| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Autorka
Autorka pisuje do:
Autorkę można też znaleźć
Chihiro2@gazeta.pl
Czytam
Filmy
Gazety
Instytucje
Książki
Wyzwania czytelnicze
Tagi

visit tracker on tumblr

wtorek, 08 stycznia 2013
Z technologią za pan brat

Wróciłam z podróży - wspaniałej, pełnej wzruszeń, zachwytów i zadziwień. Zobaczyłam kawałek Kambodży, ociupinkę Wietnamu i cząstkę Seulu. Spotkałam setki uśmiechniętych, serdecznych ludzi, oniemiałam dzięki najpiękniejszym architektonicznym dokonaniom ludzkiej cywilizacji - mowa o ruinach świątyń w Angkorze. Dokonałam milionów obserwacji, czasem wieczorami nie byłam w stanie zasnąć z nadmiaru wrażeń i refleksji. Takie podróże lubię, podróże, po których trzeba odpocząć, bo emocje nie pozwalają na wypoczynek gdy człowiek chłonie wszystko jak gąbka. Jutro idę do pracy, więc wpisy na blogu i zdjęcia będą musiały trochę poczekać. Tymczasem słucham khmerskiej muzyki, której nakupiłam trochę, i "ogarniam" rzeczywistość po powrocie. Dla Was zamieszczam fotografię mnichów z autobusu z Phnom Penh do Sihanoukville. Mnisi w Kambodży posiadają iPhone'y i niektórzy - co musiałam uwiecznić - czytają na iPadach :) Kambodża to naprawdę "the kingdom of wonder"...

piątek, 18 maja 2012
Nocne spacery po Sewilli
Sewilla noca 11

To nieprawda, że hiszpańskie miasta nigdy nie śpią. Ulice Madrytu czy Barcelony są gwarne przez całą noc, ale w Sewilli nocą się sypia, przynajmniej wiosną. Trzeba wyspać się na zapas, bo latem pogoda podobno jest nie do wytrzymania i wówczas noce spędza się na powietrzu. Śpi się zaś, gdy żar leje się z nieba i przebywanie na zewnątrz grozi poparzeniem. 

Wiosenne noce w Sewilli są chłodne. Wiosenne noce w Sewilli są ciche i spokojne. Można zagubić się w labiryncie uliczek, spacerować coraz dalej i dalej, z mapą w ręku, po czym ze zdumieniem stwierdzić, że po kilkunastominutowej wędrówce znajdujemy się w punkcie wyjścia. Tomas Eloy Martinez pisał w "Tango w Buenos Aires", że jest taka ulica w stolicy Argentyny, która rozciąga się jak guma i czas na niej staje w miejscu. Podobnie czułam się w starej części Sewilli. Zegary nad sklepem starego zegarmistrza wskazywały dwie minuty po północy i czas niemal nie ruszał do przodu... Brukowane uliczki lśniły w świetle latarni, gdzieś daleko przed nami przemykała czyjaś ciemna sylwetka, wchodząc do tej czy innej bramy. Przed licznymi barami tapas pracownicy wycierali stoły i śpieszyli się zamknąć interes na noc. Gdzieniegdzie jeszcze ostatni klienci wypijali jednym haustem ostatni kieliszek wina czy połykali ostatnie oliwki. 

Sewilla noca 1

Sewilla noca 5

Sewilla noca 2

Sewilla nocą jest piękna. Za dnia sklepiki straszą turystycznym badziewiem czy dewocjonaliami. Od butików oferujących sukienki komunijne według najnowszych trendów (tiulowe paski pionowe na bluzeczce, a poziome na spódnicy) można dostać oczopląsu. Starsze mieszczki poważnie przeglądają katalogi z sezonową modą, jakby Bóg naprawdę przykładał wagę do tego, jak panna będzie ubrana na pierwszej komunii. A poza sukienką trzeba jeszcze przecież dokupić świecę, pantofle, biżuterię, rękawiczki, różaniec, nową Biblię i figurynki Matki Boskiej, Jezusa czy któregoś ze świętych. Religijność mieszkańców Sewilli zaskoczyła mnie mocno. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek była w równie konserwatywnym, chrześcijańskim mieście. Przy tym ostentacyjność w obnoszeniu się z własną religią przypominała mi bardzo chrześcijan z indyjskiej Kerali - sądzę, że Indusi i Hiszpanie znaleźliby wspólny język bez problemu. 

