visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Man Asian Literary Prize i dlaczego warto czytać literaturę z Azji
Asia Lit Review

Hongkong wkroczył w ostatnich latach na arenę literackich wydarzeń z pewnością siebie godną znacznie większych graczy. To tam ma swoją siedzibę jeden z najważniejszych magazynów literackich poświęconych literaturze azjatyckiej: "Asia Literary Review". Magazyn co kwartał publikuje ciekawe teksty podróżnicze, eseje, opowiadania, poezję i recenzje, okraszone zdjęciami. Piszą dla nich najznamienitsi oraz ci dopiero wybijający się pisarze azjatyccy - redaktorzy mają czujne oko i wyłapują chętnie nowe talenty. Każdy numer posiada temat przewodni, tematem ostatniego było pojęcie domu i przynależności. W Hongkongu odbywa się też jeden ze słynniejszych międzynarodowych festiwali literackich, Hong Kong International Literary Festival, który w tym roku zorganizowany zostanie na początku października. Ja jednak chciałabym zwrócić uwagę na nagrodę Man Asian Literary Prize, najważniejszą nagrodę przyznawaną od 2007 roku pisarzom azjatyckim za powieść napisaną w jęz. angielskim bądź przetłumaczoną na ten język. Nagroda przyznawana jest przez Man Group plc, koncern świadczący usługi w zakresie zarządzania inwestycjami - ten sam, który funduje Man Booker Prize.

Z początku o Man Asian Literary Prize "walczyły" książki jeszcze nie opublikowane, jednak od dwóch czy trzech lat powieść musi być najpierw wydana w którymkolwiek kraju, by jej autor mógł ubiegać się o wyróżnienie. Długa lista nominowanych na dany rok ogłaszana jest w październiku, krótka lista - w styczniu, a nagroda wręczana jest w marcu roku następnego. Zwycięzca dostaje 30 tysięcy dolarów (dodatkowo przewidziane jest 5 tysięcy dla tłumacza, jeśli takowy jest) i świadomość, że o jego książce będzie się mówiło od Wielkiej Brytanii, gdzie w ostatnich latach nagroda zyskała niesamowity rozgłos, poprzez Indie po Japonię. Już sama nominacja zwiększa zainteresowanie daną książką. W przypadku irańskiego pisarza Mahmouda Dowlatabadiego, którego powieść "The Colonel" ukazała się na tzw. długiej liście nominowanych do nagrody w 2011 roku, skutek nominacji był taki, że rząd irański zniósł książkę z listy pozycji zakazanych. W tym roku wyjątkowo na krótkiej liście nominowanych powieści znalazło się aż siedem pozycji, o dwie więcej niż w latach ubiegłych. Mieliśmy trzy książki autorów indyjskich ("The Sly Company of People Who Care" Rahula Bhattacharyi, "River of Smoke" Amitava Ghosha i "Rebirth" Jahnavi Barui), jedną autorki japońskiej ("The Lake" Banany Yoshimoto - moja recenzja tutaj), jedną autorki koreańskiej ("Please Look After Mom" Kyung-sook Shin), jedną autora pakistańskiego ("The Wandering Falcon" Jamila Ahmada - moja recenzja tutaj) i jedną autora chińskiego ("Dream of Ding Village" Yana Lianke). 

lit. azjatycka 2

Lista zwycięzców w latach ubiegłych przedstawia się następująco:

2007 - Jiang Rong (Chiny) za "Wolf Totem"

2008 - Miguel Syjuco (Filipiny) za "Ilustrado"

2009 - Su Tong (Chiny) za "Boat to Redemption"

2010 - Bi Feiyu (Chiny) za "Three Sisters"

Miguel Syjuco, Man Asian Literary Prize 2008

Miguel Syjuco na festiwalu literackim w Berlinie we wrześniu 2011, fot. własna

Komu została przyznana nagroda w tym roku? Po raz pierwszy wręczono ją kobiecie i po raz pierwszy odznaczono pisarza koreańskiego. Zwyciężczynią Man Asian Literary Prize 2011, jak podano niecałe dwie godziny temu, została Kyung-sook Shin za powieść - jedyną z nagrodzonych, jaka ukazała się także w Polsce - "Zaopiekuj się moją mamą" ("Please Look After Mom"). Moją recenzję powieści można przeczytać tutaj. Nie czytałam wszystkich nominowanych książek, lecz uważam, że autorka zasłużyła na nagrodę. Dramat rodzinny rozgrywający się na tle przemian społecznych i gospodarczych, jakie zaszły w Południowej Korei w ciągu ostatnich kilkunastu lat zasługuje na uwagę. Książkę doceniono w ojczyźnie autorki, gdzie sprzedano już niemal dwa miliony egzemplarzy. Sprzedano też prawa autorskie do niej 32 krajom, a zapewne nagroda przyczyni się do jeszcze większej popularności powieści. Nadszedł czas, by uważniej przyjrzeć się koreańskiemu rynkowi literackiemu. Zanim powieść "Zaopiekuj się moją mamą" znalazła się na krótkiej liście nominowanych, o nagrodzie, jak twierdzi agent autorki, mało kto w jej kraju słyszał, obecnie zaś prestiż wyróżnienia jest niepodważalny.

zdobywcy Man Asian Lit Prize

Wyraźnie widać jednak niezwykły sukces chińskich pisarzy w zdobywaniu laurów. Chińczycy czytają coraz więcej, coraz więcej też się tam publikuje. O ile w latach 1949-66 w Chinach publikowano średnio zaledwie osiem książek rocznie (dane z artykułu "The Key to China" napisanego przez Julię Lovell dla marcowego numeru magazynu "Prospect"), a chińscy pisarze nie mieli żadnej możliwości, by dotrzeć do czytelników zachodnich, od lat 80. sytuacja zaczęła się drastycznie zmieniać. Zaczęto więcej pisać i więcej tłumaczyć. Wydaje się w Chinach wiele czasopism o literaturze chińskiej, niektóre z nich publikowane są w jęz. angielskim, np. powstałe niedawno "Pathlight" i "Peregrine" oraz angielskojęzyczny dodatek do chińskiego magazynu "Chutzpah". Zarówno "Pathlight" jak i "Chutzpah" skupiają swą uwagę na pisarzach urodzonych między latami 60. a 80. Zdaniem Lovell ci pisarze mają kilka cech wspólnych: silny, indywidualistyczny głos i determinację w podkreślaniu wyjątkowości kapitalistycznego społeczeństwa, tworzonego przez chińską Partię Komunistyczną, a wszystko to polane jest sarkastycznym dowcipem i elementami surrealistycznymi. Pisarzem tworzącym w tym stylu jest np. Murong Xuecun (którego jedno z opowiadań, o fikcyjnych najwymyślniejszych, najobrzydliwszych potrawach z tajemniczej chińskiej restauracji opublikowało "Asia Literary Review" jesienią, w smakowitym numerze poświęconym jedzeniu). Wielką zaletą "Chutzpah" jest danie głosu pisarzom z Tajwanu oraz pisarzom z Chin, ale piszącym w innych językach (tzn. nie mandaryńskim). Chińczycy zwracają też coraz baczniejszą uwagę na autorów, którzy z kraju wyemigrowali i którzy piszą o sprawach, o których przeciętny Chińczyk wie bardzo niewiele, np. o Rewolucji Kulturalnej. Do najsławniejszych autorów-imigrantów należą Yiyun Li, Ma Jian, Xinran, Ha Jin, Yan Geling czy Gao Xingjian. Lovell pisze jednak o zarzucie, iż wielu chińskich pisarzy z Chin skarży się, że ich koledzy z Zachodu karmią zachodnich czytelników rodzimą egzotyką, szczególnie w odniesieniu do odrębności chińskiej kultury lub przedstawianie kraju w negatywnym świetle. 

