visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Pół żartem, pół serio

Tokijscy salarymeni wracający wieczorem metrem z pracy (widać przekrój najpowszechniejszych aktywności: spanie, czytanie gazet/książek/mang, surfowanie w internecie/korespondowanie z innymi/granie w gry)

Beata, Edith i N. odznaczyły mój blog jako jeden ze ich ulubionych (dziękuję Wam bardzo!) i zaprosiły do łańcuszkowej zabawy. Zwykle nie uczestniczę w takich zabawach (zwykle, choć w przeszłości zdarzało się częściej, a jeden łańcuszek nawet sama wymyśliłam), ale postanowiłam zrobić wyjątek, bo ostatnio mało piszę, więc wpisów nie przybywa. Mam o czym pisać, tylko ze skupieniem na pisaniu trudniej.

Odpowiadam na pytania, ale nie będę ciągnąć zabawy dalej. Ulubionych blogów mam dużo, ostatnio rzadziej wchodzę na nie, ale generalnie osoby, których teksty szczególnie cenię, wiedzą o tym :)

Pytania Beaty:

1. "Niektórzy ludzie sądzą, że można robić wszystko, bo żyje się tylko raz i dlatego trzeba łapać każdą okazję. Natomiast ja uważam, że właśnie dlatego, iż żyje się tylko raz, nie można robić wielu rzeczy, na przykład zawstydzających lub niegodnych, bo już nie będzie się miało drugiego życia, aby to naprawić" (Waldemar Łysiak). Jakie jest Twoje credo życiowe?

Ho ho, elaborat mogłabym napisać! Ale w tej zabawie chodzi o lakoniczne odpowiedzi, więc powściągnę mój słowotok i myślotok. Moim credo życiowym jest powiedzenie tybetańskie: "Szukanie szczęścia poza sobą to jak wyczekiwanie słońca w jaskini zwróconej na północ". Tylko od nas, naszego stanu umysłu i serca, zależy nasze samopoczucie (jasne, że wymaga to trochę pracy nad sobą, ale jest wykonalne). 

2. Co Cię ostatnio bardzo ubawiło?

Hmm, ubawiło mnie, jak łatwo można przeżyć przygodę, gdy jest się wystarczająco otwartym i emituje się pozytywną energię... I jak ludzkie historie same przychodzą do człowieka, szczególnie gdy nie szuka się ich na siłę...

3. 21 listopada obchodzimy Światowy Dzień Życzliwości. Czy i jak zamierzasz ten dzień uczcić?

Musztarda po obiedzie, nawet nie wiedziałam o tym święcie, ale dla mnie świętowanie życzliwości to kosmiczny koncept, coś jak świętowanie praw człowieka. Człowiekowi przysługują te same prawa każdego dnia i tak samo nie widzę powodu, dla którego nie miałabym być życzliwa każdego dnia. Zapewne jeśli chodzi o życzliwość względem innych 21 listopada był dniem jak każdy inny - uśmiechałam się do innych i jak zwykle byłam bardzo grzeczna i uprzejma. 

4. Jaka jest Twoja ulubiona anegdotka?

Chyba to będzie ta dotycząca Evelyn Waugh. Waugh postanowił kiedyś popełnić samobójstwo, miał wówczas 22 lata i kariera pisarska była jeszcze przed nim. Przebywał akurat w północnej Walii, wszedł do morza z zamiarem utopienia się. Ugryzienie meduzy spowodowało, że szybko zmienił zdanie i jak niepyszny wyszedł po tym "wypadku" natychmiast z wody. 

5. Książka, którą powinno znać każde dziecko polskie...

"Królestwo Bajki" Ewy Szelburg-Zarembiny. Przecudna opowieść o sile marzeń, pozytywnym myśleniu i igraniu z iluzją.

6. Jakich słów nadużywasz?

Wydaje mi się, że nadużywam słów "piękny" i "wspaniały" - generalnie używam mnóstwa pozytywnych określeń, ale czasem mam wrażenie, że stosuję wciąż te same, do znudzenia.