Sewilla noca 4

Sewilla noca 8

Sewilla noca 6

Sewilla za dnia nie zachwyca tak bardzo jak nocą. Tłumy turystów przeszkadzają, wrzeszczące nastolatki z Włoch czy Francji snują się znudzone obok cudnych budynków - aż strach pomyśleć, co się będzie działo latem. Brak zieleni doskwiera mocno, próżno wyglądać parku - to zdaje się być problemem wielu hiszpańskich miast. Jedna uliczka z drzewami wzdłuż niej mieści jeden bar tapas obok drugiego i to tam się przesiaduje - turyści obok miejscowych. Cóż, kuchnia hiszpańska, piszę nie pierwszy raz, należy do najmniej przeze mnie lubianych. Mięsożerni mają w czym wybierać, ale dla wegetarian pozostają ziemniaki polane obficie majonezem, niekiedy ciecierzyca (trzeba dopytać się, czy aby na pewno bez boczku) i smażony bakłażan, od którego niedobrze się robi, tak jest tłusty. Chyba nigdzie nie bywałam tak głodna, jak w Sewilli i Cordóbie, i tak spragniona świeżych warzyw. W Cordóbie nawet sałaty nie dostałam surowej, usmażono mi ją! Gdyby przyznawano nagrody za najgorszy chleb, jestem pewna, że Hiszpanie mieliby wyróżnienie zagwarantowane. To coś, co nazywają chlebem, trudno przełknąć. Przyznam, że kuchnia i perspektywa szukania czegoś, co nadawałoby się do jedzenia, skutecznie odstrasza mnie od hiszpańskich miast, pomimo piękna krajobrazu miejskiego, jakie można w nich podziwiać. 

Sewilla noca 10

Sewilla noca 9

Sewilla noca 3

Czyimi śladami kroczy się po Sewilli nocą? Mimo iż miasto urodziło wielu sławnych hiszpańskich poetów, mnie kojarzyło się z Fernando Pessoą. Zupełnie bezpodstawnie, gdyż ten przypisywany jest Lizbonie. Ale w Sewilli znalazłam odcisk jego tekstu: "Powietrze jest zawoalowaną żółcią, jakby blada żółć widziana była przez brudną biel. Niemalże nie ma żółci w szarym powietrzu, ale bladość szarości zawiera żółć w swym smutku". Żółte światło latarni odbijane jest dodatkowo od żółtych ścian budynków, czasem pobazgranych ohydnie przez wyrostków. Więc topi się nocny wędrowiec w owej żółci niczym w gotowanym na miękko jajku, krąży w kółko, aż trafi do właściwych drzwi, wejdzie po schodach, otworzy drzwi do właściwego pokoju i padnie wyczerpany na łóżko. A po paru godzinach przywita go jeszcze większa porcja żółci, słońce bowiem pieściło będzie jego twarz i kazało zmierzyć się z Sewillą w ostrym świetle poranka.

Sewilla noca 7
piątek, 06 kwietnia 2012
Dolina jabłkami pachnąca
Kalpa 3

Mam wrażenie, że gdyby postawić któregokolwiek mieszkańca Kalpy na głównym placu (nie żeby we wsi był główny plac, ale umówmy się, że jest), zawiązać mu oczy, okręcić kilka razy w jedną stronę i kilka w drugą, a potem kazać iść do domu - trafiłby bezbłędnie. Nigdzie w Himachal Pradesh nie spotkałam ludzi tak kochających swe rodzinne strony, tak przywiązanych do własnej wsi. Nie dziwię im się. Gdybym pochodziła stamtąd, pewnie też nie chciałabym opuszczać tych wzgórz pokrytych jabłoniami i orzechami włoskimi, na których latem kwitną też wielobarwne maki. Budziłabym się o świcie, by podziwiać promienie słońca załamujące się na graniach szczytu pasma Kinner Kailash. "O, to jest Shivling" - pokazał mi w dniu wyjazdu z Kalpy teść trzydziestoletniej Kapili, w której pensjonacie się zatrzymałam. - "Wspiąłem się na niego w 1975, ale później już nie. Założyłem rodzinę, nie miałem czasu. A to jest szczyt Ganesh, a ten obok - Parvati. Na nie nie wchodziłem". Dzień wcześniej siedziałam na tarasie wpatrując się w ośnieżone góry, z książką rozłożoną na kolanach. Mając tak cudny widok przed sobą, świętokradztwem byłoby wgłębianie się w czarne literki na kartkach. Słońce zaszło wcześnie. Kapila wyszła z domu, by zebrać pranie rozwieszone na metalowych prętach barierki. Pokazała mi miejsce na dachu, dokąd jeszcze docierały promienie, podała maleńki stołeczek, pomogła się wspiąć na dach. Przedłużyła przyjemność słonecznego masażu twarzy o całe dziesięć minut.

