visit tracker on tumblr

Blog > Komentarze do wpisu
Work hard, play hard

Po raz pierwszy w życiu mogę powiedzieć, że ubóstwiam moją pracę i nie zamieniłabym jej na żadną inną. A jednak jakieś nauczycielskie powołanie kryło się we mnie... Uciekłam, mam nadzieję, że na dobre, od znienawidzonego "biura" do pracy, która jest wymagająca, nakazuje ciągłą koncentrację, ale sprawia tyle radości, że budzę się z uśmiechem i po 10 godzinach lekcji mam ochotę śmiać się i śpiewać na głos w metrze. Nauczam angielskiego w prywatnej szkole językowej w Tokio, w Akihabarze, małym, spokojnym studio, do którego przychodzą tak różni klienci, że nie sposób się nudzić. Moja szkoła ma ok. 35 filii w mieście i jeszcze więcej w innych miastach japońskich i chyba jest największą w Japonii. Oferuje lekcje indywidualne - grupowe nauczanie angielskiego generalnie nie sprawdza się w Japonii. Każdy instruktor ma elastyczny czas pracy, sam decyduje w jakie dni i w jakich godzinach pracuje, kiedy bierze urlop i na jak długo. Mnie to niezmiernie odpowiada, męczyłaby mnie praca codziennie od-do, czego zdążyłam w moim życiu doświadczyć, wolę być panią własnego czasu, pracować wieczorami (zwykle do 22:00), kiedy jestem najaktywniejsza i najlepiej funkcjonuję, za to wysypiać się do 9 rano i zaczynać koło południa. Klienci wykupują pakiety lekcji (od kilkunastu po powyżej setkę, ile kto chce) i rezerwują sobie lekcje, kiedy im odpowiada i z którym instruktorem chcą się uczyć (o każdym mogą sobie poczytać na stronie i zobaczyć jego zdjęcie) - każdą lekcję z osobna, nawet na pięć minut przed rozpoczęciem lekcji. Nikt nie jest przypisany do stałego czasu zajęć i instruktora, nie ma żadnego układania sobe życia wokół kursu językowego, co jest taką zmorą we wszystkich krajach, w których mieszkałam. Zaczęłam pracować dopiero trzy tygodnie temu, ale już obwołano mnie najpopularniejszą instruktorką w studio. Klienci pchają się na moje lekcje, specjalnie wybierają zajęcia właśnie ze mną, doradcy klienta polecają mnie zarówno początkującym jak i zaawansowanym biznesmenom. Mam już swoich adoratorów, m.in. młodego chłopaka (który ma żonę i dwuletnią córeczkę), który dopiero co zapisał się na lekcje w zeszłym tygodniu, a już uczył się u mnie sześć godzin w tym tygodniu i zarezerwował ze mną lekcje w styczniu. Po każdej lekcji klient może wystawić instruktorowi ocenę (1-5) i dopisać komentarz. Moje oceny są w przeważającej większości z tych najwyższych. Daję z siebie wszystko i lekcje ze mną zawsze pozostawiają klientów w świetnym humorze, z poczuciem, że dużo się nauczyli. Komentarze, które dostaję, bardzo mnie cieszą. Najbardziej rozbawił mnie ten o mniej więcej takiej treści (podobno trudno było przetłumaczyć, bo nawet po japońsku sposób sformułowania myśli był mętny): "Instruktorka prowadziła lekcję w tak dobry sposób, że nawet mimo mojego niskiego poziomu i fatalnej znajomości angielskiego lekcja była w stanie się odbyć" :)))

Kto do mnie przychodzi? Olbrzymia większość to mężczyźni. Tak już jest, że kobiety (tych generalnie jest mniej wśród klientów) wybierają przeważnie męskich instruktorów, a mężczyźni wolą uczyć się z kobietą, zwłaszcza drobną, blondwłosą i - co mi wiele osób powtarza, a co mnie zaskakuje - supersłodką. "Supersłodki" wygląd (którego ja zupełnie tak nie postrzegam u siebie) fajny jest jako zmyłka, bo potem - zwłaszcza z zaawansowanymi klientami - potrafię prowadzić dyskusję na poważne tematy: o klasyfikacji ubezpieczeń, poszanowaniu praw człowieka w Chinach, sposobach użytkowania satelitów, przyczynach upadania i rozwoju narodów, reinkarnacji i buddyzmie, aplikacjach na iPhone, pozwalających własnoręcznie badać swój stan zdrowia, klasyce japońskiego kina itd. Przydaje się czytanie "Economista". Specjalnie głębokie te rozmowy nie są, ale wystarczą, by wprowadzić odpowiednie słownictwo i dopasować lekcje do potrzeb i zainteresowań klientów. 

