| < Wrzesień 2007 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
Autorka
Autorka pisuje do:
Autorkę można też znaleźć
Chihiro2@gazeta.pl
Czytam
Filmy
Gazety
Instytucje
Książki
Wyzwania czytelnicze
Tagi

visit tracker on tumblr

niedziela, 30 września 2007
Gypsy Caravan

...czyli film poświęcony muzyce Romów, propagujący radość życia i proste, a intentywne emocje. Jeśli chodzi o muzykę to moja dusza woli raczej melancholijne klimaty, ale raz na jakiś czas mam ochotę na kiczowate cumbie, bhangrę punjabską, francusko-algierski rap czy właśnie żywiołową muzykę Bałkanów. Idea filmu polegała na zebraniu razem pięciu zespołów, którymi są: Esma Redzepova z Macedonii, Fanfare Ciocarlia również z Macedonii, Taraf de Haïdouks z Rumunii, Compañía Antonio el Pipa z Hiszpanii i Maharaja z Rajasthanu w Indiach, i przedstawieniu ich wspólnego sześciotygodniowego tournee po Stanach Zjednoczonych. Ujęcia z podróży i koncertów przeplatane są krótkimi scenami, ukazującymi życie domowe muzyków w ich ojczystych krajach. Poznajemy historię ich karier, różne powody, dla których zaczęli występować. Przy tym muzycy starają się walczyć ze streotypem leniwego, cwanego, brudnego Cygana, tak rozpowszechnionego w świecie zachodnim. Esma Redzepowa zaadoptowała w sumie 47 dzieci, z których niektóre występują z nią teraz jako dorośli muzycy. Główny skrzypek Taraf de Haïdouks, Nicolae, wspiera finansowo całą wioskę i łoży na edukację muzyczną wielu obiecujących i chcących się kształcić nastolatków z rejonu.

Najlepsze ujęcia są z koncertów, na których widać, jak wielką rolę stanowią dla Romów ich tradycyjne dżwięki i kultywowanie tradycji wspólnego muzykowania. Jak muzyka łączy ludzi, narody i jak topnieją wszelkie bariery i uprzedzenia. Jak cała sala śmieje się i płacze, wzruszona chropowatym głosem Juany la del Pipa czy rozpaczliwym śpiewem Esmy i jej prawdziwymi łzami. Za kulisami muzycy zachowują się jak małe dzieci, dla których dobra zabawa ważniejsza jest niż obowiązki - zawsze znajdzie się moment na papierosa, nawet gdy trzeba było być na scenie 5 minut temu. W samolocie zaś koniecznie trzeba przeprowadzić próbę ignorując komunikat o konieczności zapięcia pasów...

Cudownie pokazane jest uczucie, jakie łączy wszystkich Romów, jakby mieli jedno wielkie serce, bijące wspólnym rytmem. Mimo pochodzenia z różnych zakątków świata i poczucia względnego zaaklimatyzowania się w swoich krajach są w stanie dogadać się w języku cygańskim i zgodnie twierdzą, że kultura cygańska jest dla nich znacznie cenniejsza i ważniejsza niż ich kultury narodowe. Że nigdy nie będą wstydzić się przynależności do Romów, że będą starać się pielęgnować własne tradycje i obrzędy. Takie poczucie dumy z przynależności do określonej grupy społecznej czy konkretnego narodu jest dziś rzadkie, z tym większą przyjemnością patrzyłam na ich nieskrywaną miłość do własnej kultury. I mnie także ogarniała 'duende' (uczucie, jakie według Juany la del Pipa, przepełnia człowieka, gdy tak bardzo poruszony jest muzyką, że aż dreszcze przechodzą po całym ciele) i tak samo miałam ochotę tańczyć i śpiewac po wyjściu z kina, co publiczność obecna na wspólnych koncertach muzyków.