Kalpa 1

Kalpa 2

Kalpa 10

Do Kalpy nie tak łatwo dotrzeć. Najpierw trzeba dojechać do Reckong Peo, większego, administracyjnego miasta. Nie jest szczególnie ładne, ale po przebyciu kilku godzin w autobusie lawirującym nad przepaściami, zrozumiałe jest, że chciałoby się odpocząć i nie narażać się na dodatkowe przygody pięcia się się jeszcze wyżej w górę. Ja jednak pragnęłam jeszcze tego samego dnia ujrzeć Kinner Kailash (czyż sama nazwa nie brzmi jak poezja?) i odetchnąć najczystszym powietrzem, wsiadłam więc szybko do autobusu, jadącego do Kalpy. Przywitały mnie fruwające nad wzgórzami orły i wszechobecny zapach suszących się na dachach domów jabłek. Polecany przez znajomego z Shimli pensjonat zamknięty był na cztery spusty. Naprawiający nieopodal samochód mężczyzna powiedział jednak, bym poszła dalej, "do tego niebieskiego budynku", tam mogę przenocować. Przeszłam przez czyjeś podwórko, przeskoczyłam przez strumyk, uśmiechnęłam się do młodej kobiety, która w zimowym słońcu suszyła świeżo umyte, długie, czarne loki. Znalazłam Kapilę, dostałam pokój i zostawiłam tam swoje rzeczy. Na głowę założyłam szarą czapeczkę z zielonym obramowaniem i wyszłam. Na schodach spotkałam inną kobietę z rodziny. Nie pytając, kim jestem, wyciągnęła z wielkiego kosza, który niosła pod pachą, i podała mi z uśmiechem cieplutki jeszcze, prosto z pieca, gruby chlebek roti.

Kalpa 18

Kalpa 22

Kalpa 20

Kalpa 15

Jeśli miałabym komukolwiek wybierającemu się w te regiony dać jedną radę, powiedziałabym: kupcie i noście te szare czapeczki. Nie spowodują, że zostaniecie uznani za swoich, ale pierwsze lody zostaną przełamane. Obce kobiety zatrzymywały mnie podczas spaceru po wiosce i okolicach, by powiedzieć lub pokazać mi, że ładnie wyglądam, a Preeti przetłumaczyła dla mnie kilka komentarzy kobiet zebranych na uroczystości ku czci Wisznu - mam podobno idealny kształt głowy do takiego nakrycia. Wdychałam świeże powietrze pełnymi haustami, jakbym chciała się nim upić. Zaczynałam odczuwać niesamowity przypływ energii, spowodowany wysokością, choć Kalpa leży zaledwie 2800 metrów n.p.m. - nic wielkiego. Nie wiem, czy to z powodu święta, dnia tygodnia (niedziela) czy pory roku (przygotowywanie się do zimy) odniosłam wrażenie, że w Kalpie czas płynie swoim rytmem. Mężczyźni podcinali gałęzie drzewek i bielili pnie, chłopcy paśli na łąkach kozy i krowy, zmęczone psy podsypiały na schodkach drewnianych domów. 

Kalpa 19

Kalpa 21

  Kalpa 4

Kalpa 14

 Kalpa 5

Gdzie indziej ludzie dają się skusić obietnicom wątpliwego postępu i budują wszyscy jak jeden mąż cementowe, pozbawione charakteru domy, w Kalpie zaś patrzy się na ten trend ze sceptycyzmem. Rozmawiałam o tym z Kapilą, zwracając uwagę na zawieszony w korytarzu jej mieszkania kalendarz ze zdjęciem wioski. Potrafiła momentalnie pokazać mi na zdjęciu, w którym domu kto mieszka i wskazać nieliczne nowsze zabudowania. Prawda jest taka, że mieszkańcy Kalpy wolą mieszkać w tradycyjnych, drewnianych, krytych dachówkami domach. Cieplej w nich zimą, chłodniej latem. Jest też sporo betonowych, piętrowych domów, ale one służą przeważnie jako budynki państwowe i pensjonaty, i to wyłącznie latem. Zimą woda w rurach zamarza i jest zwyczajnie zbyt zimno, by spędzać w nich noce. Dom Kapili miał długi korytarz, w którym mieściła się kuchnia i kilka izb, w większości pozbawionych okien. Mieszkańcy Kalpy muszą być sprawni do późnej starości. Nie dość, że we wsi wszędzie jest pod górkę (albo z górki, zależnie, w którą stronę się idzie), to do domu wchodzi się po stromych schodach. Na dachy prowadzą najczęściej drabiny. Drzwi do każdej izby z korytarza umieszczone są ok. 50-70cm nad ziemią, tak że trzeba zrobić spory krok, by wejść do środka. Łóżka są na sporym podwyższeniu, nie śpi się, jak w położonej wyżej dolinie Spiti, na podłodze. Kolorowe ściany ozdobione są, jak wszędzie, zdjęciami rodzinnymi w ramkach, starymi kalendarzami i plakatami. Kapila nie miała marzeń. Wyznała mi, jako jedyna osoba, którą spotkałam w Himachal Pradesh, że niczego nie pragnie ponad to co ma. A ma wiele: kochającego męża, dwóch synków (jeden, dziewięciolatek, chodzi do szkoły z internatem w Reckong Peo i przyjeżdża do domu tylko na weekendy), życzliwych teściów. Jej rodzice i brat z rodziną mieszkają w tej samej wsi, podobnie jak jej przyjaciółki szkolne. Życie może nie jest lekkie, ale daje wiele satysfakcji.

