visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Powieść roku 2012: "The Submission" - Amy Waldman


Dawno nie czytałam TAKIEJ książki. Tak perfekcyjnie skonstruowanej, tak współczesnej i powodującej taki natłok myśli. Musiałam co parę stron odkładać ją i układać sobie wrażenia, inaczej robił się kocioł. Amy Waldman należy się owacja na stojąco za stworzenie jednej z najważniejszych powieści naszych czasów, po 9/11. Natrafiłam na "The Submission", gdy z okazji dziesiątej rocznicy ataków w USA wszędzie publikowano artykuły i listy najlepszych publikacji, opisujących klimat po tych wydarzeniach. I wszędzie piano z zachwytu nad Waldman, a ja się teraz przyłączam do tego piania. Amerykańskiej autorce, byłej szefowej południowoazjatyckiego biura "New York Times", mieszkającej dziś w Nowym Jorku, udała się rzecz niebywała. Debiutem potrząsnęła krytykami i czytelnikami. Jedna z recenzentek, amerykańska dziennikarka Lorraine Adams, napisała: Amy Waldman pisze jak opętany anioł. (...) To nie jest mdła i godna uwagi saga: to jest literacki przełom, który czyta się szybko i który łamie serca.

Treść tylko pozornie jest prosta. Jury spotyka się na Manhattanie niedługo po atakach terrorystycznych 9 września, by wybrać zwycięzcę konkursu na memoriał upamiętniający ofiary ataków. Większością głosów wybiera, po długich pertraktacjach, projekt na piękny ogród i otwiera kopertę, by poznać nazwisko zwycięzcy. Miny wszystkich rzedną... Jest nim Mohammed Khan, amerykański muzułmanin, którego rodzice przybyli kiedyś do USA z Indii. Pojawia się dylemat: co z nim zrobić? Dać zbudować ogród - który nagle zaczyna nabierać nowego znaczenia, w kontekście islamu wielu osobom zaczyna kojarzyć się z rajem dla męczenników muzułmańskich - i narazić się na oburzenie ze stron rodzin zmarłych, zszokowanych, że muzułmanin buduje ów pomnik? Potraktować wybór zwycięzcy jako dowód na tolerancję Amerykanów, zwycięstwo demokracji i wolność, jaka panuje w tym kraju (każdy wszak mógł przystąpić do konkursu)? Czy zataić nazwisko zwycięzcy i zdecydować się na inny projekt, podważając tym samym demokratyczne fundamenty, na jakich zbudowane są Stany Zjednoczone? Podczas gdy jury odwleka decyzję, ktoś informuje o zwycięskim projekcie i stojącym za nim autorze prasę. Machina poszła w ruch. 

Najsilniejszą obrończynią projektu Khana jest Claire, wdowa po zmarłym bankierze, która reprezentuje w jury rodziny zmarłych w atakach. Po ujawnieniu nazwiska zwycięzcy Claire jest jedną z wielu osób, które nie zaznają już spokoju. Aktywiści społeczni, politycy, inni jurorzy, przedstawiciele społeczności muzułmańskich, sam Khan, a także Asma - wdowa, której mąż (tak jak i ona nielegalnie przybyły do Nowego Jorku z Bangladeszu) zmarł w ataku i która teraz po otrzymaniu milionowego odszkodowania obawia się deportacji - wszyscy wplątani są w zamknięte koło, z którego nie wyjdą bez uszczerbku na swej duszy i swych ideałach. Pewne tematy mają tak wielkie proporcje, że nie wydaje się, by beletrystyka mogła je ogarnąć. A jednak Waldman udało się ująć nienamacalne. 