Klienci trafiają mi się całkiem zwyczajni: sprzedawca automatów z napojami, księgowy, miałam trzech pracowników firmy tytoniowej, gospodynie domowe (jedna starsza pani zdradziłaby, że chciałaby mieć taką wnuczkę jak ja - a ja poleciłam jej filmy Mikio Naruse, których nie znała). Niektórzy mają fascynujące zawody. Do moich ulubieńców należy przesympatyczny, szalenie dociekliwy, rewelacyjnie ubrany (żona wybiera mu wszystkie ubrania, chciałabym zobaczyć jej szafę...) młodziutki chłopak zajmujący się designowaniem satelitów. Bardzo lubię pewnego wiecznie roześmianego stomatologa, któremu pomogłam wybrać drukarkę, której faktycznie potrzebował. Fajnie rozmawia mi się z pewnym studentem ostatniego roku, który opowiada mi zawsze o spotkaniach informacyjnych firm, u których chce pracować (na pierwszy plan wybijają się Nikon i NASA) i który wpada do mnie na lekcje po spotkaniach ze swoją dziewczyną. Fascynujące dwie lekcje miałam z menedżerem ubezpieczeniowym, przystojniakiem jakich nawet w Japonii mało, który po godzinie rozmowy o ubezpieczniach przyznał mi się, że on przez ostatnie 30 lekcji rozmawiał niemal tylko o swojej pracy, ale przy mnie wreszcie poczuł się gotowy nadrobić swoje braki w umiejętności prowadzenia rozmowy na inne tematy, więc przez kolejną lekcję rozmawialiśmy o malarstwie impresjonistycznym i podróżach do Francji i Włoch (to jego zainteresowania - zdradził mi, że zarabia ogromne pieniądze i może sobie pozwolić na wakacje w obu krajach i wynajęcie prywatnej plaży i posiadłości). Trafiła mi się słodka dziewczyna, wyglądająca na jakieś 14 lat, ubrana jako Gothic lolita, w czarne koronki i falbanki, z dwoma kucykami i aparacikiem na zębach, która studiuje na Tokyo University i opracowuje rewolucyjny język komputerowy, który w przyszłym roku będzie prezentować na międzynarodowych konferencjach. Teraz patrząc na te kiczowato ubrane małolaty w Harajuku czy Shibui będę miała moją uczennicę przed oczami... Wczoraj przyszła do mnie bardzo ciekawa dziewczyna, pragnącą podszkolić angielski, by móc rozumieć seminaria swojego guru medycyny alternatywnej w Indiach, bo w tej chwili ma z tym trudności. Dziewczyna była kiedyś płetwonurkiem, ale zachorowała na chorobę dekompresyjną (ang. 'bends') i ukrywała to przed rodzicami z olbrzymim wysiłkiem. Teraz tylko niekiedy odczuwa ból w lewej połowie ciała, ale zyskała niesamowite poczucie, że może mieć kontrolę nad sobą, własnym ciałem i umysłem. Jest mocno uduchowiana, z matki katoliczki i ojca buddysty, rozmawiałyśmy więc o buddyzmie i religiach w ogóle, o karmie i energii (ona wybrała mnie przez moje wspomnienie w profilu na stronie internetowej wiosek himalajskich) i przyznała, że czuje bijącą ode mnie ciepłą energię. Fantastyczna jest ta różnorodność lekcji - dopiero co uczę kogoś, jak opisywać lokalizację i tłumaczyć jak gdzie dojść, a zaraz potem mogę rozmawiać na metafizyczne tematy, używając wysoce abstrakcyjnego słownictwa, które akurat ta dziewczyna rozumiała w locie... 

