visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Uśmiech przez łzy: "Uśmiech Pol Pota" - Peter Fröberg Idling

Słuchając nie raz kambodżańskiego rock'n'rolla, wyczuwając w głosie Sinna Sisamoutha i Ros Sereysothei nutkę melancholii, jakby piosenkarze przeczuwali, co ich spotka, zastanawiałam się, jak to możliwe, by naród przeszedł taką tragedię, jaka miała miejsce w Kambodży i był w stanie się z niej podźwignąć. Za niecałe dwa tygodnie przekonam się osobiście, wybieram się bowiem do Kambodży na wakacje, tymczasem sięgnęłam po "Uśmiech Pol Pota" szwedzkiego dziennikarza, prawnika i pisarza Petera Fröberga Idlinga. Nie jest to typowy reportaż, składa się z małych 'winietek', scenek opisujących pewne wydarzenia, spotkania, przywołujących hasła propagandowe i próbujących odpowiedzieć na więcej pytań, niż spodziewałam się zastać.

Idea stworzenia nowego społeczeństwa nie jest szokująca sama w sobie, realizowana była choćby w Chinach przed wojną w Kambodży i realizowana była po niej, np. w Rwandzie. Nigdzie na świecie projekt się nie powiódł - dystopie, podobnie jak utopie, nie trwają długo; pewnym wyjątkiem jest Północna Korea, gdzie jakimś cudem upływający czas nie zmienia wiele. Prędzej czy później coś pęka i wąż zaczyna połykać własny ogon. Wielcy dyktatorzy zawsze popadają w paranoję, która niszczy ich i stworzony przez nich system, od środka. Tak stało się w Kambodży, a raczej Demokratycznej Kampuczy, jak nazywali kraj Czerwoni Khmerzy z Pol Potem na czele.

Idlingowi udało się wejść pod powierzchnię relacjonowania tragedii. Madeleine Thien, kanadyjska pisarka i autorka książki o Kambodży "Dogs at the Perimeter", w swoim eseju o filmie "Le sommeil d'or" opowiadającym o kambodżańskich filmowcach, których ani jeden film się nie zachował do czasów dzisiejszych, opublikowanym w numerze "Asia Literary Review" z zimy 2011 pisze, że aby młodsze pokolenia miały poczucie ciągłości historii niezbędna jest świadomość nie tylko faktu, iż otchłań (jak ona nazywa w tym kontekście wojnę) miała miejsce, ale też jak do niej doszło. Mam silne wrażenie stawiania kreski w historii Kambodży na czasy przedwojenne i powojenne. W okresie kilku lat zostało straconych od 750 tys. do 3 mln obywateli - nikt nie jest w stanie stwierdzić, ilu zginęło naprawdę. Nie jest to wiele w porównaniu z blisko 40 mln Chińczyków, którzy zginęli w czasie Wielkiego Głodu, jednakże w skali całego społeczeństwa kambodżańskiego, które nigdy nie było liczne, jest to liczba olbrzymia. Zginęła elita kraju, intelektualiści, historycy, artyści, ludzi, którzy dziś byliby w stanie podtrzymać dziedzictwo narodowe, którzy być może mogliby wyjaśnić ciągłość historii. Czerwoni Khmerzy jednak starali się bardzo, by przeszłość wymazać, by nowe pokolenia były kształtowane według nowych wzorów. Pojawia się pierwsze pytanie: czy cel uświęca środki? Cel był słuszny, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ile jednak poświęceń jesteśmy w stanie znieść za wolność i niepodległość? Kiedy cena staje się zbyt wysoka? Idling pyta i szuka odpowiedzi w książkach, rozmowach z ludźmi, próbując wniknąć w psychikę ludzi, którzy musieli wiedzieć o tym, co się w Kambodży działo i którzy, być może, świadomie przymykali na to oczy. W swej książce tropi ślady czworga Szwedów, aktywistów Towarzystwa Przyjaźni Szwedzko-Kampuczańskiej, którzy za czasów największego terroru podróżowali przez dwa tygodnie po Kambodży jako goście Czerwonych Khmerów. Rezultatem ich podróży są relacje radiowe i prasowe, kilka książek i albumów, setki zdjęć i filmy dokumentalne. Nie widać wygłodzonych dzieci, przerażonych dorosłych, widać za to żyzne ziemie, ludzi pracujących w polu z uśmiechami na twarzach. Idling pyta raz po raz, nie ustając w wysiłkach skonfrontowania Szwedów ze swoimi wątpliwościami: jak można było nie przejrzeć przez tę maskę, jak można było wierzyć własnym oczom i wreszcie - jak można było zbudować tak perfekcyjną fasadę. A może ona wcale nie była perfekcyjna? Co idealizm wyparł ze świadomości podróżujących obcokrajowców?