Kalpa 23

Kapila w kuchni swego domu, poniżej - wnętrze jej sypialni

Kalpa 24

Kalpa 13

Kalpa 12

Nabokov napisał kiedyś: "W mniejszym lub większym stopni w każdej osobie zachodzi walka między dwiema siłami: tęsknota za prywatnością i potrzeba wyjścia do ludzi. Introwersja, czyli zainteresowanie skierowane ku własnemu wnętrzu, własnemu życiu wewnętrznemu, myślom i kaprysom, oraz ekstrowersja - zainteresowanie innymi, skierowane ku zewnętrznemu światu, innym osobom i namacalnym wartościom". W podróży w Indiach często ma się wrażenie, że trzeba naginać się do innych. W wielu miejscach nigdy nie jest się samemu, w turystycznych miastach i miasteczkach zawsze obserwuje podróżującego tłumek gapiów, który śledzi każdy gest, każdy grymas twarzy. Notorycznie jest się zaczepianym na ulicy, nie sposób wejść do sklepu, by nie być od razu namawianym do zakupu czegokolwiek. Inaczej jest w wioskach himalajskich. Nikt nie próbował mi nic sprzedać, ludzie pozdrawiali mnie na uliczkach, ale nikt nie narzucał mi się ze swoją osobą. Mogłam przysiąść na kamieniu i pozostawiona byłam sama sobie. Mieszkańcy rejonów górskich, słabiej zaludnionych, cenią i respektują u innych potrzebę samotności i kontemplacji natury. Podwójne błogosławieństwo Buddy i bogów hinduistycznych, w których wierzą mieszkańcy, czyni z Kalpy mały raj indyjski. Mieszkańcy śpieszący do świątyni Wisznu kręcą po drodze buddyjskie młynki modlitewne. Na obiad mogą jadać tybetańskie pierożki momo, a na kolację - typowo indyjski ryż z daalem. Nie ma sprzeczności między dwoma systemami wiary, dwiema kulturami - indyjską, opartą na hinduizmie, i tybetańską, buddyjską. Umysł i serce ludzkie są pojemne, nie ma potrzeby, by rozgraniczać między jednym a drugim. 

Kalpa 11

Kalpa 9

Kalpa 8

Kalpa 6

Kalpa 7

W Kalpie nawiązałam pierwszą przyjaźń z psem. W dniu odjazdu wyszłam z pensjonatu w towarzystwie psa Kapili. Towarzyszył mi wiernie do ulicy, na skraju której czekałam na autobus przez pół godziny. W tym czasie pies nie odstępował mnie ani na krok. Siedział przy mnie, a gdy machając ogonem przybył skądś inny kundel, "mój" pies warczał na niego i nie pozwolił mu zbliżyć się do mnie. Nie dał zrobić sobie zdjęcia, ostentacyjnie odwracał się, gdy chciałam go sfotografować, aż robiło mi się nieswojo. Nie chciał pozwolić mi też wsiąść do autobusu, gdy ten wreszcie przybył. Łasił się do mnie i piszczał przeraźliwie, a gdy drzwi autobusu zamykałam za sobą, usłyszałam przeraźliwe wycie. Biegł jeszcze trochę za autobusem, aż w końcu stanął i ze zwieszonym ogonem patrzył za znikającym w tumanie kurzu pojazdem. Myślałam jeszcze o nim nie raz... Odniosłam wrażenie, jakbyśmy się skądś znali i jakby ów pies rozpoznał mnie z innego czasu, innego miejsca. W Indiach wszystko jest możliwe.

Kalpa 17
poniedziałek, 12 marca 2012
Herbata po pracy
Dolpa Tenzo 1

Dolpę Tenzo zauważyłam, gdy spacerowałam po wiosce Nako w dolinie Kinnaur w Himachal Pradesh. Schylała się ciężko, układając na dachu wielkie pnie drewna. Widać było, że ta praca jest jej znana od dziesiątek lat, miała już wypracowany model układania pni. Zawołałam bez zastanowienia, że jej pomogę. I tak spędziłam całe popołudnie, ze trzy godziny, pomagając układać makabrycznie ciężkie pnie na dachu, które młodsi członkowie jej rodziny przynosili na plecach (dostarczono je ciężarówką do klasztoru, skąd każdy musiał je sobie przetransportować do domu), by miała zimą na podpałkę. Dolpa nie mówiła ani słowa po angielsku, ale dogadywałyśmy się nieźle, jeśli było trzeba. Układałyśmy drewno, a czekanie na kolejne bale uprzyjemniałyśmy sobie wystawianiem naszych uśmiechów do słońca i słuchaniem porykiwań trzech jaków w jej niezadaszonej stajni. Po pracy umyłyśmy ręce, posmarowałam jej pomarszczone, spracowane dłonie moim kremem do rąk, a Dopla zaprosiła mnie na herbatę. Strasznie żałowała, że nie mogę u niej spać - zapraszała mnie kilka razy, ale miałam już nocleg zapewniony w innym domu. Pożegnałyśmy się czułym objęciem.

