visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Pokorny liść, jeden z wielu

Całymi garściami znoszę liście do domu. Wystarczy pojechać rowerem w dzień wolny od pracy do pralni odebrać górę koszul, by wrócić z naręczem złocistych liści miłorzębu. Zatrzymuję się na środku chodnika, podnoszę głowę do góry, a liście fruwają, fruwają, spadają mi na ramiona, a ja uśmiecham się do nich i siebie samej. Nikt się nie dziwi, nikt nie zerka jak na wariatkę. Obserwowanie koyo, kolorowych japońskich liści to narodowa pasja i wszyscy dobrze rozumieją moję oszołomienie. Szczególnie, że ja przecież pewnie obca, po raz pierwszy być może spędzam jesień w Japonii, jeszcze nie mam albumów mieniących się kolorami z corocznego święta ku czci matki natury. Trzeba dać mi się zachwycać do woli. Już na początku września w metrze zaroiło się od plakatów przedstawiających co bardziej malownicze zakątki kraju i zachęcające do planowania wycieczek. Ja  pierwszych dni listopada jechałam co kilka dni do parku Yoyogi, by obserwować zmiany na drzewach i cieszyć się kolejnym czerwieniejącym klonem. Liczyłam dni do końca miesiąca, gdy jesień wybuchła pełną krasą. Zapomniałam już, jaką radość sprawia widok cudownie skomponowanych drzew i synchroniczne przystrojenie szatek jesiennych. W tworzeniu ciekawych kompozycji drzewa japońskie nie ustępują nawet północnokoreańskim tancerzom. W międzyczasie mogłam cieszyć oczy niezwykle starannymi jesiennymi opakowaniami słodyczy, które obecnie przybierają już, ku mojemu żalowi, stroje zimowe.

(ciąg poniżej - mój przydomowy park Yoyogi)


Japończycy przy pierwszych rumieniących się liściach niecierpliwie wyciągali iPhone'y i pstrykali zdjęcia komórką, by parę tygodni potem wyciągnąć poważniejsze działa. Widok starszych i młodszych (głównie starszych) taszczących arcykosztowne aparaty fotograficzne z długimi na kilometr obiektywami i statywami, ustawiających się strategicznie pod/przed konkretnymi drzewami jest codziennością. Całe wycieczki pielgrzymują do parków i na ulice znane z pięknego ulistowienia. Przez Icho Namiki dori, Aleję Miłorzębów w Aoyamie, trudno się było przecisnąć we zeszłowtorkowe przedpołudnie - zadarte w górę głowy i oszałamiający blask złotych liści powoduje, że ludzie dosłownie tracą zdrowy rozsądek. Zatrudniono więc policjantów, pilnujących, by ludzie w amoku nie wyskakiwali pod jadące samochody, próbując utrwalić najbardziej urocze ujęcie ulicy. A ja wracając z przejażdżki cieszyłam się jak dziecko, gdy na równie żółtej, ale nie odwiedzanej przez nikogo ulicy, znalazłam liście miłorzębu o wiele większe niż na Icho Namiki dori i w dodatku nie podeptane przez setki podziwiających. Zatrzymałam się przy niepozornym krzaczku i zerwałam kilka zielonych liści wyglądających, jakby je ktoś powycinał misternie nożyczkami (okazały się być liśćmi morwy, ale nie wiem, jakiej konkretnie).

(ciąg poniżej - Icho Namiko dori)

zwyczajna ulica w mojej okolicy

Niczym szczególnym nie są w ostatnim czasie rozmowy między mną a Guciem, w których licytujemy się, gdzie kto widział bardziej oszałamiające kolory i dokąd jeszcze trzeba się wybrać. Gucio z entuzjazmem opowiadał, jak widział w parku grupkę mężczyzn ze stroświeckimi aparatami, takimi, że trzeba głowę nakryć, by zrobić zdjęcie, a ja oczyma wyobraźni już pstrykałam fotkę takiego przedpotopowego ezgemplarza z dzieckiem robiącym zdjęcie iPadem obok. Już to nieistniejące zdjęcie włożyłam do szufladki: "Nadaje się do Economista"... :) Guciowi w pracy polecono park Hibiya, więc pojechaliśmy do Maronouchi. Ja wybadałam Shinjuku gyoen i tak pewnego przedpołudnia można mnie było znaleźć podziwiającą karpie w strumyku i mieniące się wszelkimi barwami jesieni liście klonu, miłorzębu i wszelkich innych, których nazw nie znam w żadnym języku. I dumałam tak nad własną niemocą nienazwania tego, co przed oczami. Jakże człowiek zgłupiał - zna nazwiska setek gwiazd i gwiazdeczek filmowych czy muzycznych, a zwykłego-niezwykłego drzewa określić nie umie, mimo że ma je pod nosem i może nawet jego cząstkę zabrać ze sobą do domu.

