visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Woda jest wodą

Napełniam czajnik wodą raz za razem. Mieści się w nim zaledwie półtora litra wody, a potrzebuję dobrych kilku litrów, by w gorącej wodzie namoczyć wszystkie naczynia ceramiczne, które do tej pory uzbieraliśmy. Wypełniam wodą duże garnki i misy i delikatnie wkładam do wrzątku czarki na sake, małe miseczki, kubki, miniaturowe talerzyki, na których zmieści się raptem dziecięca garstka orzechów lub mała marynowana śliweczka. Dwa duże, długie talerze przedstawiają problem, lecz otwieram szufladę, wyjmuję jeden z wysokich koszy na śmieci, w którym, po napełnieniu go wodą, mieszczą się idealnie. 


Obcowanie z piękną ceramiką to czyste zazen. Pieszczę każde wgłębienie na nierównej powierzchni, wodzę palcem po krawędzi kubka i wyobrażam sobie, jak gdzieś, w drewnianym domu na japońskiej prowincji, pośród lasów i mgieł, ktoś z czułością brał glinę do ręki i wyczarowywał cudeńka wygrzewające się teraz w źródlanej wodzie w mojej kuchni. Paradoksalnie mieszkanie w jednej z największych metropolii świata, w nigdy nie zasypiającym mieście, pozwala mi docenić prostotę życia bardziej niż gdzieś, gdzie pod przykrywką "powrotu do źródeł" kryje się w rzeczywistości brak wyboru. W społeczeństwie generalnie zamożnym, przyjmującym dobrobyt za pewnik, pielęgnuję uważność i szacunek dla szlachetnych materiałów i cudzej pracy. To tu odkrywam istotę wabi-sabi i uczę się jej z każdym dniem. Wabi-sabi jest filozofią życia, można tak określić w dużym uproszczeniu, swoistą duchową praktyką, która polega na przywiązywaniu wagi do otoczenia, byśmy znaleźli w nim harmonię. Jak ktoś to określił ładnie - jest obiektywem, przez który widzimy piękno, zawsze nieperfekcyjne i nietrwałe. Każde naczynie jest wyjątkowe, każde wybrane zostało z największą starannością i myślą o jego przeznaczeniu. Przy czym zdaję sobie sprawę, że koncept utylitaryzmu talerza jest pułapką - czyż nie cudownym przeznaczeniem jest po prostu cieszenie oczu? Myślę o wielu pokojach, które widziałam w życiu, o licznych przedmiotach wypełniających ich przestrzenie. Jakby trzeba było zagłuszyć pustkę, którą może stanowić pusta półka. Mentalnie skanuję w mej pamięci bibeloty bez większej wartości - materialna jest bez znaczenia, myślę o emocjonalnej - i smuci mnie wizja zagracania wnętrza niepotrzebnymi "pierdółkami". Pamiętam jak w czasach nastoletnich na moich półkach stały bibeloty, do których ani nie byłam specjalnie przywiązana, ani nie cieszył mnie ich wygląd. Ale stały, bo żal wyrzucić albo komuś oddać, bo "prezentów się nie wyrzuca", bo... Wieczne szukanie wymówek usprawiedliwiających obojętność wobec tego, czym się otaczamy. 


Skąd lęk przed pozbywaniem się rzeczy? Czyż nie powinno być tak, że każdy przedmiot, którym się otaczamy, miałby za zadanie wzbogacać nasze życie, a tymczasem wiele z nich zwyczajnie je wypełnia? Wypełniaczy jest aż nadto wokół, gorzej z autentycznym, odczuwalnym wzbogaceniem. Dotychczas przez pewien czas żyłam w przeświadczeniu, że nie stać mnie za bardzo, by rzeczy codzienne były dokładnie takie, jakimi chcę, by były. Ale to nie jest tylko kwestia pieniędzy (choć na pewno po części owszem), a bardziej poszukiwań własnej estetyki i choć odrobiny wysiłku. Dlaczego mam kroić warzywa na desce, która mi się nie podoba i pić z kubka, który nie powoduje, że herbata smakuje lepiej? Musiałam przeprowadzić się do Japonii, by dostrzec wartość dbałości o to, by estetyka dawała nam poczucie harmonii, poprawiała jakość życia. Dbam o moje nowe przedmioty, szanuję pracę ludzie, którzy je wykonali. Jak mówi ulotka, którą dostałam w sklepie odnośnie pielęgnacji ceramiki: "Jeśli do mycia przedmiotów będziesz używać wyłącznie wody, twoja ceramika będzie pięknie błyszczeć, a twój posiłek będzie wyglądał bardziej apetycznie". Albo ostatnie zdanie tekstu odnośnie właściwego używania żeliwnego imbryczka: "Postępując zgodnie z powyższymi wskazówkami możesz być pewny, że ten imbryk będzie ci dawał radość przez długie lata". Zadumałam się dziś parząc herbatę - kiedy ostatni raz kuchenny przedmiot dawał mi autentyczną radość? Kiedy producent zadbał o to, bym właściwie pielęgnowała przedmiot, nie dlatego, by go nie uszkodzić i by spełniał swą funkcję należycie, ale po to, by dostarczył mi on prawdziwej radości? Jednocześnie ta dbałość zakłada akceptację, że rzeczy przestaną być perfekcyjne, że ceramika będzie z upływem lat zmieniać kolor, może brzeg się ukruszy. Ta akceptacja praw przemijania i nieuchronności zmian daje niebywały spokój. 


