visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Czym jest normalność - "Martha Marcy May Marlene", reż. Sean Durkin, 2011

Bardzo trudno ubrać mi w słowa wszystkie myśli, jakie rozbijają mi się po głowie nawet kilka miesięcy po obejrzeniu "Martha Marcy May Marlene" - w moim odczuciu filmu absolutnie genialnego. Taki rodzaj dramatów, kameralnych, skromnych, pełnych niedopowiedzeń, to najlepsze, moim zdaniem, co kino amerykańskie ma do zaoferowania. Przypomina nieco "Frozen River" i "Winter's Bone" bo też dzieje się na prowincji i przedstawia pułapkę, z której trudno uciec. A przy tym nie oszałamia żadnymi efektami specjalnymi i pokazuje mało znane, świeże twarze. 

Tytułowa bohaterka (grana przez śliczną Elisabeth Olson i przypominającą subtelnym, bezpretensjonalnym urokiem Maggie Gyllenhall) żyła przez dwa lata w starym domu gdzieś w lesie, tworząc komunę z kilkoma mężczyznami i kobietami, pod przewodnictwem Patricka - charyzmatycznego, o hipnotyzującym spojrzeniu, znakomicie zbudowanego mężczyzny, którego krytycy lubią porównywać do Charlesa Mansona. Film rozpoczyna się, gdy dziewczyna ucieka i dzwoni do siostry, która zabiera ją do domu letniego, w którym spędza urlop z mężem. Pozornie Martha sprawia wrażenie asertywnej, radosnej dziewczyny, która wie, czego chce a czego nie chce w życiu. W głębi przepełnia ją jednak lęk, doświadczenia - pozytywne i negatywne - wracają do niej często we flashbackach i snach, a Martha czuje się bardzo zagubiona. Siostra i jej mąż mają wobec niej mnóstwo oczekiwań, żalów, pretensji i nadziei. To za duży ciężar, by Martha była w stanie go udźwignąć. 


Przyznam, że byłam mocno zdziwiona lekturą kolejnych recenzji czy choćby opisów filmu, w których wszyscy jak jeden mąż nazywają grupę ludzi, wśród których żyła bohaterka, "sektą". To nie była, w moim odczuciu, żadna sekta. Ot, komuna, w której istniały pewne zasady, wszystko było wspólne, a członkowie grupy przechodzili stopniową, ale mało nachalną "reedukację". Patrick zaczytywał się książkami filozoficznymi, próbując stworzyć własną filozofię życiową. Całość była nieco pokraczna, ale nie bardziej pokraczna niż styl życia, jaki reprezentują siostra bohaterki z mężem. Reżyser znakomicie zderzył dwa kompletnie odmienne modele życia, pokazując - być może nieświadomie - jak dysfunkcyjne są oba. A może jak niemożliwe jest stworzenie opartej na konsekwentnie egzekwowanych zasadach, które zadowoliłyby wszystkich, społeczności. W świecie Patricka dąży się do zmniejszania potrzeb materialnych, stawia się na serdeczność i wzajemne wsparcie. W świecie siostry Marthy dąży się do posiadania, a pomocy szuka się u psychologów. W świecie Patricka ważny jest rozwój wewnętrzny, a w życiu chodzi po prostu o życie, a nie o spełnianie jakichś celów. W świecie siostry Marthy życie jest stresującą harówką, a dwutygodniowy urlop stresuje jeszcze bardziej, bo przecież stawia się sobie ważne zadanie: odpocząć. Trzeba myśleć o karierze, planować kim się będzie za pięć lat, nie można po prostu marzyć o wyjeździe do Paryża, rzucić wszystkiego i jechać. 


Rewelacyjnie ujęte są zależności międzyludzkie i ich pułapki. W komunie mieszkańcy realizują określoną przez Patricka ideę wspólnoty, pozornie daje im się prawo do samostanowienia, lecz przywódca mniej lub bardziej delikatnie steruje nimi, podpowiada co mają myśleć i dlaczego. Niezależności próżno tam szukać. Wszyscy mają myśleć i postępować podobnie, co w efekcie - jak można się domyślić - krzywdzi jednostki. Identycznie jest w tym "wolnym" środowisku, do którego uciekła bohaterka. U siostry też nie można postępować jak się chce, trzeba myśleć jak inni, a nad Marthą ciąży wyrzut jasno sformułowany przez siostrę o niedawanie znaku życia przez dwa lata. Czyli jesteśmy dorosłymi ludźmi, ale nie możemy tak po prostu wyjechać, odciąć się, żyć jak nam się podoba, jesteśmy odpowiedzialni za to, że ktoś się o nas martwi... Bohaterce wyraźnie to przeszkadza, próbuje zachować dystans, krzycząc do siostry w pewnej chwili: "To, że jesteś moją siostrą, nie znaczy, że mamy mówić o wszystkim, co przyjdzie ci do głowy!". Od lat zastanawiam się, na ile można sobie pozwolić względem bliskich osób, szczególnie rodziny. Jakie mamy wobec nich zobowiązania i czy koniecznie musimy je wypełniać. W filmie poruszono motyw troski. Czy fakt, że ktoś się o nas martwi i troszczy o nas, powinien nas cieszyć czy raczej ciąży nad nami? Czasem czytam w różnych tekstach wyznania, że dana osoba pragnie, by ktoś się o nią martwił , że świadomość, że ktoś tam się martwi, jest kojąca. Osobiście nie jestem w stanie tego pojąć. Dla mnie idealna sytuacja byłaby taka, gdyby nikt nie martwił się o mnie. Przecież martwienie się nie oznacza od razu chęci niesienia pomocy, tak samo jak niemartwienie się nie oznacza braku zainteresowania losem danej osoby. Martha zdaje się dzielić moje poglądy i wyznaje myśl: kontaktujmy się ze sobą, gdy tego chcemy, pomóż mi, gdy cię o to poproszę, ale nie uszczęśliwiaj mnie na siłę. I daj mi milczeć przez dwa lata, jeśli chcę. Bez większych zobowiązań, z większą swobodą. 