Przyszedł do mnie wreszcie prawdziwy dziwak. Mężczyzna pracuje w jednej z podtokijskich miejscowości w muzem techniki i na lekcje do mojej szkoły (aczkolwiek różnych filii, moja istnieje dopiero od października) chodzi od wielu lat. Wybiera wyłącznie kobiety instruktorki, co od razu spowodowało, że pomyślałam: oho, to nie będzie typowy klient. Faktycznie, po króciutkim small talku, wyjął kartkę i powiedział: "And now communication time" ("A teraz czas na komunikację"), a ja w myślach wywróciłam oczami. Zaczyna się... Facet miał przygotowany interview dla mnie! Całą godzinę zadawał mi pytania, a jego angielski był bardzo słaby, zbyt słaby, byśmy mogli sobie porządnie porozmawiać. Pytał mnie, co robiłam przed tą pracą, co studiowałam, gdzie pracowałam, dlaczego pracuję jako nauczycielka (niemal jak na rozmowie kwalifikacyjnej), jakie aspekty życia w Japonii mi się podobają, co lubię robić w czasie wolnym, a nawet... gdzie mieszkają moi rodzice. Opowiadałam mu o "Archipelagu", a on przyznał, że w ogóle nie czyta - koncept pisma online wyłącznie o książkach był dla niego niepojęty, dopytywał mnie kilka razy, co w ogóle można o książkach pisać (!). Szybko odniosłam wrażenie, że mężczyzna cierpi na jakąś odmianę autyzmu, jego sposób komunikowania się był mocno upośledzony i jego słaby angielski nie miał tu nic do rzeczy. On nie rozumiał uczuć, o czym się momentalnie przekonałam. Próbowałam żartować, ale na nic się to zdało. Mnie cała ta sytuacja bawiła, ale była też dość męcząca. W końcu przyznał, usatysfakcjonowany moimi odpowiedziami, że teraz koniec komunikacji i możemy przejść do ćwiczeń z książki :) 

Zbieram sobie małe anegdotki o moich klientach, śmieszne powiedzonka, czasem zadziwiające informacje, podane w specyficzny sposób... Kilka dni temu wprowadziłam jednemu klientowi słówko "empty" ("pusty") zamiast "void" (też "pusty" lub "niewiążący", ale w innym kontekście, a chodziło o puste i zatłoczone pociągi - znał "void", a nie znał "empty"). Wyjaśniłam znaczenie, a on na to: "To tak jak moje serce do mojej żony... bardzo ciężko...". Na moment mnie zatkało i mogłam tylko mruknąć, kiwając lekko głową, po pełnej respektu dla tego wyznania parusekundowej ciszy. Uwielbiam obserwować, jak Japończycy otwierają się przede mną. Jak niektórzy narzekają na tatemae w swojej pracy, jak odważnie zwierzają się między słowami ze swoich problemów w związku (jeden młody chłopak nie chodzi z kolegami po pracy na drinki, bo żona nie pozwala, nie wolno mu też wychodzić z nimi na lunch, bo ona przygotowuje mu bento box, a on daje się wcisnąć pod pantofel i nie myśli chyba, by się zbuntować). Niektórzy pokazują mi zdjęcia swoich dzieci, uduchowiona dziewczyna wyciągnęła nawet swój amulet, by mi go zaprezentować. Wychodzi na jaw krytyka japońskiej kultury i mentalności Japończyków ze strony moich klientów. Nie zliczę ile osób narzekało mi na brak poczucia humoru u Japończyków i duszenie wszystkiego w sobie. Świetnie, że chociaż lekcje ze mną zapewniają niektórym pewnego rodzaju wentyl, przez który mogą wyrazić co myślą - a do tego w obcym języku, w którym łatwiej zdobyć się na dystans...

wtorek, 18 grudnia 2012, chihiro2

Polecane wpisy

  • Pokorny liść, jeden z wielu

    Całymi garściami znoszę liście do domu. Wystarczy pojechać rowerem w dzień wolny od pracy do pralni odebrać górę koszul, by wrócić z naręczem złocistych liści m