(ciąg poniżej - park Shinjuku gyoen; tak, w sercu Shinjuku można odetchnąć od salonów pachinko i karaoke w takim pieknym miejscu)


zimowa wiśnia także wzbudziła mój zachwyt


Został jeszcze do obrzejrzenia - to z tych absolutnie koniecznych - park w Ryogoku, który polecił mi jeden z moich klientów (tych, których nauczam, nie nazywa się studentami ani uczniami, więc przełknijcie dwuznaczne brzmienie tego słowa). W ostatnim czasie pytanie zadawane przez mnie często na początku lekcji ("Jak spędziłeś weekend?") lub na końcu ("Jakieś plany na weekend?") w większości przypadków sprowadza się, jak to o tej porze roku, do udzielenia odpowiedzi, że ogląda/oglądało się liście (po czym następuje nazwa parku) i piło się/zamierza się pić z przyjaciółmi. To drugie właściwie jest standardem niezależnie od pory roku :)

(ciąg poniżej - park Hibiya)


No i wracam z tymi liśćmi do domu. Wkładam je między magazyny, pieczołowicie wygładzam i czekam, aż będzie można rozłożyć je na blacie kuchennym i... tu inwencja mi się kończy. Niektórymi przyozdabiam sobie potrawy, niektóre pakuję do kopert i lecą w świat. Trafiła się nawet gałązka jarzębiny, która powędrowała do wazonika do sake (w którym sake akurat nie gości), uboższa o kilkanaście oberwanych w torbie owoców. Do pracy jeżdżę dalej, niż się spodziewałam, bo aż do specyficznej, ehm, Akihabary, no i muszę metrem w jedną stronę pół godziny pokonać, co właściwie cieszy mnie - oglądanie codzienności tokijskiej dostarcza wielu refleksji i przyjemności, ja się już zżyłam z tym miastem i pokochałam je tak silnie jak Londyn. Nie ma więc tego złego co by na dobre nie wyszło. Doskwiera mi tylko teraz brak porządnej antologii haiku, którą mogłabym taszczyć ze sobą i podczytywać w metrze jak dziesiątki pasażerów wokół mnie podczytują swoje mangi i powieści samurajskie. Jedno haiku dziennie stanowiłoby świetny wstęp do medytacji...

Wiatr przynosi

dość opadłych liści,

by rozpalić ogień.

Ryokan (1758-1831)

panowie grający w warcaby w Yoyogi

czwartek, 06 grudnia 2012, chihiro2

Polecane wpisy

  • Work hard, play hard

    Po raz pierwszy w życiu mogę powiedzieć, że ubóstwiam moją pracę i nie zamieniłabym jej na żadną inną. A jednak jakieś nauczycielskie powołanie kryło się we mni

  • Japoński urzędnik

    Ostatnio zmuszona byłam załatwić parę spraw urzędowych, bo biurokracja tu rozwinięta jest chyba na podobnym poziomie co w Polsce lub we Francji. W Wielkiej Bryt

  • Tokio bardzo zwyczajne

    Wolontariusze w Omotesando rozdający uściski - każdy może podejść i dać się uściskać :) Oswajam Tokio. To miasto, jak już się zorientowałam, które da się kochać

  • Tokio

    Wczoraj po pokonaniu 1200 km w rekordowym czasie 8 godzin (część „normalnym” ekspresem, a część shinkansenem, gdzie momentami pociąg osiągał 325km/h

  • Tokio

    Od wczoraj biegamy po mieście, aby zobaczyć jak najwięcej, poniżej trochę zdjęć… Wczoraj po pokonaniu 1200 km w rekordowym czasie 8 godzin (część „n