Mohammad Khan (znany wśród przyjaciół jako Mo) mówi w pewnej scenie: Czasem Amerykę trzeba popchnąć - musi jej zostać przypomniane, czym jest. Kategorycznie odmawia wycofania się z decyzji o budowie ogrodu. Nie chce prezentować się ani jako muzułmanin (nie jest nawet praktykujący) ani jako zwyczajny Amerykanin, którego religia nie ma znaczenia. Pragnienie zachowania wewnętrznej integralności każe mu nie tłumaczyć się z interpretacji swego projektu, na temat którego każdy obywatel USA zdaje się mieć swoje zdanie. Nie identyfikuje się z nikim i nie kooperuje ze zwolennikami swego dzieła. Sytuacja rozwija się do tego stopnia, że to Khan, a nie ataki terrorystyczne, dzieli Amerykanów. Malik, dyrektor Muzułmańskiej Amerykańskiej Rady Koordynującej twierdzi: [Khan] związał nas idealnie. Jeśli to zbudujemy, to będzie raj męczenników, co tylko rozzuchwali wroga. Jeśli nie zbudujemy, wróg będzie nas ścigał za dyskryminację muzułmanina

Waldman porusza moc tematów: identyfikację z grupą poprzez wspólne doświadczenia, religię, obywatelstwo, przekonania; dylemat porzucenia własnych ideałów na rzecz uszanowania uczuć większości; wewnętrzny imperatyw obrony swej wiary (niekoniecznie religii, także wiary w ludzkość ponad wszelkie podziały); empatię; konieczność zadawania sobie pytań odnośnie tego, co nas tak naprawdę kształtuje i w jakim stopniu; reprezentacji nas samych przez nasze czyny - to tylko niewielka próbka "wielkich i ważnych" tematów, jakich nie brakuje w powieści. Przy czym zaznaczyć trzeba, że w żadnym miejscu Waldman nie zgrzeszyła patosem, brakiem wrażliwości wobec żadnej ze stron czy lekceważeniem czyjegokolwiek zdania. Doprawdy taki talent i ta niewiarygodna inteligencja, jaką posiada autorka, nie zdarzają się często. Śmiało mogę zaliczyć Waldman do najinteligentniejszych pisarzy, jakich zdarzyło mi się w życiu czytać. Choćby sam tytuł powieści jest mistrzowski. "Submission" znaczy z jednej strony "poddaństwo, posłuszeństwo, uległość (np. wobec Allacha, co ma ogromne znaczenie w tekście; samo słowo "islam" oznacza "dobrowolne poddanie się Bogu"), a z drugiej - przedłożenie dokumentu (tutaj: wysłanie projektu na konkurs). Interpretacje można mnożyć, widzieć tytuł jako uległość wobec tradycji demokratycznych Ameryki lub też poddanie się woli większości. A przy tym Waldman włada językiem mistrzowsko i moje kulawe tłumaczenia cytatów nie oddadzą tego niestety, dlatego zamieszczę jedno zdanie w oryginale i w nawiasie podam mój przekład: "Mommy, you smell like the pool," William sniffled a day - or was it two? - later. She had not thought to shower since the news. She would think often about having been submerged in water while her husband was consumed by fire. What did this say? It was like a myth, a dark poem whose meaning just eluded her ("Mamusiu, pachniesz basenem", William pociągnął nosem dzień - a może to były dwa? - później. Nie pomyślała, by wziąć prysznic odkąd usłyszała wiadomości. Będzie myślała często, że podczas gdy zanurzona była w wodzie, jej męża trawił ogień. Co to oznaczało? Było niczym mit, ciemny wiersz, którego znaczenie umykało jej). Czytając liczne dyskusje, książka bowiem pełna jest dialogów, nie mogłam wyjść z podziwu, jak doskonale Waldman potrafi oddać sposób myślenia i argumentacji bohaterów z tak wielu warstw społecznych, środowisk i kultur. 