  • Japoński urzędnik

    Ostatnio zmuszona byłam załatwić parę spraw urzędowych, bo biurokracja tu rozwinięta jest chyba na podobnym poziomie co w Polsce lub we Francji. W Wielkiej Bryt

  • Tokio bardzo zwyczajne

    Wolontariusze w Omotesando rozdający uściski - każdy może podejść i dać się uściskać :) Oswajam Tokio. To miasto, jak już się zorientowałam, które da się kochać

  • Tokio

    Wczoraj po pokonaniu 1200 km w rekordowym czasie 8 godzin (część „normalnym” ekspresem, a część shinkansenem, gdzie momentami pociąg osiągał 325km/h

  • Tokio

    Od wczoraj biegamy po mieście, aby zobaczyć jak najwięcej, poniżej trochę zdjęć… Wczoraj po pokonaniu 1200 km w rekordowym czasie 8 godzin (część „n

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/18 10:08:25
Świetnie się czyta, niemal jak fragment książki - może kiedyś taka powstanie?:)

Czytając o jednej uduchowionej dziewczynie, przypomniałam sobie, że trafiłam na Twojego bloga szukając czegoś o Tenzin Palmo;)

Cieszę się i gratuluję zadowolenia:)
-
2012/12/18 10:25:22
@Pani_la_mome, dziękuję, ale książka chyba nie powstanie - nie mam zamiaru nikogo zanudzać moimi osobistymi historiami, a do pisania czegoś, co by wniosło nową jakość, o Japonii nie czuję się wystarczająco kompetentna. Na blog spokojnie mi wystarczy treści, ale książka to by było większe zobowiązanie wobec czytelników.

Tenzin Palmo! Fascynujące, że przez nią tutaj trafiłaś. Dlaczego szukałaś czegoś o niej, jeśli mogę spytać?
-
2012/12/18 10:53:07
Tak podejrzewalam, ze to GABA. Mam nadzieje, ze twoje doswiadczenie z ta "przemialowka" bedzie bardziej pozytywne niz 99.99% ich instruktorow. W Gabie wiekszosc ludzi dostaje wize (zatrudnia kazdego, kto ma puls i potrafi cos wydukac po angielsku) i potem szuka lepszych opcji, bo ta firma, jesli to GABA, gdzie pracujesz, to najwiekszy zart (szczegolnie pod wzgledem pensji) w branzy eikaiwowej, jaki istnieje.
-
2012/12/18 11:01:32
@Nawsiwjaponii, pracowałaś u nich, że tak piszesz? Szukałaś u nich pracy? Ta firma nie zatrudnia każdego, na moim spotkaniu informacyjnym byli native speakerzy, którzy nie dostali pracy, w internecie też czytałam żale tych, którzy pracy u nich nie dostali. Żart nie żart, ja nie narzekam, także nie na pensję - na szczęście finansowo powodzi nam się lepiej niż znakomicie i nie dla pieniędzy tam pracuję (szczególnie, że mam także lekcje prywatne i w godzinę mogę zarobić tyle, co przez pół dnia pracy w Gabie). Ja mam niewielkie wymagania finansowe, a cieszy mnie szalenie kontakt z ludźmi dorosłymi - i w życiu nie chciałabym pracować z dziećmi i nastolatkami, szczególnie nie przez 5 dni w tygodniu od poniedziałku do piątku. W tej chwili pracuję 4 dni w tygodniu i jestem szczęśliwa :) I nie obchodzi mnie, szczerze mówiąc, że według Twoich rachunków 99,99% instruktorów ma z tą firmą negatywne doświadczenie (ciekawe, swoją drogą, jak doszłaś do tego wyniku?).
-
2012/12/18 12:45:20
Niesamowicie mnie inspiruja Twoje notki, podziwiam to, jak potrafisz we wszystko gleboko wniknac i o zywklych rzeczach pisac tak interesujaco... Zazdroszcze Ci wytrwalosci i cierpliwosci w poznawaniu innych swiatow (i w ich opisywaniu). Mam nadzieje, ze kiedys tez tak bede potrafila :) Chcialabym miec Twoje zapiski w wersji papierowej, zeby je czytac powoli i sie rozkoszowac, o tak : fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/148917_442611609137470_1198316377_n.jpg