lit. azjatycka 3

Jo Lusby z wydawnictwa Penguin China mówi w artykule z "The Economist" z 10-16 marca br.: Nie mogę zidentyfikować żadnego popularnego trendu literackiego, który nie miałby swoich korzeni online. Chińczycy wciąż nie są masowymi użytkownikami e-czytników (mimo że popyt na tablety, smart phone'y i Kindle jest olbrzymi), ale internet niebywale zmienił ich zwyczaje czytelnicze. Najwięcej czytają ludzie przed 30. rokiem życia. Książki wydaje się błyskawicznie, wiele z nich jest podobno kiepsko zredagowanych, brakuje też czasu na wnikliwą korektę. Liczy się tempo napisania i wydania, książka ma być na czasie. Podobno niezmiernie popularne obecnie w internecie są powieści o skorumpowanych urzędnikach zaplątanych w megaintrygi oraz historie o podróży w czasie, gdzie 2000-letni wojownicy lądują na dyskotece we współczesnym Pekinie. Jedną z firm, która sprzedaje powieści online, jest Shanda - można u nich abonować książki na tydzień czy miesiąc, kupować je po rozdziale lub całej powieści. Najtańsze kosztują już 5 juanów (ok. 2,5zł), podczas gdy średnia cena książki drukowanej wynosi ok. 30 juanów (ok. 15zł). Mimo że kultura czytania w Chinach dopiero się tworzy, zdaniem autorów artykułu z "The Economist", niektórzy młodzi pisarze już zostali celebrytami. Guo Jingming, 28-latek, którego sześć powieści znalazło się na liście bestsellerów w 2011 roku, żyje z pisania. Razem z innymi młodymi pisarzami tworzy on także magazyn "Top Novel", który sprzedaje się w nakładzie 400 tysięcy egzemplarzy miesięcznie. Han Han to pisarz znany także poza granicami Chin: 29-latek, wyluzowany indywidualista, namiętny bloger, równie namiętny kierowca rajdowy i autor bestsellerów, które wyśmiewają rząd i społeczeństwo chińskie, a jednak cenzura przymyka na nie oczy. Ciekawym zjawiskiem moim zdaniem jest kopiowanie dzieł, które osiągnęły sukces gdzie indziej. Tak jak Turcy kręcili swego czasu własnych "Batmanów" i "Rambo", tak Chińczycy piszą swoje "Kody Da Vinci" - "Tibet Code", dziesięcioczęściowy cykl powieściowy, odkrywa tajemnice starożytnych tybetańskich ksiąg buddyjskich.

lit. azjatycka 1

Warto jednak zwrócić uwagę także na literaturę indyjską. Na listach książek nominowanych do nagrody z reguły bardzo wiele jest pozycji z tego kraju. Literatura indyjska przeżywa w ostatnich latach prawdziwy boom, a powieści pisane przez indyjskich autorów regularnie znajdują się na listach nominowanych także do Nagrody Bookera (w ostatnich 15 latach aż trzej pisarze indyjscy, w tym dwie kobiety: Arundhati Roy i Kiran Desai, zostali wyróżnieni nagrodą) czy Pulitzera (o nagrodzonej w 2011 roku książce Siddarthy Mukherjee o historii nowotworu "The Emperor of All Maladies: A Biography of Cancer" było bardzo głośno na Wyspach Brytyjskich i w Indiach, zaskakująco jak na książkę na tak stosunkowo niszowy temat). Niedawno doszło też wielkie zainteresowanie literaturą pakistańską, pisaną jednak przeważnie w "języku elit", czyli angielskim. Opiniotwórcze magazyny indyjskie publikowane w jęz. angielskim (m.in. "Tehelka" redagowany przez znanego pisarza Taruna J. Tejpala, którego "The Valley of Masks" znalazła się na długiej liście nominowanych do Man Asian Literary Prize w 2011) wskazują najciekawsze książki, które warto czytać. W Wielkiej Brytanii godny uwagi jest magazyn "Wasafiri", promujący nowe talenty na międzynarodowej arenie literackiej, niekoniecznie indyjskie, ale poświęcające indyjskim twórcom bardzo dużo miejsca. Wciąż mało znana jest literatura z subkontynentu tworzona w urdu, telugu, tamilskim czy malayalam, dlatego na ostatnim festiwalu literackim Samanvay w Delhi, odbywającym się w połowie grudnia, tematem przewodnim była marginalizacja. W artykule dla indyjskiej gazety "The Sunday Guardian" z grudnia organizatorzy zapowiedzieli, że skupią się na wykluczeniu, czy to językowym, genderowym czy kastowym. Mówiono o poezji miłosnej pisanej przez Dalitów, tamilskich autorkach piszących o kobiecym ciele, problemach mniejszości etnicznych w Assamie czy Kaszmirze opisywanych przez tamtejszych autorów czy o autobiografii chrześcijańskiej zakonnicy z Kerali napisanej przez siostrę Jesme. Taka literatura, coraz chętniej czytana w Indiach, nie dociera do czytelnika zachodniego. Zwrócenie uwagi przez jury Man Asian Literary Prize na powieść Jamila Ahmada ("The Wandering Falcon") o społeczności Beludżystanu stanowi jednak krok naprzód ku mniej znanym tematom i mniejszościom. Podobnie jest z powieścią Chińczyka Yana Lianke, który osadził swoją powieść w prowincji Henan i porusza problem zachorowań na AIDS wśród mieszkańców jednej z tamtejszych wiosek. 

Razia Iqbal, dziennikarka i członkini jury (obok Vikasa Swarupa, autora bestsellerowej powieści "Q & A", na podstawie której nakręcono film "Slumdog Millionaire" i powieściopisarza koreańskiego pochodzenia, zdobywcy Pulitzera, Changa Rae-Lee) na pytanie, czemu na liście nominowanych jest tak wiele powieści indyjskich, zadane przez dziennikarza "The National", anielskojęzycznej gazety wydawanej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, odparła: Nie ma konkretnego powodu, dla którego czterej pisarze pochodzący z subkontynentu indyjskiego znaleźli się na krótkiej liście nominowanych, poza tym, że ich książki są bardzo, bardzo dobrze napisane. Jako członkowie jury szukamy książek, które sprawdzają się jako powieści - ktore sprawiają, że chce się przewracać strony i czuć, że jest się odrobinę zmienionym po dotarciu do końca. Można powiedzieć, że każda z nominowanych książek dotyczy tego, jak żyć we współczesnym świecie, nawet jeśli akcja książki osadzona jest w przeszłości.

Meira Chand

Meira Chand, pisarka z Singapuru, autorka powieści "A Different Sky", na festiwalu literackim w Berlinie we wrześniu 2011, fot. własna