Bohaterowie Waldman rozważają, co to znaczy być Amerykaninem, nawet jeśli nie wyrażają swych refleksji słowami. Khan zapuszcza brodę po atakach jako test na reakcje rodaków. Sean, którego brat zginął w ataku, podczas jednej z pikiet, impulsywnie naciągnął jednej z kobiet hidżab na twarz. Waldman wykorzystała to do podkreślenia faktycznego lęku, jaki wielu amerykańskich muzułmanów i muzułmanek odczuwało po 9/11. Wielokrotnie czytałam o tym, iż muzułmanki amerykańskie przestały na jakiś czas nosić chusty, obawiając się uprzedzeń rodaków. W indyjskim filmie "My Name is Khan" (bez związku z bohaterem - Khan to niezmiernie popularne nazwisko) jest nawet scena, w której bohaterce-muzułmance ktoś ściąga chustę z głowy na uczelni kilka dni po atakach - bohaterka jest profesorką na uniwersytecie w San Francisco. Każde wydarzenie, jaki opisuje Waldman, jest jednak wielowarstwowe, a żadna z postaci nie jest papierowa, choćby odgrywała tylko niewielką rólkę w tym obyczajowym dramacie. 

Świat w dzisiejszych czasach wygląda inaczej niż wyglądał dziesięć lat temu i za kilkadziesiąt lat znajdziemy się w jeszcze innej konstelacji zależności. Waldman przenosi ostatnią część powieści w bliską przyszłość, w której Stany Zjednoczone nie odgrywają już takiej roli na arenie międzynarodowej jak kiedyś. Khan zauważa, jak jego rodzice pozwolili Ameryce ukształtować ich, podczas gdy na niego samego większy wpływ mają inne kraje, niemal wyłącznie w Azji. Siła ciężkości za kilkanaście lat będzie leżała gdzie indziej. Także pojęcie Ameryki się zmieni, tak jak zmieniło się diametralnie w ciągu ostatniej dekady. Waldman genialnie ujęła klimat Stanów Zjednoczonych w okresie transformacji - kulturalnej, tożsamościowej i politycznej. Marzy mi się więcej pisarzy o podobnej przenikliwości i inteligencji z innych krajów i więcej książek, które mają taką siłę. "The Submission", mogę już teraz powiedzieć, jest dla mnie książką roku 2012 i jedną z najlepszych oraz najbardziej kompleksowych powieści, jakie czytałam w życiu. 