Dochodzimy tu do wiary w źródła. Idling porusza kwestie wypaczania relacji, fałszowania obrazu, by pasował postawionej tezie. Z Kambodży dochodziły pogłoski o tragedii, uchodźcy opowiadali przerażające historie. Część była wyolbrzymiona, większość była zapewne prawdziwa. Ludzie, niepotrafiący radzić sobie z kompleksowym ujęciem rzeczywistości, skłonni byli postrzegać ją wyłącznie w barwach czerni i bieli. Pol Pot był albo wyzwolicielem ludu albo okrutnym mordercą. Gazety pisały o wojnie na pierwszych stronach gazet podkreślając horror, przeżywany codziennie przez Kambodżan. Komunistyczne media stały oczywiście w opozycji. Intelektualiści zachodni mieli nie lada orzech do zgryzienia i niektórzy połamali sobie zęby na próbach przedstawienia i oceny sytuacji w Kambodży, czego dziś albo się wypierają albo dla czego próbują szukać usprawiedliwienia. 

Dziś znów pisze się o Kambodży, śmierć króla Sihanouka spowodowała, że światowa prasa ponownie próbuje objąć historię Kambodży ostatnich dekad, koncentrując się na roli, jaką Sihanouk odegrał w tym dramacie. Ocena z perspektywy czasu nie jest wcale łatwiejsza. Idling gorzko wspomina skandowanie "Kissinger! Mor-der-ca!", jakie pobrzmiewało wciąż na szwedzkich manifestacjach gdy sam był dzieckiem i gdy Kissinger, ogarnięty szałem destrukcji, zlecał zrzucanie kolejnych setek tysięcy bomb na Kambodżę. Nie komentuje przyznania mu pokojowej Nagrody Nobla, nie komentuje niepostawienia go przed Trybunałem w Hadze. Za wiele słów zostałoby wylanych na próżno, fakty mówią same za siebie na temat udziału Zachodu w historii Kambodży. Oglądając stare gazety szwedzkie w Bibliotece Narodowej w Sztokholmie Idlingowi przyszła do głowy myśl, iż w latach 70. możliwe było, by wojna w dalekim zakątku świata, wojna, w której Szwecja nie brała czynnego udziału, była opisywana na pierwszych stronach gazet. Dziś to mało prawdopodobne jego zdaniem. Przypomniało mi się, co mówił John Pilger na spotkaniu, na które wybrałam się latem. Ponad trzy miliony Brytyjczyków kupiło wydanie "Daily Mirror" z 1979 roku, w którym pojawiła się pierwsza, obejmująca kilkanaście stron relacja z jego wyjazdu reporterskiego do Kambodży. Wykupiono niemal cały nakład gazety, kolejne numery, które kontynuowały temat, także rozchodziły się na pniu. To były najlepiej sprzedające się wydania gazety w całej jej historii. Pilger nakręcił później cztery filmy o Kambodży. Obecnie sytuacja, w której cały naród interesuje się w takim stopniu wojną w maleńkim państewku na dalekim kontynencie, jest trudna do wyobrażenia. 