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/06 16:59:19
Cudna japońska jesień! Uwielbiam obserwować kolorowe liście, czy to spadające z drzew, czy będące na nich - faktycznie, natura potrafi stworzyć idealnie dobrane kompozycje. Rozrzucać je wokół, brodzić po tych opadniętych i zabierać do domu. W przedszkolu, w którym ostatnio czasem bywam, było święto jesieni - najpierw z dzieciakami chodziliśmy na długie spacery, żeby naznosić liście garściami, a potem razem z dziećmi i zaproszonymi rodzicami robiło się z nich różne kompozycje, wieńce, łańcuchy i girlandy, ale też ludziki z kasztanów itp. Jednak czuję niedosyt, bo w tym roku nie nacieszyłam się kolorami jesieni ze względu na różne choroby i brakowało mi przechodzenia się ot tak, po parkach, których w mojej okolicy akurat nie brakuje. I nie udało mi się pojechać do Olsztyna, nacieszyć się kolorami jesiennego lasu. A teraz już liście opadły, spadł śnieg i jest bardziej ponuro, a o 15 robi się ciemno.
Z przyjemnością przeczytałam tekst i oglądnęłam zdjęcia. Wyobrażam sobie, że Japonia jest piękna o tej porze roku, kolory rzeczywiście oszałamiają - nie mogę się napatrzeć na harmonię, jaka jest w tym wszystkim, no i na zimową wiśnię :) Podoba mi się też uważność na rzeczywistość - upodobanie do podziwiania jesiennych liści i uczynienie z tego sposobu na spędzanie czasu, z jeżdżeniem po różnych parkach, robieniem zdjęć i wymienianiem się wrażeniami. C. Mi osobiście jest to bardzo bliskie, ale raczej tutaj nie jest zbyt popularne... Jeśli chodzi o inwencję, co zrobić z liśćmi, to moja babcia zbiera liście oraz płatki kwiatów w różnych odcieniach i kształtach, starannie je suszy, a potem układa z nich różne kompozycje.
-
2012/12/06 21:52:48
Ależ tam pięknie. Kraj kolorów. Poszurałabym tymi liśćmi!
-
2012/12/07 13:15:22
Jesień to moja ulubiona pora roku. Ta nasza złota najpiękniejsza w Bieszczadach i warszawskich Łazienkach.
Mam w planach zobaczyć jesień w Nowej Anglii. Będę tam łapać Indian summer z dzieciakami, niech tylko podrosną. Ale moja lista miejsc do zobaczenia właśnie wydłużyła się o jesienną Japonię. Przepiękne fotografie przepięknych miejsc.

I tak, zgadza się - niemoc nazwania roślin i dla mnie jest straszna. Tego po prostu nikt nie uczy. Szkoda.
-
Gość: Eire, *.toya.net.pl
2012/12/07 15:21:34
W takim razie żałuj Chihiro, że nie było Cię w tym roku w Polsce- takiej gry barw nie widziałam od lat. Beskidy dosłownie mieniły się kolorami, a liście trzymały się dzielnie aż do końca listopada. W Łodzi pod koniec października spadł znienacka śnieg, w ciągu jednej nocy przykrywając drzewa czapkami śniegu. Rano miasto wyglądało niesamowicie, do południa śnieg stopniał, a większość zmarzniętych liści spadła na raz (ostały się dęby czerwone w Parku Helenów). Wieczorem liście posprzątano w kopce i tak skończyła się jesień.

Swoją drogą jest w jesieni coś bardzo optymistycznego- choćby po najkrótszym urlopie ma się tyle energii do pracy, już nie jest gorąco, ale też nie zimno, a świat jest taki piękny- aż chce się żyć.
-
2012/12/07 20:47:00
Piękne widoki, aż chciałoby się tam być na miejscu. :)
-
2012/12/09 23:52:49
Droga Chihiro, to co tutaj robisz, jest niesamowite. Z podziwem czytam i nie mogę się nadziwić, że masz tyle energii i zapału, ale nade wszystko cenie Twoją wrażliwość. Piękne zdjęcia!!
Mam nadzieje, że nie będziesz miała mi za złe, że nominowałam Cie do nagrody
Very Inspiring Blogger Award:
affectueuses.wordpress.com/2012/12/09/nominacja-very-inspiring-blogger-award/
-
2012/12/10 01:22:21
@E.milio, ja też uwielbiam brodzić w liściach, a tutaj dostrzegam, jak różne gatunki liści wywołują różne wrażenia. Po zmielonych wręcz na pył liściach miłorzębu jedzie się rowerem jak po dywanie - tak gęsto pokrywają chodniki, iż tworzą grubą warstwę (o ile ich nie zmieciono, a dano ludziom rozpraspwać je). Z kolei liście olbrzymie, nie wiem, jakiego drzewa, takie wielkości co najmniej ludzkiej głowy (to chyba taki miał zamiast parasolki Totoro) szeleszczą przeraźliwie, jakbym kilogramy chipsów zgniatała. Coś cudownego!
Mam nadzieję, że już czujesz się lepiej, ale oczywiście na kolejną radość z jesieni musisz czekać cały rok... Ta już nie wróci. Co do ciemności, to mnie zawsze przygnębiało, jako chodziłam do szkoły, jak wcześnie robi się ciemno. Tutaj zapada zmrok normalnie, wieczorem, olbrzymiej różnicy między latem a zimą nie czuję.
Wiesz, co do podziwiania jesieni, to ja nie słyszałam, by gdziekolwiek tak celebrowano zmiany pór roku jak w Japonii. To ma odbicie w poezji, prozie, malarstwie, podczas gdy polscy malarze i pisarze tworzyli jakieś martyrologiczne dzieła, tutejsi zachwycali się liściem i wiatrem. Do mnie to o wiele bardziej przemawia, to jest wciąż uniwersalne.