czwartek, 01 marca 2012, chihiro2

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/03/01 19:15:39
To brzmi fantastycznie! Aż wstyd przeznać, ale jeszcze nie przeczytałam żadnej lektury post-9/11 nawiązującej do tych wydarzeń, a ta wydaje się być fascynująca, więc pewnie za nią właśnie się zabiorę jako pierwszą w tym temacie. Znasz jeszcze jakieś lektury o podobnej tematyce? Ja słyszałam dotąd tylko o "Netherland" (z esejów Zadie Smith), ale wiem, że zdania na jej temat są dosyć podzielone.
-
2012/03/01 19:44:50
Ciekawe, czy wyjdzie po polsku - notuję dla pamięci i będę wyglądał...
-
2012/03/01 19:53:24
@Pani Katarzyno, "Netherland" nie polecam, pisałam o niej tu: chihiro.blox.pl/2011/08/Trzy-powiesci-ktorych-nie-polecam.html Takie toto rozmemłane i naprawdę nudne (a ja się rzadko nudzę książką). Czytałam też "The Reluctant Fundamentalist" Mohsina Hamida i ta była niezła, choć nie można jej w ogóle porównywać z "The Submission" - inny klimat, inni bohaterowie, tylko częściowo poruszane podobne kwestie (a właściwie jedna kwestia: uprzedzenia). Hamid napisał ją przed 9/11, dopiero wydano ją później i do razu zaliczono do powieści "post-9/11". "Extremely Loud and Incredibly Close" Jonathana Safrana Foera też zalicza się do "post-9/11", ale jeszcze jej nie czytałam, więc nic nie powiem (na razie czytałam tylko, że film jest kiepściutki). "Falling Man" Dona DeLillo też dotyka podobnych spraw, ale też nie czytałam. O najlepszych 20 książkach post-9/11 pisał we wrześniu Guardian: www.guardian.co.uk/books/gallery/2011/sep/02/20-best-september-11-books Mam z tej selekcji książki Nadeema Aslama i Laili Lalami. Tu jest też znakomity artykuł o reprezentacji 9/11 z Guardiana także, napisany przez Pankaja Mishrę. Muszę przyznać, że wolę jego artykuły niż książki i o ujęciu 9/11 chciałabym napisać tekst (zamierzam od miesięcy), bo akurat tego dnia byłam na spotkaniu z Mishrą i osobno z Asne Seierstad na festiwalu literackim w Berlinie, o 9/11 jest też cały numer kwartalnika Granta, który z kolei zorganizował z okazji rocznicy spotkanie z Pico Iyerem w Londynie, na którym też byłam. Oj, takie mam zaległości w pisaniu tekstów, a przecież często piszę, że aż wstyd...
-
2012/03/01 19:53:53
-
2012/03/01 19:56:12
@Bibliomisiek, gdyby polski wydawca pominął jej wydanie, byłby to, moim zdaniem, karygodny błąd.
-
2012/03/01 21:50:11
No to pozostaje mi czekać na Twój artykuł na ten temat :) A artykuł Pankaja Mishry właśnie czytam. Wydaje mi się, że to Twoją m.in. recenzję "Netherland" czytałam, dlatego wiem, że naprawdę skrajne są opinie. Wystarczy zresztą spojrzeć na statystykę ocen wystawionych tej książce na amazonie, takiego równomiernego rostrzału nie widziałam chyba nigdy. Do "Extremely Loud..." się trochę zamierzałam, bo jestem po lekturze "Everything is Illuminated", ale właśnie zniechęciło mnie to, że tak głośno o filmie, i także czytałam w kilku miejscach, że kiepski. A o "Falling Man" zapomniałam zupełnie, chociaż mam ją na półce. Aczkolwiek o wiele ciekawsza wydaje mi się "The Reluctant Fundamentalist", którą dorzuciłam do wishlisty... Po przejrzeniu listy z The Guardian pewnie dorzucę coś jeszcze. Dzięki za cenne informacje :)
-
2012/03/02 07:49:22
Na nieszczęście (albo i szczęście ... moje) u nas dostępny tylko audiobook i to po angielsku (a mój angielski coś kuleje ostatnio;/, a Amazona udaję, że nie znam hihi) a Ciebie Chihiro, jak tak dalej pójdzie będę musiała poprosić o kolejny notesik hehe:))). Ogólnie nie przepadam za książkami, których fabuła rozgrywa się gdzieś na Manhattanie, ale ten temat - 9/11 - jest dość intrygujący, tym bardziej, że to z filmami w tej kwestii mamy raczej do czynienia.
Cholipka ... dopisuję, no bo co!?:))) ... powinnam sobie łapki poobcinać za to zaglądanie i węszenie za dobrymi książkami! Im bardziej nie mogę czytać, tym wiecej mi się tego chce!!

P.S. ostatnio znalazłam to: www.soniadraga.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1168:co-dzie-zawdzicza-nocy&catid=16:zapowiedzi i gdyby nie fakt, że to Sonia Draga pewnie chciałabym bardziej :)) Czytałaś coś tego autora?
-
2012/03/02 13:16:59
Dziękuję za tę recenzję, umocniła mnie w przekonaniu, że powinnam tę powieść przeczytać:-)
-
2012/03/03 19:09:23
chyba się skuszę i zakupię tę książkę, osobiście mam gdzieś na półce Falling Man, którego zakupiłem w Army Salvation, ale głównie ze względu na autora powieści Dona DeLillo, lektury jeszcze nie zacząłem, czeka w kolejce, dzięki za recenzje, pozdrawiam
-
2012/03/05 12:11:20
@Pani Katarzyno, tak, "Netherland" zdecydowanie nie jest dla każdego. "The Falling Man" nie wiem, czy przeczytam, w ogóle jeszcze nie czytałam DeLillo, a z półki spogląda "Underworld" - ale na tę powieść to chyba muszę się zaszyć gdzieś w lesie na przynajmniej miesiąc... "The Reluctant Fundamentalist" nie jest wybitną powieścią (zresztą takich jest generalnie mało), ale warto ją przeczytać, zwłaszcza, że czyta się b. szybko.

