepsza w wielu kategoriach, jak zwykle UK - w żadnej...:-(
-
2012/03/06 14:52:33
@Anno Mario, w ten weekend wyjątkowo nie czytałam żadnych gazet. Dziękuję za link, w sumie można się było spodziewać wysokich pozycji krajów nordyckich (bo zaliczam też Islandię, która krajem skandynawskim nie jest, ściśle rzecz ujmując). Nie tylko UK nie widzę wysoko, nie ma większości krajów europejskich: Włoch, Hiszpanii, Francji, Portugalii, Niemiec, a także USA (poza kategorią sportową) i Kanady... I jeszcze jedna konkluzja: nie wyobrażam sobie kraju gorszego dla kobiet niż Arabia Saudyjska.
-
2012/03/06 15:17:28
To prawda. Niestety nie mogę zalinkować ze względu na paywalla, ale w The Times był doskonały artykuł nawołujący do bojkotu drużyny olimpijskiej z Arabii S - jako jedyny kraj na świecie, nie wyślą zadnej kobiety! Wypowiadałam się pod tym artykułem, bo choć apartheid rasowy jest dziś uznawany za równie nieakceptowalny i moralnie odrażający, co nazizm, apartheid płciowy kontynuuje w najlepsze, i ze względu na ropę i islamski terroryzm nic się z tym nie robi...:-( Ech, to mógłby zresztą być kolejny komentarz pod Twoją recenzją Half The Sky.
Pewnie nie czytasz też, ale w mediach (także w BBC) toczy się obecnie dyskusja o tym, ze childcare w UK jest najdroższe na świecie, i jak z kolei świetnie i tanio jest w Skandynawii - masa jest artykułów, było tez specjalne wydanie Panoramy. Znowu jest tak w UK dlatego, że ciężar opieki spada na kobiety:-( - żyjemy jednak w kraju, w którym seksizm wciąż jest żywy. Niestety tak wysokie koszty childcare przyczyniają się też do niegodnego tak bogatego kraju poziomu child poverty.
-
2012/03/06 15:25:30
Dziękuję za szczegółową relację. Mnie bardzo ciekawi Murder and Mayhem, mimo, że nie jestem wielką miłośniczką kryminałów. Nazwa bardzo mi się podoba i malowidła przy wejściu również :)
Trochę szkoda, że zakupowo Hay-on-Wye już się nie sprawdza, ale buszowanie po tylu księgarniach to na pewno wielka przyjemność.
-
2012/03/06 15:43:18
@Anno Mario, o drużynach sportowych złożonych z kobiet ciekawie pisała Geraldine Brooks w "Nine Parts of Desire", przedstawiając punkt widzenia kobiet-muzułmanek. Apartheid płciowy w głowie mi się nie mieści, a jednak ma się dobrze. I najgorsze, że pranie mózgu przeszły same kobiety, w związku z czym wielu kobiet w krajach, w których kobiety uchodzą za gorsze, wcale ten pogląd nie oburza i nie gorszy. I godzą się na gorsze traktowanie.
Słyszałam co nieco o childcare costs, wczoraj w "Newsnight" nawet o tym mówiono w kontekście zasiłków. Nie czytam artykułów na ten temat, ale widuję je wciąż w prasie - mam nadzieję, że sytuacja się poprawi. A w kontekście dzieci - mimo że nie planuję dzieci, zainteresowała mnie książka "French Children Don't Throw Food" i przeczytałam każdą recenzję, jaką znalazłam na jej temat i potężny artykuł w Guardianie parę tygodni temu. Słyszałaś o tym? Tak sobie pomyślałam, że ja bym wychowywała dziecko we francuskim stylu :)
A z pozytywnych zmian w UK to nie wiem, czy słyszałaś o raporcie, że homofobia w szkołach bardzo się zmniejszyła i homoseksualizm przestał być postrzegany na stygmę. Bullying homoseksualnych dzieci jest o wiele mniej powszechny niż był. Jest na ten temat ciekawy artykuł w Economiscie z ostatniego piątku i pewnie w weekend o tym pisano, bo to nowy, zaskakujący pozytywnie raport.

