visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Czytanie o czytaniu

Mam słabość do książek o książkach i czytaniu. Bywa, że człowiek nie chce żadnej konkretnej fabuły, nie chce dać się opętać historii, zaprzyjaźnić z bohaterami. Bywa, że to, czego pragnie, to pofolgować sobie czystej przyjemności czytania. I odkryć, że tę przyjemność dzielą inni. W tym miesiącu pozwoliłam sobie poobcować z dwiema takimi książeczkami, gloryfikującymi radość z lektury i podkreślającymi wagę bibliotek w życiu mieszkańców miast i wsi. Eseje w obu publikacjach napisane zostały przez różnych bardziej i mniej sławnych pisarzy brytyjskich.


"The Library Book" wypożyczyłam z biblioteki - no bo jakże mieć ją na własność, gdy chodzi właśnie o korzystanie z bibliotek? Lionel Shriver, Julian Barnes, Zadie Smith, Susan Hill, Alan Bennett to tylko piątka z 25 pisarzy opisujących swoje przygody z bibliotekami. Przygody wspaniałe, podnoszące na duchu, pozwalające śmiać się w głos i klnąć w duchu na cięcia rządowe, skutkujące zamykaniem niektórych bibliotek. Biblioteki często stanowią centrum kulturalne dzielnicy. Nie ma to takiego znaczenia w centralnym Londynie, gdzie przybytków kultury jest w bród, ale pojedźmy na prowincję, kilkadziesiąt kilometrów od centrum stolicy, do dzielnicy blokowisk i okaże się, że dla wielu biblioteka to jedyne miejsce, gdzie można zostawić dziecko bez lęku o nie, gdzie można skorzystać z komputera czy odrobić lekcje w ciszy i spokoju. Biblioteki bywają miejscem, gdzie dzieją się rzeczy, które pamięta się przez całe życie. Hardeep Singh Kohli pisze: "Biblioteka była miejscem, w którym spotkałem pierwszego punka. Biblioteka była miejscem, w którym mogłem żądać uznania mojej szkockości. I biblioteka była miejscem, w którym po raz pierwszy zapaliłem papierosa. Dwie z trzech rzeczy nie są złe...". 

Wielu pisarzy podkreśla, jak pochodząc z rodzin robotniczych byli w stanie zdobywać wiedzę w bibliotece, uczyć się, ale też wypożyczać książki, które przenosiły ich w inne światy. Z dala od biedy, brzydoty otoczenia, prześladowania przez rówieśników mogli odkrywać siebie i dowiadywać się, że rzeczywistość to nie tylko to, co widzimy naokoło. Stephen Fry dzięki bibliotece przekonał się jako jedenastolatek, że bycie gejem nie może być żadną stygmą. To wówczas odkrył twórczość Oscara Wilde'a, która zmieniła jego życie. Zadie Smith niezmiernie sugestywnie opisuje swoje dzieciństwo w londyńskiej dzielnicy Willesden Green (gdzie zresztą mieszka do dziś), półki w mieszkaniu wypełnione książkami przynoszonymi przez jej mamę z biblioteki. Pisze: "Byliśmy stałymi użytkownikami biblioteki. Pamiętam nudną grę, którą mój brat nazywał "Biblioteki", polegającą na tym, że zmuszaliśmy tłum pluszowych zabawek do wypożyczania książek z "biblioteki", którą stanowiła nasza sypialnia. Ben udawał, że podstemplowuje książki (które oczywiście już były podstemplowane), a ja dawałam wykład jakiejś biednej pandzie o karach za przetrzymywanie książek". 

Gorąco polecam zbiorek esejów tym, którzy kochają swoje lokalne biblioteki, którzy nie wyobrażają sobie bez nich życia społeczności i którzy są przekonani, że świat bez nich byłby gorszy.

A przy okazji zachęcam do lektury wywiadu z Dabarai w bieżącym numerze Archipelagu, która opowiada właśnie o pracy w londyńskiej bibliotece.