@Moni, tej książki absolutnie nie powinno się słuchać, jeśli można czytać. Za dużo niuansów, moim zdaniem, które mogłyby przemknąć niezauważone. Nad nimi trzeba się pochylić, przeczytać, odłożyć książkę, zamyślić się... Nie, absolutnie nie polecam słuchania jej, za szybkie tempo.
Filmy na temat 9/11? Ja widzę wokół zdecydowanie więcej książek niż filmów, ale faktem jest, że przeważająca większość tych książek w ogóle nie jest dostępnych w jęz. polskim, może dlatego masz wrażenie, że więcej jest filmów.

Yasminy Khadry mam dwie książki na półce: "The Attack" i "The Sirens of Baghdad", obie jeszcze czekają na swoją kolej.

@Anno Mario, myślę, że nie będziesz zawiedziona :)

@Marri, skuś się, naprawdę warto!
@
-
2012/03/05 12:19:38
chihiro; Yasminy Khadry "The Swallaws of Kabul" jest świetna. trochę mną ta książka wstrząsnęła. nie spodziewałam się, że mężczyzna może tak wnikliwie rozebrać na czynniki pierwsze psychikę kobiety.
-
2012/03/05 14:30:49
@Invitado, mnie się też obiło o uszy, że jest dobra. Te dwie, która mam, kupiłam bardzo spontanicznie, wystarczająco zainteresowały mnie opisy na okładkach i parę słów pochwalnych.
-
2012/03/06 08:33:27
Chihiro nawet nie mam zamiaru! (ja w ogóle nie przepadam za a-b)
Wiesz co? Z tymi filmami to tak strzeliłam:) Bo przecież nie jestem fanką filmu, a już tym bardziej ostatnimi czasy. Pewnie masz rację pisząc, że więcej jest literatury na ten temat, która zapewne jest bardziej dostępna w UK niż w Polsce;/ Wczoraj jednak znalazłam kilka polskich tłumaczeń, dostępnych nawet w mojej bibliotece (Austera - Szaleństwa Brooklynu, Nadejście nocy - DeMille, Choroba małżeńska- Kalfusa, Spadając- DeLillo no i Sobota - McEwana oraz kilka innych).

Nad książką Khadry cały czas się zastanawiam ;/ Przeraża mnie wydanie SD - jednak ich tłumaczenia pozostawiają wiele do życzenia;(

P.S. dzisiaj (o 4 rano hihi) zaczęłam Powiedział mi wróżbita - no i jestem rozdarta między książką, którą czytam od kilku dni a Terzanim :) (a propos będziesz chciała ten artykuł o nim? - pisałam na FB pytanie do Ciebie)
-
2012/03/06 11:19:45
@Moni, ja na razie słuchałam tylko jednego audiobooka, "The White Tiger", który był świetny, ale wolę czytać.
Dobrze, że chociaż te książki przetłumaczono, ale jest jeszcze choćby mnóstwo non-fiction, o której nie słyszałam, by została wydana po polsku (np. książka Amina Maaloufa "Disordered World"). Przyznam, że nigdy nie słyszałam o Kalfusie, sprawdziłam na Amazonie tego pisarza - ta książka ma zdecydowanie złe recenzje, tutaj chyba przeszła bez echa. Czytałaś ją?

Nigdy nie miałam żadnej książki wydanej przez SD, ale mają całkiem ciekawe książki (no, kilka ciekawych). Jak zwykle nie jestem zachwycona okładkami większości, ale o tłumaczeniu rzecz jasna nic nie mogę powiedzieć, nie wiem, nie znam.

PS. Umknął mi jakoś Twój post na FB, bardzo chętnie przeczytałabym artykuł o Terzanim, bo bardzo go polubiłam ("Powiedział mi wróżbita" czeka na swoją kolej). Dziękuję!
-
2012/03/06 11:36:47
OK, jutro A. zeskanuje w pracy artykuł i jak tylko go dostanę prześlę Ci w mailu.

Ja zaczęłam kiedyś słuchać coś Kalicińskiej, jako, że na czytanie tego ... czegoś szkoda mi było czasu, więc włączyłam przy porządkach - niestety, nawet nie wiem, o czym był ten początek. Potem słuchałam coś Larssona i gdyby nie fakt, że jest strasznie długa słuchałabym do końca (bo i na czytanie tej książki szkoda mi czasu). Pozostałe wolę jednak czytać.