W Japonii wzrusza mnie każde wyjście z domu. Ruch dłoni osoby podającej mi w sklepie resztę na specjalnie do tego przeznaczonej tacce, głębokie spojrzenie w oczy kelnera, które podtrzymuję przez kilka sekund, sprawiające, że mam wrażenie, iż choćby przez te parę ulotnych chwil nie istnieje dla nas nic poza istotą spojrzenia sobie w oczy. Wzrusza mnie młoda dziewczyna, która pędząc na stację i rozmawiając przez telefon w tym samym czasie, nagle przerywa, milknie i przez chwilę wpatruje się uważnie w pokryty czerwienią jesienny liść na mijanym drzewie. Począwszy od pięknych opakowań przedmiotów, poprzez aranżację doniczek na schodkach mijanego sklepu po indywidualny dobór czarki do sake w barze (zamiast używania zestawu identycznych naczyń) - wszystko zamienia się w małą celebrację piękna. A ja przymykam oczy na równolegle sączący się kicz z sieciowych kawiarni bez charakteru, tandetnych opakowań tanich słodyczy w sklepach i brzydkie ubrania z kiepskich jakościowo materiałów, masowo wyrabianych w Chinach. Mój obiektyw celuje w to, co piękne i proste, a jednocześnie przemijające. Jak spojrzenie w oczy nieznajomego chłopaka.


Tymczasem wyciągam talerzyki i miseczki z wody. Myślę o nauce Zen i słynnym tekście: "Zanim człowiek zaczął studiować Zen, góry były dla niego górami, a woda była wodą. Lecz gdy dojrzał prawdę Zen przez instrukcje dobrego mistrza, góry przestał być górami, a woda przestała być wodą. Później jednakże, gdy naprawdę osiągnął miejsce Spokoju (tzn. osiągnął satori [jap. oświecenie]), góry znów były górami, a woda wodą". I przypominam sobie jeszcze kilka zdań wyczytanych w książce o Japończykach praktykujących prostotę życia (którą raczę się jak najlepszym przysmakiem), wypowiedziane przez rzeźbiarza i introligatora Osamę Nakamurę: "Wytwarzanie rzeczy własnymi rękami kultywuje szczodrość i otwiera serce" oraz "Zbieranie drewna na opał czy rzeźbienie w nim, a nawet mycie przedmiotów - to wszystko jest niebywale przyjemne i daje dużo radości, jeśli da się sobie czas". Nakamura musiał znać wiersz anonimowego adepta Zen:

"Czerpię wodę,

Noszę drewno,

To moja magia".

Więc dałam sobie czas na dotykanie naczyń, wkładanie ich do miękkiej wody, wyciąganie i delikatne, acz staranne suszenie, a potem układanie ich w szafkach i szufladach. I czuję przepełniające mnie ciepło, jakby część tej szczodrości rzeźbiarza naczyń spłynęła na mnie. Jakby niewidzialna więź łączyła mnie poprzez te naczynia z mistrzami, którzy włożyli serce w to, abym to właśnie ja odczuła dziś radość z obcowania z nimi. A czy w życiu nie chodzi między innymi o to, by swym istnieniem i pracą umilać innym życie?