Idling w swych rozważaniach wychodzi poza tragedię Kambodży. Fascynuje go ocena własnych działań po latach, ocena sytuacji z perspektywy czasu, umiejętność (bądź jej brak) przyznania sie do błędów, porażek, ideologicznych zaułków, w które dawniej się zabrnęło. Zabiega o spotkania ze Szwedami i dawnymi współpracownikami Pol Pota, a także osobami, które zawsze potępiały reżim. Pyta o ocenę sytuacji dziś i dawniej, o wspomnienia, o powiązanie poszczególnych etapów historii. Niejednokrotnie rozmowy, jakie udaje mu się przeprowadzić, prowadzą jedynie do dalszych pytań, nie dając jednoznacznych odpowiedzi. Zresztą, czy takie istnieją?

Kwestią istotną, której Idling poświęca sporo miejsca, jest brak uznania zachodnich wartości przez Czerwonych Khmerów, mimo lat edukacji w Paryżu i podglądania zachodniego stylu życia. To nie jest żadna niespodzianka, że dyktatorzy na całym świecie chętnie czerpią z Zachodu to, co im odpowiada - najczęściej w postaci dóbr materialnych, odrzucając całą resztę. Pamiętam oburzenie czytelników gazet angielskich, gdy kilka miesięcy temu wypłynął email wysłany do koleżanki przez żonę Assada odnośnie szpilek Louboutina z limitowanej kolekcji w tym samym dniu, w którym jej mąż zajęty był wydawaniem rozkazów o kolejnych bombardowaniach wiosek i miejscowości syryjskich. Pamiętam znakomity tekst jednej z dziennikarek Guardiana, tłumaczący, iż zamiłowanie żon dyktatorów do mody i kuchni zachodniej nie ma nic wspólnego z zamiłowaniem do zachodnich wartości i poszanowania praw człowieka. A jednak ludzie wciąż dziwią się, jak młody Kim Jong-Un, wychowany w Szwajcarii, jest w stanie gnębić swych rodaków, jak Kaddafi rozkochany w amerykańskim popie terroryzował Libijczyków i jak uśmiechnięta Asma al-Assad może dać się fotografować w dżinsach i ciasnym t-shircie podczas gry w badmintona, gdy w całym kraju dzieci wykrwawiają się na śmierć. Jest taka scena w doskonałym filmie "Pola śmierci" Rolanda Joffégo, gdy złapanym dziennikarzom udaje się uniknąć śmierci niejako przez ułaskawienie Czerwonych Khmerów dziesiątkami butelek Pepsi (a może to była coca-cola). Idling też pisze, jak nastolatkowie w khmerskich chustkach w kratkę wymachiwali karabinami z ciężarówek, z których nie chciało im się zmywać olbrzymiego loga amerykańskiego koncernu. W krajach ogarniętych reżimem Wschód z Zachodem idą za rękę w parze, mimo przerażenia Zachodu. 

"Uśmiech Pol Pota" jest książką dla wymagającego czytelnika. Idling pisze kilka paralelnych historii na raz. Cofa się w przeszłość, wraca do teraźniejszości, miesza wątki szwedzkie z amerykańskimi, paryskimi i kambodżańskimi. Chronologia nie ma większego znaczenia. Znaczenie ma prześledzenie ciągłości historii, dostrzeżenie nici, która łączy czasy przedwojenne z czasami współczesnymi. Kambodża była niegdyś wielkim imperium, którego wpływy rozciągały się na rejon niemal całej południowo-wschodniej Azji. Lekceważąc to i podchodząc do historii tego kraju przede wszystkim przez pryzmat reżimu Czerwonych Khmerów spełniamy marzenie Pol Pota - wymazujemy przeszłość, traktujemy ten kraj jak tabula rasa, z początkiem w latach 1970. 

Niesamowity taniec! Czy może być lepsze ćwiczenie na nadgarstki?

W klipie przedstawiony jest Phnom Penh w 1965 roku, a ujęcia pochodzą z filmu "Apsara" Norodoma Sihanouka.