7. Życie jest zbyt krótkie, żeby...

Martwić się na zapas (muszę to sobie sama wciąż przypominać); nadmiernie wszystko analizować i roztrząsać; zamykać się przed innymi.

8. Odpowiedz Woody'emu Allenowi: "Co zrobisz, gdy ktoś ci przystawi nóż do szyi, a ty akurat dostaniesz czkawki?"

Lepiej wychodzi się w życiu nie gdybając zanadto :)

9. Idealny czytelnik to taki, który...

... ceni jakość lektury nad jej ilość i nad sam fakt czytania.

10. Moje ulubione miejsce w Polsce to...

Ulubione miejsca pamiętam z dzieciństwa, mieszczą się one bardziej na mojej mapie sentymentalnej niż faktycznej i zostały przez upływ czasu mocno przeze mnie wyidealizowane, czego jestem w pełni świadoma. Wiążą się z dziecięcymi przygodami, najczęściej rozgrywającymi się w wyobraźni. To ogród babci i dziadka, nieistniejący już, pokoik na poddaszu w ich domu, którego także już nie ma. To dom w Olsztynie, w którym się wychowałam, i tamtejszy ogród. To wakacje z babcią i dziadkiem w prymitywnych drewnianych domkach przy lesie, które oznaczają dla mnie ideał wakacji dziecięcych. 

11. Jakie są Twoje najlepsze sposoby na jesienną chandrę?

Nie znam jesiennej chandry, jesień to moja ulubiona pora roku. Nie lubię za to zimy i śniegu i co roku staram się w tym czasie wyjechać gdzieś, gdzie panuje inny klimat. Ten sposób radzenia sobie z chandrą polecam gorąco i zastosuję go także w tym roku. 

Shinjuku gyoen, piękny park w Shinjuku z chińskim pawilonem

Pytania Edith:

1. Lato czy zima?

Ani jedno ani drugie. Jak pisałam powyżej, nie lubię zimy. Nie przepadam też za latem, bo nie znoszę skrajności w pogodzie (zarówno w czasie mrozu jak i upału czuję się źle, chyba że oba trwają bardzo krótko). Preferuję umiarkowaną pogodę, klimat londyński jest dla mnie idealny, bo temperatury rzadko kiedy schodzą poniżej 7-10 stopni i rzadko kiedy przekraczają 30 stopni.

2. Film czy książka?

Tu akurat i jedno i drugie, nie potrafiłabym wybrać. Uwielbiam zarówno czytać jak i oglądać filmy.

3. Poranna rosa czy księżyc o trzeciej nad ranem?

Hmm, chyba księżyc. Zawsze miałam problemy z bardzo wczesnym wstawaniem, ale w domowych pieleszach lubię zarywać noce - myśli mi sie wtedy wyraźniej i moja kreatywność wzrasta diametralnie. Balowanie poza domem zdarza mi się sporadycznie i zawsze jest to wielkie święto, szczególnie w miłym towarzystwie.

4. Fast food czy domowo?

Jeśli fast food to tylko w postaci japońskich zup lub frytek (ale to w sumie mało fastfoodowe jedzenie). Domowo jeść lubię, bo lubię gotować od czasu do czasu i eksperymentować, lubię też czasem zapraszać przyjaciół na kolacje. Ale lubię też jadać w restauracjach niefastfoodowych i przez pierwsze półtora miesiąca mieszkania w Tokio stołowaliśmy się poza domem codziennie. Mieszkając w Londynie też jadaliśmy w restauracjach częściej niż przeciętny Londyńczyk (czyli częściej niż dwa razy w tygodniu). Nigdy nie był to fast food. 

5. Wymarzona podróż?

Tyle ich jest... Marzy mi się długa podróż po Chinach, podróż do Iranu, chcę pojeździć po Birmie, zobaczyć Azję południowo-wschodnią, zawitać do Bhutanu. Generalnie fascynuje mnie Azja jako kontynent, mniej interesują mnie inne kontynenty, choć na każdym znajdę miejsca warte odwiedzenia. 