Cytat z cudownej książki "A Journey in Ladakh" Andrew Harvey'a, o Ladakhu, ale odnoszę to też do ludzi, których spotkałam w Himachal Pradesh. Harvey rozmawia tu z Hansem, profesorem psychologii z Nowego Jorku, który robi badania w Ladakhu.

Hans: "Religia ludzi z Ladakhu jest praktyczna, przyziemna - ma bardzo niewiele wspólnego z kompleksowym wyrafinowaniem lamów. Jednym z pytań, jakie zadałem w kwestionariuszu, było "Czy dobrze jest mieć dumę?". Każdy odpowiedział "Nie" bez wahania, a wielu dodało, że duma jest korzeniem zła. Nigdzie w odpowiedziach na jakiekolwiek pytanie, jakie zadałem, nie było sugestii, że rywalizacja i walka są centralne w życiu, że jeden człowiek powinien wygrywać kosztem drugiego. Dziesięcioletni chłopiec powie ci poważnie, że źle jest ranić kogoś czy coś, że zapłacisz za to w tym życiu lub którymś z kolejnych. Stara kobieta, która była żoną i pracowała na roli całe swoje życie powie ci: "Wszystko jest pustką, wszystko jest względne. Czemu więc ranić kogokolwiek?" (...) Trudno jest powiedzieć "I ta wiara dawała im spokój", by nie brzmieć protekcjonalnie albo sceptycznie... Ale kiedy widzisz i czujesz ten spokój, tę godność, dzień po dniu, w najzwyklejszych sytuacjach, w sposobie, w jaki stara kobieta robi ci herbatę, w sposobie, w jaki uśmiecha się do ciebie w polu, w szczerości jej odpowiedzi na twoje pytania..." Pomachał rękami i wzruszył ramionami: "Nie rozumiem tego, ale jestem tym wzruszony". 

Dolpa Tenzo 2
poniedziałek, 05 marca 2012
Hay-on-Wye: raj moli książkowych
Hay-on-Wye 34

W Hay-on-Wye poza sezonem na ulicach nie ma zbyt wielu przechodniów. Ci, których się dostrzeże, za moment znikają za kolorowymi drzwiami. Odnosi się wrażenie, że za nimi mają miejsce celebracje szczególnych rytuałów i obrzędów. I tak jest w rzeczy samej... Celebracje polegające na węszeniu między półkami, głaskaniu grzbietów książek, schylaniu się po skryte na dolnych półkach regałów pozycje lub stawaniu na czubkach palców, by sięgnąć po woluminy chowające się wysoko pod sufitem, liczeniu w głowie, ile książek można jeszcze nabyć, wreszcie wyciąganiu portfela w drodze do kasy i... czasem odkładaniu książki z powrotem na półkę z głębokim westchnieniem.

Wyobraźcie sobie wieś, którą można obejść szybkim krokiem w pół godziny. Uliczki usiane księgarniami - spójrzcie zresztą na mapę rozmieszczenia księgarń (numerki w kółeczkach oznaczają konkretną księgarnię, której opis znajduje się na ulotce, do wzięcia z większości księgarni). Wieś, w której nie ma na dobrą sprawę żadnych większych zabytków czy atrakcji. Do Hay przyjeżdża się na książkowe łowy. Okoliczne wzgórza wprawdzie kuszą pięknymi widokami i dobrymi trasami spacerowymi, ale walijska pogoda płata figle i gdy pada deszcz najlepiej skryć się właśnie w czeluściach kolejnych księgarń. Nie wyobrażam sobie przebywania tam w czasie trwania słynnego czerwcowego festiwalu literackiego. We wsi mieszka niecałe półtora tysiąca osób, zaś podczas festiwalu, trwającego dziesięć dni, Hay-on-Wye nawiedzają tysiące miłośników książek - w 2010 roku według raportu sporządzonego przez organizatorów na festiwal przybyło ok. 200 tysięcy osób, a spotkań/imprez/warsztatów zorganizowano aż 588! W tym roku program ma być szczególnie interesujący, festiwal obchodzi bowiem dwudziestopięciolecie. Na parę dni wieś przestaje być spokojną oazą książki pośród zielonych pagórków i wrzosowisk, a zamienia się w tętniące życiem literackie centrum kultury.  