Ciesze sie, ze Ci sie podoba praca nauczycielska - ja wprawdzie wole pracowac z maluchami, ale przypuszczam, ze satysfakcja jest podobna. I tez to mam, ze jak ide do nich, to usmiech sam mi sie pojawia na twarzy ;)
-
2012/12/18 13:21:15
Chihiro nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale właśnie popełniłaś najzabawniejszy wpis jaki czytałam na tym blogu :)
-
2012/12/18 21:33:07
Genialna jesteś i Ty, i Twój wpis. Od dawna podziwiam Twoją zdolność nieskrępowanych kontaktów z ludźmi, mnie jej brakuje niestety:(
Cudownie, że praca nauczycielki sprawia ci tyle radości. Wyobrażam sobie, że miałabym podobną satysfakcję z nauczania niemieckiego - ale właśnie dorosłych i najchętniej na poziomie konwersacyjnym:)

A skądinąd, czy to nie ekscytujące, że niebawem będziemy tak niedaleko od siebie? Kiedy wylatujecie? My już pojutrze:)
-
2012/12/19 01:26:20
Och, jak czytam o Twoich doświadczeniach z nauczaniem, to tęsknię za nim, tak w szerszym wymiarze, bo bardzo wiele odczuć miałam zbliżonych (choć oczywiście specyfika była i jest inna, kiedy jako Polka uczę Polaków, co nie jest narzekaniem z mojej strony - tylko takie warunki znam i bardzo mi się już podobały, pewnie nauczanie obcokrajowców byłoby dla mnie jeszcze ciekawsze, kto wie, może się kiedyś nadarzy okazja? :)) i istnieje możliwość, że do nauczania w pełniejszym wymiarze powrócę już całkiem niebawem. Podoba mi się bardzo, jak opisujesz swoje relacje z uczniami, każda lekcja jawi się jako fascynująca okazja do poznawania ludzi, ich mentalności, kultury. Mam nadzieję, że będziesz miała samych takich ciekawych uczniów i wiele ciekawych rozmów i lekcji :) Praca, która jest też hobby, która daje satysfakcję, co może być lepszego :)
-
Gość: Donna, 101.166.34.*
2012/12/19 05:18:17
Uwielbiam tu wpadac, szczegolnie jak piszesz o "zwyczajnych niezwyczajnych" ludziach, dzieki Tobie latwiej mi mentalnie podrozowac. Dziekuje.
-
2012/12/19 06:32:21
@Justynko, dziekuje :) Moze tak pisze, bo mnie malo co nudzi i zwykle rzeczy wydaja mi sie fascynujace... Nie lubie tez narzekac, uwazam, ze dostaje od zycia tyle, ze moge czerpac garsciami i wciaz jeszcze tyyyylw jest do wziecia! W sumie wszystko to kwestia nastawienia, a ja sie wiele lat uczylam, ze szklanka jest do polowy pelna, a nie pusta, i teraz moge powiedziec, ze absolutnie we wszystkich umiem znalexc dobra strone (ba, wiele stron!). Na pewno Ty tez tak mozesz, to calkiem proste :) Wazne, by czerpac radosc z kazdego momentu zycia, bo kazdy jest wyjatkowy, nawet ten najzwyczajniejszy.
Wspaniale, ze Tobie praca z dziecmi tez sprawia wielka radosc! To rewelacyjne uczucie lubic co sie robi, prawda?