Czym tłumaczyć tak wielką popularność literatury azjatyckiej w ostatnich latach? Moim zdaniem podstawową przyczyną jest otwarcie się poszczególnych krajów Azji na resztę świata - w tym na inne kraje azjatyckie - oraz Zachodu na Azję. Czytanie literatury z danego kręgu kulturowego jest jednym z najlepszych sposobów na poznanie go, o tym nie trzeba nikogo przekonywać. A Azję chcemy poznawać. Tam mieszka blisko 60% populacji globu. Nie ma drugiego kontynentu tak różnorodnego jak Azja. Dla Brytyjczyków Europa nie jest tak bliska kulturowo i mentalnie jak wiele krajów byłego Imperium. Zacytuję Tony'ego Judta z jego książki "Thinking the Twentieth Century": Podczas gdy pod koniec XIX wieku dla Brytyjczyków egzotyczne były Indie i Bliski Wschód, w latach 1930. egzotyczna była już przejażdżka pociągiem poza Zurych. W pewien sposób to aktualizacja literatury imperialistycznej, w której Bułgarzy zastąpili Birmańczyków. W interesujący sposób Brytyjczycy czują się bardziej swojsko w dalekim świecie, a to, co jest egzotyczne - to europejskie kraje leżące nieopodal imperium. (...) Dla Anglików, przynajmniej jeśli chodzi o ich obraz samych siebie, szeroki świat ma znaczenie jako punkt odniesienia, ale Europa jest czymś, z czym nie życzymy sobie być kojarzeni zbyt mocno. Można pojechać do Birmy, Argentyny czy RPA, mówić po angielsku i prowadzić firmę zarządzaną przez Anglika czy polegać na gospodarce w angielskim stylu; nie można tego jednak już uczynić w Słowenii, która siłą rzeczy jest bardziej egzotyczna. A w imperialistycznych Indiach czy Indiach Zachodnich natrafisz na ludzi - nieważne, czy będą nimi biali kumple ze szkoły, czy brązowi, wykształceni podwładni - którzy będą mieli te same punkty odniesienia co ty. Uderzające jest nawet dziś, jak bardzo bagaż edukacyjny mężczyzny czy kobiety po pięćdziesiątce z Karaibów, Zachodniej i Wschodniej Afryki czy Indii przypomina ten ich brytyjskich rówieśników. Kiedy spotykam ludzi z mojego pokolenia z Kalkuty czy Jamajki, czujemy się natychmiast swobodnie ze sobą, wymieniając się skojarzeniami i wspomnieniami od literatury po krykiet, w sposób, ktory nie działa tak samo ze znajomymi z Bolonii czy Brna. 

Nowoczesna technologia pomogła nam niezmiernie w poznawaniu lit. azjatyckiej. Możemy na bieżąco czytać o trendach literackich w Karachi, Teheranie czy Pekinie, o czym jeszcze dekadę temu wiedzieli tylko nieliczni, związani z rynkiem wydawniczym, tłumaczeniowym i pisarskim. Rozkwit festiwali literackich w krajach Azji - od Kathmandu (po raz pierwszy festiwal zorganizowano jesienią 2011) po Jaipur, Goa, Singapur, Hongkong, Galle czy Dohę - pokazał, że popyt na literaturę jest także w miejscach, dotychczas nieobecnych na globalnej literackiej mapie. Ekonomiczny rozwój wielu krajów Azji i jednoczesny kryzys obserwowany w krajach europejskich z jednej strony zmusił Europejczyków do pokory (już nie jesteśmy pępkiem świata), a z drugiej - dodał Azjatom pewności siebie. W sytuacji, gdy podstawowe potrzeby wielu mieszkańców licznych krajów azjatyckich są zapewnione, można skupić się na rozrywce i intensywniejszym rozwoju kultury. Meira Chand, singapurska pisarka, którą spotkałam jesienią w Berlinie na festiwalu literackim, powiedziała, że bardzo długo Singapur, zaliczany przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu do krajów tzw. Trzeciego Świata, nie miał swoich pisarzy. Dołączył jednak szybko do listy krajów wysoko rozwiniętych i dziś tworzą się tam społeczności pisarzy, próbujące wypełnić dekady posuchy. Tradycyjnie elita indyjska zaczytywała się klasyką angielską czy rosyjską (uderzające, jak wielu sławnych indyjskich pisarzy przyznaje się do inspiracji P.G. Woodehousem, Czechowem czy Turgieniewem) - taki był kanon literacki wykształconego Indusa. Profesor David Parker z Uniwersytetu Chińskiego w Hongkongu uważa, że wpływy europejskiej literatury na azjatycką wciąż są bardzo widoczne. Na łamach brytyjskiej gazety "The Guardian" stwierdził, że jeśli szukamy książek o epickiej skale i randze dziewiętnastowiecznych wielkich powieści europejskich, musimy zwrócić się dziś w stronę Azji. Podkreślając obecność na długiej i krótkiej liście nominowanych do nagrody Man Asian Literary Prize "1Q84" Harukiego Murakamiego i "River of Smoke" Amitava Ghosha (obie książki obejmują trzy części) dodał, że obecnie w Azji produkuje się powieści na skalę i o ambicjach rzadkich dziś w krajach zachodnich. Ostatnie lata pokazały jednak, że można stworzyć coś własnego, nieopartego na modelach byłego kolonizatora czy mistrzów europejskich. Wraca się do korzeni, czerpie z własnej kultury - a potencjał tkwiący w nich jest olbrzymi - by stworzyć nową wartość. Z jednej strony to się sprzedaje na Zachodzie (a nie ukrywajmy, nadal wielu pisarzom azjatyckim zależy na sukcesie w krajach zachodnich), gdzie nikt nie chce czytać kopii znanych powieści w wersji "egzotycznej". A z drugiej - to interesuje rosnącą rzeszę czytelników rodzimych, identyfikujących się z bohaterami z ich środowiska, mających te same problemy (stąd np. popularność miernej jakości pisarza indyjskiego Chetana Bhagata, którego powieści biją rekordy popularności - jego najnowsza powieść "Revolution 2020" w ciągu pierwszego miesiąca od publikacji sprzedała się w liczbie 750 tys. egzemplarzy! Bhagat pisze o tym, co interesuje błyskawicznie rosnącą klasę średnią w Indiach: krykiecie, miłości, aranżowanych małżeństwach, Bollywood, IT, w dodatku mieszając jęz. angielski z licznymi frazami w hindi, czyli pisząc językiem potocznym, takim jak mówią młodzi Indusi z Delhi, Bangalore czy Pune). Sukces powieści publikowanych online w Chinach jest również bezprecedensowy, to jeden z wielu trendów w literaturach Azji, które nie wyrosły najpierw w Europie czy USA (podobnie może być z powieściami w odcinkach czytanymi za pomocą telefonów komórkowych w Japonii). 

W trakcie mojego pobytu w Delhi zachodziłam do różnych księgarń i pozytywnie zaskakiwała mnie zawsze ekspozycja książek nagradzanych międzynarodowymi wyróżnieniami. Marzy mi się, by europejscy wydawcy i księgarze silniej promowali dobrą literaturę azjatycką, by nagroda Man Asian Literary Prize była ceniona na równi z Man Booker Prize czy Nagrodą Nobla. Co do czytelników to marzy mi się, by wyzbyli się kolonialnych oczekiwań romantyki i egzotyki, a zauważyli, że powieści pisane przez Azjatów nie ustępują jakością najbardziej cenionym pisarzom zachodniego kręgu kulturowego. 

O trendach i fascynacjach literaturą azjatycką w Azji i krajach zachodnich mogłabym jeszcze długo pisać, niestety ogranicza mnie tu miejsce. Każdy poruszany wątek kieruje do innych i zwraca uwagę na nowe kwestie. Można by przecież pisać jeszcze o lit. japońskiej, krajach bliskowschodnich, specyfice konkretnych, mniejszych rynków, hermetyczności pewnych literatur azjatyckich itp. Zapraszam do rozmowy.  Dlaczego czytacie literaturę azjatycką? Co Was pociąga w książkach azjatyckich pisarzy?

Pankaj Mishra

Pankaj Mishra na festiwalu literackim w Berlinie we wrześniu 2011, fot. własna

PS. Pragnących poszerzyć swoje horyzonty czytelnicze zapraszam do wzięcia udziału w wyzwaniu książkowym Literatura w Azji, Azja w Literaturze - pierwsza część wyzwania trwającego rok obejmuje kraje Azji Południowo-Wschodniej oraz Japonię, Chiny i Koreę. Szczegóły tutaj.

czwartek, 15 marca 2012, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/03/15 17:28:44
"Please Look After Mother" mam w planach od czasów Twojej recenzji i pewnie do azjatyckiego wyzwania właśnie ją zdobędę. Bardzo wiele książek w tych stosikach, które chciałabym mieć :)

Zauważyłam, że na razie oddalam od siebie literackie Indie. Nie dlatego, że nie interesuje mnie ten region, ale dlatego, że boję się, że jak się zabiorę za tę literaturę, to nie będę mogła przestać ;D A w języku angielskim jest sporo indyjskiej literatury. Omijam więc Indie obecnie, ale wiem, że to nie potrwa długo i kiedyś się złamię.