Hay-on-Wye 33

Hay-on-Wye 38

Hay-on-Wye 32

Tymczasem zapraszam Was na spacer po Hay poza sezonem, gdy w księgarniach fotele czekają na strudzonych, a przed półkami nie tłoczą się setki turystów. Niektóre księgarnie i antykwariaty Hay specjalizują się w bardzo konkretnej literaturze, inne oferują dosłownie wszystko. Rose's Books na głównej ulicy Broad Street zachwyci miłośników literatury dziecięcej, szczególnie kolekcjonerów konkretnych serii, np. książeczek o Rupercie, serii Ladybird (ponad dwa tysiące w zbiorach), baśni o wróżkach czy serii Beano. Ogółem niezbyt duża Rose's Books posiada ponad 15 tysięcy pozycji. W gablocie za szkłem znajdują się szczególnie cenne eksponaty. Pierwsza edycja "Piotrusia Pana", w cudnej, zielonej, skórzanej oprawie, w dobrym stanie i z ilustracjami F. D. Bedforda kosztuje 7 tysięcy funtów. Książki w cenie paruset funtów wcale nie należą do rzadkości, a te najpiękniejsze i najcenniejsze, ilustrowane przez angielskich mistrzów, takich jak Arthur Rackham czy Edmund Dulac, osiągają ceny kilku lub kilkunastu tysięcy funtów. Tanich pozycji jest jednak bez liku. Stella Books, siostrzana księgarnia w pobliskiej wsi, posiada dodatkowo zbiory 45 tysięcy rzadkich i dawno wycofanych z obiegu pozycji, w tym blisko 10 tysięcy książek dla dzieci. Sprzedawczyni, Catriona, zdradziła mi, że klienci Rose's Books rozsiani są po całym świecie, mnóstwo kolekcjonerów starych, angielskich książek mieszka w USA. 

Hay-on-Wye 16

Hay-on-Wye 18

Hay-on-Wye 17

The Poetry Bookshop to jedyna brytyjska księgarnia, poświęcona wyłącznie poezji. Współczesna, klasyczna, wydana przez wielkie oficyny czy maleńkie, niszowe domy wydawnicze, pisana w jęz. angielskim czy publikowana w przekładzie - to jest konik właścicieli. Dodatkowo w księgarni znaleźć można moc publikacji na temat poezji, opracowania naukowe i krytyczne. Można tu szperać w sekcjach poświęconych poezji konkretnych krajów: chińskiej poezji, poezji niemieckiej, australijskiej czy egipskiej. Liczne spotkania z poetami gromadzą miłośników gatunku i ożywiają słowa poetów, na co dzień uwięzione między okładkami tomików.

Hay-on-Wye 24

Hay-on-Wye 41

Hay-on-Wye 25

Fani współczesnych kryminałów i starych, klasycznych powieści detektywistycznych przepadną na długie godziny w Murder & Mayhem (założona w 1997). Jeśli ktokolwiek marzy o miejscu poświęconym właśnie nim, musi przyjechać do Hay. To miejsce trudno przegapić - malowidła frontu księgarni rzucają się w oczy od razu, podobnie jak uroczy szyld w formie książki. 

Hay-on-Wye 27

Hay-on-Wye 28

Hay-on-Wye 30

Hay-on-Wye 29

Właściciel Murder & Mayhem, Derek Addyman, posiada jeszcze dwie księgarnie: Addyman Books (otwarta w 1987) i Addyman Annexe (otwarta w 2002). Addyman Books zdecydowanie należy do najciekawszych przybytków książki w Hay. Wystrój wnętrz jest szczególny. Niebieskie, mocno kiczowate, barokowe regały pochodzą z XIX-wiecznego kościoła w Transylwanii. Wielkie pokoje poświęcone literaturze sci-fi i fantasy zaszczycają tekturowe figury bohaterów "Star Trek" i trylogii Tolkiena. Sale z literaturą dotyczącą kina ozdobione są wygodnym szezlongiem i figurami Flipa i Flapa. Jak w każdej księgarni każdy wolny skrawek przestrzeni wypełniony jest książkami. Usiadłszy w fotelu przy kominku książki są na wyciągnięcie ręki. Interesujący stolik z półeczkami skrywa książki o książkach. Brakuje tylko, by ktoś roznosił kubki z parującą zieloną herbatą. Sukces pana Addymana, który zaczynał od jednej, niewielkiej księgarni, a dziś posiada ich aż trzy w tak małym miasteczku, świadczy o tym, że ze sprzedaży książek da się żyć. Duża część transakcji w dzisiejszych czasach odbywa się za pośrednictwem internetu. Amazon Marketplace to znakomite miejsce, gdzie używane książki sprzedają dziesiątki tysięcy księgarzy w całym kraju. Jak jednak twierdzi pan Addyman na swojej stronie internetowej, handel w internecie jest dopełnieniem interesu, a nie odbywa się kosztem handlu w księgarniach naziemnych. 