6. Wolisz napisać pamiętnik z podróży czy stworzyć album?

Zdecydowanie stworzyć album - wygodniej, szybciej, precyzyjniej utrwalam w ten sposób wrażenia, obserwacje i emocje. Na pisanie szkoda mi w podróży czasu, choć zawsze troszeczkę notuję.

7. Kot czy pies?

Koty dobrze wychodzą na zdjęciach, ale żeby mieć kota na własność? Nigdy w życiu! Psy są kochane, miałam jednego przez ok. 17 lat, ale nie chciałabym już więcej mieć psa. W ogóle nie nadaję się do posiadania zwierząt, za bardzo by mnie ograniczały, a przyjemności z ich posiadania nie widzę.

8. Skok ze spadochronem czy spokojny rejs statkiem?

Skok ze spadochronem, bez dwóch zdań. Rejs statkiem wydaje mi się najnudniejszą formą urlopu, a skok ze spadochronem to coś, co mogłabym zrobić bez wahania.

9. Podziel się kawałkiem swojej muzycznej duszy.

Proszę bardzo :)

Timbuktu, jeden z moich ulubionych szwedzkich muzyków:


K'Naan, muzyk hip hopowy z Somalii:


The XX, mój ulubiony ostatnio londyński zespół, tutaj wykonujący utwór "The Angels" na żywo w Tokio. Cudowne połączenie tokijskiego klimatu z londyńskim talentem.

Pytania N.:

1. Skowronek czy sowa?

To pytanie pokrywa się z trzecim pytaniem Edith, pozwolę sobie więc odesłać do odpowiedzi, jakiej udzieliłam powyżej.

2. Śniadanie na spokojnie czy w biegu?

Tylko na spokojnie! Nie uznaję niczego robionego w biegu poza bieganiem :)

3. Wypoczynek czynny czy bierny?

Obydwa są wartościowe i potrzebne organizmowi. Czynny może być fizyczny - lubię jeździć po Tokio rowerem, połączyć wakacje z aktywnością (niekoniecznie sportową, bo sportu per se uprawiać nie lubię), albo czynny umysłowo (choćby medytacja). Za bierny uznaję odmóżdżanie się podczas chodzenia po sklepach z ciuchami lub oglądanie głupot (np. sentymentalnych klipów muzycznych z lat 80. czy 90.) na youtube. Dobre od czasu do czasu.

4. Gorszy brak czasu czy jego nadmiar?

Uważam, że każdy ma zawsze tyle samo czasu co wszyscy naokoło, rzecz w tym, jak się czas wykorzystuje. Nie lubię sytuacji, kiedy brakuje mi czasu dla samej siebie, próbuję to wówczas szybko zmienić. Czegoś takiego jak nadmiar czasu osobiście nie znam, nie wiem, co to znaczy.

5. Święty spokój czy kolekcja wrażeń? 

Najpierw kolekcjonowanie wrażeń, by je potem na spokojnie przetrawić. A że generalnie jestem uważną obserwatorką rzeczywistości wrażeń mam wciąż co niemiara - jeśli otoczenie z jakiegoś względu chwilowo mi ich nie dostarcza, dostarczam je sobie sama, wędrując po różnych ścieżkach w moim umyśle i stawiając sobie trudne pytania, na które czasem miesiącami albo latami szukam odpowiedzi.

6. Facebook tak/nie, ponieważ...

Zdecydowanie tak! Bez Facebooka czułabym się odcięta od przyjaciół i znajomych. Poza tym trudno byłoby mi żyć bez udogodnień technologicznych, to część rzeczywistości, która mnie bardzo cieszy. Chwilami męczy, owszem, ale selekcjonuję informacje, które do mnie docierają i minimalizuję ryzyko zmęczenia.