Ja swoją przygodę z literaturą azjatycką rozpoczęłam stosunkowo niedawno, ale wiem że będę ją intensywnie kontynuować. Dlatego cieszy mnie coraz większa liczba wydawnictw tej literatury w języku angielskim. Nie miałabym też nic przeciwko "imporcie" współczesnej azjatyckiej poezji i poetów, chociaż wiem, że istnieją różne ciekawe antologie, które próbują przynajmniej fragmentarycznie przedstawić poezję jakiegoś kraju, czy regionu.

A tak w ogóle to fantastyczny wpis! Dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy np. o rynku wydawniczym w Chinach.
-
2012/03/16 10:57:08
@Pani Katarzyno, "Please Look After Mom" polecałam, bo to naprawdę świetna książka i nagroda nie wpłynęła na moją opinię o niej (a swoją drogą po raz pierwszy przeczytałam nagrodzoną powieść zanim została odznaczona, w zeszłym roku tak naprawdę na dobre zaczęłam się tym wyróżniemiem interesować).

Indie mogą pochłonąć literacko (choć nie tylko, oczywiście), a że pisarze indyjscy są płodni (wiadomo, wielki kraj, mnóstwo ludzi dobrze wykształconych i piszących) nawet gdybyśmy miały czytać wyłącznie lit. indyjską do końca życia, książek by nie zabrakło. Ja kiedyś komuś w komentarzu napisałam, że gdybym miała czytać literaturę tylko z dwóch krajów to byłaby to indyjska i chińska :)

Poezji sporo publikuje właśnie "Asia Literary Review", ale ten magazyn jest nie do zdobycia poza Azja w inny sposób jak tylko poprzez subskrypcję, niestety. Dostałam jeden numer gratis od redaktora naczelnego, więc miałam okazję się z nim zapoznać w formie papierowej, ale wiele tekstów jest też dostępnych online na ich stronie. W Londynie spotkań poświęconych poezji i festiwali poetyckich jest sporo, można też wyłapać autorów azjatyckich, ale jest ich zapewne garstka w porównaniu z tym, ilu ich naprawdę jest i jak dobrze piszą, a nie są tłumaczeni. Poezja gorzej się sprzedaje, to fakt niezaprzeczalny. A znasz koreańskiego poetę Ko Una? W naszym magazynie Archipelag kiedyś o nim pisałyśmy, w drugim numerze. On jest tłumaczony także w Polsce, ale nie wiem, czy chętnie czytany i znany.
Cieszę się, że tekst Ci się podobał :)
-
2012/03/16 14:54:15
NIE! NIE! NIE! Chihiro!!!! zrobię sobie zakaz wchodzenia na Twój blog! Wystarczyło, że tylko pobieżnie "przeleciałam" tekst (z powodu rychłej pobudki M.) a już mnie wszystko boli:/// notes w ruch jak tylko znajdę chwilę!
No i żal, że u nas "Asia Literary Review" nie jest sprzedawany!!! (a może jest w większych miastach??)

Zdjęcia książek! mhhhmm miód na moją duszę spragnioną ....
-
2012/03/16 15:28:01
@Moni, "Asia Literary Review" nie jest sprzedawany poza Azją. Można go dostać w Hongkongu, Chinach, Singapurze, Malezji, Tajlandii, Indiach (choć tam nie widziałam). Podobno można też w Australii, Kanadzie, USA i Wielkiej Brytanii, ale czytałam mnóstwo uwag od czytelników, którzy nie widzieli magazynu w najlepszych księgarniach pozaazjatyckich. W Europie w ogóle nie jest dostępny. To jest zdecydowanie czasopismo do prenumeraty i już po przeprowadzce do Japonii szarpnę się na nie, bo z tego numeru, który ma, interesował mnie KAŻDY artykuł.

Zakaz mogłabyś sobie ustanowić, ale mogę sie założyć, że byś go złamała prędzej czy później :)

A wracają do tematu, żeby jakoś rozruszać czytelników: dlaczego czytasz książki z Azji? To pytanie kieruję do wszystkich, chyba wstawię je do tekstu...
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2012/03/16 15:48:01
Chihiro zmartwiłaś mnie faktem, że ALR nie jest dostępny w Europie:((( no nic, jakoś to przeżyję:)

Hmmm pytanie dość trudne - krótko mówiąc mogę napisać, że lit. azjatycka jest dla mnie odkrywcza. Tak wiele ciekawych światów, zupełnie odmiennych od dotychczas przeze mnie czytanych, że ciągle mało mi wiedzy, którą przecież dostarcza nawet beletrystyka opisująca tamte strony. No i ciekawość - ale to właściwie chyba zamyka się się w odkrywaniu:)

Zakaz już złamalam, jak widzisz;))

P.S. chyba ktoś jeszcze z G. zagląda na Twój blog, bo dziś w księgarni sprzedano ostatni egzemplarz "Z cienia Mao"!!:)
-
2012/03/16 15:53:06
@Moni, może jak im tak będę dalej robić reklamę, to ALR dotrze i do Europy?
Odkrywanie nowych światów to najważniejszy bodziec chyba do czytania literatury w ogóle, nie tylko azjatyckiej. A światów w Azji jest bardzo, bardzo wiele :)

Moni, jak się cieszę, że książkę Philipa Pana przetłumaczono na polski! Wprawdzie jeszcze jej nie czytałam, ale fajnie, że wyszła :) Myślisz, że kupił ją czytelnik mojego bloga, bo zobaczył u mnie w stosiku? Hmmm :)
-
2012/03/16 15:59:04
Chihiro no nie wiem?:))) Tak mi się skojarzyło hihi (podobno była to pani z biblioteki, ale nie wiem, czy brała ją dla siebie, czy dla biblio?).

Reklama dźwignią handlu hihi - jestem za!!!

Tak, to prawda, każda książka to nowe doznania i szersze horyzonty, ale te w Azji przez swoją oryginalność i odmienność od bliższej nam kultury europejskiej są bardziej pociągające!

P.S. widziałaś może to Chihiro? Co prawda szukam w sieci zdjeć tej pani ale coś trudno mi się na nie natknąć;/ www.mmtorun.pl/dzieje-sie/nepal-teatr-zycia-wystawa-fotografii-lucyny-sowinskiej
-
2012/03/16 16:01:28
aach jeszcze mam pytanie - rozwiązałaś kwestię tytułu Please look after ....?
-
2012/03/16 16:17:03
@Moni, ale biblioteki raczej nie kupują książek w zwykłych księgarniach tylko bezpośrednio u wydawców albo w hurtowniach, które sprzedają dla bibliotek. Tak jest w UK, domyślam się, że podobnie jest w Polsce i innych krajach - przecież wtedy można liczyć na spore zniżki dla bibliotek.
Co do bliskości kultury europejskiej to ja tego w ogóle nie czuję, bliżej mi tu do podejścia angielskiego i traktowania niektórych kultur europejskich jako egzotyczne (dla mnie takie są Francja i Czechy, te dwie kultury zaliczam do najtrudniejszych i nabardziej niezrozumiałych dla mnie pod wieloma względami, przy czym zaznaczam, że o Czechach wiem b. niewiele). Pamiętam jak pierwszy raz obejrzałam "Zawieście czerwone latarnie"... Rozpłakałam się ze wzruszenia, a potem w nocy spać nie mogłam, po raz pierwszy w życiu uświadomiłam sobie, że wierzę w reinkarnację, to było mi tak bliskie, że miałam silne wrażenie, że byłam kiedyś Chinką. Byłam oszołomiona, nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam (potem tak). I kultura chińska z azjatyckich jako pierwsza otworzyła przede mną drzwi (no, jako dziecko oglądałam też "Oshin" i fascynowałam się Japonią, ale to było w wieku sześciu lat, bardzo powierzchowne).