***

Jeśli ktoś ma ochotę pooglądać najwspanialsze osiągnięcia ceramiczne artystów z Kioto i poczytać o technikach polecam tę stronę i tamtejszy online shop, sklepik internetowy. Ceny wielu perfekcyjnie nieperfekcyjnych naczyń sięgają setek tysięcy jenów, maleńka czarka do zielonej herbaty potrafi kosztować więcej niż przeciętna pensja japońska. Mam nadzieję, że nasza kolekcja tańszych przedmiotów wzbogaci się kiedyś o tak piękne dzieła sztuki...

środa, 14 listopada 2012, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/11/14 11:54:27
Kiedys pewna pani wyjechala do Japonii i zakochala sie w jej prostocie . Opisala swoje spostrzezenia w 'Sztuce prostoty' i 'Sztuce umiaru' , ktore sa dla mnie inspiracja . Wlasnie zamierzalam je sciagnac z polki i odswiezyc swoja pamiec , Twoj post jest idealnym dodatkiem . Urzekly mnie rowniez Twoje zdjecia , pelne nieskompliokowanej magii .
Pozdrawiam japonski Chihirutku ;)
-
2012/11/15 01:38:05
@Royal-blue, poszukałam książek, o których piszesz - nigdy nie słyszałam o autorce. Najczęstszym zarzutem wobec tych pozycji, na jakie natrafiłam, jest ton, podobno dość poradnikowo-rozkazujący. Zgadzam się z tym?
Dziękuję za miłe słowa, zdjęcia proste, bo obiekty proste i prostota jest tym, co cenię. Pozdrawiam jesiennie, słonecznie :)
-
2012/11/18 10:51:36
W końcu założyłam sobie konto na bloxie i będę się już odzywać:) Wyróżniłam Twój blog jako mój ulubiony. Po odbiór nominacji zapraszam do siebie. Pozdrawiam:)
-
Gość: Jicky, *.uw-fw1.rtr.net.uw.edu.pl
2012/11/19 20:23:59
Czy mogłabyś podać tytuł książki, o której wspominasz w tym wpisie? Zainteresowałaś mnie bardzo i chętnie bym po nią sięgnęła.
-
Gość: boga, 78.9.119.*
2012/11/20 05:13:41
wciąż tak daleko mi, do posprzątania przestrzeni wokół siebie...
niewygoda, uwikłanie w zależności... Twój wpis towarzyszy mi od kilku dni, w każdym przystanku myśli, jestem na dobrej drodze do pozbycia się wielu przedmiotów, mieszkania...
i odnowy bytu...
dzięki za nieustającą inspirację...
-
2012/11/20 09:18:05
@13beata, cieszę się i dziękuję :) Ale żeby u mnie komentować nie trzeba mieć konta na bloxie, dopuszczam anonimowe komentarze. Pozdrawiam serdecznie!

@Jicky, jasne, już podaję. Na książkę trafiłam zupełnie przypadkiem, ale naprawdę jest ciekawa. Szczególnie, jeśli wolno się ją czyta i daje sobie czas na przetrawienie wszystkiego. Ta książka to "A Different Kind of Luxury: Japanese Lessons in Simple Living and Inner Abundance", autorem jest Andy Couturier. Istnieje też blog poświęcony książce, prowadzony przez autora: adifferentkindofluxury.blogspot.jp/

@Boga, sprzątanie przestrzeni wokół siebie to wieczna praca, przyjemna, ale nigdy nie mająca końca. Tak naprawdę chyba nie chodzi tyle o pozbywanie się przedmiotów, a świadomy wybór tego, czym się człowiek otacza. Choć jasne jest też, że jak się nagromadziło dużo zbędnych przedmiotów, które już nie spełniają swojej funkcji, niczemu nie służą, to warto bez sentymentu się ich pozbyć. Pomaga w tym bardzo przeprowadzka - ja w ciągu ostatnich ośmiu lat przeprowadzałam się, zdaje się, jakieś pięć razy i to była zawsze dobra okazja, by przetrzebić to, co się posiada. Inaczej łatwo obrosnąć w rzeczy, jak nie ma motywacji, by zrobić selekcję. Powodzenia w poprawianiu swojego życia :)
-
2012/11/22 18:39:00
i tak oto zwykle (??) zmywanie naczyn przemienilas w nie tylko w przepiekne widowisko, ale i dzielo sztuki... Bardzo lubie tu zagladac, po spokoj i piekno, dziekuje :)