@Czaro, nie zdawalam sobie z tego sprawy, ale bardzo mnie to cieszy, ze udalo mi sie Ciebie rozbawic :)

@Abielo, nie zawsze tak bylo, kiedys stronilam raczej od ludzi i uwazalam sie na introwertyczke. Ale to sie zmienilo z czasem i dostrzeglam, jak fascynujacy sa ludzie i jak potrafie sie z nimi obchodzic - wymaga to oczywiscie troche praktyki i teraz tez mam dni, ze nie chce mi sie nikogo widziec i mam ochote siedziec w domu. Czasem trzeba sie zresetowac :)
No wlasnie dorosli w moich oczach przebijaja dzieci i nastolatkow, sa zwyczajnie ciekawsi dla mnie. Mysle, ze takze odnalazlabys sie w roli nauczycielki, widze Cie jako nauczycielke rozmawiajaca z ludzmi :)

Ekscytujace, zgadzam sie :) Tak daleko byc, a tak blisko... My wylatujemy w sobote. Udanej podrozy i wspanialego wypoczynku! Popakowalas prezenty dla dzieci?
-
2012/12/19 06:38:43
@Mandzurio, och wiem, jak Tobie tez nauczanie sprawia radosc! Jest w tym cos naprawde fascynujacego, w tym poznawianiu drugiego czlowieka dzieki odpowiedniemu kontekstowi, prawda? Zycze Ci, bys kiedys nauczala tez obcokrajowcow, to daje fantastyczny wglad w kulture - w jakich innych okolicznosciach mialabym okazje porozmawiac z kilkudziesiecioma Japonczykami w ciagu trzech tygodni? (no, moze jeszcze jako hostessa, ale wole moja prace, przynajmniej nie musze pic alkoholu w pracy :)). Dla mnie kazdy klient jest taka swieza ksiazka do otwarcia i przeczytania, pasjonuja mnie te "lektury" :)
Wlasnie, co moze byc lepszego niz praca stanowiaca hobby? Na szczescie na niedobor hobby nigdy nie narzekalam i nauczanie - o ktorym jeszcze pare lat temu nie chcialam nawet slyszec - teraz tez jawi mi sie jako hobby :)

@Donna, dziekuje bardzo, ciesze sie, ze wpadasz i mam nadzieje, ze bedziesz tu zagladac regularnie :) O zwyczajnych-niezwyczajnych ludziach na pewno bede nie raz pisac, bo wiele takich osob poznaje i uwazam, ze warto o nich pisac.
-
2012/12/19 09:11:22
Dlaczego Tenzin Palmo?

Odczuwam "pociąg" do pustelników. Zafascynowała mnie jej duchowość, droga. Zaciekawiło to jak wypowiada się na temat buddyzmu i miejsca kobiety w tej religii - nawet tam kobieta ma mniejsze prawa - a więc wątek feministyczny;).
Wypowiada się z taką łagodnością, to cecha właściwa pustelnikom.

Dla mnie właśnie wieś jest rodzajem pustelni. Potrzebuję takiego odosobnienia, nie wiem na jak długo.

Pozdrawiam i ...szkoda, że książka nie powstanie:)
-
2012/12/19 18:05:10
Dobrze mowi , nalac jej sake ;]
Powiem krotko - nie mogla oderwac sie od tego tekstu .Pozdrawiam .
-
2012/12/19 23:22:57
Ja to widzę na moich lekcjach portugalskiego, jak wspaniale się rozumiemy z nauczycielką, ile mamy wspólnych tematów i jaką radość sprawia jej odkrywanie mnie:) I praktycznie rozmawiamy na dość trudne i skomplikowane tematy, choć moja znajomość języka nie zawsze do nich przystaje. Wyobrażam sobie, że właśnie takie indywidualne nauczanie języka byłoby dla mnie niezmiernie fascynujące - lekcja indywidualna, ciekawy temat a przy okazji wprowadzamy słownictwo czy jakiś tam problem gramatyczny.

Co do zagadywania ludzi, to ja szczególnie w Azji mam ciągle w tle głowy taką myśl, że to tak odmienna kultura, że muszę uważać, by jakoś nie urazić. Wiadomo mam pod ręką dzieci, które rozwiązują każdy język ale ja po prostu nie potrafię wypytywać - zazwyczaj kończy się na tym, że ja zostanę wypytana, a o rozmówcy nie wiem nic. Nie nadaję się też zupełnie do small talku, poważne rozmowy chętnie ale blabla o wszystkim - nie.