7. Komentarze na blogach zwięzłe czy treściwe?

Lubię treściwe, lubię gadać i wymieniać poglądy, obserwacje, dzielić się uczuciami. Ale szanuję, jeśli ktoś nie lubi komentować i wystarcza mu czytanie. Sama podczytuję blogi, których nigdy lub niemal nigdy nie komentuję. Cieszę się z każdego komentarza pozostawionego u mnie, ale nie wywieram na nikim presji - uważam wywieranie nacisku na innych za przejaw złych manier.

8. W blogosferze wolność wyboru czy zależności towarzyskie?

Hmm, nie bardzo wiem, co to znaczy. W życiu preferuję wolność wyboru, w żadne niezręczne zależności nie lubię się pakować, więc to samo dotyczy blogosfery, bo to też część życia.

9. Multi-kulti tak czy nie?

Tak, tak, TAK!!! Nie wyobrażam sobie świata niemultikulturowego, z czasem coraz mniej będzie na świecie miejsc homogenicznych kulturowo i to jest dla mnie naturalny i pożądany stan rzeczy.

10. Twój stosunek do daty 21 grudnia 2012 w kalendarzu Majów.

Nie wiem, czemu ta data miałaby być szczególna, w ogóle nie wiem o co chodzi. Nie mam żadnego stosunku do niej.

11. Ulubiony dowcip z gatunku czarny humor (lub inny).

Nie przepadam za dowcipami, ale kocham brytyjskie poczucie humoru. Zaczytuję się wciąż i wciąż kolekcją autentycznych ogłoszeń towarzyskich z "London Review of Books" zatytułowaną "Sexually I'm more of a Switzerland". Moje ulubione brzmi (w moim tłumaczeniu):

"Nic nie mówi "kocham cię" w szczerszy sposób niż bycie obudzonym szampanem, drożdżówkami i różami. Poza psem z masłem orzechowym na podniebieniu. Napisz, spotkamy się, prześpimy się ze sobą i - rankiem, krótko zanim żona mojego przyjaciela każe mi opuścić ich sofę i wynieść się z ich domu - pokażę ci trick Winstona. Jest przezabawny. Ale będziesz musiała przynieść masło orzechowe - zainstalowali blokady na wszystkich szafkach kuchennych. Mężczyzna, 26 lat". 