PS. Gdzieś już widziałam info o tej wystawie, ale wiesz, tu takich wystaw praktycznie w ogóle nie ma. Mam wrażenie, że każdy podróżuje, każdy przywozi ładne, ciekawe zdjęcia i nie jest wykonalne, by każdy je prezentował. Może też dlatego, że Nepal to mniejsza egzotyka niż taka np. Chorwacja, o której wiadomo o wiele mniej i raczej mniej osób tam jeździ.

Aha - tytuł "Please Look..." jest kwestią nierozwiązywalną, jak wyjaśniła w ostatnich komentarzach pod recenzją Dagmara, bo pewne formy grzecznościowe są nie do przełożenia na inne języki.
-
2012/03/16 16:31:46
Chihiro z tego co wiem, to nasze miejskie biblio. zaopatrują sie jednak w księgarni (jednej!i nie jest to E.:) ) ale to pewnie indywidualna sprawa bibliotek.

Co do egzotyczności kultur - dla mnie jednak odległe kultury japońska czy chińska to ogromna egzotyka:) Czeskiej natomiast nawet nie staram się zrozumieć (nie pojmuję fenomenu Pragi?!!:/) Pamiętam, że jako dziecko interesowałam się Australią hihi - chyba nie tyle z racji kulury jako takie,j a odległością tego kraju od pozostałych (tym bardziej od Polski) co dodawało "dziwności" w oczach dziecka zarówno mieszkańcom tegoż kraju jak i jemu samemu:)

Zawieście ... ani nie czytałam ani nie widziałam, książka ciągle czeka;/

Tak myślałam, że kwestia tytułu będzie nierozwiązywalna ;/ Tłumaczami kierowały pewnie względy właśnie kulturowe i ogólnie przyjęte normy zachowań - jednak u nas nie słyszy się często "proszę" ;/

-
2012/03/16 20:28:08
@Moni, dlaczego biblioteki kupują w księgarniach po cenach rynkowych? W głowie mi się to nie mieści. Niesamowite. To znaczy, że ich budżet starcza na o wiele mniej książek niż gdyby kupowały z dużą zniżką hurtowo bezpośrednio o wydawców lub w specjalnych hurtowniach dla bibliotek.

Australia taka dziwna nie jest, znam ją z autopsji. Sydney to taki o wiele bardziej wielokulturowy Londyn, z gorętszą pogodą, i bez historii - kiedyś mi to przeszkadzało, dziś - wręcz przeciwnie, dziś widzę w tym urok. Ale pojechałam tam na studia właśnie dlatego m.in., że Australia była daleko :)
Ale generalnie w ogóle nie łączę egzotyki z odległością od domu, a z bliskością kulturową i mentalną.
Nie polecam książki "Zawieście...", jest raczej słaba (to zresztą opowiadanie, nie powieść) w porównaniu z niezwykłym, absolutnie cudownym filmem.

Co do tytułu - prawda, u Was nie słyszy się często "proszę", a i niektóre formy grzecznościowe też wychodzą z użycia. Panuje tendecja (tylko o tym słyszałam), żeby np. w TV mówić do rozmówców po imieniu w rozmowie, co jest ściągnięte z formuły angielskiej czy amerykańskiej, ale już angielskich licznych form grzecznościowych się nie ściąga, z tego co miałam okazję zauważyć.
-
2012/03/16 22:06:26
Niewiele wiem o literaturze krajów azjatyckich, ale czytając ten wpis, miałam wrażenie, że opisywane przez Ciebie zjawiska brzmią znajomo, bo podobne tendencje widać w literaturze afrykańskiej :).

Co do egzotyki absolutnie się z Tobą zgadzam. Dystans mentalny jest dużo ważniejszy niż fizyczny. Dla mnie Japonia leży na końcu świata, ale za to np. Kenia jest już tylko o rzut beretem.
-
2012/03/16 23:18:23
Chihiro myślę, że nie kupują po cenach rynkowych:) z tego co widzę w regulaminie to są zniżki sięgające 80%!

Pamiętam, że studiowałaś w Sydney :) Wiesz, moje odczucia to odczucia dziecka w wieku kilku lat, które pewnie zobaczyło jakiś dokument (film?) o Australii i stąd ta fascynacja - nie pamiętam już dokładnie. W każdym razie minęła:))

Jakoś specjalnie nie zauważyłam ściągania angielskich czy amerykańskich zwrotów, raczej odnoszę wrażenie "sztywnictwa" w tv;/ W sumie nie przeszkadza mi to specjalnie, bo nie oglądam za dużo tv:) Szkoda tylko faktycznie, że tak rzadko zwracamy się do siebie w grzeczny i kulturalny sposób;/
-
2012/03/17 13:02:18
nie da się chyba mieszkać w UK nie zauważając dziesiątek autorów azjatyckich w księgarniach. szkoda tylko, że większość z nich żyje na emigracji.
wczoraj kupiłam Bhattacharie dla siebie charity shopie. wcześniej nie widziałam. poza tym Koonchunga, Yu Hua " To Live" z rzeczy nieazjatyckich dopadłam "Ragnarok" Byatt. książkę, na którą polowałam od Book Festival. cieszy to, że premiery sierpniowe można dostać już za dwa funty w tej chwili.
"Please, look..", którą przeczytałam za sprawą recenzji na Twoim blogu uważam za słabiuteńką książeczkę i naprawdę mam nadzieję, że nagrody nie dostanie. kiedy zamknę rozdział Afganistanu chcę przeczytać "Wondering Falcon", bo mam na kindle, ale to już w Maroku.
mnie bardziej interesują pisarze krajów arabskich, ale tutaj także wielka szkoda, że o Afganistanie piszą przeważnie ludzie z Zachodu, którzy tam zamieszkali lub wyjechali, bo byli- są dziennikarzami. brakuje mi pisarzy afgańskich, ale nie mieszkających w USA lub UK, którzy pisaliby książki tam, u siebie. z drugiej strony trudno wymagać od społeczeństwa, gdzie 90 % kobiet i 60% mężczyzn to analfabeci, aby z werwą pisali i wydawali książki. tyle że mnie już męczy czytanie o Afganistanie z perspektywy Ann, Mary, Andrei, Asne i nie pamiętam już kogo tam jeszcze, męczy i zwyczajnie trochę nudzi. no i marzy mi się książka, która nie byłaby o Kabulu. przesyt.
poluję na Banana Yoshimoto. wczoraj widziałam jedną książkę, ale to była raczej wizualna tragedia, a nie książka. gdybyś chihiro w wielkim mieście cokolwiek jej znalazła, mogłabyś mi kupić;)?tutaj marne szanse. a jestem jej ogromnie ciekawa.
-
2012/03/17 22:44:12
Suketu Mehta został doceniony też w Polsce - 'Maximum city" nominowano do nagrody literackiej im. Ryszarda Kapuścińskiego za 2011 rok. Bardzo mnie to cieszy, bo więcej ludzi sięgnie po tę książkę:) 4 kwietnia dowiemy się, czy książka wejdzie do finału. Trudno mi wyrokować, bo lektura jeszcze przede mną.