Prezenty właśnie zapakowałam:)
-
2012/12/20 01:54:58
@Pani_la_mome, ja także, choć osobiście do pustelni jeszcze nie dojrzałam (albo może chwilowo nie odczuwam potrzeby, by jej szukać). Może kiedyś, za kilkadziesiąt lat, albo w przyszłym życiu nadejdzie czas na pustelnię.
Tenzin Palmo jest niebywałą kobietą, baaaardzo ciekawie pisze o roli kobiety w buddyzmie, jak zauważyłaś, aczkolwiek porusza to zagadnienie w obrębie zaledwie paru szkół buddyzmu, nie filozofii jako całości (i właśnie u niej to w dużej mierze też religia, a nie filozofia).
Pozdrawiam serdecznie!

@Royal-blue, a mogę prosić o umeshu? Bo nad najlepsze nawet sake zawsze preferuję umeshu :)
Pozdrawiam ciepło i cieszę się, że jesteś kolejną osobą, którą tekst zainteresował.

@Abielo, o ile tylko uczący się języka chce rozmawiać, bariera językowa nie jest taka straszna. Gorzej jak ktoś porozumiewa się tylko półsłówkami albo zamiast mówić kiwa głową (miałam takie typy, wtedy trzeba się natrudzić, by rozwiązać język). I fantastyczne, jak coś klika między nauczycielem a uczącym się, tak że czujesz, iż prywatnie mogłabyś się z tą osobą zaprzyjaźnić :) A czasem przy najlepszych chęciach nie ma tej więzi porozumienia i lekcja, choć może być dobra, pozbawiona jest tej magicznej aury, która nadaje urok zwykłym ćwiczeniom.

Ja mam jeszcze mizerne doświadczenie z poznawaniem Azji, ale pomału zdobywam go więcej. W Indiach nie mam problemu z zagadywaniem ludzi, pytam o wszystko, co mnie interesuje, a ludzie tam w dużej mierze są tak bezpośredni, że właściwie nie odczuwałam nigdy, żeby istniały jakieś tematy tabu. Dla mnie to bajka, ale i tak staram się wyczuć, o co mogę pytać, a o co raczej nie wypada i unikam drażliwych historycznych czy politycznych kwestii, chyba że rozmówca sam pokazuje, że ma ochotę o nich mówić. Ale łatwiej też pytać o zjawiska ogólne, trudniej o osobiste historie i uczucia, a rzadko kiedy bywa się z rozmówcą sam na sam. A w small talku, hi hi, praca nauczyciela świetnie przygotowuje, bo na początku lekcji zawsze prowadzę taki small talk przez 5 minut (czasem dłużej, jak się klient rozgada) :)
Udanej podróży!
-
2012/12/21 14:42:48
To wspaniałe, że odnalazłaś się w swoim nowym zawodzie i praca przynosi Ci same pozytywne wrażenia. Sam tekst jest tak lekki i optymistyczny, że się uśmiechałam podczas czytania a i doskonale rozumiem Twoich uczniów, których przybywa. Wydaje mi się, że często praca nauczyciela kojarzy się z mozolnym przebijaniem się do niechętnych uczniów od pon do pt a tymczasem wcale nie musi to tak wyglądać :) Oby tak dalej!
Serdecznie pozdrawiam!
-
Gość: Nyja, *.hsd1.fl.comcast.net
2012/12/22 04:57:52
Bardzo ciekawy wpis i blog, gratuluje i dziękuje za pracę, którą Pani w niego wkłada.
Rozumiem, że nie mieszka Pani w Polsce od dłuższego czasu, ja też nie mieszkam, czytam i rozmawiam w większości po angielsku. Rozumiem także, że czasem łatwiej oddać istotę tego co się myśli używając angielskiego słowa i wyrażenia, ale to coś: "młodziutki chłopak zajmujący się designowaniem satelitów" brzmi po prostu źle. Istnieje polskie słowo 'projektowaniem' i znaczy dokładnie to samo, a nie brzmi obco, nie wybija się dziwacznie na tle reszty zdania. Być może polski język jest uboższy niż angielski, ale nie aż tak.
Bardzo proszę tej krytyki nie brać mi za złe. Pani blog jest na wysokim poziomie i to słowo jakoś nie współgra z resztą bardzo dobrego wpisu.
-
Gość: lox_halcyon, *.suw.static.3s.pl
2012/12/24 10:34:37
Rzeczywiście, wpisy takie jak ten przypominają dlaczego wciąż warto "tracić czas" na Twój blog (-:. Nawet przy wigilijnym biurku zawalonym papierami. Pozdrawiam!
-
2013/01/01 18:59:06
Fajnie się czyta takie rzeczy. Udało Ci się spełnić swoje marzenia, a zawsze powtarzałem, że nauka nie idzie w las. Dzięki niej to co osiągnęłaś w Japonii jest wielkie. Ten kraj chciałoby zobaczyć wiele osób, nawet ja. Jestem zafascynowany krajem kwitnącej wiśni. Ludzie są tam uprzejmi,uśmiechnięci i weseli. Dobrze o tym wiem, bo swego czasu chroniłem ambasadę Japonii w Polsce. Jak już sobie zdobyłaś szacunek w Japonii będzie Ci łatwiej i dalej musisz trzymać ten poziom. Polak potrafi.
-
2013/01/08 04:35:49
@Malami, wiesz, jest różnica między nauczaniem ludzi, którzy sami z siebie chcą się uczyć, a nauczaniem uczniów, szczególnie niepełnoletnich, którzy są zmuszeni się uczyć. Ja bym chyba zwariowała z nastolatkami w szkole od pon do pią - taka rutyna to nie dla mnie, a tutaj klasy sa podobno dość duże. I sporo mówi o tutejszym systemie edukacji angielskiej fakt, że większość uczniów po 6-8 latach nauki nie potrafi sklecić prostego zdania po angielsku (!). Ośmioletnie dzieci w Kambodży po roku nauki w równie przepełnionej szkole, bez takich pomocy naukowych co w Japonii, mówią lepiej po angielsku i rozumieją co się do nich mówi, niż ich o wiele starsi koledzy z Japonii. Dla mnie to niebywała zagadka.
Pozdrawiam serdecznie!