@Lilithin, bardzo proszę :) Murder & Mayhem jest super, to jedna z niewielu księgarni, do których nie weszłam - miałam wejść, ale przyciągnęła mnie Addyman Books naprzeciwko i straciłam głowę, a potem już Murder & Mayhem zamknięto. W niedzielę zaś cały dzień była zamknięta. Tak, samo buszowanie to ogromna przyjemność, nawet jak się nic nie kupuje.
-
2012/03/06 18:34:26
@Chihro - obejrzałam:) na pierwszym planie "451 stopni Fahrenheita" a za taboretem Tolkien ;)
-
2012/03/06 18:39:10
To prawdziwy raj :) Ogromnie dziękuję za fantastyczną wycieczkę po Hay i nieśmiało proszę o więcej.
-
2012/03/06 18:52:56
@Kornwalio, urocze, prawda? Trochę tandetne te tekturowe figury, ale w tym antykwariacie sporo jest kiczu i mieszania konwencji :)

@Tommyknocker, więcej czego?
-
2012/03/07 03:02:17
Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że pod koniec dodajesz, że ceny tam są takie sobie i że raczej generalnie okupujesz się w książki gdzie indziej. Ogromnie mnie to pocieszyło! :D Chociaż wciąż to brzmi jak raj... Zresztą czasem nie samo kupowanie jest przyjemne, ale właśnie buszowanie. Taka wygrzebana, niezwykła pozycja spośród trzystu przejrzanych może przynieść więcej radości, niż sprecyzowanych i wklikanych w wyszukiwarkę 10 książek kupionych w necie... Może kiedyś, kiedyś tam zawitam...
-
2012/03/07 09:23:26
Witam ;-) Oglądałam Twoje zdjęcia z wielką uwagą. Ostatnio czytałam, że czytelnictwo w Polsce spada, liczba osób nie czytających wogóle rośnie. A tu proszę - takie miasteczko - Miasto Książek ma racje bytu. Ciekawe jak poradziłaby sobie taka wioseczka w Polsce?
Gdy widzę omawiane przez Ciebie książki mam jeszcze większą chęć przysiąść do mojego angielskiego.
Pozdrawiam serdeczenie, dobrego dnia
-
2012/03/07 10:28:48
@Pani Katarzyno, gdybym miała zaopatrywać się w książki w Hay wydałabym fortunę na same dojazdy. Bardzo mnie cieszy, że mieszkam w takim cudownym zagłębiu książek, że naprawdę mogę znaleźć mnóstwo perełek w lokalnych antykwariatach i lepiej wycenionych. Buszowanie jest świetne, przy takiej liczbie pozycji niemożliwe jest przejrzenie choćby 1/100, więc można od razu pozbyć się presji obejrzenia wszystkiego i spokojnie sobie wędrować po księgarniach :)

@Kocie w butach, w Polsce dużo pisze się o spadku czytelnictwa, w Wielkiej Brytanii jest przeciwnie - liczba czytających raczej rośnie i o tym się pisze. Wprawdzie coraz więcej osób kupuje książki na Kindle, ale to przecież wciąż książki. Miasto Książek ma się podobno lepiej niż kiedykolwiek, ciekawe jak będzie za 10-20 lat...
Miłego dnia!
-
2012/03/07 20:13:19
Chihiro, cudowne miejsce! W Polsce na Miasto Książek nadałby się Kazimierz nad Wisłą, może trzeba by podsunąć pomysł? Mają już festiwal filmowy, to by się świetnie uzupełniało. Nocowałam tam nawet w pensjonacie w pokoju z całkiem bogatą biblioteczką :)
W Hiszpanii funkcjonują na zasadzie skupiska bary tapas. Klienci chętniej chodzą tam, gdzie mają ich kilka do wyboru i mogą się przemieszczać z jednego do drugiego, niż do pojedynczego leżącego na uboczu.
-
2012/03/08 21:40:37
Chihiro, od razu nabrałam ochoty... na kupienie jakiejś książki ;)
-
2012/03/08 22:01:33
@Katasiu, a masz jakąś konkretną upatrzoną? :)