Mam kilka książek SD - poza drobnymi błędami w większości, Wolf Hall nie da się czytać w ogóle. Odnosi się wrażenie jakby książka tłumaczona była w translatorze;/

Być może nie wszystkie ich książki mają takie błędy, czy złe tłumaczenia ale ja mam na takie szczęście (no dobrze Room Donoghue to dobra robota Sonia Draga!!!)

Pozdrawiam
-
2012/03/06 11:58:14
@Moni, dziękuję bardzo za artykuł :)
Długie książki też wolałabym czytać, do słuchania - tak sobie wyobrażam - dobre są opowiadania. Ale zaznaczam, że doświadczenia z tym nie mam.
Tłumaczenia to trochę jak kupowanie kota w worku, nigdy nie wiesz, czy będzie udane, chyba że znasz tłumacza, jest on powszechnie uznany, ceniony i wiadomo, że nie zawiedzie. Wydaje mi się, że tłumacze są pod wielką presją, by tłumaczyć szybko i nie mają zwyczajnie czasu, by cyzelować każde zdanie. Stąd błędy, niedokładności i niezgrabności.
Pozdrawiam ciepło!
-
2012/03/06 13:22:31
Chihiro wracając do Twojego poprzedniego komentarza i pytania o Kalfusa - nie, nie czytałam jego książki - wyłowiłam ją w wiki w spisie literatury post 9/11. Z ciekawości wzięłam wczoraj z biblioteki dwa pierwsze wymienione przez mnie tytuły i szczerze mowiąc, po wstępnym przeglądnięciu nie zapowiadają się ciekawie. Szaleństwa Brooklynu to dla mnie bajdurzenie o Nowojorczykach, a Nadejście nocy, chociaż poniekąd na faktach to zapowiada się jednak na kryminał;/.

O tłumaczeniach słyszałam także wersję ze ... studentami filologii ;/ No i oczywiście tempo - wszystko to niestety źle działa na jakość tłumaczenia.

Maaloufa znalazłam po polsku: Samarkanda (Samarkande), Wyprawy krzyżowe w oczach Arabów, Zabójcze tożsamości oraz Rozregulowany świat (Le dereglement du monde, wydany w 2011 roku) czyżby chodziło o Disordered World? Tu znajdziesz opis książki: ksiazki.wp.pl/bid,56327,tytul,Rozregulowany-swiat,ksiazka.html

-
2012/03/06 13:32:52
@Moni, ja się do Austera kiedyś zraziłam, nie podchodzi mi ten pisarz. "Trylogia nowojorska" była znośna, ale wzięłam kiedyś do domu z biblioteki dwie inne książki pisarza ("Travels in the Scriptorium" i coś jeszcze, nie pamiętam tytułu) - obie przeczytałam mniej więcej do połowy i zmęczyły mnie, nie wiedziałam, o co w nich chodzi, były dla mnie koszmarnie nudne, więc nie doczytałam ich do końca. Nie mam ochoty więcej po niego sięgać.

Tak, ta książka Maaloufa to musi być to! :) A więc przetłumaczono to, szkoda tylko, że jakoś mnie promocja ominęła, nie czytałam nic, nawet notki na czyimś blogu, by ta książka została wydana. U nas było o niej głośno, nawet Maalouf przyjechał do Londynu, ale akurat byłam wtedy w Berlinie i nie mogłam pójść na spotkanie (a jego "Zabójcze tożsamości" uważam za jedną z najważniejszych książek, jakie w życiu czytałam, i nawet pisałąm o niej kiedyś w artykule do Archipelagu w temacie Tożsamości). Ciekawe, jak pewni pisarze w ogóle nie są promowani, a inni promowani aż nadto...
-
2012/03/06 13:41:42
Chihiro dokładnie Auster wydał mi się nudny (czytałam chwilę w samochodzie, a już mnie znudził! hihi).