@Nyja, dziękuję :) Dla mnie to nie tyle praca, co autentyczna przyjemność - i mam nadzieję, że się nie wypalę...
Słowa "designowanie" użyłam z całą świadomością istnienia polskiego odpowiednika "projektowanie", bo wymyślony, chyba nie przeze mnie, czasownik "designowanie" zwyczajnie bardziej mi się podoba. Nie jestem purystką językową, wtrącam czasem angielskie słowa, jeśli mam do nich większy stosunek emocjonalny niż do polskich, jeśli lubię je bardziej lub jeśli mam ochotę napisać słowo czy całą frazę po angielsku, nawet jeśli polskie odpowiedniki istnieją. Proste powody :) Nie biorę Pani krytyki za złe, rozumiem jej przyczyny, bo zgadzam się, że "designowanie" nie funkcjonuje w języku polskim. Ale po prostu je lubię, podobnie jak bardzo lubię - tu akurat mój wymysł - słowo "coolerski", którego czasem używam, mimo iż też nie występuje w jęz. polskim i nie można go znaleźć w żadnym słowniku :)

@Lox_halcyon, cieszę się bardzo, mam nadzieję, że nie żałujesz "zmarnowanego czasu" :) Pozdrawiam!

@Rafał Cz., eee tam, wielkie... Wcale nie takie wielkie, ludzie większe rzeczy osiągają, ja tylko znalazłam bez problemu pracę, którą lubię i która mnie cieszy. I raczej nie ma to nic wspólnego z polskim pochodzeniem, bo to rzecz niezależna ode mnie. Moim zdaniem bardzo łatwo tutaj znaleźć swoje miejsce, łatwo tu żyć. Co do szacunku to nie wiem, ale wydaje mi się, że jeśli szanujesz ludzi i to widać, oni będą szanowali Ciebie. Proste. A marzenia są po to, by je realizować, Tobie życzę więc w nadchodzącym roku realizacji marzeń i dziękuję, że trafiłeś na mój blog :)
-
2013/07/24 23:06:05
Ale wsiąkłam w ten blog, naprawdę... O podróży do Japonii marzę od dawna, a co dopiero zamieszkaniu tam. Czy nowe wpisy na blogu jeszcze się pojawią?