wtorek, 11 grudnia 2012, chihiro2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/11 21:58:26
Dla Ciebie Nagroda w postaci jednej gwiazdki w konkursie BLOG OF THE YEAR 2012- za cudowne, merytoryczne relacje ze świata, przenikliwość i dar obserwacji affectueuses.wordpress.com/2012/12/11/nagroda-blog-of-the-year-2012/
-
2012/12/12 14:15:44
@Mrsdalloway, dziękuję bardzo, czuję się zaszczycona. Ostatnio bardzo zaniedbuję bloga własnego, nie mówiąc już o innych, chciałabym móc poświęcać blogosferze nieco więcej czasu, ale obawiam się, że w najbliższym czasie będzie to mało możliwe. Twoje słowa to jak miód na moją duszę :)
-
2012/12/12 14:49:36
Świetnie piszesz, moje gratulacje! :) Zofia Ed.
-
2012/12/12 22:38:34
Świetna i wyczerpująca recenzja! Będę tu zaglądać częściej. :)
-
2012/12/13 16:12:14
Czytałam "Uśmiech..." w tamtym roku. Mnie najbardziej chyba utkwił w pamięci opis skali zbombardowania kraju. Czytałam kiedyś artykuł o tym, że dzieci w szkołach nie uczą się wcale o tym okresie historii swojego kraju, a dorośli nie chcą o tym rozmawiać, tak wielka jest to trauma.
-
2012/12/14 08:04:25
@Zofia_ed, dziekuje bardzo :)

@Zapiekanko kulturalna, dziekuje i zapraszam :)

@Julko, przyznam, ze ja sie spodziewalam drastycznych opisow dramatow i bylam zdziwiona, ze Idling tak naprawde o samej naturze ludobojstwa pisal dosc oszczednie. Czytalam wczesniej inne relacje z tej wojny, glownie w postaci bardzo obszernych artykulow prasowych w gazetach brytyjskich, wiec wiedzialam, co sie dzialo. Bardzo mile zaskoczylo mnie poruszanie przez Idlinga kwestii, na ktore nie ma jednoznacznych odpowiedzi i ktore w gruncie rzeczy sa uniwersalne (i o ktorych napisalam w notce). To czyni z tej ksiazki pozycje wartosciowa nawet dla tych, ktorych Kambodza w ogole nie interesuje.
Tez slyszalam, ze ludzie nie chca za bardzo mowic o tamtych wydarzeniach, ciekawa jestem, czy bede miala okazje sama sie o tym przekonac, ale nietaktowne wydaje mi sie pytanie o to ludzi wprost...
-
Gość: Traube, *.blg-stadsnat.ias.bredband.telia.com
2012/12/14 18:29:56
Jedna uwaga.
"Cel był słuszny, co do tego nie ma żadnych wątpliwości."
Naprawdę tak uważasz?
Nie masz wątpliwości, że cel pod postacią zbudowania nowego społeczeństwa poprzez fizyczne zniszczenie starego społeczeństwa, był słuszny?!
Przecież zbrodnie Czerwonych Khmerów nie były jakimś niezaplanowanym wypadkiem przy pracy albo skutkiem ubocznym, ale istotą tego planu.
A cóż to za wspaniały cel się jawił na horyzoncie?
Zuniformizowane społeczeństwo bezklasowe, żyjące na wsi, stosujące się ślepo do nauk komunistycznych bandziorów - przecież to był cel ten zgrai morderców.
Wydaje mi się, że nie do końca przemyślałaś to zdanie...
Pozdrawiam,
-
2012/12/15 11:35:51
@Traube, cel to sam cel, bez uwzględnienia środków. Twoje zdanie o celu, a potem uwaga o efekcie wskazują właśnie na nieprzemyślany komentarz. Moje zdanie dotyczy wyłącznie celu, bez przyglądania się planowi realizacji, który Ty uwzględniasz. Cel budowy nowego społeczeństwa, nieopartego na wyzysku (bo powiedzmy sobie szczerze, Sihanouk aniołem nie był) był słuszny i naprawdę tak uważam. Inna sprawa, że społeczeństwa idealnego nie da się stworzyć, to utopia.
-
Gość: misssunssshine, *.toya.net.pl
2012/12/17 23:19:29
Chihiro! Przez ostatnie pół roku błądziłam, po świecie, w swojej głowie, internecie i nie składało się nijak bym znów trafiła na Twego bloga i po tej burzy, na spokojnie, usiadłam w moim ulubionym kącie i znów jestem. Cieszę się jak na pierwszą gwiazdkę (:

Miło znów Cię czytać!
-
2012/12/18 03:40:29
@Misssunshine, Twoje eskapady w głąb świata i siebie brzmią fascynująco, mam nadzieję, że burza minęła i pozostawiła spokój, lub - jak wolisz - by tylko na chwilę ustała. Bardzo mi miło, że znów tu zajrzałaś i podczytujesz :) Pozdrawiam serdecznie!
-
2012/12/18 21:29:30
Bardzo chciałabym przeczytać tę książkę. na razie w najbliższych planach mam jeszcze książkę reportażysty Spiegla "Killing fields". Mnie było bardzo niezręcznie pytać wprost o ten okres historii, ale nasz, skądinąd cudowny i inteligentny bardzo kierowca tuktuka, bardzo duzo opowiadał o historii dawnej i o współczesnej Kambodży. Wszyscy nasi rozmówcy byli bardzo przepełnieni dumą - zwłaszcza z rozwoju kraju, z tego, jak dużo dzieci się rodzi, z Angkor i dawnej kultury. Bardzo żałuję, że już pewnie nigdy nie spotkam tego kierowcy - był absolutnie wyjątkowy.
-
2012/12/19 01:51:05
A więc Wasz cel to Kambodża, jestem strasznie ciekawa Twoich wrażeń (jak zawsze... :)).

Książka od dłuższego czasu jest na mojej liście, zastanawiam się jedynie, czy nie powinnam najpierw uporządkować swojej wiedzy o Kambodży i tragedii, jaka spotkała ten naród. Mam pewną wiedzę na ten temat, ale jednak nie usystematyzowaną i myślałam, że może ta książka właśnie trochę mi w tym pomoże. Twoja recenzja bardzo mnie do niej zachęciła, ale pewnie dobrze byłoby w moim przypadku najpierw przeczytać coś, nie wiem, jak to ująć, prostszego w odbiorze? Bardziej przejrzystego i uporządkowanego? Muszę się zastanowić. Tak więc na pewno "Uśmiech Pol Pota" przeczytam, ale lekturę przenoszę na czas dalszy :)
-
2012/12/19 06:09:58
@Abielo, mysle, ze "Usmiech Pol Pota" by Cie usatysfakcjonowal, szczegolnie, ze bylas juz w Kambodzy, znasz historie i widzialas jak kraj wyglada. Fantastycznie, ze trafiliscie na takiego wspanialego kierowce, mam nadzieje, ze ja tez bede miala okazje, by rozmawiac z ludzmi (z reguly mam, wiec licze i na dobre zrzadzenia losu, czy jak to zwal). Ja chyba tez bylabym dumna z Kambodzy, choc to wciaz bardzo biedny kraj i nekany wieloma problemami.

@Mandzurio, tak, spedzimy dwa tygodnie w Kambodzy, a po drodze pare godzin w Seulu, a w drodze powrotnej poplyniemy Mekongiem do Wietnamu i dwa dni spedzimy w Ho Chi Minh City - dla mnie za malo, mam wielka ochote wybrac sie do Wietnamu osobno i zwiedzic ten kraj, ale na dobry poczatek "lizniecie" stolicy musi wystarczyc.