"Stop What You're Doing and Read This!" jest słabszą książeczką. Esej Zadie Smith znajduje się i tu, w niezmienionej formie, a miałam nadzieję na coś nowego. W tej pozycji nacisk położony jest przede wszystkim na samą istotę czytania. Niektórzy autorzy wspominają własne doświadczenia czytelnicze, inni opowiadają jak czytanie zmienia ludzi, czy jak zmienia się sam sposób czytania. We wstępie podane jest kilka statystyk - można dowiedzieć się, że co szóste dziecko w Wielkiej Brytanii rzadko sięga po książki poza lekturami szkolnymi i że co trzeci nastolatek czyta tylko dwie książki rocznie (pozostałe 2/3 czytają więcej). Traktuje się tu te dane, jakby zaraz miała nadejść apokalipsa, a ja zastanawiałam się, jak zareagowałby wydawca, gdyby spojrzał na polskie statystyki. Czy w Polsce 83% uczniów czyta dla przyjemności więcej niż dwie książki rocznie? Wątpię.

Czy trzeba przypominać o tym, jak ważne jest czytanie? Zapewne moim czytelnikom i czytelniczkom jest to niepotrzebne, wątpię też, by po zbiorek sięgnął ktoś, kto na co dzień nie czyta. A jednak książka stała na regale w bardzo widocznym miejscu i tytuł aż krzyczał do przechodzących odwiedzających bibliotekę. Być może sięgnie po nią nauczycielka, która potem zachęci swych uczniów do lektury... Przyjemność, czasem wręcz euforia czy ekstaza wynikająca z lektury dobrej książki czy poruszającego wiersza znana jest nam wszystkim. Mnie zainteresował esej dr. Maryanne Wolf i dr. Mirit Barzillai o tym, jak czytanie zmienia umysł człowieka. Istotny dla rozwoju mózgu jest alfabet (inaczej rozwija się mózg osoby czytającej przeważnie w alfabecie łacińskim, a inaczej osoby, siegającej po książki w chińskich kanji), częstotliwość i okoliczności czytania, treść, a także nośnik tekstu. Zdecydowanie odchodzimy, jako społeczeństwa rozwinięte, od kultury, w której dominował papier na rzecz kultury owładniętej przez nośniki cyfrowe. Przybywa naukowców zajmujących się badaniami mózgu osób, dorastających w świecie cyfrowym i wychowywanych w obecności komputerów, iPadów, iPhone'ów itp. Odwrotu od rozwoju technologii nie ma i dobrze. Stoimy dopiero u progu nowej wiedzy, a jednak już teraz można stwierdzić, że inaczej rozwija się nasze poczucie czasu i przestrzeni, gdy mamy dużo do czynienia z gadżetami cyfrowymi. Na ile nas to wzbogaci, a na ile zuboży pozostaje jeszcze niezbadane. Czy poszerzenie doświadczenia czytania tekstu o bodźce słuchowe, definicje nieznanych słów, przypisy, filmy, zdjęcia, możliwość interakcji z innymi czytelnikami, dostęp do wielu innych podobnych tekstów, na zbliżone tematy uczyni nas mądrzejszymi, lepiej rozumiejącymi otoczenie? Autorzy eseju porównują współczesne dylematy z dylematami, jakie odczuwał Sokrates, który obawiał się, iż umiejętność czytania zuboży społeczeństwo. Pytają też, czy zmiany w sposobie, w jaki czytamy, wpłyną na nasz sposób myślenia. I czy zmiany w sposobie myślenia wpłyną na jakość naszego życia. To są kwestie, o których mówi się już od kilku lat, a o których z pewnością będzie coraz głośniej. 

Co Wy sądzicie o zmianie naszego sposobu czytania? Czy zauważyliście/zauważyłyście u siebie zmiany w ciągu ostatnich kilku lat?

wtorek, 29 maja 2012, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/05/29 17:19:46
Nadal czytam zachłannie, nadal świat dookoła przestaje istnieć... Perspektywę poszerzyły studia filologiczne i możliwość regularnego rozmawiania o książkach - bardzo mi tych dyskusji brakuje...