i tak zupelnie nie na temat - odezwij sie prosze na maila matylda75@interia.pl bo nie wiem na jaki adres wyslac kartke swiateczna, mam tylko londynski adres... a wiesz, ze dla mojego Miska wciaz jestes "ta kolezanka co przyslala renifery" ? po czym nastepuje odspiewanie wierszyka swiatecznego o reniferach ;)))
-
Gość: maria, *.centertel.pl
2012/11/25 22:03:26
Piękny tekst i zdjęcia. Aż chciałoby się zatrzymać tę chwilę .
Jak smakuje Mochi ? Szukałam informacji , czy w Polsce można kupić te smakołyki, raczej bez szans. Szkoda :(
-
2012/11/26 01:29:55
@Matyldo, chcąc być dokładną napiszę, że to nie zmywanie naczyń, jedynie ich moczenie. A zmywanie, swoją drogą, też lubię, jest prawie jak medytacja :) Tyle myśli przychodzi i odchodzi...

Proszę, nie wysyłaj mi kartki świątecznej. Nie obchodzę tych świąt, nie mam do nich żadnego stosunku emocjonalnego, to nie moja bajka i głupio bym się czuła, dostając kartki bożonarodzeniowe. To trochę tak, jakby mi ktoś wysłał kartkę z okazji Ramadanu lub Chanuki :)
Nisamowite, jak bardzo można utkwić komuś, kogo się nigdy nie widziało, w pamięci przez zwykłą kartkę z reniferami :))) Uściskaj synka ode mnie! Pozdrawiam ciepło!

@Mario, ze słodyczami japońskimi jest trochę tak, że smak jest tak odmienny od smaku słodyczy zachodnich, iż bardzo trudno go opisać i poczuć. Ale spróbuję :) Ciasto z mąki ryżowej ciągnie się, ale nie klei, z zewnątrz miękkie, w ustach jest lekko twardawe. Ma baaardzo delikatny smak i jest przyjemnie chłodne w ustach. Nadzienie ze słodkiej fasoli jest słodkie, smakuje trochę jak pieczone kasztany, w dodatku w nadzieniu są też całe fasolki, które z kolei mają teksturę i smak lekko orzechowy.
-
2012/11/26 18:20:57
Rozumiem, nie ma problemu...
dla mnie taka kartka, chocby raz w roku to tez znak, ze pamietam i cieplo o kims mysle :)
-
2012/11/26 19:12:45
Podoba mi się ten wpis.

Ja również lubię trzymać w ręku piękne przedmioty - a jeśli to niemożliwe, to choćby patrzeć na nie, czuć ich obecność, poddawać się ich formie...
Ale nie jest to tylko sensualne wrażenie - lubię sobie wyobrażać, że przedmioty także mają coś w rodzaju duszy. Dlatego możemy wejść z nimi w pewien związek - nie tylko fizyczny.

Czasem może być to zwykłe, proste, gliniane naczynie - ślad czyjegoś istnienia. Dowód na istnienie własne?
-
2012/11/27 09:04:26
@Matyldo, dziękuję więc bardzo za pamięć i ciepłe myśli :)

@Logosie, piękne przedmioty wpływają na nas, choćbyśmy często nie byli tego świadomi (brzydkie zresztą też, potrafią zasmucać, irytować, wywoływać napięcie...). Te zwykłe, proste wzruszają mnie najbardziej. W duszę przedmiotów wierzą niektórzy Japończycy, niechętnie kupują używane przedmioty, czasem tą wiarą tłumaczy się powszechny brak kradzieży w Japonii - nie wiadomo, jaką duszę i energię właściciela dostanie się wraz ze skradzionym przedmiotem. Ja wierzę w energię, jaką nadają przedmiotom ci, którzy wykonują je ręcznie.
-
Gość: Casca, *.vlan106.corcoran.lubman.net.pl
2013/01/22 20:52:13
Ukradłam kawałek tekstu (Wabi-sabi jest filozofią życia, można tak określić w dużym uproszczeniu, swoistą duchową praktyką, która polega na przywiązywaniu wagi do otoczenia, byśmy znaleźli w nim harmonię. Jak ktoś to określił ładnie - jest obiektywem, przez który widzimy piękno, zawsze nieperfekcyjne i nietrwałe.) ten dokłądnie na fejsa. Dołączyłam adres bloga.
-
2013/01/24 07:10:28
@Casca, dziekuje za informacje :)