@Entelepentele, szuranie wśród liści sprawia naprawdę dziką radość :)

@Dragonfly, moja też! Mój nastrój jest najlepszy jesienią, jesień też jest dla mnie po prostu najpiękniejszą porą roku. A Japonię, mimo że jeszcze niewiele w niej widziałam, zaliczam do grona najpiękniejszych krajów świata.
Myślę, że nazw roślin i drzew nadal uczą, ja byłam tego nauczana, ale bardziej tych rodzimych, rosnących w Polsce. Tymczasem tu natykam się na nowe, dla Japończyków pospolite rośliny i drzewa, i ich nie umiem nazwać, bo tych nazw faktycznie nikt mi nigdy nie przekazał. Sama będę szperać.

@Eire, nie żałuję, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się za Polską zatęsknić. Poza tym piszesz o Beskidach, a to normalne, że przyroda w naturze jest piękna. Pokaż mi jednak choć jedno miasto, które byłoby tak cudnie przybrane w jesienne szatki, jak Tokio. Sztuką jest połączyć miejskość (zwłaszcza gdy miasto jest olbrzymią metropolią o ludności ponad 13 mln) z naturą, a moim zdaniem w Tokio to połączenie jest niezmiernie udane. Parków jest dużo i są całkiem rozległe, a przy tym zachwycają urodą.
Jesień, jak pisałam nie raz, jest dla mnie najbardziej radosną porą roku. Dokładnie jak napisałaś :) A urlopy od lat lubię brać zimą, lato zaś uwielbiałam spędzać w Londynie, bo wtedy miasto było fantastyczne.

@Szukamzyjepragne, życzę Ci, byś kiedyś się tam znalazła :)

