visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
"Smak dżemu i masła orzechowego" - Lauren Liebenberg


"Las to cieniste zaświaty szeptów i tajemnic. Tak naprawdę Cia i ja posiadamy niezwykłą moc - potrafimy żyć w dwóch światach jednocześnie: w świecie widzialnym i tym drugim - tylko odczuwanym. On zawsze jest, wokół nas, bije swoimi pierzastymi skrzydłami tuż pod powierzchnią zmysłów. Cia umie go wyczuć, ale to ja jestem jasnowidzem i podczas gdy ona korzysta z mojego szóstego zmysłu, to moje oczy otwiera las".

Gdy moja siostra i ja byłyśmy małe, bawiłyśmy się, że wokół nas istnieją wróżki, ale tylko ja je widzę - trzeba bowiem osiągnąć wiek dziesięciu lat, by doświadczyć tego przywileju. Moja młodsza o cztery lata siostra cierpliwie czekała i wysłuchiwała opowieści o trzech wróżkach, które spełniają życzenia, chronią nas przed złem i posiadają wszystkie zabawki świata. Czytając "Smak dżemu i masła orzechowego" pochodzącej z Rodezji Lauren Liebenberg wracałam do dzieciństwa przepełnionego magią i wspominałam własną opiekuńczość wobec siostry. Starsza Nyree i młodsza Cia O'Callohan są potomkiniami kolonizatorów, którzy przybyli do Afryki, by tu ułożyć sobie życie. Ich ojciec pojawia się raz na jakiś czas, po czym znika w buszu, angażując się w walkę z Afrykanami, którzy później, pod przywództwem Roberta Mugabego, stworzyli z Rodezji Zimbabwe i zabierali ziemie białym Afrykanom. Matka dziewczynek to silna kobieta - podczas nieobecności ojca chodzi po farmie ze strzelbą, lecz gdy ten wraca halki zastępują jej spodnie, a zamiast strzelby przyozdabia ją jedynie zapach perfum. Jest jeszcze dziadek, Oupa, nieprzebierający w słowach, buntujący się przeciwko wszystkiemu i wszystkim, a najbardziej przeciwko Bogu, w którego nie wierzy. Dziewczynki poznają świat na własną rękę, w swych zabawach mieszają rytuały i zwyczaje afrykańskie z chrześcijańskimi tradycjami, posypując wszystko szczyptą magii z dziecięcych lektur, odczuwają respekt przed przyrodą i głęboko interesują się historią rodziny. Z szacunkiem traktują czarnoskórych pracowników farmy i zwierzęta, kompanów zabaw. Ich beztroskę przerywa przybycie czternastoletniego kuzyna, "bękarta", który za łagodnym obliczem anioła skrywa diabelską naturę...

Powieść Liebenberg przesycona jest tropikalnym klimatem, spiekotą afrykańskiej ziemi, tajemnicami, jakich w lesie i domu szukają dziewczynki, melodią cykad i oszałamiającymi smakami dojrzewających w słońcu owoców. Pogańskie wierzenia istnieją w życiu Nyree i Cii obok purytańskich zasad moralnych wygłaszanych przez dziadka: 

"- Do czego to prowadzi, dziewczynki? Zaniedbanie obowiązków?

- Prosto do zatracenia, Oupa.

- Yhm, tak jest rzeczywiście.

A dlaczego? Z powodu Lenistwa. Są tacy - nicponie i innego rodzaju nikczemnicy - którzy nie wypełniają swoich obowiązków z powodu rozwiązłości i próżniactwa".