Peron na stacji Harajuku

sobota, 01 grudnia 2012, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/01 06:24:42
A ja specjalnie nie wywoływałam Cię do odpowiedzi - widziałam (chyba nawet w kilku miejscach), że grzecznie odmawiałaś i nie chciałam się narzucać - zwłaszcza teraz, kiedy jesteś tak zajęta. Mam nauczkę, żeby jednak próbować :))
Co do lektur, to i jakość i ilość u Ciebie jest wysoka!! Pozdrawiam serdecznie!
-
2012/12/01 06:29:35
@Asiu, hi hi, jak tu odmówić trzem osobom? :) Faktycznie jestem niekonsekwentna, raz odmawiam, innym razem nie. Nie mam energii do pisania poważniejszych notek, a ta była prosta, leciutka, więc dałam radę. Dziś mam luźny dzień, odpoczywam w domowych pieleszach, w ciepełku i w ciszy z herbatką, więc znalazłam chwilę, by cokolwiek napisać.
Z tą ilością i jakością lektur różnie bywa, ale generalnie jestem zadowolona.
Ściskam mocno, mam nadzieję, że impreza weselna się udała!
-
2012/12/01 07:12:42
No cóż, zawsze mogę Cię przepytać off line ;) U mnie też taki dzień kocykowo - herbatkowy, chociaż w mieszkaniach zaczyna się robić chłodno, więc nawet wskazane jest częste wychodzenie. Jeśli jednak wszystko pójdzie zgodnie z planem, za tydzień będziemy się wygrzewać w Kerali! Wesele się udało, aczkolwiek tym razem chyba same przygotowania były fajniejsze :)
-
2012/12/01 07:27:39
@Asiu, pewnie :) Moje mieszkanie na szczęście nie jest zimne (daleko mu do typowo japońskich), ale parę razy w jednym pokoju włączyliśmy już ogrzewanie podłogowe - rozkosz! Na zewnątrz za to chłodno, czasem nawet kurtkę/płaszcz zakładam, a dla mnie to oznacza zimę.
Kerala - raj na ziemi! My za trzy tygodnie będziemy w samolocie do Kambodży i po drodze uda nam się zobaczyć Seul (parę godzin) oraz Ho Chi Minh City (dwa dni), co mnie też bardzo cieszy. Życzę Ci już teraz cudownego odpoczynku :)
A przygotowania do wesela miałaś bardzo ekscytujące, cieszę się, że dobrze się bawiłaś :)
-
2012/12/01 09:24:35
Tak, widziałam na FB i aż zatarłam ręce na przyszłe posty ;)) Literacko się jakoś przygotowujesz?
-
2012/12/01 11:09:47
@Asiu, troszeczkę. Przeczytałam "Uśmiech Pol Pota" (recenzja już czeka na publikację tu), mam jeszcze jedną książkę, Normana Lewisa, o podróży po Kambodży, Laosie i Wietnamie, ale to wszystko. Wietnam chciałabym kiedyś zwiedzić lepiej i mam kilka książek wietnamskich autorów. Aha, znalazłam jeszcze wszystko, co o Kambodży (lub kambodżańskich pisarzy) opublikowano w archiwalnych numerach "Asia Literary Review" (zaledwie cztery teksty). Do paru godzin w Seulu w ogóle się nie przygotowuję.
-
2012/12/01 13:55:34
Świetne zdjęcie, szkoda, że nie dało się "posadzić" tego z lewej po środku, kolorystycznie byłby pięknie obramowany :) Ale i tak jest rewelacyjne. I jakie oni buty noszą, ci Tokijczycy!

-
2012/12/01 14:15:44
@Czaro, hi hi, czasem mi się zdarza w myślach przestawiać ludzi i komponować zdjęcia inaczej niż rzeczywistość komponuje scenki :) Jeśli chodzi o buty to panuje pełna dowolnośc fasonów i kolorów - a sztampy wiele osób unika :)
-
2012/12/01 14:39:41
Dokładnie takie samo zdjęcie można zrobić w kolejce podmiejskiej w Warszawie :) Podobne aktywności... można dodać ewentualnie jedzenie kabanosów :)
-
2012/12/01 14:47:50
@Mag-io, spodziewam się jednak, że pasażerami nie byliby Japończycy :) Tutaj jednak nie wolno jeść w metrze (a już jedzenie czegoś, co ma zapach, jest absolutnie niewyobrażalne), podobnie jak nie wolno rozmawiać przez telefon.
-
Gość: Ateora, *.dynamic.chello.pl
2012/12/01 15:06:51
Milo powspominac metro w Japonii. Dzieki temu, ze ludzie w metrze nie rozmawiaja przez telefon, nie sciskaja sie to pomimo duzej ilosci osob na malej przestrzeni nikt nie narusza swoich granic. Przynajmniej mialam takie poczucie szanowania swoich granic. I to czyste metro, i brak czosnku z oddechu drugiego czlowieka woooowww.
W Japonii odpoczelam psychicznie choc balam sie, ze te tlumy ludzi moga mi przeszkadzac.
I chcialabym aby metro warszawskie bylo tak wypucowane jak pociagi w Japonii:-)
Ech mam nadzieje ze pobyt w Japonii daje Ci sporo milych wrazen:-)
-
2012/12/01 15:13:09
@Ateora, dokładnie. Ja tu w tłumie bardziej odpoczywam niż w wielu miejscach na świecie, gdzie jest mniej ludzi, ale granice prywatności są naruszane (zapachem, hałasem, dotykiem). Tu mam często poczucie bycia samej, nawet wśród ludzi.
Czystość jest legendarna i choć czasem zdarza się widzieć rzucony gdzieś papierek, jest to widok rzadki. Nigdy nie byłam w czystszym mieście, chyba tylko Singapur przewyższa Tokio pod względem czystości, ale nie miałam jeszcze przyjemności zaobserwowania tego osobiście.
Tokio zdążyłam już pokochać, wrażenia są właściwie niemal wyłącznie pozytywne :)
-
2012/12/01 21:46:21
Cieszę się, że tym razem jednak uległaś, przeczytałam, jak zawsze, z przyjemnością;-) Odpowiedż na pytanie o komentarze odnowiła moje poczucie winy, bo każdy Twój post mogłabym komentować rozlegle, ale...Zapewniam jednak, że zaglądam i czytam regularnie.
Mam nadzieję, że kiedyś, po Twoim powrocie do L, będziemy miały okazję podyskutować w realu, jeśli nie do syta, to przynajmniej do zachrypnięcia;-). A tymczasem dziękuję za polecenie książek Shaloma Auslandera - Foreskin's Lament to jedna z najlepszych i najśmieszniejszych książek, jakie czytałam w tym roku. Dołączam Auslandera do moich ulubionych "bluźnierców", czyli Hitchensa i Dawkinsa, których jestem wielką fanką (zwłaszcza Hitchensa).
-
2012/12/03 10:13:23
@Anno Mario, kobieta zmienna jest :) Wiem, jak to jest, gdy nawet chce sie komentowac, ale np. najpierw trzeba zebrac mysli, a potem cos rozprasza, inne rzeczy zajmuja uwage i potem juz sie nie chce, albo stracilo sie zapal. Dlatego napisalam, ze nikogo do niczego nie zmuszam. Ostatnio zreszta wiele dyskusji, takze o moich notkach (albo przynajmniej one bywaly punktem wyjscia) prowadzilam na FB, a nie tutaj.
Tez mam wielka nadzieje, ze uda nam sie pogadac wiecej niz ostatnio (i zarazem za pierwszym razem), bo ledwo udalo nam sie liznac pare tematow.