Hay-on-Wye 40

Hay-on-Wye 11

Hay-on-Wye 10

Hay-on-Wye 13

Hay-on-Wye 15

Hay-on-Wye 14

Hay-on-Wye 12

Hay-on-Wye 7

Hay-on-Wye 9

Hay-on-Wye 8

Najpiękniejszą księgarnią jest bez wątpienia Richard Booth's Bookshop & Café. Kremowo-buraczkowy budynek, ozdobiony kaflami przedstawiającymi zwierzęta wiejskie, wewnątrz zachwyca wysokimi sufitami, skrzypiącą drewnianą podłogą i zielonymi lampami, rzucającymi nastrojowe światło (szczególnie, gdy dzień jest pochmurny). W kawiarni-restauracji zjeść można pyszne dania (polecam marchwiowego burgera z awokado i sosem chili), a potem buszować po kilku piętrach księgarni. Czego tu nie ma! Książki o sztuce, podróżach, literaturze walijskiej, folklorze, przyrodzie, teologii, krykiecie - to tylko kilka najpowszechniejszych kategorii. Jeśli wyobraźnia podpowie Wam książkę z jakiejkolwiek dziedziny, która wydaje się nieistniejąca - na 100% znajdziecie ją w tej księgarni. Normą w księgarniach w Hay jest niezmiernie pedantyczne oznakowanie półek. Nie ma książek z lit. afrykańską: są półki z literaturą z Gabonu, Nigerii, Sierra Leone, Kenii itp. Każdy kontynent podzielony jest na kraje, cała Wielka Brytania podzielona na hrabstwa, a o każdym hrabstwie multum pozycji. Niektóre kraje, o których wyjątkowo dużo napisano, zyskały nawet kilka etykietek: Kultura Japonii, Historia Japonii, Polityka Japonii, Literatura Japonii itd. Na każdym piętrze strategicznie rozmieszczone fotele, kanapy, krzesła, usłane poduchami zapraszają, by przycupnąć choć na parę minut. Zajrzałam też do piwnicy, skrywającej tysiące książek kryminalnych i weszłam niechcący między regały z niewycenionymi jeszcze pozycjami, gdzie znalazłam m.in. pięknie wydaną powieść Nadżiba Mahfuza (zdjęcie u góry). Richard Booth's Bookshop jest niczym borgesowska biblioteka, nie mająca granic...

Hay-on-Wye 35

Hay-on-Wye 36

Hay-on-Wye 37

Zapomnieć o świecie można w Hay Cinema Bookshop, utworzonej w 1965 na miejscu dawnego kina. Nie jest to szczególnie ładna księgarnia, ale za to świetnie zaopatrzona. Wyobrażacie sobie ponad 200 tysięcy książek w jednym miejscu? A na piętrze mieści się kolejna księgarnia, Francis Edwards, która skupia "zaledwie" dziesięć tysięcy antykwarycznych pozycji wydawanych od 1855 roku. Przemierzanie przestrzeni tej księgarni to prawdziwy wyczyn. Nie wiedziałam, na czym zawiesić oko. Stanęłam w końcu na dłużej przed regałami beletrystyki w tłumaczeniu i zachwyciło mnie, że dziesiątki języków dostały tu swoje półeczki (no dobrze, holenderski i afrikaans dostały tylko kawałek długiej półki). Do tej księgarni warto pójść na koniec dnia, otwarta jest bowiem chyba najdłużej - choć i tak w porównaniu z Londynem, gdzie większość księgarń otwarta jest do 20:00, a wielkie Waterstone's czy Foyles do 21:00, godziny otwarcia nie robią wrażenia. 

Hay-on-Wye 1

Hay-on-Wye 6

Hay-on-Wye 5

Hay-on-Wye 3

Hay-on-Wye 4

Hay-on-Wye 2

Miłośnicy współczesnej prozy znajdą na pewno coś dla siebie w Hay-on-Wye Booksellers. Znakomite są ichnie zbiory rzadkich i antykwarycznych książek, ale ja odkryłam też fantastyczną kolekcję belestrystyki współczesnej, w dodatku po bardzo przystępnych cenach. Sympatyczne są małe księgarnie, często przerobione z mieszkań i zachowujące rozkład mieszkania. W Oxford House Books nawet wąski korytarz mieści półki, na których rozłożona jest penguinowska klasyka. Outcast Books, maleńki antykwariat, znajdujący się w podwórzu obok Rose's Books, skrywa ciekawą selekcję literatury z dziedzin filozofii, socjologii i psychologii. Greenways Corner Bookshop posiada imponujące zbiory starych magazynów - jeśli szukacie konkretnego wydania "Vogue" z lat 50., możecie mieć pewność, że albo dostaniecie go tam, albo właściciel błyskawicznie zdobędzie go dla Was. Hay Castle Books posiada olbrzymią kolekcję książek na temat rdzennych mieszkańców Ameryki oraz pisanych przez nich, ale specjalizuje się też w publikacjach o sztuce, filmie i fotografii. Backfold Books & Bygones to niewielki sklep, przypominający nieźle zaopatrzony londyński antykwariat. Ciekawe są tam pudła ze starymi fotografiami, które dawniej służyły jako wizytówki - nie mogłam nie kupić zdjęcia pewnej interesesująco wyglądającej pary. 