Wydaje mi sie, ze spokojnie mozesz zaczac poglebiac swoja wiedze o Kambodzy od tej ksiazki - nie jest dla czytelnikow, ktorzy maja duza wiedze o tym kraju, choc z pewnoscia tacy tez sie nie zawioda (jak napisalam, jest dla wymagajacego czytelnika, zwlaszcza, ze wiele poruszanych kwestii etycznych jest uniwersalnych). Nie jest tez trudna w odbiorze, tzn. zagadnienia sa trudne, ale ksiazka napisana jest w sposob przystepny. Jesli ja nie mialam problemow, to Ty takze nie bedziesz miala :)
-
Gość: Namascar, *.online.com.kh
2012/12/20 17:10:14
Uwielbiam Twoj blog, czytam od jakiegos czasu. Twoja notka o Kambodzy "zmusila" mnie do pozostawienia komentarza bo wlasnie przebywam w Kambodzy (ale nie na dlugo juz:-(. Pracuje w tej o to organizacji (www.guardian.co.uk/culture/2012/mar/28/cambodia-art-of-survival). Mam nadzieje, ze zainteresuje Cie artykul. Ksiazke Petera tez czytalam i mam ochote przeczytac jeszcze raz.
-
2012/12/21 05:54:32
@Namascar, dziekuje, ze znasz i czytasz :) Dziekuje za link do artykulu, przeczytalam z wielkim zainteresowaniem i podziwem dla artystow, ktorzy przywiazuja wielka wage do podtrzymania i rozwoju kultury w Kambodzy w obliczu duzych trudnosci. Jak wyglada praca w tej organizacji?
Pozdrawiam serdecznie :)
-
Gość: Namascar, *.pool-118-173.dynamic.totbb.net
2013/01/19 16:14:55
Ciesze sie, ze podobala Ci sie Kambodza. Ja teraz podrozuje po Azji Poludniowo-Wschodziej po zakonczeniu mojego wolontariatu w Cambodian Living Arts. Pracowalam w dziale finansowo-ksiegowym (zgodnie z moim wyksztalceniem) pomagajac i doradzajac w zmianach jakie planuje CLA (przejscie z organizacji charytatywnej do samo-finansujacej sie organizacji). Praca mnie satysfakcjonowala ale po pracy czekalo mnie jeszcze wiecej wrazen. Obejrzalam wszystkie tradycyjne spektakle, wystawy organizowane przez CLA, uczylam sie tradycyjnego khmerskiego tanca, uczestniczylam w Kambodzanskim Festiwalu Filmowym...Phnom Penh calkowicie mnie zaabsorbowal.

Spedzilas Swieta na Koh Rong? Bylam na tej wyspie i mialam zamiar wrocic w okresie Swiatecznym. Pojechalam jednak do polnocno-wschodniej Kambodzy w kierunku Laosu. Pytam bo twoje plany swiateczne wywolaly usmiech na mojej twarzy... Czy to nie dziwne? Wylawiasz czyjes mysli spisane na blogu z setek innych stron i czytasz je z coraz wiekszym zainteresowaniem...A tu bylo tak blisko, zeby przypadkiem fizycznie otrzec sie gdzies na plazy w Koh Rong...
Pozdrawiam serdecznie i czekam na wpisy:-)
-
2013/01/24 07:25:32
@Namascar, dziekuje za informacje, bardzo ciekawie brzmi Twoja praca i misja, jaka mialas tam do spelnienia. Wspaniale tez, jak widac, spedzalas czas wolny. Chcialabym spedzic w Phnom Penh chocby pare dni, tak sie zlozylo, ze bylismy tam wlasciwie nawet niecaly dzien, tzn. wieczor i poranek dnia nastepnego, a to duzo, duzo za malo. Troche zakupow, troche spacerow, wizyta w S-21 i zwiedzanie Srebrnej Pagody i tyle. Pozostal niedosyt.

Swieta, ktorych nie obchodze, spedzilam w Angkorze, a na Nowy Rok bylam na Koh Ta Kiev, nie na Koh Rong (cos mi sie pokrecilo jak pisalam notke). Tam byla tylko nasza mala grupka przyjaciol i kilka innych osob, bo hoteli na Koh Ta Kiev nie ma (tylko te nasze proste domki na drzewach). Byl spokoj, beztroska i dolce far niente :)
Wpisy beda na pewno, ale poki co codziennosc mnie absorbuje (ale nie narzekam, lubie ja ogromnie i praca mnie pochlania). Prosze o cierpliwosc, pozdrawiam i zycze cudownego podrozowania! W polnocno-wschodnie rejony tez bardzo chcialabym pojechac... Mam nadzieje, ze kiedys sie uda :)
-
2013/02/07 13:41:57
Jeżeli dobrze pamiętam, prawdziwa fabryka była Pepsi, ale nie chcieli być w filmie, więc podmieniono na Coca-Colę. W temacie Kambodży (i o tym też) dość ciekawe jest 'Swimming to Cambodia' Spaldinga Greya - częściowo o kręceniu Killing Fields, częściowo o wielu innych rzeczach.