Mnóstwo innych obserwacji krąży mi po głowie, ale wystarczy tego pisania. Gorąco zachęcam Was do obejrzenia filmu. Burzy schematy myślowe, pozwala spojrzeć na to, co mogło wydawać się nam normalne, z nowej perspektywy. To film bardzo odświeżający, znać w nim echo pytania o normalność, jakie zadawał Lars von Trier w "Idiotach", jednak sposób realizacji jest kompletnie inny. Marzy mi się więcej takich filmów. 

Muszę też na koniec wspomnieć o muzyce. Piękne dwie piosenki (jedną gra John Hawkes w roli Patricka, drugą słychać na zakończenie) skomponował przed laty Jackson C. Frank, amerykański muzyk folk, zmarły w 1999 roku, który za życia nie odniósł dużego sukcesu i wydał zaledwie jedną płytę.


środa, 03 października 2012, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/10/03 15:13:09
bardzo mi się podobał ten film. niedawno trafiłam na film 'lily sometimes' (albo po prostu 'lily'), który tematyką jest trochę podobny. polecam! :)
-
Gość: kinga, *.zone8.bethere.co.uk
2012/10/03 21:30:19
Ogladalam ten film rok temu na festiwalu ( kolejny juz za tydzien :) i tez bardzo mi sie podobal, chociaz jednak mniej niz kilka innych filmow rok temu. Zupelnie inaczej niz Ty odebralam jednak grupe Patricka. Nie jak niewinna komune a'la kibbutz, tylko wlasnie jak sekte z "praniem mozgu", ubezwlasnowolnieniem, zyciem w strachu, calkowitym podporzadkowaniem liderowi, ktory moze zazadac wszystkiego (nie chce zdradzac tym ktorzy nie ogaldali, SPOILER !!!, ale np. scena na lesnej polanie, scena gdy Patrick obserwuje grupe swoich poddanych ze schodow, przyjmowanie nowych dziewczat do grupy, nowe imiona, sposob odbierania telefonu itd.). Zreszta opuscic ta "serdeczna" grupe nie jest tak latwo. A i potrzeby materialne nie sa ograniczane przez wszystkich w grupie, ot chociazby nocne "wycieczki" wtejemniczonych.
-
2012/10/04 00:44:24
Zawsze bardziej interesowały mnie filmy nagradzane i nominowane na Independent Spirit niż Oscarem. Film czeka w kolejce, może w przyszłym roku uda mi się go zobaczyć.
-
2012/10/04 02:43:29
@Tola, obejrzałam trailer "Lily sometimes" - faktycznie trochę przypomina "Martha...", chciałabym go też zobaczyć, choć przez jakiś czas na pewno nie będę miała możliwości...

@Kinga, liczyłam, że się odezwiesz :) Nie napisałam, że to niewinna komuna, napisałam, że jednostki są krzywdzone (psychicznie i fizycznie, wiesz o co mi chodzi). Pranie mózgu tam zachodzi, pewnie! Ale zachodzi też w naszych społeczeństwach, tyle że na tak dużą skalę, że wiele osób tego nie widzi. I też żyje w lęku - że jak się wyłamie: rzuci pracę, zerwie znajomości, wyprowadzi się do innego miasta bez słowa - to się to dobrze nie skończy. Ostracyzm w naszych społeczeństwach też istnieje. Nocne wycieczki podyktowane były, moim zdaniem, koniecznością zdobycia funduszy - jak napisałam, filozofia Patricka jest dość pokraczna, nie wszystko tam trzyma się kupy, a w dzisiejszym świecie niemożliwym jest być w pełni samowystarczalnym, z czego zdają sobie sprawę bohaterowie (ale próbują się łudzić, że jest inaczej, jeszcze próbują być idealistami i ten idealizm przyciąga świeżą krew do grupy).

@Matti, w czasach nastoletnich oglądałam wręczanie Oscarów i emocjonowałam się tym, bo nagradzane filmy były właśnie na moim poziomie kilkunastolatki. Ale potem z tej nagrody wyrosłam i przerzuciłam się na śledzenie (z doskoku) innych, bo one nagłaśniają filmy dla dorosłych. Oscar zresztą stracił jakiekolwiek znaczenie poza komercyjnym w szerszym świecie. Na pewno nie stanowi gwarancji dobrego filmu.
-
2012/10/25 17:06:01
Obejrzałam ten film w wakacje i powiem szczerze, że nie umiałam o nim napisać. Podchodziłam do tego kilka razy, ale nie potrafiłam ująć tych wszystkich niuansów, przenikających się spraw, tego jak "życie" i "wolność" może oznaczać zupełnie coś innego dla różnych osób.
Ty zrobiłaś to znakomicie. Jakbyś przeniosła moje własne myśli na klawiaturę ;) Najlepsza recenzja tego filmu, jaką czytałam.

Pozdrawiam :)
-
2012/10/26 03:44:18
@przyjemnostki.com, dziękuję bardzo! Ja też nie umiałam o nim napisać, musiałam się "przespać" z moimi myślami przez parę tygodni, bo też latem widziałam ten film. I tak nie udało mi się spisać moich wrażeń tak dobrze, jak bym chciała, ten film ma niebywale dużo treści pod powłoką.
Pozdrawiam serdecznie :)