@Mrsdalloway, e tam, nie mam czasu i ochoty na regularne pisanie. Teraz nadszedł czas na intensywne przeżywanie, poznawanie ludzi, na bycie tu i teraz. Energii i zapału mi nie brakuje, co mnie bardzo cieszy, bo lato nieco mnie wymęczyło.
Dziękuję bardzo za nominację! I pozdrawiam ciepło!
-
Gość: Libreria, 150.254.104.*
2012/12/12 21:59:38
tak się przyjemnie ogląda te zdjęcia. choć za moim oknem biało, co uwielbiam, to jednak jesienne kolory zachwycają mnie za każdym razem tak samo. Pięknie.
-
2012/12/14 07:57:51
@Librerio, na mnie jesien dziala najbardziej kojaco, a jednoczesnie najbardziej poprawia moj nastroj. Za biela krajobrazu nie przepadam, urodzilam sie w najzimniejszym miesiacu, gdy juz kazdy chyba wyczekuje wiosny i w dodatku w zime stulecia, moze ma to jakis wplyw na to, ze zima jest najmniej przeze mnie lubiana pora roku?
-
2012/12/17 12:52:44
Uwielbiam tę japońską wrażliwość na piękno przyrody, która ma udokumentowane w sztuce tradycje siegające setki lat wstecz. Wiosenne pikniki pod kwitnącymi wiśniami (jeszcze przed Tobą), wyprawy w najbardziej malownicze jesienne zakątki... A słyszałaś o podziwianiu pełni księżyca?
-
2012/12/18 03:38:30
@Bee, właśnie, ta wrażliwość nie jest niczym nowym, ale jest częścią japońskiej psyche od setek lat. Na hanami już się cieszę, a o podziwianiu pełni księżyca naturalnie słyszałam. Sama nie zwracam na nią uwagi, mimo że niebo w Tokio czyste i stosunkowo często bezchmurne. Najlepiej byłoby pełnię podziwiać nad jakimś stawem czy jeziorem przy świątyni.
-
2012/12/18 21:35:39
Podziwianie pełni z tarasu świątyni, koniecznie z odbiciem w wodzie, z widokiem na księżycowy park, najlepiej w trakcie ceremonii herbacianej lub tradycyjnej kolacji. Aach, znów się rozmarzyłam. Nie brałam udziału w takim misterium, ale na pewno w wielkim Tokio można coś podobnego znaleźć. Zapomniałam poprzednio napisać, że zdjęcia pięknie oddają klimat japońskiej jesieni.
-
2012/12/19 02:00:19
Przecudowna jesień i jakie to wspaniałe, że można się nią cieszyć na taką skalę w tak wielkiej metropolii, to mnie zawsze zachwycało w japońskich filmach, ale ciężko było mi ocenić, czy to nie jest tak trochę oszukiwane, że specjalnie takie ujęcia są wybierane. Z Twoich zdjęć wynika, że nie :) Mieszkając w pobliżu kilku parków też zawsze z lubością zbierałam liście, choć najbardziej lubię zbierać kasztany, czuję się wtedy jak mały dzieciak. Jakiś czas temu biegałam od jednego do drugiego, obok zatrzymała się staruszka i równie przejęta wykrzykiwała "jeszcze tam leży! jeszcze ten niech pani weźmie!" pokazując je laską :) Mój kot uwielbia bawić się kasztanami, więc mamy podwójną radość (liście niestety podjada ;)). Jesień jest taka piękna... Lubię ją zresztą w każdej odsłonie :)
-
2012/12/19 06:17:25
@Bee, ach, no wlasnie takie okolicznosci by mi sie marzyly :) Moze mozna takie znalezc w Tokio, nie szukalam, a tymczasem o polnocy jest jednak troche za zimno o tej porze roku, by pakowac sie w takie misterium, nalezaloby poczekac na wiosne :)

@Mandzurio, cokolwiek widzialas pieknego na filmach japonskich, nie bylo oszukiwane. Parkow w Tokio jest sporo (nie tak duzo co w Londynie, ale jednak duzo) i sa one sporych rozmiarow. Ubolewalam tej jesieni, ze kasztanow tu nigdzie nie widzialam. Zoledzi bylo co niemiara, ale kasztany to towar deficytowy w Tokio. A tak lubie gladzic kasztania, sliska powierzchnie, zanim stanie sie matowa i sucha... Wspaniale, ze Ty moglas sie tym nacieszyc! :)
U mnie tymczasem pomalu zima stroi drzewa, tzn. liscie opadaja (nie ze wszystkich, ale wiekszosc milorzebow jest juz niemal lysych) i niebo przybiera rankiem taki specyficzny zimowy kolor... Ostatnio u Banany Yoshimoto przeczytalam, ze tokijskie niebo ma bardzo wyjatkowa barwe przezroczystosci podszytej niebieskoscia i cos w tym jest :) Jest bardzo czyste, a te niebieskosc widac odbijana na budynkach, trudno to opisac...
-
2012/12/22 11:34:50
Zdjęcia bajkowe. Coś niesamowitego, przepiękne kolory. Ja się zachwycałam kolorami jesieni w Holandii w tym roku, ale daleko im, oj daleko do tego co zobaczyłam na zdjęciach.
-
2013/01/08 04:21:32
@Anno Mario B., ja jeszcze nigdzie nie widziałam tak pięknych kolorów jesieni co w Japonii. Cała Europa do pięt temu krajowi nie dorasta pod względem jesiennych barw, nigdzie nie ma takich roślin, drzew, z taką precyzją i tak doskonale skomponowanych terenów "zielonych".
-
2013/01/21 15:34:13
ciesze się że przypadkiem znalazłam tego bloga... Japonia to kraj który mnie fascynuje, śliczne zdjęcia, zwłaszcza ta starsza pani oglądająca drzewo (raczej czerwone listki).
-
2013/01/24 07:15:30
@Onnemort, ja tez sie ciesze, ze znalazlas moj blog, ktory ostatnio niestety straszliwie zaniedbuje... Po wielu listkach juz nie ma sladu, choc na chodnikach wciaz mozna dostrzec suche liscie milorzebu.