Jeśli jeszcze kiedyś będziesz miała ochotę na czytanie o czytaniu, może sięgniesz po "13 ways od looking at the novel" - jeszcze jej nie mam, jeszcze jej nie przeczytałam, ale wczoraj dodałam ją do mojej listy życzeń:)
-
2012/05/29 17:38:39
@Moniko, blogi mogą stanowić zastępniki rozmów, ale nie są idealne - brakuje żywej wymiany myśli, emocjonalnej, w której wszyscy rozmawiają w tym samym czasie. Takich żywych dyskusji w gronie kilku osób też mi brakuje, ale tak naprawdę to nigdy tego nie miałam.

Dziękuję za polecankę, ciekawe, że okładka tej książki jest w bardzo podobnej kolorystyce, czyżby jakaś zmowa wydawców? Czytałam już jakiś czas temu (i będę do niej wracać) natomiast naprawdę świetną książkę Francine Prose "Reading Like a Writer: A Guide for People Who Love Books and for Those Who Want to Write Them", która dopiero teraz ukazała się w Wielkiej Brytanii, a w USA już ponad 5 lat temu i mam właśnie egzemplarz amerykański. Rewelacyjnie uczy bardziej świadomego czytania.
-
2012/05/29 22:22:07
Zaciekawil mnie cytat Kohli'ego , pozyczylam wiec go sobie :)
Ja czytam duzo , ale jest ogromna roznica co czytam ; kiedys byly to tylko ksiazki i magazyny , dzisiaj jest mniej ksiazek , a duzo internetu i ulubionych blogow .
W sumie internet tez winie za to , ze czytam troche mnie , a wiaze sie to , ze mam wiekszy dostep do roznorakich obrazow . Odbieram swiat najlepiej poprzez oczy , a internet oferuje mi ogramna ilosc pieknych zdjec , bardzo lubie sie w ten swiat zanurzac , on mnie posila i inspiruje .
-
Gość: Darioza, *.home.aster.pl
2012/05/29 23:02:15
Według mnie zmiana sposobu czytania, czyli z linearnego na hipertekstowy, przynajmniej teoretycznie nie powinna nam zaszkodzić. Jakże miałby nam zaszkodzić powrót do tego, co naturalne i pierwotne? Przecież nasz proces myślowy to nic innego jak najdoskonalszy z istniejących hipertekst, taki który jesteśmy okiełznać stworzonym przez nas samych i na nasze indywidualne potrzeby "wykazem słów kluczowych". (Tak sobie właśnie myślę, że każdy z nas jest trochę takim archiwistą własnego życia.) Jak jednak przedstawia się praktyka? Myślę, że współczesny sposób czytania poszerza nasze horyzonty, ale niestety kosztem "głębokości" rozważanych przez nas problemów, czy zagadnień.

Pozdrawiam.