Good morning I

"Good morning I'm sleeping" to tytuł bardzo alternatywnego pokazu mody, na którym byłam pewnego dnia po pracy. W konwencji chodzonego teatru, opisującego fenomen wstawiania rannego swoją kolekcję bardzo nietypowych ubrań promuje japońskie rodzeństwo Kay i Jing Wong pod nazwą Daydream Nation. Przed pokazem wśród gości ubrani w piżamy i szlafmyce roznosili kawę 'pomocnicy' projektantów i didżeje. Sam pokaz nawiązywał wyraznie do malarstwa Rene Magritte'a, łącznie z oświetleniem i ubraną w piżamke dziewczyną-bąkiem, która co jakiś czas wyskakiwała z wielką planszą w kształcie ptaszka z napisem 'Where is my bird?'. Modelki też nie chodziły zwyczajnie po wybiegu, ale w coraz to nowym ubraniach przedstawiały czynności, które zwykle wykonuje się rano: mycie zębów, korzystanie z toalety, przeciąganie się.  Noszone na głowach w pewnej części show wielgachne kapelusze-filiżanki nieodparcie przypominały mi podwieczorek u Kapelusznika z 'Alicji w krainie czarów', za która Japończycy wprost przepadają (i nie tylko oni). Całość trwała niewiele ponad pół godziny, ale na długo zostanie w mojej pamięci. I raczej nie z powodu strojów (choć upatrzyłam sobie jedną sukienkę-worek), ale przez swoją surrealistyczną konwencję.

Strona Daydream Nation: http://www.daydream-nation.co.uk/

16:00, chihiro2 , Kultura
Link
ICA

Dwa tygodnie temu zapisałam sie do ICA (Institute of Contemporary Art) jako ich członek, dzięki temu mogę wszystkie bilety na filmy, sztuki i koncerty, jakie prezentują kupować ze zniżką dla siebie i dla gościa, a na wystawy ja i gość mamy darmowy wstęp. W dodatku mam zniżkę na ksiązki sprzedawane w ich księgarni i na dania serwowane w ich restauracji i kawiarni. Jestem już członkiem Barbicanu (kolejne wielkie centrum kulturalne w Londynie) i naszego lokalnego kina Curzon Renoir, które należy do sieci kin Curzon, przez co zniżkę mam we wszystkich sześciu kinach tej sieci. Członkowstwo nie jest tanie, ale w ICA już połowa wydanej sumy mi sie zwróciła - nie ukrywam, ze bywałam u nich ostatnio dwa razy w tygodniu i kupiłam pare biletów na nadchodzące festiwal filmów z Hongkongu i festiwal filmu żydowskiego. W Barbicanie za to na grudniowy koncert Zbigniewa Preisnera za pojedynczy bilet zapłaciłam £16 zamiast £35. Zachwycona jestem ofertą tych wszystkich instytucji, wszechtronnością oferty, rozmachem działań. Pamiętam, gdy jeszcze mieszkając w Warszawie cały rok czekałam na Warszawski Festiwal Filmowy - tutaj takie festiwale odbywają się co tydzień. I są bardzo wyspecjalizowane. W moim kinie lokalnym właśnie zaczął sie festiwal filmów bułgarskich, w innym jest festiwal filmó rosyjskich, w jeszcze innym filmów brazylijskich opartych na brazylijskiej literaturze, w BFI odbywa sie festiwal filmów niemych, a moje ICA właśnie zaczyna festiwal pt. "Swedish Erotica". Ja już kupiłam bilety na wspomniany festiwal filmów z Hongkongu i szykuję pieniążki na bilety na kilka filmów pokazywanych w ramach festiwalu koreańskiego. A na punkcie filmów azjatyckich mam prawdziwego fioła (tylko żadne horrory, uwielbiam filmy obyczajowe, pokazujące przemiany społeczeństwa, łączenie tradycji z nowoczenością). Nie mogę się doczekać nowego filmu Kim Ki-duka "Breath" (to ten od cudownego "Wiosna, lato, jesień, zima i ... wiosna") i "Secret sunshine" (odtwórczyni głównej roli dostała w tym roku Złotą Palmę w Cannes). Postaram sie zdawać relacje ze wszystkiego, co oglądam.

11:18, chihiro2 , Kultura
Link
sobota, 29 września 2007
Trzy, dwa, jeden... start!
Założyłam blog. Ja, która tak się przed tym broniłam. Obawiałam sie, że nie będę miała cierpliwości ani czasu, by pisać tak często jak powinnam. Zobaczymy, jak po jakimś czasie uznam, że jednak założenie bloga nie było dobrym pomysłem, przestanę go prowadzić. A tymczasem chcę mieć miejsce, gdzie mogę pisać o moich przemyśleniach, fascynacjach, obserwacjach itp. Mam doświadczenie - przez całą podstawówkę i liceum pisałam pamiętnik, zebrało sie tego kilka zeszytów. Rzadko do nich zaglądam teraz (leżą w domu rodziców i nie mam ich pod ręką), ale jak już mi się zdarzy, z wielkim sentymentem wspominam dawne czasy - choć za nic nie chciałabym znów do nich wrócić. Mam nadzieję, że uda mi się regularnie pisywać tutaj i dzielić moim życiem z choćby garstką czytelników.