Ja właśnie kojarzę okładkę RŚ i nie wiem skąd?! Jeśli okładka wydania angielskiego jest taka sama jak polskiego to ok, ale jeśli nie, to musiałam gdzieś ją widzieć!!! (w sensie recenzji polskiego wydania)
-
2012/03/06 22:06:27
Chihiro, zaintrygowałaś mnie! Lubię takie społecznie zaangażowane powieści, jeśli są dobrze napisane (zachwycił mnie kiedyś na przykład Native Son czarnego komunisty Richarda Wrighta o czarnym chłopcu, który dość przypadkowo zabija białą dziewczynę w Chicago lat '40 i o piekle, które o wydarzenie powoduje). Akurat 9/11 to niekoniecznie temat, który do mnie przemawia, ale już Ameryka po 9/11 - jak najbardziej!
-
2012/03/07 10:23:56
@Moni, możliwe, że widziałaś, ja nie śledzę specjalnie polskich recenzji, więc możliwe, że o książce pisano, a mnie to ominęło.

@Katasiu, ciekawa jestem, jak Tobie by się spodobała "The Submission" - jest idealnie osadzona w teraźniejszości i myślę, że za parę lat będzie ją można czytać jako "dokument" pewnej epoki i pewnego społeczeństwa.
-
Gość: ammbrozyjka, ip-188-115-17-166.dyn.luxdsl.pt.lu
2012/03/16 14:17:29
czytam i zachwyt! świetna, bardzo dynamicznie 'zmontowana' (by użyć terminologii filmowej) książka! Pamietam świetne recenzje w prasie niderlandzkojęzycznej i dziwię się, że jeszcze w PL nie ma...
pozdrawiam (w podziwie dla Twego blogu)
-
2012/03/16 15:33:08
@Ammbrozyjko, bardzo się cieszę, że podzielasz mój zachwyt :) Czy książkę czytasz po niderlandzku?
Pozdrawiam serdecznie :)
-
Gość: ammbrozyjka, ip-188-115-17-166.dyn.luxdsl.pt.lu
2012/03/16 19:37:29
nie, po EN, ale z pół roku temu czytałam bardzo pochlebne recenzje w czołowym dzienniku flamandzkim
-
2012/03/16 20:20:48
@Ammbrozyjko, wydaje mi się, że ta powieść nie ukazała się jeszcze w innych językach. Nie pierwszy raz słyszę, że Holendrzy zwracają baczną uwagę na sensacje wydawnicze z innych krajów, bardzo mi się to podoba :)
-
Gość: ammbrozyjka, adsl-ull-95-172.42-151.net24.it
2012/03/18 16:24:14
-
2012/03/18 20:12:43
@Ammbrozyjko, dziękuję, przeczytałam tłumaczenie tych tekstów, recenzja bardzo dobra i bardzo trafna.
-
Gość: ammbrozyjka, 188-23-67-196.adsl.highway.telekom.at
2012/03/31 22:06:20
skończyłam dzisiaj czytać! tak strasznie długo trwało to czytanie, bo po drodze kilka książek musiałam zaliczyć (nie z wyboru)
co za świetna książka - majstersztyk konstrukcyjny; kilka razy przeżyłam zaskoczenie tym, jak została poprowadzona fabuła, kiedy już, już wydawało mi się, że na pewno potoczy się tak, jak sobie wyobrażam... A do tego sytuacja w stylu 'catch 22', która sprawiła, że to bezbrzeżnie smutna książka - nie ma w niej tryumfatorów...
dzięki za zwrócenie mi na nią uwagę; kto wie, może i dla mnie to będzie 'książka roku'
-
2012/04/02 11:00:52
@Ammbrozyjko, bardzo się cieszę, że ta powieść zrobiła na Tobie takie wrażenie :) Zaskoczeń dla mnie też było co niemiara, ciągłe zmiany perspektywy, dochodzące nowe punkty widzenia sprawiają, że nie jest to książka, którą można komuś streścić.
I masz rację, jest smutna, bo z sytuacji nie da się wyjść cało, każdy coś straci, jak zostało to pokazane...