Nawet nie wiesz, jak sie ciesze, ze Auslander przypadl Ci do gustu! Polecalam go wielu osobom, ale chyba jestes jedyna, ktora siegnela po "Foreskin's Lament" :) Sposrod przeze mnie czytanych ksiazek ta jest zdecydowanie w czolowce najsmieszniejszych. Mialam chec przeczytania "Hope: A Tragedy", wypozyczylam z biblioteki przed wyjazdem do Japonii, ale rozne obowiazki mnie tak pochlonely, ze niestety nie zaszlam dalej niz pierwsze 20 stron. Szkoda, bo zapowiadala sie swietnie, mam nadzieje, ze jeszcze kiedys przeczytam. Hitchensa i Dawkinsa jeszcze nic nie czytalam, wszystko przede mna :)
-
2012/12/07 07:25:30
Dziękuję za odpowiedź :)
-
2013/01/20 22:23:01
Absolutnie zawładnęła mną piosenka Timbuktu - słucham jej teraz nałogowo! :-) Myślę sobie, że taka muzyka możliwa jest dzięki stykowi kultur właśnie, co stanowi kolejny argument na rzecz mukti-kulti! Timbuktu gdzieś w mojej głowie skojarzył się z Balkan Beat Box. Znasz? Lubisz? (www.youtube.com/watch?v=_ti2qjD0LdI) Pozdrawiam - wierna, choć niekomentująca zazwyczaj czytelniczka :-)
-
2013/01/24 07:19:00
@Book-erka, slyszalam o Balkan Beat Box, ale jeszcze nie mialam okazji posluchac, dziekuje za link. Co do Timbuktu i multi-kulti, to wlasciwie z punktu widzenia kultury roznorodnosc kulturowa wzbogaca - tak bylo zawsze i wszedzie. Minusy tez sa, ale wole zastanawiac sie nad rozwiazaniem problemow niz skreslac koncept multikulturalizmu, bo on jest w wiekszosci miejsc swiata tak naturalny i normalny jak oddychanie :) Pozdrawiam cieplo!