Hay-on-Wye 20

Hay-on-Wye 21

Hay-on-Wye 23

Hay-on-Wye 22

Hay-on-Wye 39

Hay-on-Wye 31

Trzeba zauważyć, że Hay-on-Wye nie zawsze miał status Miasta Książek. Oglądając stare fotografie widzę tradycyjne sklepiki: szewca, krawca, rzeźnika, warzywniaka, ale brakuje księgarni. Pomału wiele z tych miejsc zamykano i przekształcano je w księgarnie. W 1961 roku Hay-on-Wye, jako pierwsze miasto na świecie zyskało status Miasta Książek (oficjalnie ten status jako pierwsza, już w latach 80. XIX wieku zyskała dzielnica Jinbōchō w Tokio, znana z księgarń i domów wydawniczych, ale to nie osobne miasto, a jedynie dzielnica miasta). Dziś na świecie jest kilkadziesiąt Miast Książek, od Europy poprzez Azję i Amerykę Północną po Australię. Najwięcej, bo aż cztery, Miast Książek mieści się we Francji, co przy miłości Francuzów do literatury wcale nie dziwi.

Buszowałyśmy z Maga-marą po księgarniach niemal cały dzień. Zapewne wiele z Was interesuje, co ciekawego kupiłam w Hay. Otóż nabyłam tylko JEDNĄ książkę: wydaną w 1961 roku autobiografię brata XIV Dalajlamy, Thubtena Norbu, pt. "Tibet Is My Country". Przy całym urodzaju książek nie wypatrzyłam nic, co jeszcze chciałabym mieć za cenę, za jaką dana pozycja była oferowana. Nie jestem wielką fanką przesiewania ziaren od plew, a w księgarniach w Hay wiele jest też książek, których zapewne pies z kulawą nogą by nie tknął. Obok cudnie wydanych pozycji Folio Society czy starych klasyków w skórzanych, ornamentalnych okładkach, gnieżdżą się książki niewiele warte, nadające się w najlepszym razie na makulaturę. Ceny używanych pozycji nie powodują, że automatycznie sięga się do portfela. W londyńskim Skoobie, Judd Books czy dwóch moich ulubionych Oxfamach (jeden niemal naprzeciwko British Museum, drugi na Marylebone High Street) zawsze znajdę przynajmniej kilka pozycji, w dodatku o wiele korzystniej wycenionych niż w Hay. Nawet mój ulubiony malusieńki antykwariat w Stoke Newington ma lepszy asortyment, jeśli chodzi o współczesną beletrystykę, niż wiele antykwariatów w walijskiej wsi. No i jest jeszcze oczywiście Amazon Marketplace, na którym robię bardzo dużo zakupów, często płacąc za używane książki mniej niż 3 funty. Dlaczego więc warto pojechać do Hay-on-Wye? Niewiele jest wsi na świecie o tak małej powierzchni i liczbie mieszkańców, które stanowiłyby tak ciekawą skarbnicę książek i zwyczajnie warto to zobaczyć. Niewiele jest okazji, by bez skrępowania i wstydu spędzać długie godziny pośród regałów, wypatrując tytułów, wyostrzając wzrok, nabawiając się bólu szyi w pewnym momencie od wiecznego przekręcania głowy na bok. Na wsiach w Wielkiej Brytanii absolutnie normalne jest, że stałym punktem głównej ulicy jest - obok poczty, galerii z lokalnym rękodziełem i sklepu z mydłem i powidłem - księgarnia. Ale wyjątkowe jednak jest takie ich nagromadzenie, jak ma to miejsce w Hay-on-Wye. Blisko trzydzieści przybytków, gdzie książki ceni się szczególnie i z książek się żyje. Gdyby nie książki, być może Hay nie miałoby racji bytu. Tymczasem jest i ma się naprawdę dobrze. A sam festiwal literacki rozrasta się i pod patronatem Hay organizowane są obecnie festiwale na Malediwach, w Kenii, Bangladeszu, Hiszpanii, Libanie, Meksyku, Kolumbii i kilku innych krajach. Oby tak dalej.

Hay-on-Wye 19

A jeśli ktoś miałby ochotę obejrzeć jeszcze więcej zdjęć (i w większym formacie!) zapraszam tutaj. Po kliknięciu w "pokaż oryginał" ukażą się większe formaty. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13