Autorka hojnie wtrąca określenia pochodzące ze slangu rodezyjskiego, afrykanerskiego czy słowa z języków plemion Zulu/Ndebele czy Shona, co dodaje książce autentyczności. Mam wrażenie, że opowiadając tę historię czerpała też z własnego dzieciństwa, czasem bowiem niektóre sceny czy wydarzenia zdają się być przeniesione na karty książki wprost z bogatego spichlerza pamięci pisarki. Toczące się walki i niepewna sytuacja polityczna, którym być może wielu innych pisarzy poświęciłoby więcej miejsca, tutaj zepchnięte są na margines, ledwie się o nich wspomina w kontekście rozmów dorosłych. Na pierwszym planie jest dorastanie dziewczynek, które niestety dzięki Roninowi zmuszone są dorosnąć szybciej niż by chciały i zbyt brutalnie zetknąć się z okrucieństwem, jakie mogą zadawać ludzie. Przepięknie pokazane jest, że również w sytuacji lęku i niepokoju można mieć magiczne dzieciństwo, swoją własną krainę szczęśliwości. Przy tym relacje siostrzane wzruszały mnie niekiedy do łez, tak czyste i szczere wydały mi się. Urocza, a zarazem gorzka opowieść, znakomita na leniwe, wakacyjne popołudnia lub wieczory.

W podobnym klimacie:

"White Ghost Girls", Alice Greenway - o tej powieści pisałam tutaj. Dwie siostry, dorastające w Hongkongu lat 60., beztroską zagłuszające niepokój polityczny i próbujące znaleźć równowagę między tradycjami chińskimi a angielskim savoir vivre.

"Smażone, zielone pomidory", Fanny Flagg - spokojna, amerykańska mieścina, a w niej zwyczajni mieszkańcy ze swoimi smutkami i radościami. Ich perypetie opisane są z humorem i ciepłem, lecz powieść nie ocieka lukrem. 

"Pożegnanie z Afryką", Karen Blixen - duńska pisarka opisała spokojne życie na kenijskiej farmie i miejscowe zwyczaje. Miłość do Afryki i nostalgiczny klimat przebijają z kart powieści, choć razi nieco protekcjonalny stosunek do czarnych Afrykanów i oddawanie się bohaterki rozrywkom takim jak polowania. 

Domyślam się też, że powieść przypomina nieco "Kamienie przodków" Aminatty Forny, ale jeszcze tej książki nie czytałam, więc nic więcej nie mogę napisać.

poniedziałek, 18 czerwca 2012, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/06/18 21:51:09
Zastanawiałam się nad kupnem tej książki, dzięki za recenzję.
O/T - podlinkowałam Cię w tekście o Hay.
-
2012/06/19 09:57:11
@Anno Mario, warto, jeśli masz ochotę na coś niezbyt ciężkiego, ale zdecydowanie niegłupiego.
-
2012/06/19 10:23:54
Wiesz, jak tylko przeczytałam tytuł, pomyślałam o "smażonych zielonych pomidorach" zastanawiając się, czy te książki coś mogą mieć ze sobą wspólnego, zabawne.
(A w ogóle przeczytałam kilka notek do tyłu i gratuluję nowego zawodu i spełnienie planów przenosin do Japonii :)
-
2012/06/19 15:30:03
@Czaro, no proszę, więc nie mnie jednej nawet tytuł skojarzył się z powieścią Flagg :)
Dziękuję, mam nadzieję, że mój nowy zawód okaże się wielce satysfakcjonujący - a swoją drogą: odżegnywałam się od nauczania zaraz po studiach, ale niezbadane są koleje losu...
-
2012/06/23 22:24:04
Smakowita recenzja:) Przy najbliższej okazji na pewno sięgnę po tę książkę.
Ani Pożegnanie z Afryką ani Kamienie przodków mnie nie zachwyciły, za to ta powieść kojarzy mi się ze świetną książką Tsitsi Dangarembgi również pochodzącej z Zimbabwe Nervous conditions o dorastaniu dwóch kuzynek.
-
2012/06/25 11:03:49
@Dorota, sięgnij, ciekawa jestem Twoich wrażeń. "Pożegnanie z Afryką" czytałam jako nastolatka, kwestia podejścia bohaterki do lokalnych mieszkańców wtedy mi umknęła, ale po latach podczytałam fragmenty i czytałam w wielu recenzjach, że wyczuwa się tam wyraźne poczucie wyższości wobec służby.
O Tsitsi Dangarembgi nie słyszałam, poszukam. Dziękuję za polecankę.