Dlaczego czytam literaturę Azji? Powiem w skrócie o literaturze indyjskiej. Pomaga m.in. zrozumieć wiele z tego, co dzieje się w Indiach, mentalność ludzi, obrazuje zjawiska i wyjaśnia... Odczuwam też czystą przyjemność płynącą z konfrontowania lektury z własnymi przeżyciami z Indii:) - na pewno mnie rozumiesz, Chihiro;)
-
2012/03/18 20:07:47
@Dorota, które zjawiska są podobne do tych afrykańskich? Trudno mi uwierzyć, by technologia grała taką rolę w różnych krajach afrykańskich co w Chinach, ale to może akurat zjawisko, które nie występuje w krajach Afryki.
Cieszę się, że rozumiesz, co mam na myśli pisząc o egzotyce i dystansie mentalnym. O to przecież chodzi.

@Moni, aha, tak właśnie bym myślała, muszą być zniżki.

Co do zwrotów to właśnie pisałam, że nie ma ściągania ich, ale zauważyłam już parę lat temu tendencję do mówienia nawet nieznanym rozmówcom po imieniu zamiast tytułowania ich "Pan, Pani".

@Invitado, chyba nie przeczytałaś mojego tekstu. Piszę, że Kyung-sook Shin już dostała nagrodę, już została ona wręczona, gdy publikowałam ten wpis. Moim zdaniem jest powieść jest znakomita, dlaczego uważasz ją za słabiutką? W moim odczuciu była lepsza od "The Wandering Falcon" i "The Lake", bardziej kompleksowa - jeszcze nie przeczytałam tych powieści od Ciebie, ale niebawem to zrobię i będę miała lepszy obraz nominowanych książek.

Dlaczego twierdzisz, że większość pisarzy azjatyckich, których książki są w księgarniach, żyje na emigracji? Moim zdaniem wcale tak nie jest, bardzo wiele jest książek pisarzy żyjących w swoich krajach, od krajów Bliskiego Wschodu poprzez Indie po Japonię i Chiny.
Też mam "To Live" (film na podstawie tej książki kiedyś zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, ale książki jeszcze nie czytałam - planuję sobie wkrótce odświeżyć film i przeczytać książkę; film mam na kasecie video, nie ma go chyba na dvd). "Ragnarok" to nie moja bajka, chyba bym się wynudziła.
O Afganistanie baaardzo trudno pisać, gdy się tam mieszka, mówił kiedyś o tym na spotkaniu Atiq Rahimi. Jemu dopiero podróże po Europie i emigracja otworzyły oczy na Afganistan, na wyjątkowość tego kraju i na specyfikę tej kultury. I dopiero zamieszkawszy we Francji mógł otwarcie pisać o pewnych kwestiach, w Afganistanie nie mógłby pisać o krzywdzie kobiet na przykład. Dlatego mnie cieszy, że o swoich krajach piszą ludzie, którzy wyjechali, bo mają lepszy, głębszy, bardziej holistyczny obraz. To samo dotyczy Chin - w ogóle nie mielibyśmy np. krytycznych powieści o Rewolucji Kulturalnej, gdybyśmy czytali tylko pisarzy mieszkających w Chinach. O Afganistanie oczami Afganki możesz przeczytać "The Sleeping Buddha". Ale co do tego kraju też trzeba mieć zrozumienie - jak napisałaś, analfabetyzm jest tam wielki, a pisać zaczyna się, gdy inne potrzeby są zaspokojone. Nie możemy oczekiwać od Afganistanu tego poziomu literatury co od innych, lepiej rozwiniętych krajów, ktore nie były targane tyloma wojnami w ostatnich dekadach co Afganistan.

Jak dojrzę Yoshimoto to Ci kupię, ale ona niezmiernie rzadko pojawia się w sklepach charytatywnych - "The Lake" kupiłam na Amazonie. Okładki większości jej książek są brzydkie, przynajmniej mnie się nie podobają - ta nominowana to pierwsza, której okładka naprawdę mi się podoba.

@Aga_blue, tak, wiem, mnie też ta nominacja ucieszyła, i w ogóle zainteresowanie książką. Ja o książce Mehty pisałam kilka lat temu, przeczytałam ją, jak tylko ukazała się po angielsku i zrobiła na mnie duże wrażenie - a w dodatku jest o mieście, które naprawdę bardzo lubię :)

Dziękuję Ci za opisanie, czemu czytasz lit. indyjską - mogę się podpisać pod Twoimi słowami :)
-
2012/03/18 20:15:09
Chihiro, podpisuję się pod tym co mówisz o chińskim rynku czytelniczym, który dopiero się tworzy. Wyjatkowo przygnębiające wrażenie zrobiło na mnie metro w Szanghaju, w którym (w porównaniu z warszawskim lub paryskim) nikt nie czyta - młodzi szanghajczycy oglądają raczej filmy na telefonach komórkowych lub tabletach. A przecież to miasto o olbrzymiej - fakt, że kolonialnej - tradycji kulturalnej.
Co do Man Asian Literary Prize to spośród nagrodzonych tytułów przeczytałam tylko "Trzy siostry" Bi Feiyu, których lektura jest doskonałą rozrywką, ale których nie nazwałabym jednak wybitną powieścią (Podobnie jest zresztą z "Q & A" jednego z członków jury.) Na półce stoi i na lekturę czeka "Iluzjonista." Poza tym, moja biblioteczka wzbogaciła się ostatnio o powieści jednego pisarza japońskiego (Yasunari Kawabata, nagrodzony Noblem) i dwóch chińskich - Gao Xingjiana (również noblista) i Shana Sa, na których lekturę bardzo się cieszę.

P.S. Twoje brytyjskie wydania "Iluzjonisty" i "Trzech sióstr" wyglądają na dużo ładniejsze niż moje - francuskie i amerykańskie :)
-
2012/03/18 20:43:43
tekst przeczytałam, bo nie komentuję, jeśli nie przeczytam. widocznie z długości tekstu mi coś tam umknęło:) nie śledzę losu tej książki, bo jest nieciekawa i tak jak twierdzisz, że przy Ragnarok być się wynudziła, tak i ja wynudziłam się strasznie czytając tę książkę:) drążenie wkoło tematu zaginionej matki z perspektywy kilku osób jest nudne dla mnie. po prostu. czytałam tę książkę w Belgii i naprawdę doczekać nie mogłam końca. nie bylo tam absolutnie nic, co zapamiętałam na długo. nie mój "typ" książki.
czytałam " The Sleeping Buddha", ale autorka także żyje na emigracji. jak dla mnie zdecydowanie najlepszą książką poruszającą tematykę Afganistanu i kobiet jest "Dear Zari" i "Winter in Kabul" Ann Jones. Ale to znowu Amerykanka i Afganka żyjąca w Londynie. I znowu Kabul.
może i racja, że trudno pisać trudne i kontrowersyjne tematy mieszkając w kraju, w którym nie da się często o tym pisać. nie jestem wielką czytelniczką książek z Chin, a na pewno nie z Japonii i Indii. ale tak jak literatura indyjska mnie nie interesuje zupełnie, na razie, tak Yoshimoto chętnie bym przeczytała. to też nie był problem okładki, tylko tego, że tam kartki całości się nie trzymały:)
-
2012/03/18 22:16:15
chihiro; popatrzyłam na Amazonie na ceny książek Yoshimoto. można kupić za pensa za wyjątkiem najnowszej. dziękuję, ale nie kupuj proszę, chyba że The Lake za grosze zobaczysz;)ja postaram się w bibliotece zamówić jutro. zobaczę, czy mają.
-
2012/03/19 11:09:43
@Katasiu, o rynku chińskim nie mówiłam mojego zdania, bo ja osobiście o nim wiedziałam niezbyt wiele przed przeczytaniem tych tekstów - tyle, co mówili pisarze, których miałam okazję spotkać.
Co do czytania w środkach komunikacji miejskiej to staram się po tym nie oceniać tak bardzo czytelnictwa. Sama nigdy nie czytam w autobusach czy metrze, nie lubię, wolę słuchać muzyki i bywa, że nawet czytając w autokarze zaczyna mi się robić niedobrze (mam tendencje do choroby lokomocyjnej, a czytanie to wzmaga). Ktoś mógłby stwierdzić, że nie lubię czytać, a ja po prostu lubię słuchać muzyki i obserwować, mniej lub bardziej dyskretnie, ludzi.