P.S. Śledzę bloga od kilku lat. To chyba mówi samo za siebie. Dzięki za Twoją obecność.
-
Gość: bez_nazwy, *.as13285.net
2012/05/30 02:05:46
Chihiro, przeczytałam kilka ostatnich postów i mam nadzieję, że pozwolisz, że skomentuję tutaj `zbiorowo`. Cieszę się bardzo, że wróciłaś i znów dostarczasz regularnych inspiracji. Ogromne gratulacje za skończony kurs i zdobycie pierwszych studentek! Rozumiem świetnie Twój entuzjazm - sama uczę języka (choć nie angielskiego) od dziesięciu lat i mój zapał nie słabnie, a rośnie. Dla mnie uczenie to taki mały teatralny performance. Uwielbiam to robić, i zawsze tęsknię, jak zajęcia się kończą i zaczynają się wakacje, jak w tej chwili. Mam z tej pracy wielką satysfakcję i radość, i niesamowite jest, jak czasem uczenie leczy mnie ze wszelkich życiowych problemów. Nabieram przy tym perspektywy. To nie jest moje główne ani jedyne zajęcie. Może zresztą dlatego mam taki luksus zanurzania się w uczenie za każdym razem ze świeżą energią i myślami. Nie znam rutyny i po prostu się tym cieszę. Życzę Ci, abyś miała szansę uczyć w Japonii. Trzymam kciuki za Wasz wyjazd! A z innej beczki - przejrzałam szybciutko Archipelag i znowu ogromnie dużo rzeczy, do których wrócę. Przeczytałam z ciekawością wywiad z Dabarai - jestem regularnym bywalcem lokalnych bibliotek i bardzo dobrze było się dowiedzieć, jak ten system funkcjonuje od podszewki. Z tego wywiadu bije pasja Dabarai. Udało się Wam obu to uchwycić i to bardzo cieszy, tym bardziej, że widzę to także u wielu moich lokalnych bibliotekarzy, którzy wyglądają na osoby, które znajdują się w odpowiednim miejscu w życiu. Choć ja pewnie nie byłabym idealnym czytelnikiem Dabarai, bo nie lubię wykraczać poza moje czytelnicze gusty i niechętnie przyjmuję polecanki z innych genres. W życiu nie przeczytałam kryminału, romansu czy literatury science fiction i nie mam takich planów. Jest po prostu tyle rzeczy, które mam na swojej liście 'do przeczytania' od dawna i wiem, że i tak nigdy nie zdążę wyczerpać i dotknąć tego, na czym mi zależy, że staję się ostrożna i świadomie buduję barykady przeciwko innym wpływom:) Po 'The Library Book' jednak z chęcią bym sięgnęła, bo się mieści w moich 'ramach'. Przepraszam, że się rozpisałam. Uściski X
-
2012/05/30 11:02:41
@Royal-blue, wiesz, ja mam wrażenie, że ludzie dziś czytają więcej niż kiedyś, bo wciąż otacza nas tekst, ale czyta się generalnie krótsze teksty (nagłówki, smsy, krótkie notki itp.) niż książki. Zdecydowanie zakres bodźców się nam powiększył (nam jako społeczeństwu rozwiniętemu) - jaki mamy dostęp do fotografii, malarstwa! O tym poprzednie pokolenia mogły tylko pomarzyć. I to jest wspaniałe, że teraz można wiedzę zdobywać w sposób najbardziej pasujący do predyspozycji, bo wszystko można znaleźć i w formie tekstu, i podcastów, i obrazów.

@Darioza, dziękuję bardzo za odwiedziny :) Odnośnie spekulacji, że zmiana sposobu czytania mogłaby nam zaszkodzić, to mówi i pisze się o tym głównie w kontekście krótszej zdolności skupienia uwagi na jednym tekście, ale osobiście nie widzę w tym nic złego. Obecnie umiejętność szybkiej koncentracji na coraz to różnych tekstach jest zaletą. Masz rację pisząc, że w ten sposób naturalnie działa ludzki mózg, więc po prostu nowoczesna technologia wzmacnia naturalne predyspozycje mózgu do takiego i a nie innego obejmowania informacji.
Mnie zastanawia, na ile istotniejsze jest ogólne rozeznanie w świecie i poszerzanie horyzontów, a na ile głębokie wnikanie w zagadnienia. Wydaje mi się, że można to pogodzić, bo odbywa się to kosztem zapamiętywania wielu informacji, które kiedyś należało opanować, a dziś wszystko można w przeciągu kilku sekund lub minut znaleźć w odpowiednich źródłach. To niesamowita ulga dla naszej pamięci, odciążenie jej od zbędnych informacji. Większy nacisk kładzie się obecnie, mam wrażenie, na zrozumienie mechanizmów i powiązań między informacjami. I ważne staje się kojarzenie, bo przez to mamy szansę odnaleźć fakty, dane, wiemy gdzie i jak ich szukać.

@Bez_nazwy, pewnie, że pozwolę :)
Dziękuję, mój entuzjazm wciąż duży, choć teraz skierowany na szukanie pracy (przytłacza mnie to wszystko, bo system działa inaczej niż ten, który jest mi znajomy). Cudownie czytać o Twoich doświadczeniach, chcę im przyklasnąć i stwierdzić, że są moje - choć na to jeszcze za wcześnie :) Ale bardzo mnie cieszy, że tak postrzegasz nauczanie. Ja na razie zauważam ogromną satysfakcję z otwierania oczu moim studentkom i nauczanie ich też co nieco o nich samych - to drobiazgi, ale pytanie o to, co lubią i dlaczego, co sądzą na dane tematy (a nigdy nie musiały o tym mówić po angielsku!) i podawanie im narzędzi językowych, by o tym mówić, powoduje, że pewne rzeczy układają sobie w głowie i dowiadują się nowych rzeczy o sobie samych. Nawet nie wyobrażam sobie, jak dziwnie musi być żyć przez 30 lat i nie być pytaną o preferencje, nie mieć doświadczenia w wyrażaniu swego zdania... W tym tygodniu będziemy mówić o przeszłości i opowiadania o Japonii (hi hi, pod przykrywką ćwiczenia czasów przeszłych i ja może się czegoś dowiem; na razie poznałam zasady ikebany, bo jedna moja uczennica chodziła na lekcje ikebany przez 15 lat).

Bardzo bym chciała zachować ten entuzjazm i energię i mieć tyle zapału co Ty. Niektóre warunki, jakie szkoły językowe oferują, przerażają mnie (nauczanie ponad 30h tygodniowo, do 23:00 przez sześć dni w tygodniu, w tym w weekendy), ale liczę, że znajdę coś odpowiedniego - albo zdecyduję się na gorsze warunki, a na miejscu uda mi się coś zmienić.

Dziękuję za miłe słowa o Dabarai - to dziewczyna o ogromnej pasji i wieeeeelkiem energii, która bije z każdej wypowiedzi, każdego gestu. Nie znam osoby pracującej w bibliotece, która tak kochałaby swoją pracę i u której tak byłoby to widać (nie żebym znała mnóstwo bibliotekarzy, ale jednak). Ja też niechętnie przyjmuję polecanki bibliotekarzy, przyznam Ci się, najczęściej książki wynajduję w zaciszu domowym i przychodzę do biblioteki, by odebrać to, co sobie wcześniej zamówiłam z różnych filii. A że na liście "do przeczytania" mam ponad pół tysiąca książek, to naprawdę na dodatkowe polecanki się nie piszę, samą wyszukuję książki, które mnie mogą zaciekawić. "The Library Book" czyta się szybko, polecam na jedno, dwa popołudnia, ale "Stop..." możesz sobie darować.
Ściskam mocno! xxx
-
2012/05/30 12:51:34
Ha, ha, wczoraj akurat kupiłam The Library Book (jako e-book), bo była Kindle Daily Deal, i tym samym kosztowała funta:-) co za przypadek. O mało nie kupiłam też polecanej w komentarzu Francine Prose, i na pewno niedługo to zrobię:-)
-
2012/05/30 13:26:05
@Anno Mario, mam nadzieję, że Ci się spodoba :) A Prose też polecam, naprawdę wartościowa książka.
-
2012/05/31 11:15:31
Co do małych lokalnych bibliotek, to chciałabym dodać, że na wsiach jest to też miejsce spotkań gospodyń domowych. Zjeżdżają raz na dwa, trzy miesiące, kupują pączki w pobliskim sklepiku i siedzą po kilka godzin rozmawiając o swoim życiu, kłopotach, książkach wreszcie. Bibliotekarze z takich małych miejscowości są też kronikarzami "małych ojczyzn". Zbierają wycinki z ogólnopolskich gazet, dyplomy i puchary regionalnych zespołów. Kościół, sklep, biblioteka. Tylko szkoda, że ten ostatni przybytek jest tak niedofinansowany. Ale to stary problem.
-
2012/05/31 14:53:03
@Wspólna biblioteczko, takie spotkania brzmią fantastycznie i z pewnością stanowią stanowią podporę społeczności. A ci wiejscy bibliotekarze to dosłownie jak z jakiejś książki! Pewnie, że szkoda, że biblioteki są niedofinansowane, ale może czas, by poszukały jakiegoś sposobu na samofinansowanie, choćby częściowe? Chyba, że takie sposoby już są implementowane, tylko ja o tym nie wiem. Ale generalnie jestem zdania, że nie wszystkie usługi muszą przynosić dochód, a choćby taki dostęp do kultury powinien być za darmo dla wszystkich.