Ja też nie uważam "Three Sisters" za wybitną powieść, jedynie za bardzo dobrą. Wybitnych powieści nie jest wiele, a te, które uważam za takie, nie zdobyły nagród (albo przynajmniej ja nic o tym nie wiem).

"Ilustrado" przetłumaczono we Francji na "Iluzjonistę"? Co za fatalny tytuł... Przecież to znaczy "oświecony", "wykształcony", a dotyczy wykształconej grupy Filipińczyków pod koniec XIX wieku. Skąd skojarzenie z iluzją?
Kawabaty trochę przeczytałam, ale wciąż jeszcze są jego książki, po które chcę sięgnąć. Xingjianga mam dwie na półce, wiele lat temu robiłam podejście do jednej, ale poległam na siódmej stronie, mój angielski był za słaby i chyba nie byłam w nastroju na nią. W tym roku zamierzam przeczytać obie. Shan Sa to kobieta :) Nic jeszcze jej nie czytałam, ale dużo dobrego słyszałam.

PS. Mnie się też angielskie wydania bardziej podobają niż amerykańskie :)

@Invitado, naprawdę jestem zaskoczona, że historia opisana przez Kyung-sook Shin była dla Ciebie nudna. Zdawało mi się, że nie da się czytać tej książki beznamiętnie, ona jest szalenie emocjonalna. No i te zmiany w społeczeństwie koreańskim, mnie to fascynowało. Ale mam do Ciebie jeszcze pytanie: o tym, że to książka o zniknięciu matki bohaterów (i żony) przedstawiona z różnych punktów widzenia pisałam w swojej recenzji, a skoro przeczytałaś recenzję najpierw i uznałaś, że to może być nudne, to po co sięgałaś po powieść?
"The Sleeping Buddha" opisuje społeczeństwo Issei, zdaje się - pierwszego pokolenia japońskich Amerykanów. Czytam właśnie "Turning Japanese" Dabida Mury, o Sansei, czyli pisarzu amerykańskim z trzeciego pokolenia (jego dziadkowie przybyli do USA z Japonii), odkrywającym Japonię i japońską kulturę.
Tak myślę, że Afganistan to szczególny kraj i jeszcze sporo lat minie, zanim będzie tam prężny rynek wydawniczy (w tej chwili chyba nie ma żadnego domu wydawniczego tam, Rahimi o tym wspominał, więc nie ma się co dziwić, że i pisarzy jest jak na lekarstwo).
Jak zobaczę "The Lake" to kupię. Moja biblioteka ma dwie książki Yoshimoto "Asleep" i "Hardboiled & Hard Luck" (nie czytałam jeszcze), może Twoja ma więcej.
-
2012/03/19 11:30:19
chihiro; jak to dlaczego? dlatego, aby mieć swoje zdanie na temat książki, a nie cały czas sugerować się cudzymi opiniami. Tobie i setce innych osób może coś się podobać, ale ja jestem mną:) poza tym, o ile dobrze pamiętam, nie czytałam wielu książek z Korei Pd i chciałam po tę książkę sięgnąć. jeśli możesz coś polecić poza tą książką z Korei Pd, chętnie sięgnę, o ile znajdę. i to też wcale nie znaczy, że coś mi się spodoba. to chyba oczywiste. trochę mnie zdziwiło Twoje pytanie.
-
2012/03/19 11:38:39
@Invitado, no fakt :) Zawsze to dobrze przeczytać coś i wyrobić sobie własną opinię, zwłaszcza, jak coś jest chwalone. Jeszcze nie czytałam więcej południowokoreańskich książek, mam dwie w stosie, jak przeczytam to na pewne będzie tu o nich mowa. Ale zdecydowanie lepiej (choć też nie jakoś świetnie) jest mi znane kino południowokoreańskie.
PS. Myślałam, że jak napisałaś, że to "nie Twój typ", to że od razu tę książkę skreśliłaś, stąd moje pytanie. Bo ja np. tak skreśliłam "Chinaman" Shehan Karunatilaki, która dostała nagrodę na festiwalu w Jaipurze, i podobno jest znakomita, ale mówi o krykiecie. Wiem, że krykiet to nie moja bajka, wynudzę się (nawet nie rozumiem zasad gry), więc nawet jak książka znakomita, ja pewnie nie miałabym wiele przyjemności z lektury.
-
2012/03/19 11:48:59
chihiro; ja nie skreślam książek już na wstępie, sugerując się recenzją. "Dear Zari" miała takie sobie recenzje w The Times, ale bardzo chciałam ją przeczytać i to jedna z lepszych książek, jakie dopadłam w ubiegłym roku. i popłakałam i pozłościłam i czegoś takiego spodziewałam się po "Please, look...".a tutaj było mi tej kobiety tylko żal. w sumie to też emocje.
książkę Karunalitakiego podsuwał mi kiedyś znajomy twierdząc, że nawet jeśli się w krykieta nie gra, to i tak się spodoba:) ja z literaturą indyjską jestem mocno na bakier. wydaje mi się, że najpierw musialabym do Indii pojechać, zobaczyć ludzi, poznać kulturę i wtedy z radością bym po książki sięgnęła.to samo mam z literaturą japońską. tak czy inaczej wiem, że wszystkiego w życiu nie poznam, nie przeczytam. no i trochę szkoda.
a o tym, że książka to "nie jest mój typ" przekonalam sie po przeczytaniu, a nie przed. mam ją dalej na Kindle i nie zamierzam na razie wyrzucić. moze kiedyś do niej wrócę.
-
2012/03/19 12:23:59
Chihiro wracając jeszcze na chwilę do egzotyki - może niezbyt jasno się wyraziłam pisząc o odległości, jako o mierniku egzotyki - oczywiście dla mnie zwykle odległość łączy się z mentalnością, choć w przypadku Czech to nie ma miejsca:) (kraj blisko - a kultura
egzotyczna;/)

Co do zwrotów raz jeszcze, bo coś nam się miesza:) Ja uważam właśnie, żew Polsce nie "tyka się" (nie zwraca bezpośrednio, po imieniu, per ty) do rozmówcy, a stosuje sztywną formę "Pan", "Pani" - co mnie osobiście czasem bardzo to drażni, choć z drugiej strony, kiedy już ktoś zwraca się tak z amerykańskiego TY - nie zawsze dobrze to wygląda. Widać jednak coś, co pasuje do jednej kultury, nie zawsze musi pasować do innej:) (a jak jeszcze zwraca się w Wielkiej Brytani żeby było kulturalnie i ładnie?)
-
2012/03/19 16:31:42
@Invitado, ja czasem skreślam nawet jeszcze przed przeczytaniem recenzji, przyznaję. Ja tak przeczytałam "Netherland", ze sportem w tle, że niby nawet jak się nie gra w krykieta to powieść będzie ciekawa. No i się zawiodłam i od krykieta trzymam z daleka :)
Zgadzam się, że o wiele głębiej odbiera się lit. indyjską po podróży tam, wtedy wszystko nabiera barw, znasz kontekst, widzisz to wszystko wyraźniej i lepiej rozumiesz. Ja niektóre książki czytałam przed podróżą do Indii i potem jeszcze raz po niej - zupełnie inne odczucia, zupełnie inne obrazy.
A że wszystkiego nie da się w życiu przeczytać... Pewnie!

@Moni, doświadczenie pokazało mi, że w moim przypadku odległość nie ma żadnego związku z bliskością mentalną czy kulturową. Ale różnie to bywa z różnymi ludźmi.

Nie tyka się w Polsce? Kiedyś oglądałam jakieś wybrane fragmenty wywiadów, talk shows (np. Wojewódzkiego) i pamiętam, że tam się tyka jak najbardziej. Mnie się to wydało dziwne, bo jakieś takie sztuczne tworzenie znajomości, nie tak naturalne, jak np. w Wielkiej Brytanii. Tutaj, żeby było kulturalnie i ładnie (ładnie to ujęłaś) zwraca się bardzo uwagę na ton wypowiedzi czy pytania, konstruuje się zdania w konkretny sposób (np. nie prosi się o kanapkę "A sandwich, please" - ZAWSZE "please", tylko "Can I get a sandwich, please?"). Wielu rzeczy nie mówi się wprost, tak się nakierowuje rozmówcę, by sam coś zaproponował czasem. I często przyznaje się, że może się mylić, nawet jeśli uważa się, że ma się zdecydowanie rację, np. "I might be mistaken but...", "I might be wrong but...", albo zaczyna stwierdzenie sprzeciwu od "I'm afraid I cannot agree with you on this" - zamiast zwykłego "I don't agree" czy "You're wrong". Kultura wypowiedzi liczy się niekiedy bardziej niż sama wypowiedź. To mi się skojarzyło z kolei z czymś, co przeczytałam gdzieś, że Japończyk rozmawiając z drugą osobą zawsze zakłada, że ta druga osoba ma rację - daje do myślenia, prawda?
-
2012/03/19 23:01:03
Chihiro eeee tam, co Ty za programy oglądasz hehe. To wyjątkowa formuła programu i ... wyjątkowy prowadzący. A poza tym goście, którzy tam idą zgadzają się na takie traktowanie. To rodzaj promocji;/
Dziękuję za wyjaśnienie kwestii zwrotów grzecznościowych w UK.:)
-
2012/03/19 23:06:23
@Moni, ja tego nie oglądam, kiedyś widziałam parę fragmentów tego programu, jak odwiedzałam rodziców i akurat to było w TV. Przyznam Ci, że od jakichś trzech lat nie widziałam ani jednego fragmentu żadnego programu z polskiej telewizji, więc może to się zmieniło.
-
2012/03/20 07:16:42
Chihiro niestety;/ ten program (chyba) nadal istnieje i do tego w tej samej formie!;/
-
2012/03/20 21:12:15
Chihiro, spostrzegłam właśnie, że z Shan Sa zrobiłam mężczyznę, a z Ilustrado Iluzjonistę. Ot, skutki blogowania po nocach, bardzo przepraszam!

Trzy Siostry nie zrobiły na mnie niestety dużego wrażenia, choć cieszę się, oczywiście, że przeczytałam tę powieść. Dużo bardziej podobało mi się skończone niedawno Twarde prawo karmy Mo Yana, chociaż uważam, że tworzenie dziewięćsetstronicowej powieści to trochę znęcanie się nad czytelnikiem ;)

A dlaczego czytam literaturę z Azji? Trochę po to, żeby lepiej zrozumieć ten kontynent i jego mieszkańców, trochę pewnie z tęsknoty za egzotyką, trochę - żeby wyjrzeć czytelniczo poza Europę i zobaczyć, co słychać u sąsiadów :)
-
2012/03/21 10:20:45
@Katasiu, nie ma za co przepraszać, cieszę się, że tego tytułu tak nie przełożono, że tylko ty puściłaś wodze fantazji :)
Mo Yan generalnie pisze grube księgi, dwie czekają u mnie na swoją kolej, "Twardego prawa karmy" wśród nich nie ma, ale jak mi się te dwie spodobają, to i po tę cegłę sięgnę.
Dziękuję za zwierzenia :)
-
2012/03/26 16:30:24
Oczywiście Afryka ma sporo do nadrobienia pod względem technologicznym, ale w ostatniej dekadzie nastąpił niesamowity rozwój gospodarczy, nawet większy niż w krajach azjatyckich (www.economist.com/blogs/dailychart/2011/01/daily_chart). Klasa średnia jest coraz liczniejsza i dynamiczna. To z kolei ma odzwierciedlenie m.in. w kulturze i literaturze. Powstają prężne magazyny literackie, takie jak kenijski Kwani?, który jest platformą dla wielu wydarzeń literackich (w tym LitFest) i kuźnią młodych talentów. Coraz więcej się publikuje, choć ilość nie zawsze oznacza jakość, zwłaszcza w przypadku publikacji na własną rękę, co np. w Nigerii jest bardzo popularne. Pisarze afrykańscy nie mają już (prawie) żadnych oporów w używaniu języka byłego kolonizatora, dlatego łatwiej im dotrzeć do zachodnich czytelników. Zresztą zachodnie wydawnictwa coraz bardziej interesują się literaturą afrykańską, choć padają zarzuty, że kierują się głównie egzotyką i przedstawiają Afrykę w negatywnym świetle. Znaczny wpływ na rosnącą popularność ma spora rzesza pisarzy-imigrantów i prestiżowe nagrody. To wszystko sprawia, że literatura afrykańska przeżywa swoisty renesans, o czym jakiś czas temu pisałam: afroczytelnia.blogspot.com/2011/10/wszystko-rozkwita-czyli-renesans.html). To głównie miałam na myśli, pisząc o podobieństwach z literaturą azjatycką:)

-
2012/03/27 12:11:06
@Doroto, dziękuję za obszerny komentarz! Kraje afrykańskie (oczywiście nie wszystkie, daruj mi tu uogólnienie) rozwijają się po części bardzo szybko także dzięki chińskim inwestycjom, których jest multum. Tam gdzie nie chcą/boją się inwestować obywatele Zachodu, tam pojedzie Chińczyk i sprowadzi tysiące swoich rodaków. Głównie do budowy kopalń i rozwoju przemysłu. Kulturowo ich wpływ na lokalną kulturę jest minimalny, ale poprawiają, przynajmniej na jakiś czas, gospodarkę. Ale to tylko jedna strona medalu. W innych krajach nastaje wreszcie pokój po wieloletnich walkach i można skupić się na (od)budowie gospodarki.
Fakt, używanie jęz. angielskiego czy francuskiego przez Azjatów czy Afrykanów nie budzi oporów - ciekawe, że uwagę na to zwracają często właśnie byli kolonizatorzy... Twojego tekstu nie skomentowałam, ale przeczytałam z uwagą, już gdy go napisałaś. Parę książek, o których wspomniałaś, mam nawet na półkach. Mam wrażenie, że w Wielkiej Brytanii odchodzi się od oczekiwań "egzotyki", raczej daje się wolną rękę pisarzom - niech tworzą jak chcą, a nie tak jak my chcemy. Dostrzega się różnorodność - wydarzenia poświęcone lit. afrykańskiej w Londynie wskazują na to: m.in. było spotkanie niedawno z dwiema pisarkami z Nigerii, niedługo jest o poezji i prozie z Somalii: ticketing.southbankcentre.co.uk/find/literature-spoken-word/tickets/altered-states-of-somalia-64583 , byłam paręnaście dni temu na spotkaniu z Nadine Gordimer - a to wszystko tylko w jednej instytucji w ciągu dwóch miesięcy. Ja w Wielkiej Brytanii widzę minimalne zainteresowanie lit. europejską, za to ogromną azjatycką i afrykańską. Azją na razie większe, bo pisarzy więcej, kontynent większy, a Chiny są w tym roku gościem specjalnym na Targach Książki, więc spotkań z pisarzami chińskimi jest co niemiara.